ZAWSZE MYŚL O KOŃCU

Jak osiągnąć sukces? Jedna z porad brzmi „wizualizuj sobie swój cel”. No jasne. Siądę teraz i sobie będę wizualizować. Nie dość, że ledwo wymawiam to słowo, to jeszcze będąc w czarnej dupie, dajmy na to, to jak mam znaleźć w sobie jakąś magiczną moc, dzięki której będę sobie projektować siebie z sukcesem na ustach? No nie mogli jakoś łatwiej, no? I co jeszcze? Niech napiszą, krok po kroku, co mam zrobić, a nie jakieś mi tu czary-mary z wizualizacjami. Jezu, kto w ogóle wymyślił to słowo…wi-zu-a…pierdyśmierdy…

No i tak siedzę i czekam na ten „krok po kroku” i nic. Nikt jakoś nie leci do mnie z gotową receptą na sukces. No więc może faktycznie spróbować, co? Co tracę? No nic nie tracę. Zatem może by sobie strzelić taki seans projekcyjny?? Tylko jak się, cholera do tego zabrać?

Wyznacz sobie cel

No jasne. To najłatwiejsze…No to…celem jest kasa. Zawsze i wszędzie. Forsa. Kasa. Mamona. Przecież o to chodzi, prawda? Żeby mieć pieniądze. Bo co innego? Będą pieniądze, będzie reszta. No ok. Zdrowia nie kupię, ale już wizyty u prywatnych, dostępnych od ręki lekarzy już tak, prawda? Szczęścia nie kupię. Zgadzam się. Ale kiedy zafunduję sobie weekendzik w luksusowym SPA Irena Eris to jakoś sama się gęba śmieje, co? No, ale miłości to na pewno nie…. Ok. Tego nie. Tu nie mam argumentu…chociaż…. jakby mi szarpnął taki z brylantem na palec, tuż obok tego zaręczynowego, to jakoś bym chyba bardziej go kochała, no nie wiem sama….

No więc forsa. Zgadzamy się, prawda? To co? Mam sobie wyobrazić wielką ciężarówkę banknotów, czy sześciocyfrowy stan konta na ekranie mego ryczącego starością laptopa, który niebawem, oczywiście, zamienię na najbardziej odjechany komputer osobisty marki WDUPĘEKSTRA zakupiony za część tych zer tam, na koncie??

MOTOREM WIZUALIZACJI SĄ MOJE UCZUCIA, EMOCJE. PROJEKTOWANIE CELÓW WŁAŚNIE W TEN SPOSÓB DAJE DUŻO LEPSZE REZULTATY NIŻ WYOBRAŻANIE SOBIE JEDYNIE PRZEDMIOTU MOICH MARZEŃ.

Otóż nie. Specjalisty mówią, że trzeba sobie pożonglować naszymi emocjami. Muszę sobie wyobrazić, zrobić to na wizu-. Wyobrazić sobie, jak się poczuję, kiedy kupię sobie ten komputer, albo ułożę swe pokaźne ciało w wannie z kąpielą w wonnych wodach termalnych. Co wtedy poczuję? Radość, szczęście, rozkosz, spokój, satysfakcję. I to muszę sobie projektować. Muszę umieć sobie wyobrazić co mną targa, kiedy stanę tam, gdzie chcę.

Jaka jest różnica między tymi obrazami? Pierwszy to wizualizacja rozumem. Druga, to wizualizacja rozumem, emocjami i uczuciami. Tak kosmiczne połączenie może wywoływać całkowicie nieznane mi do tej pory reakcje. Widząc i czując siebie w konkretnych okolicznościach, a nie wyłącznie środki do ich osiągnięcia, od razu czuję się bliżej celu i o wiele bardziej czuję się zdeterminowana do tego, żeby przeć jak perszeron do tego, tam. Tak właśnie to ma działać.

Czy w takim razie wystarczy sobie pomarzyć?

Otóż absolutnie nie. Jeśli te obrazy pozostaną wyłącznie w sferze wizualizacji, to tam zostaną. Nic się nie stanie. Żadna kasa nie spłynie, żadne szczęście nie może się stać. Tak i było ze mną. Swojego czasu tak bardzo zobaczyłam siebie na końcu mojego marzenia, że zaczęło mi się wydawać, że wszyscy dookoła widzą mnie i odbierają właśnie już tak, jak ja sobie wyobrażałam siebie na tym końcu. Co to zrobiło ze mną? Ano właśnie nic. Utknęłam w miejscu. Nie miałam nic poza wizją siebie w określonym miejscu. I tak zostałam. No więc co robić?

Jak skorzystać z wizualizacji?

