Zabezpieczony: STOP KRYTYCE MAM, część I

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
, Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
  • Pingback: Iwona Kilińska - wywiad #5 ~ Pan Cytat Inspiruje()

  • Och Wychowanie

    Krytykowanie innych i to niekoniecznie tylko mam, to chyba nasza narodowa cecha, więc jak najbardziej popieram akcję „stop krytyce mam” . Od czegoś trzeba zacząć 🙂

    • @ochwychowanie:disqus Dziękuję Ci bardzo. Wiesz, dostaję maile, że akcja super i w ogóle, ale, że wyniki ankiety są totalnie zaskakujące, a najbardziej te, które mówią o tym, że po pierwsze krytyka nic nie daje, a po drugie że tak dużo mam po wszystkim wyciąga wniosek, że to kompletnie nie ich sprawa. I coraz więcej mam zadaje pytanie „to po co krytykujemy? przecież to nie ma sensu”. I jeśli taka myśl zacznie się rozprzestrzeniać, to powoli, powoli może dojdziemy do wniosku, że po prostu nie warto. A zaczynamy już dzisiaj na moim fp, tam pierwszy krok. jeśli będziesz miała ochotę, serdecznie zapraszam. ściskam mocno

  • Ciężki temat. Tak myślę że sobie nawzajem dowalamy z nawyku i przyzwyczajenia. Same zebrałyśmy niezłe razy, nas w kółko ktoś pouczał i krytykował – więc im robimy się starsze – tym częściej powielamy schematy. Dobry, zły – nieważne. Ważne że wyuczony.

    • @ulaulencja:disqus tak, tak. absolutnie. tak też mówią wyniki. To trzeci najczęściej wskazywany powód „dlaczego to sobie robimy” – zakorzenione zachowania. ale to nie znaczy, że nie można z tym walczyć ani chcieć to zmienić. natomiast nie wiem czy to domena wieku, wiesz. jest taka głośna historia wśród blogerów parentingowych, gdzie młodziutka dziewczyna hejtowała chyba tak często, jak brała oddech. i hejtowani nie popuścili. dziewczyna straciła pracę. a jest młodziuteńka. chyba ledwo po 20.

      • no fakt 🙂 niektórzy mają wrodzone zdolności. Inni czekają na nazbieranie doświadczenia życiowego 😉 By zacząć intensywnie działać. Najważniejsze – że można się zmienić 😀 A pierwszym krokiem jest zauważenie problemu. Więc może dzięki takim wpisom jak Twoje – ktoś jednak chwilę się zastanowi – zanim wypuści słowa z głowy 🙂 Pozdrawiam

        • @ulaulencja:disqus dziękuję moja kochana, dziękuję. mam taką nadzieję, że to cokolwiek zmieni. wzajemnie ściskam

  • Gosia Owczarek

    jej świetne badanie. takie prawdziwe. Krytyka jest była i będzie. Tylko czemu pojawia się ona głównie właśnie wtedy gdy zostajemy mamami. Dlaczego inne sfery życia są wolniejsze od te krytyki. Dlaczego ona wtedy właśnie najbardziej boli. Ja wcześniej byłam dosc odporna na krytykę. Gdy zostałam mamą wszystko brałam bardzo do serce. Brałam, bo teraz już nauczyłam się, że nie warto.

    • @gosiaowczarek:disqus wszędzie Gosia tego pełno jest. zobacz w polityce, wśród celebrytów, na co dzień w środkach masowego przekazu. cała masa. niestety. I poruszasz bardzo ważną kwestię: że od kiedy zostałyśmy mamami, bardzo wszystko bierzemy do serca. pojawia się więc pytanie, dlaczego? czy to nie jest trochę tak, że za bardzo chcemy być „idealnymi” mamami? Że ta otoczka różu, błękitu, czystości, uśmiechniętych dzieci, ułożonych ciuszków w kosteczkę, białych podłóg lekko nie wypacza jednak tego, co nas czeka po drugiej stronie? A przecież to w tym macierzyństwie jest najpiękniejsze: że nie pachnie lawendą i smakuje jak lukier. Czarne i białe. Ale tylko takie, prawdziwe, nie udawane, jest najpiękniejsze. Bo wtedy zamiast czystych półeczek w szafeczkach w centrum uwagi jesteśmy my i nasze dzieci. To jest najważniejsze. A my? Staramy się tak wszystko och och, ktoś wrzuci nam kamyk do naszej pięknej i czystej przestrzeni, a my zamiast go wykopać z powrotem, pompujemy go poczuciem winy. I zaczyna się kręcić koło: myślimy o sobie źle, mówimy o sobie źle i zaczynamy krytykować inne mamy (z badań wynika, że wśród mam, które krytykują inne mamy aż 80% mówi o sobie źle). czas zacząć to zmieniać. ściskam mocno

  • Agnieszka Jarosz

    Uważam, że za taki stan rzeczy po części winne są same kobiety. Ja ostatnio wywalczyłam z moim partnerem duuuużo więcej zrozumienia. Coraz częściej zauważa to co robię i co dla niego kiedyś było moim obowiązkiem. Zaczął zauważać kiedy zaczął zostawać w domu z modszym synem sam. Teraz pochwali, wspiera a przede wszystkim nie krytykuje.

    • To co piszesz @agnieszkajarosz:disqus potwierdza, że trzeba o tym rozmawiać. Mówić. Nie wiem do końca co masz na myśli mówiąc, że „winne są same kobiety”, ale przypuszczam, że właśnie może to. Że o tym nie rozmawiamy. Że wychodzimy z założenia, że krytyka nam się należy. Że jest czymś normalnym. Ja mówię temu zdecydowane NIE. I biję brawo takim kobietom, jak Ty, które zdecydowały się walczyć o prawo do tego, żeby ich nie krytykowano. O zrozumienie, o umiejętność wejścia w ich buty. Super Agnieszka!

