MODNA MAMA

Pamiętam, jak kiedyś, już zapomniałam przy jakiej okazji, dwóch gości porównuje dwa obrazki, scenki z życia. Na zasadzie skojarzeń. Pierwszy z nich: chodnikiem idzie kobieta, super ubrana, piękne włosy, subtelny makijaż. Szpilki, krótka spódniczka, pewnym krokiem podąża w sobie wiadomym kierunku. Drugi obrazek: tym samych chodnikiem idzie lekko przygarbiona kobieta w średnim wieku. Dwie siaty zakupów, tenisówki, byle jakie dżinsy, włosy spięte w niechlujny kucyk. I teraz pytanie: która z nich jest matką?

Obojętnie czy w jeansach, czy w sukience z wystawy … najpiękniejsza z naszych stylizacji to miłość do siebie i akceptacja tego jakie jesteśmy.

Nie ma zaskoczenia

Oczywiście, że tych dwóch facetów, podobnie zresztą jak 99% z nas, skojarzyło tę drugą. Ty też, prawda? Powiedz szczerze … no właśnie. No bo w jaki magiczny sposób, w naszej polskiej rzeczywistości, zadbana, pewna siebie, elegancka i wyglądająca jak modelka na wybiegu kobieta, która jeszcze w dodatku zmierza gdzieś w celach pewnie co najmniej rozrywkowych, mogłaby być szczęśliwą matką na wychodnym, a ta druga bezdzietną trzydziestolatką shetaną po dwunastu godzinach w biurze i cotygodniowym sprzątaniu całej chałupy, hetającą zakupy na wieczorną domówkę dla dwunastu osób? Nie ma takiej możliwości. Nie taka moda panuje. W przeciwnym razie pojawiłyby się co najmniej wątpliwości i głosy podzieliłyby się pół na pół. A tak, skojarzenie zawsze jest takie samo. Odmęty stereotypów, w jakich się poruszamy, blokują naszą wyobraźnię i przekonanie, że polska mama mogłaby założyć szpilki, kiecę tuż za tyłek i w piątkowy wieczór wyrwać się z domu na melanż po mieście.

Modna mama

A gdyby tak wywalić te kanony do kosza? Gdyby ustalić nowe, obowiązujące od teraz? O, tak jak „Vogue”w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a w zasadzie jego stylistki, zmieniły to, jak patrzymy na modę, tak my, matki dzisiejszych czasów możemy zostać kreatorami nowej mody wśród nas, polskich matek. Kto nam zabroni i dlaczego miałybyśmy tego nie zrobić? Nasza nowa mama, w garniturze uszytym z pewności siebie i poczucia własnej wartości, nie będzie wyglądać karykaturalnie, a bardzo kobieco i stylowo. Obojętne czy założy do niego tenisówki czy szpilki, w dalszym ciągu będzie mamą kochającą swoje dziecko ponad wszystko na świecie. Z tą różnicą, że nie będzie można już tak łatwo rozpoznać, która kobieta jest matką, a która nie: czy ta w czerwonej kiecce i szpilkach, czy w dżinsach i pepegach na nogach.

Nie chodzi też o to, żeby zaprzeczać macierzyństwu, ale żeby przestać myśleć o sobie wyłącznie jednowymiarowo.

Moda to nie ciuchy, a sposób myślenia

Bo jakkolwiek tę naszą nową mamę ubierzemy, sedno tkwi w tym, żeby nie tylko dobrać jej nowe ciuszki, ale przede wszystkim żeby ona zaczęła myśleć o sobie tak, jak ta z pierwszego obrazka. Żeby to, jak o sobie myśli w połączeniu z tym, jak wygląda nie zawsze rodziło jedno skojarzenie: jestem matką! Nie chodzi też o to, żeby zaprzeczać macierzyństwu, ale żeby przestać myśleć o sobie wyłącznie jednowymiarowo. Żeby czuć i myśleć o sobie jako o wolnej, niezależnej, pewnej swojej wartości i pięknej kobiecie. Wolnej od stereotypów, niezależnej od decyzji innych, kochającej i akceptującej siebie dokładnie taką, jaką widzi w lustrze.

Inna rola matki

Od pokoleń, również wśród mam, pokutuje przesąd, że dobra mama to taka, która dobrze karmi swoje dziecko. I do tego, głównie, również dzisiaj sprowadza się rola mamy: ma nakarmić, napoić, po czym zadbać o zdrowie dziecka. Rzadko kiedy mówi się o roli matki w kontekście odpowiedzialności za zdrowie emocjonalne dziecka czy bycia wzorem dla dziecka, jeśli chodzi o rozwój osobisty czy kontakty interpersonalne.