Plan. I ciężka praca. Za każdą wizualizacją musi iść plan działania i mój wysiłek włożony w jego realizację. Ale zanim stworzę sobie ten plan, muszę wiedzieć, z czego taki plan ma się składać. No, normalnie odkryłam po raz drugi Amerykę. Choć…teraz, kiedy prezydentem zostanie Donald, nie wiadomo, czy faktycznie nie będzie trzeba tego zrobić po raz drugi. No ale wracając. Co ma być w tym planie? U mnie to kolejne kroki. A zaraz za nimi idzie to, co ma pomóc mi je robić. Czyli cele i narzędzia. Kotlet i widelec. Najlepiej oczywiście działa, kiedy to sobie spiszę. Nie żyję bez kartki i ołówka. Wszystko muszę spisać. Po jednej stronie CEL, po drugiej NARZĘDZIE. I teraz tak: nie ma limitu takich celów i narzędzi. Nikt nie może narzucić mi z czego masz skorzystać, co mi będzie potrzebne, jakie kolejne szczyty będę zdobywać, żeby poczuć to, co czeka na mnie na najwyższym z nich. Nikt mi nie może kazać robić więcej, albo mniej kroków. Tyle ile ich potrzebuję i tyle tego, co ma mi to chodzenie umożliwić, ma się znaleźć na liście.

To jak zrobić taki plan działania ?

No żeby było łatwiej, weźmy sobie, jako przykład, taki kompletnie od czapy plan: działka, dom, ogród, sielanka.  Ja w grządkach, w grządkach butelka wina. Marta biega z rozpuszczonym włosem pośród krzaków malin, skubiąc gdzieniegdzie dojrzały owoc. W tym oszaleniu, część owoców trafia w jej te rozwiane włosy oczywiście, część na jaskrawobiałą sukienkę w stylu Zosia z „Pana Tadeusza” pasąca gęsi czy kury. Pełne eko. Ojciec Marty, a mój już mąż, siedzi w hamaku, pół-leży znaczy i pociąga dym z fajki, której nie pali oczywiście. Pies szczeka po kijek, którego nikt mu nie chce rzucać, ja czuję ciepło słońca na moim licu. Jest cudnie. W dupie mam resztę.

Taka jest moja wizualizacja. Działa? Działa, no jasne. No to teraz plan:

– spisuję wszystko, każdy z elementów mojej wizualizacji, bez szczególnego porządku, np.: dom, działka, ogród, że mam w dupie – co wbrew pozorom ma kolosalne znaczenie, dla uwypuklenia stanu emocjonalnego, który dzisiaj jest mi totalnie obcy, bo wszystko dzisiaj mną targa;

– te elementy to moje cele;

– porządkuję listę wg tego, który z nich jest dla mniej najważniejszy, np.: w dupie, dom, ogród, działka (jest, więc umieszczam ją na końcu jako zrealizowane);

– wyznaczam cele pośrednie, np.: dom ← kasa;

Przy celach policzalnych, takich jak pieniądze, dobrze żebyś zapisała konkretną wartość, jaka jest Ci potrzebna. Możesz wtedy oszacować, ile jeszcze Ci brakuje, co determinuje następnie Twoje narzędzia.

– przypisuję tym celom odpowiednie narzędzia, np.: kasa ← praca;

– z pierwszych narzędzi, jakie pojawią się przy celach, tworzę szczegółowy plan działania, krótkoterminowy i długoterminowy. Na przykład: praca: krótkoterminowe ← artykuły na portal i do gazet, długoterminowe ← spotkania, warsztaty, ćwiczenia, książka;

– do tych planów dopisuję kolejne narzędzia i tak dochodzę do tego, co muszę zrobić w najbliższym tygodniu, miesiącu, kwartale i roku.

I tak powstaje mój plan. I zawsze, na każdym jego etapie, wizualizuję sobie ten koniec, ten szczyt, to „w dupie”, to ciepło słońca wiosną i latem czy żar kominka zimą. I przyznam szczerze, że właśnie to, wulgarne bądź co bądź, „w dupie” działa najmocniej. Na to też warto zwrócić uwagę przy tworzeniu sobie takich wizualizacji. To, o czym pisałam na początku: emocje i uczucia. Ma Tobą zatrząść. Przetargać Cię z lewa na prawo.

Czy ważne jest tylko to, co przed Tobą?

Skąd. To, co już udało Ci się osiągnąć, jest bardzo ważnym elementem każdej wizualizacji i każdego planu. Ma głównie działanie motywujące. Ponieważ stawia to przed Tobą obraz tego, jak dużo udało Ci się już zrobić, żeby osiągnąć Twój cel. Polecam Ci, te zrealizowane już cele, zaznaczać na jak najbardziej rzucający się w oczy, taki w cholerę wyraźny, kolor. Dlaczego? Bo jesz oczami: patrzysz na Twój plan, listę i nie czytając nic, widzisz od razu jak wielki kawał roboty już odwaliłaś. Ile wysiłku już za Tobą. Jak silna i mocna jesteś. Jak mocno jesteś zdeterminowana. Dzięki temu następne cele wydadzą Ci się tak samo w Twoim zasięgu jak te, które już za Tobą.

