ZEWSZĄD WALI KOMERCHĄ

Uwielbiam blogosferę. Sama jestem autorem bloga, ale nawet gdybym nim nie była, to też kochałabym tę część ogólnodostępnej sfery wirtualnego świata. Ale od jakiegoś czasu obserwuję bardzo dla mnie smutną tendencję wśród autorów, którzy kiedyś pochłonęłi mnie bez reszty: otóż to, co dają mi do przeczytania, ma już wyłącznie charakter komercyjny. Każdy jeden wpis jest zapłacony. Nie dzieje się tam nic innego poza tym, że ma to być zarabianie na blogu. Ja nie mam nic przeciwko temu.  Powiem nawet, że doskonale to rozumiem, przyklaskuję im i podziwiam autorów, którzy postawili swoje blogi do poziomu sprawnie działających mini-przedsiębiorstw.

I nie przemawia przeze mnie zazdrość. Skąd. Nie ustawiam się bowiem w żadnej linii z tymi, którzy zarabiają dzisiaj na blogach. Mam pełną świadomość tego, gdzie ja jestem z własnym. Jestem też doskonale świadoma moich planów wobec tego bloga i wiem też w jakim charakterze będę chciała dzięki blogowi zarabiać pieniądze. I nie mam z tym najmniejszych problemów, żeby powiedzieć: tak, chcę w przyszłości zarabiać przez blog i dzięki niemu.

PRZYCZYTAŁAM I CZYTAM CIĄGLE DZIESIĄTKI PORADNIKÓW DLA BLOGERÓW NAPISANYCH PRZEZ TUZY BLOGOSFERY. KAŻDY JEDEN POWTARZA JAK MODLITWĘ, ŻE NAJWAŻNIEJSZA JEST TREŚĆ I CHARYZMA AUTORA. BEZ WZGLĘDU NA TO JAK DŁUGA JEST HISTORIA BLOGA.

Ale o ile kiedyś jeszcze na blogach można było dostać coś, co nie waliło komerchą, tak teraz nie ma tam nic takiego. Coraz częściej to wyłącznie zarabianie na blogu. Nie przeczytam już, co autor myśli. Nie podyskutuję z nim na taki, czy inny temat nie oceniając jednocześnie produktów firmy "W KOSMOS-ALE CUDO". Jedyne co mi daje autor to możliwość powiedzenia "ojej, ale fajne, gdzie to mogę kupić" lub "a jest w wersji dla dziewczynek, bo ja mam córkę" albo "oj, my tam będziemy za miesiąc. gdzie dają dobrze jeść?". Wszystko, ale to do cna wszystko, przesączone jest szeroko pojętą reklamą.

Dlaczego? Czyżby autorom znudziło się już pisać coś własnego? Czy te blogi funkcjonują już wylącznie jako słupy ogłoszeniowe? Żeby znaleźć coś, co nie trąci promocją, muszę wygrzebać archiwalne wpisy tak średnio sprzed pół roku, roku? Czy nawet jeśli super hiper znany autor – bloger mówi głośno, że oto narodził się nowy ON, że porzuca dawne JA i od tej pory będzie inaczej, to czy z lenistwa, braku pomysłu, czy z wypalenia i tak dalej jedzie na tym starym ONYM, który zapewnił mu popularność i produkuje już wyłącznie treści komercyjne? Bo gdyby miał zaczynać dzisiaj, to mimo swoich deklaracji, zacząłby dokładnie tak, jak te kilka lat temu, bo tylko to przyciągnęłoby znowu publiczność, a co za tym idzie reklamodawców?

Na palcach jednej ręki mogę policzyć blogi, na których dzieje się jeszcze coś oprócz wymiany informacji produktowej. I świetnie dają sobie radę. W sposób bardzo naturalny, nienachalny, sprzedają treści komercyjne, ale też dają coś od siebie. Bo przecież to autor ma tworzyć blog, a nie agencje zatrudniające blogerów. To treść jest tym, co przyciąga. Dlaczego wchodząc na przeciętny blog parentigowy, na przykład, pierwsze cztery strony to testy, konkursy, wpisy komercyjne. A gdzieś tam z tyłu dopiero czai się jakiś wpis bez interesu. 