A dlaczego właśnie zamiast „dobrą” mamą, bycie „mamą pewną siebie” nie miałoby być odbiciem naszych czasów? Dlaczego macierzyństwo bez poczucia winy za jednoczesne dbanie o własny rozwój osobisty, nie miałoby się stać czymś uniwersalnym, czymś, na co każda z nas może sobie pozwolić? Każda mama z pomocą poczucia własnej wartości mogłaby pokazać dziecku i nauczyć go wszystkiego, co kiedyś będzie dla niego ważne, a przy okazji zbudować swoje własne, małe imperium wiary w siebie i świadomości własnych możliwości. Nie znaczyłoby to przy tym, że od rana do wieczora dzieciak biega głodny, brudny i z gilem pod nosem.

Pewna siebie mama to symbol

Wyobraźmy sobie, że w Polsce zaczyna panować taka moda: mama, z jednej strony dbająca o poczucie własnej wartości, rozwój osobisty, a z drugiej troskliwie zajmująca się domem, dziećmi i rodziną bez konfliktu obydwóch tych ról. Czy zaczęlibyśmy się wtedy przyglądać uważniej temu, co taka mama symbolizuje? Czy inaczej postrzegalibyśmy rolę takiej mamy w społeczeństwie? Czy nabralibyśmy ochoty na naśladowanie jej, skoro jest symbolem? Czy podawalibyśmy ją jako przykład dla naszych dzieci „popatrz kochanie, taką panią warto naśladować”?

A co jeśli najtrudniej zacząć od siebie?


Jeśli nie wiesz jak zacząć myśleć o sobie, jak zbudować lub umocnić poczucie własnej wartości i chcesz się dowiedzieć jak umacniać samoocenę dziecka, zapraszam Cię na WARSZTATY DLA MAM. Pierwszy z cyklu „Jestem ok. taka, jaka jestem” jest w całości poświęcony budowaniu silnej i stabilnej samooceny. Tutaj znajdziesz szczegóły. Jestem pewna, że nasze spotkanie będzie dla Ciebie cudownym początkiem pięknej zmiany. Czekam na Ciebie, uściski.

 

 

zdjęcie: VOGUE/Alexi Lubomirski

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Aleksandra Zalewska

    Totalnie się nie zgodzę… Teraz właśnie panuje trend na bycie matką, która 5 minut po porodzie ma pomalowane paznokcie, płaski brzuch, najmodniejsze ciuchy i jak najszybciej wraca do pracy…. Jeśli nie jesteś taką matką, nieważne czemu to powinnaś się wstydzić! Masz krzyczeć jaka to jesteś pewna siebie i jak ze wszystkim sobie radzisz, gotujesz bio, ćwiczysz, pracujesz, prowadzisz bloga, dom masz wysprzątany na błysk i uprawiasz z mężem sex 10 razy w tygodniu na wszystkich meblach… Ja pierdziu dajcie nam być czasem zmęczona…. Pozwólcie nam się cieszyć tym dzieckiem i tylko nim, bo to ogromna dla nas zmiana i najwspanialsza, a zarazem najtrudniejsza rzecz w życiu. A potem nie każcie nam być idealne, bo po tych 12 godzinach w pracy naprawdę trzeba posprzątać i ugotować obiad… Może ja zamiast iść na paznokcie i wyszorować wszystkie klamki w domu na błysk wole sobie obejrzeć głupi serial i odpocząć na kanapie, zamiast udawać perfekcyjną Panią domu w pełnym makijażu myjącą kibel…
    Może ja się nie chcę rozwijać zawodowo miesiąc po porodzie, za to wolałabym popatrzeć na rozwój mojego dziecka…
    To, że dźwigam torby zmęczona i nieumalowana nie znaczy ze nie znam swojej wartości i nie lubię siebie.. Strasznie to stereotypowe. Wypiękniona to na pewno kocha siebie i jest super mamą, a ta w dresie z zakupami jest nieszczęśliwa i powinna się ogarnąć, bo teraz nie wypada być nigdy zmęczoną ani smutną… To ja się pytam, czy my jesteśmy plastikowymi lalkami, czy ludźmi, którzy mają prawo do słabości, smutku, skupienia na tym co akurat dla nas ważne (dziecko) zamiast udawania, że w sumie nic się nie zmieniło tylko doszła nowa lalka do strojenia.
    Na kobietę narzuca się teraz tyle ról, ze nawet nie ma kiedy poczuć się tylko matką i w pełni tego przeżyć.