Wizualizacja obiadu to przegięcie?

I tak, i nie. Pojedynczego obiadu to faktycznie być może trochę na wyrost. Ale już menu na cały tydzień dla dziecka, niekoniecznie. To takie samo wyzwanie jak dom i ogród. Na końcu, w mojej wizualizacji, jest radość z tego, że moja Marta jest zdrowa, jako dorosła kobieta. Co naturalnie jest celem każdej matki – żeby dziecko było zdrowe. I teraz, żeby tak się stało, Marta musi mieć nawyk zdrowego odżywiana się, a ten zaszczepię w niej ja. I po nitce do kłębka dochodzimy do jadłospisu na cały tydzień. Akurat dla mnie to bardzo istotne, ponieważ jestem totalnie nieogarnięta z kwestią jedzenia i nie radzę sobie z planowaniem posiłków. Co oznacza, że mam permanentny wkurw na to, że codziennie muszę wymyślać co na obiad. I podejrzewam, że moje znajome non-stop pytane przeze mnie „a co masz na obiad?? co gotujesz? co na drugie? a zupę jecie??”, w końcu odpowiedzą mi „a gówno!”.  I będą miały rację, bo ile można, no. „weź rzesz się ogarnij kobieto, no!!”. I to jest właśnie bardzo dobry przykład na to, jak wizualizacja może zmobilizować. Działając na najbardziej istotny obszar moich uczuć, czyli tych matki do dziecka, powoduje, że się mobilizuję i zaczynam działać w sposób zorganizowany. A przynajmniej próbuję.

Czy mogę wizualizować to, co niematerialne?

Oczywiście. Jak najbardziej. Mechanizm jest ten sam. Czujesz na przykład, że brakuje Ci poczucia własnej wartości i wiary w siebie? To zawsze może się pojawić właśnie wtedy, kiedy okazuje się, że nie możesz osiągnąć czegoś, co sobie założyłaś. Właśnie może dlatego, że niewystarczająco w siebie wierzysz. Co robić w takim razie, skoro zanim dojdziesz tam, gdzie chcesz, musisz nauczyć się wierzyć w siebie? Nabrać pewności siebie. Odbudować poczucie własnej wartości. Czyli osiągnąć coś niematerialnego. Najpierw trzeba się dowiedzieć, dlaczego tak się dzieje? Skąd u Ciebie brak tej pewności? Co lub kto powoduje, że nie czujesz, że w siebie wierzysz? I znowu wracamy do rozpisywania. To bardzo długi i niekiedy dosyć żmudny proces, u podstaw którego leży miłość do siebie, akceptacja siebie, poczucie własnej wartości i pozytywne nastawienie. I przebaczenie. To bardzo ważny element w rozkładaniu na czynniki pierwsze kwestii na przykład braku wiary w siebie. Bo czasami stoją za tym nasi najbliżsi: rodzice, przyjaciele, dzieci czy znajomi. I bardzo ciężko po pierwsze w tych najbliższych ulokować część odpowiedzialności za nasze zdrowie emocjonalne, a po drugie wybaczyć im. Ale to całkowicie odrębna rzecz, o której będę pisać w oddzielnym wpisie. Przytoczyłam to tutaj jako przykład na to, że możesz wizualizować swój stan emocjonalny, jaki chciałabyś osiągnąć.

Bo czy zawsze musi się udać?

Jasne, że nie. Nigdzie nie jest powiedziane, że choćbyś się zawizualizowała na amen, uda Ci się osiągnąć Twój cel. Niestety. Sukces to wynik całej masy okoliczności. Części z nich nie jesteś w stanie przewidzieć na początku Twojej drogi. Ale też nigdzie nie jest powiedziane, że nie uda Ci się osiągnąć tego, co sobie założyłaś. Dlaczego więc nie spróbować wykorzystać wszystkiego co wiesz, z czym się zetknęłaś, a co inni uznają za pomocne przy realizacji własnych celów? Co jeśli popełnisz błąd? Nic.To jedynie dowód na to, że coś robisz. Że stawiasz kroki. Że nie siedzisz w miejscu i nie czekasz aż zrobi się samo, albo że ktoś inny pociągnie za sznurki. To nawet lepiej. Dlaczego? Bo na błędach się uczysz. Zdobywasz kolejne doświadczenie, które możesz wykorzystać przy tej i następnej wspinaczce. Nauka na błędach jest bowiem uniwersalna. I, moim zdaniem, umiejętność  nauki na błędach jest luksusem. Bo jest deficytowa. Nie każdy potrafi z tego skorzystać. Nie każdy rozumie moc dania sobie pozwolenia na popełnianie błędów.