  • Tak sobie myślę, że problem trochę polega na tym, że dzisiejsza struktura społeczna wcale nie pomaga mamom. Kiedyś cała społeczność współuczestniczyła w wychowaniu dziecka, ale też współdzieliła ze nie odpowiedzialność. Dzisiaj ta odpowiedzialność spada już tylko na mamę (ewentualnie rodziców), pomocy społeczności coraz mniej, za to każdy nadal rości sobie prawo do wyrażania opinii. Babcia, teściowa, sąsiadka, pani napotkana w parku powiedzą Ci, jak lepiej opiekować się dzieckiem, karmić, leczyć itd – to podkopuje wiarę w siebie i własną intuicję oraz prowadzi do rosnącej złości, irytacji, wściekłości w końcu, która musi gdzieś znaleźć ujście. I niestety znajduje najczęściej w relacjach z inną mamą – choć to smutne, bo powinnyśmy się wspierać, to właśnie my – mamy – często najostrzej się atakujemy. Może po to, żeby przekonać nie tyle innych, ale samąe siebie, że jesteśmy dobrymi mamami…

    • No widzisz @Ewelina (Pozytywny Dom):disqus, atakujemy się najostrzej, żeby przekonać siebie, że jesteśmy dobrymi mamami. Zobacz na wyniki: tytko 9% z ankietowanych po skrytykowaniu innej mamy poczuło się dobrze. Kolejne osiem poczuło, że są lepsze. To wciąż bardzo mało. Za to 22Z% uznało, że to nie ich sprawa. Czy więc nie jest to kwestia świadomości tego, że takie traktowanie innych mam nie poprawi nam samopoczucia? Że nie poczujemy się lepszymi mamami? Jeśli tak, to trzeba im o tym powiedzieć….

  • Lukrowane macierzyństwo to pieśń przeszłości.Niezła baza wiedzy w jednym miejscu. Krytyki nigdy nie unikniemy

    • Hm, wiesz @disqus_6AEuiWFMvq:disqus, tak patrzę na to, co napisałaś od jakiegoś czasu i się zastanawiam…dlaczego mamy nie uniknąć krytyki?? Od czego to zależy?

  • Niezły materiał badawczy. Co do tych pouczeń, to czasami jest tak, że czyjaś faktycznie dobrą radę i w jak najbardziej dobrej wierze, i że szczerym intencjami odbieramy jako właśnie pouczanie, ocenianie etc

    • No właśnie Paulina @pautracz:disqus .. świetnie, że o tym mówisz…teraz pytanie, dlaczego dobre rady odbieramy jak pouczanie etc. ?? Po stronie nadawcy jest błąd? Nie ten ton, nie ta konstrukcja? Czy to odbiorca ma problem ze swoim poczuciem wartości i każdą radę odbiera jak ocenę czy krytykę? A może powstaje niedomówienie już na samym początku? Może brakuje właśnie pytania „czy chcesz posłuchać mojej rady?” Wtedy nie ma wątpliwości co jest czym? Nie wiem, zastanawiam się, bo masz rację, że często właśnie to kwestia złego odbioru może być.

      • A mi się wydaje, że taki a nie inny odbiór wynika z tego, że jesteśmy zasypywane złotymi radami przez wszystkich, czy tego chcemy, czy też nie. Efekt jest taki, że mamy zwyczajnie dość tego, że ktoś ciągle wie i oczywiście musi nam powiedzieć, jak lepiej karmić/nosić/ubrać itd. Ja doszłam do takiego momentu, że swoją opinię wyrażam wtedy, kiedy jakaś mam wprost o nią prosi, bo i sama chciałabym tak być traktowana. A zmiany należy przecież zaczynać od siebie 🙂

  • Mama Tosiaczka

    Ech…ja zauważyłam że niektóre mamy krytykują inne za coś, czego same się dopuszczają. Albo wywyższają się i czują się lepsze od innych. A bo to mają kilkoro dzieci dodatkowo pracują i jakoś sobie radzą i radzą sobie lepiej niż ta, która ma tylko jedno i „siedzi” z nim w domu. A to porównują swoje dzieci z innymi, oczywiście swoje wynosząc na piedestał. Gdy ich dzieciaki rozrabiają na placu zabaw popychają, szturchają inne dzieci, oczywiście tego nie widzą, tylko widzą te dziecko które jej synusiowi się postawiło i odepchnęło lub zabrało swoją zabawkę. Wtedy ich syseczek taki biedny…Och jak mnie takie baby denerwują…

    • @mamatosiaczka:disqus no dokładnie, jak mówisz. To wszystko potwierdza się w wynikach. Chcą się dowartościować, poczuć się lepsze. To, co piszesz, o krytykowaniu tego, co same u siebie tolerują, to inny przypadek. być może podchodzi pod odpowiedź „byłam zła”. Żeby przelać złość na własne dzieci, wylewamy wiadro na inną matkę, poniekąd na jej dzieci też. No to fakt, to jest irytujące. Jak to zmienić w takim razie?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak urządzić mieszkanie własnymi rękami

Geo Rękodzieło, tego jeszcze nie było. Marysia, bohaterka dzisiejszego odcinka MAM(Y) MOC, wymyśliła miejsce, w którym rękodzieło łączy się z...

Zamknij