  • Wiola Skawinska

    Ciekawy i dobry wpis, dokładnie nieważne w czym, ale jak się czujemy same ze sobą.

    • @wiolaskawinska:disqus tak właśnie. I niech tak zostanie. Wtedy wyglądamy najpiękniej. Pozdrawiam

  • Gosia

    Faktem jest z ejeżęli czujemy się dobrze sami ze sobą, akceptujemy swój wygląda to jest ok. Jednej podobają się szpilki na 10 cm obcasie a inna idealnie odnajduje się w trampkach. To ja, wszystko zależy od nas i naszego wnętrza. Jestem mamą i to dodaje mi wigoru i radości.

    • @disqus_CGrEyBLfLL:disqus jak pięknie to napisałaś! Ogromnie się cieszę, że właśnie tak się czujesz. Jesteś inspiracją dla innych. Ściskam Cię mocno.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja zawsze wychodzę z założenia, że wygląd bardzo mocno przekłada się na samopoczucie. Staram się ubierać i wyglądać tak, żebym po prostu miała ochotę uśmiechnąć się do własnego obicia w lustrze. Zawsze pamiętam o tym, że poza byciem mamą jestem też (przede wszystkim) kobietą.

    • @naszebabelkowoblogspotcom:disqus jasne, że tak. Tylko czasem i najpiękniejsza kiecka nie pomaga i nie mam ochoty w ogóle się do siebie uśmiechać. To chwilowe i mija. A to, co we mnie zostaje na zawsze. Ściskam

  • Ja chyba jestem tą panią z siatami i niechlujnym kucykiem 🙁
    Ale też czasami ilość pracy, obowiązków domowych mnie przytłacza i nie chce mi się wierzyć w obrazki kreowane przez niektóre blogerki parentingowe: szpilki, krótkie spódniczki, siłownia, pazurki. A kto ogarnia dom? Kto spędza czas z dziećmi?

    • @agumama:disqus I to właśnie często pytanie, jakie pada na blogach parentingowych. Kiedyś przeczytałam, że to kwestia organizacji. Cóż, ja i organizacja to jakieś odległe bieguny są. Podziwiam takie mamy i czasem nawet im zazdroszczę. Ale to szybko mija i wracam do własnego chaosu:), z którym bardzo mi dobrze. Bo jest mój i jestem w nim niedoskonała. I taka się sobie podobam najbardziej. Mam nadzieję, że Ty czujesz podobnie. 🙂 Ściskam

  • Ja ubieram się różnie i bardzo lubię styl dziewczęcy: falbanki, trampki, krótkie topy, jasne kolory. Jestem mamą od 6 lat, jestem nauczycielką, jestem też młodą babką, która nie wygląda na swoje lata, dlatego śmiało z tego korzystam i czasem, pomimo nawet że może nie wypada, wyglądam bardziej jak siostra własnej córki. Nie obwiniam siebie za to, bo to tylko wygląd, a i tak cały mój świat kręci się wokół Melanii. Jestem odpowiedzialną, samodzielną mamą i to jak wyglądam nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze, żeby siebie lubić i kochać, nie akceptować – to za mało, tylko naprawdę lubić. Jeśli moja córka każdego dnia będzie miałaby oglądać zapuszczoną, sfrustrowaną rozwódkę, to bardzo ją bym tym okaleczyła. Matka musi być też kobietą, przede wszystkim dla swojej córki.

    • @zfilizankakawy:disqus Przykro mi, że to Cię spotkało. Mimo tego bije od Ciebie optymizm i taka radość życia. Wyobraziłam sobie siebie jako uśmiechniętą i cudnie szczęśliwą kobietę. Trzymam za Ciebie kciuki! Ściskam mocno

  • Myślę że pomału to wszystko się zmienia… Ludzie już nieco inaczej patrzą na matki a i one same częściej dbają o swój komfort życiowy. Oczywiście nadal są różne skrajności. Ja jestem gdzieś po środku… Np zazwyczaj chodzę w jeansach koszulce i trampkach ale nie dlatego że jako matka tak powinnam i nie dbam o wygląd tylko poprostu najbardziej tak lubię.