To jakie są wnioski?

Wizualizacja motywuje Cię do tego, żeby konsekwentnie dążyć do obranego celu.

Wizualizacja zbliża Cię do tego, do czego dążysz.

Wizualizacja łączy Twoje emocje, doświadczenie i wiedzę w jeden obraz.

Wizualizacja łączy Twoje marzenia z konkretnymi działaniami w Twoim planie.

Wizualizacja ma dać Ci przedsmak tego, co czeka Cię, jeśli uda Ci się zrealizować Twój plan.

Wizualizacja porządkuje według hierarchii ważności to, co masz do zrobienia.

Co ja wizualizuję?

Spokój. Rozumiany jako pewność, zdrowie, stabilizacja, bezpieczeństwo, szczęście, miłość. I moje ukochane „resztę mam w dupie”. Plan? Jasne, że mam. A jakże. I to w miarę konkretny. Wprawdzie wciąż szukam pierwszych kroków. Niektóre z nich robię nawet dosyć chaotycznie. Tak niezdarnie. Ale robię. Nie mam zamiaru odpuścić. Bo to, co czuję na końcu, jest tak cudownie odpalone w kosmos, że warte to jest każdej, nawet na początku nieudanej, próby.

Wizualizacja to cudowna umiejętność. Sama projektujesz sobie swoją przyszłość. Sama kierujesz własnym życiem. Sama wyznaczasz sobie cele. Twoja wyobraźnia może tworzyć przepiękne obrazy, które razem z Twoją ciężką pracą i determinacją mogą stać się Twoją rzeczywistością. Nie bój się tego. Nie obawiaj się, że za dużo sobie zaprojektujesz. Nie bój się poczuć za dobrze w swojej wizualizacji. Nie bój się myśleć, że absolutnie Ci się to należy. Wyrzuć z projekcji takie słowa jak „nie zasługuję, to dla mnie zbyt wiele, nie potrzebuję tego, wystarczy mi to, co mam”. Najważniejsze jest to, ile z tego dasz radę przekuć w Twoje działania. Ale nie oczekuj też, że raz dwa i wszystko stanie się jutro. Bądź cierpliwa. Konsekwentna, ale cierpliwa. Znajdź własne tempo. Własne sposoby na to, żeby docierać do każdego z celów. Ja wierzę mocno, że dla mojego „mam w dupie” opłaci się czekać nawet dłużej niż założę na początku. Bo to bezcenne dla mnie uczucie.

Kiedy zacząć? Jak zacząć? Ano zaraz i jak najprościej. Nie czekaj na ten właściwy moment. Nie siedź i nie czekaj na impuls. Nim jest dzisiaj. Nie jutro. Ponadto: nie wykluczone, że jesteś już w połowie drogi. Że już zaczęłaś być bliżej niż dalej. Nie przekonasz się czy tak faktycznie jest, jeśli nie spróbujesz. Ale pamiętaj, że marzenia same się nie spełniają. Nie pozostawaj więc wyłącznie pogrążona w marzeniach. Na nic Ci one, jeśli nic dalej z tym nie zrobisz.

A jeśli nigdy jeszcze nie robiłaś sobie żadnej wizualizacji, to posłużę się cytatem z reklamy: próbowałaś? nie? to dać jej szansę!

I teraz wyzwanie: powiedz, bez przerwy, cztery razy „wizualizacja”…dziękuję…:)


A Ty znasz inne sposoby na przybliżanie celów?? Tego nigdy nie za mało.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Kamila

    Tekst mnie zmotywował do cierpliwego pisania i prowadzenia bloga..zwizualizowałam sobie już spotkanie autorskie i podpisywanie książek…😉 super tekst, kawał dobrej roboty!!

    • Kilińska

      Kamila, ale się cieszę!!!! Dziękuję bardzo za te słowa. I pisz. Jasne, że pisz. Będę w pierwszym rzędzie na tym spotkaniu! I poproszę egemzplarz z autorgafem! Jest pięknie, Kamila!

  • Na łopatki rozłożone. Fajnie napisane:)

  • Wyznaczanie celów i realizacja ich kolejno to jest coś co sobie układam w głowie i tego się właśnie trzymam 🙂

Przeczytaj poprzedni wpis:
MOMENTY

Kto ich nie lubi, co? Ale nie o TYCH momentach będzie. Choć z nimi zawsze przyjemnie. Chodzi o te, po...

Zamknij