    • @agamamadusi:disqus obojętnie czy w jeansach, czy w sukience z wystawy, najważniejsza z naszych stylizacji to miłość do siebie i akceptacja tego jakie jesteśmy. I właśnie w Twoich słowach to czytam – dokonujesz wyborów nie dlatego, bo wypada, powinnaś czy ktoś Ci to narzuca, ale dlatego, że tak lubisz. Ogromna duma czytać takie słowa Aga! <3

  • Wydaje mi się, że wiele dobrego wnoszą blogi rodzicielskie. Pokazują one, że można być dobrą mamą/tatą, a przy tym pracować, podróżować, spełniać się i wyglądać jak mln $$ 👌Wszystko jednak zależy od nas samych, jaką drogę wybierzemy.

    • @disqus_FITxlCXzUf:disqus Podziwiam mamy, które aktywnie prowadzą blogi. Często robią wszystko same, począwszy od grafiki, przez treść, zdjęcia i aktywność na profilach. To jednoosobowe mini-przedsiębiorstwa. Jak one znajdują na to wszystko czas?? Są niesamowite. Dla takich właśnie mam stworzyłam MAM(Y) MOC. Dla promocji ich, tego co robią ich pasji. To piękne historie. Zajrzyj w wolnej chwili. http://www.jakuraniedomowa.pl/kat/projekt-dla-mam/

  • Guesswhatpl

    Zmienia się ten trend „mamy zaniedbanej”, zaczynamy zupełnie inaczej do tego podchodzić i chwała Bogu za to. Zapewne to wpływ z zachodu, ale i różnica pokoleń. Teraz kobiety-mamy są o wiele pewniejsze siebie!

    • @Guesswhatpl:disqus i oby ten trend się jak najdłużej utrzymał 🙂

  • Bardzo fajny tekst i w stu procentach trafiony w mój światopogląd! Mimo tego że mam dwójkę dzieci staram się zawsze, no dobra, prawie zawsze wyglądać tak, by trudno było rozróżnić – odnoszę się do początku tekstu 🙂

    • @mysweetlittleprecious:disqus Dziękuję. Czy wyglądamy gorzej czy lepiej to, co najważniejsze niech zostanie niezmienne i niezależne od samopoczucia.

  • Czytając to myślałam o tym, jak ja traktuje swoje wychodzenie z domu. W sumie ubierając się jakoś wystzrałowo czuję jakbym zostawiała rolę mamy w domu. Ale swoją droga lubię wyjść nieumalowana, w za dużej koszulce, pchając z rozżaleniem wózek z dzieckiem xD Bawią mnie miny ludzi, a ja wiem, że nikt mnie będzie mnie oceniał BO MATCE WOLNO 😀

    • @matkiupadki:disqus No właśnie, wiesz kiedyś zwróciła się do mnie pewna mama. Razem wzięłyśmy się za bary z poczuciem i tłumaczeniem „wolno mi mniej, bo jestem mamą”. Dałyśmy radę i zmieniłyśmy to na „chcę i mogę więcej właśnie dlatego, że jestem mamą”. Bardzo dobra zmiana, ta naprawdę dobra! <3

  • Trudny temat. Myślę, że na początku przygody z macierzyństwem ogromnym sukcesem jest osiągnięcie samoakceptacji i pogodzenie się ze wszystkimi zmianami, które zachodzą w fizyczności kobiety i jej otoczeniu. Nie każdemu przychodzi to łatwo. Czasem potrzeba trochę czasu żeby znów poczuć się pięknie. Ja też widuję coraz więcej pięknych, zadbanych, szczęśliwych mam. To znaczy, że można:) Motywujący wpis!:)

    • @dlamlodychrodzicow:disqus dziękuję Sylwia. Uśmiecham się od ucha do ucha, kiedy czytam, że widzicie takie mamy. Ja mam nadzieję, że za strojem i uśmiechem kryje się prawdziwie mocna samoocena i przekonanie, że są silne, spełnione i szczęśliwe! Ściskam najmocniej.

  • Powiem tak, znam kilka takich mam które mają po dwoje, troje dzieci i szpileczki to dla nich norma – dzień powszedni, ale znam też takie, dla których wyjście na miasto, czy bycie fajne ubranym to tylko marzenia…ja stawiam siebie pośrodku 😉
    Są takie dni, gdy siedząc w domu nie chce mi się nic – dosłownie, mam takiego doła, że nawet szpilki nie poprawiłyby mi humoru, ale gdy mogę swobodnie wyjść, pokazać się światu to chcę wyglądać po prostu fajnie i tak też się czuć 😛

    • @disqus_OplSW17rj1:disqus wg mnie Ania takie dni, o których piszesz, ma każda z nas. Ja sama – całymi tonami. I pozwalam sobie na nie. Czasem z nimi walczę, czasem się poddaję i jest mi z tym dobrze. Daję sobie na nie prawo. Silne i stabilne poczucie własnej wartości daje nam właśnie siłę, żeby tak myśleć o sobie: że mam prawo czuć się źle, mieć dół itp. To komfort akceptowania siebie takiej, jaką jestem. Ja szpilek nie noszę. Za szyk i elegancję uważam, jak wbiję się w spódnicę. 🙂 Ale to nie wtedy czuję się najlepiej. Są też i takie dni, że mizdrzę się do siebie przed lustrem, wdzieję bardziej szaloną odzież i idę w miasto! Z podrywu nici, ale chociaż w szybach sklepowych wyglądam bosko!! <3 ściskam mocno

  • Ja myślę, ze jednak zmienia się sporo w tym temacie.

    • @alexanderkowopl:disqus uwielbiam to „jednak”. Chcę takich jednak jak najwięcej. 🙂 Im więcej z nas, mam, będzie czuło, że to się zmienia, tym szybciej moda na pewną siebie mamę na stałe znajdzie sobie miejsce w każdej polskiej szafie. Ściskam mocno.

  • A bo w Polsce mama ma tylko siedzieć w domu i dzieci bawić 😉 Niestety, takie myślenie jest jeszcze częste, a nie każda mama ma siłę, żeby nie przejmować się tym, co myślą i mówią inni. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu, zanim to myślenie się zmieni… Dla mnie mistrzynią łączenia roli matki i innych ról jest Kamila Rowińska – można posłuchać o tym np. tutaj https://www.youtube.com/ watch?v=r_cRwKsECdU (spacja do usunięcia przed watch) – fajne zdanie na koniec: rób jak najwięcej dla siebie, ale nie biczuj się, jeśli nie zdążysz 🙂 – albo poczytać w jej książce „Kobieta Niezależna” http://bit.ly/KobietaNiezaleznaKR 🙂

    • @careerup:disqus och tak, Kamila jest kapitalna. Uwielbiam jej słuchać i ją czytać. Jest z pewnością jedną z tych kobiet, którym bardzo uważnie się przyglądam i biorę z niej garściami. Piszesz Emilia, że „minie jeszcze sporo czasu”. Myślę tak samo, ale ten czas zaczęłam już odmierzać dawno temu i dla mnie on już płynie, wiesz? Ten czas tej zmiany. Mówienia o sobie nie jak o podrzędnym wykonawcy życzeń i obowiązków rodzinnych przy okazji być może coś tam robiącym zawodowo, ale tylko tak, żeby mieć czas na dziecko. Rozumiesz? Ale jako równorzędny uczestnik życia własnego i rodzinnego. Równowaga – to słowo klucz. Brak konieczności wyboru – to drugi klucz. Bo tak jojczymy, że system nieprzychylny, że nie idą matkom na rękę itd. Jasne, że tak. To w powijakach jest wszystko. Na moim osiedlu, gdzie rodzin z małymi dziećmi jest więcej niż trawy na rabatkach, jest jeden, JEDEN, publiczny żłobek. We wrześniu albo później oddają drugi. DWA żłobki na giganta w stolicy. Kpina. Ale … zanim matka toczyć będzie boje o miejsce w żłobku niczym nasze mamy po szynkę za komuny, to ona musi chcieć oddać do żłobka nie dlatego, żeby mieć kilka godzin spokoju, ale żeby ten czas wykorzystać na własny rozwój, dla siebie. Oj, mogłabym tak długo. Dziękuję za komentarz Emilka, ściskam najmocniej, cudnego dnia.

      • „Brak konieczności wyboru” – o, to jest to!
        Tak myślę, że system (państwo) to jedna strona medalu, ale druga – pracodawcy. Dla niektórych kobieta ciężarna/matka to kula u nogi. I zauważam bardzo mocny trend – coraz więcej świeżo upieczonych mam myśli o własnym biznesie (zazwyczaj są to jakieś produkty hand-made związane z dziećmi)!

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZY BYCIE MAMĄ BYWA WSTYDLIWE

Ten temat wraca jak bumerang. Nie dalej jak wczoraj zadzwoniła moja przyjaciółka. Dostała propozycję pracy. Hurra! Będzie kasa na babską...

Zamknij