Kocham blogi, jeszcze raz powtarzam, i chylę czoła przed wieloma autorami, którzy prowadzą je w sposób kapitalny. Ale martwi mnie, jako autora bloga i czytelnika innych blogów, to odrzucenie intymności jaka łączyła mnie jeszcze niedawno z nimi. Brakuje mi coraz bardziej miejsc, w których oprócz poczytania czy produkt a jest dobry czy nie, przeczytam też o czymś, czego nie chcą mi polecić jako najlepsze dla mnie i mojego dziecka, a co po prostu chcą mi powiedzieć

POROZMAWIAJCIE ZNOWU ZE MNĄ. DAJCIE COŚ OD SIEBIE. PRZYKUJCIE UWAGĘ MOJĄ I TYCH, KTÓRZY PRZYSZLIŚMY DO WAS NIE DLATEGO, ŻE CHCEMY DOWIEDZIEĆ SIĘ DLACZEGO WAKACJE W JASTARNI SĄ LEPSZE NIŻ W KOSZALINIE, ALE DLATEGO, ŻE ZNAJDUJEMY W WAS TROCHĘ SIEBIE.

Że podobnie jak my przeżywacie pierwsze rozstanie z dzieckiem, macie rozdarte serce kiedy Wasze dziecko nie chce się do Was już przytulać tak często, jak kiedyś, albo nie wiecie co robić, kiedy Krzysiek z drugiej Be powie do Waszego syna, że "jest głupi i ma wszy". Tak się mawiało za moich czasów. Albo macie gorszy dzień i czujecie, że wszystko idzie nie tak, a być może rozmowa z nieznajomym podrzuci nieco Wasze emocje i nastrój.

Nawet pracownicy agencji rekamowych współpracujący z blogerami zauważają ten trend ku pełnej komercjalizacji. Ich zdaniem coraz więcej blogów powstaje WYŁĄCZNIE z myślą o testowaniu, reklamowaniu i organizowaniu konkursów. Mało jest już takich autorów, którzy mają jeszcze coś do powiedzenia oprócz kup, sprzedaj, poleć.

Tylko dokąd to zmierza? Czy faktycznie blogi takie, jakie je zakładano jeszcze kilka lat temu, to dzisiaj już przeżytek? Czy nikt już nie będzie chciał czytać, a jedynie pytać o opinię? Czy słowo pisane zastąpią obrazki shaszowane tysiącami haseł po których dotrzemy do producenta? Czy to, co autor miałby do powiedzenia od siebie, to garść nikomu nie potrzebnych, trywialnych bzdur? Czy argument, że "no przecież muszą jakoś zarabiać na życie" będzie tym jedynym, który będzie motywował do zakładnia, prowadzenia i pisania blogów? Czy w końcu nie możliwe jest połączenie tego ze sobą: treści prywtanych, obojętnych marketingowo z komercyjnymi tak, żeby pozostać jako ten autor, który nie tylko sprzedaje, ale też myśli?

A może, tak jak zauważyła moja znajoma, my czyli czytelnicy będziemy tak te blogi traktować: jako platformy informacyjne i opiniotwórcze. Może niedługo w zakładce "opinie" w sklepach internetowych znajdziemy przekierowania do odpowiednich artykułów na blogach? A jeśli chcielibyśmy się czegoś dowiedzieć i coś poczytać, będziemy wchodzić na blogi bardzo sprecyzowane co do treści: nie potrzebne nam będą blogi parentingowe tylko laktacyjne; nie będziemy szukać blogów dla kobiet, tylko dla nierozumiejących swoich dzieci matek. I takie właśnie miejsca mają szanse? Konkretne, prezyzyjne, mówiące o CZYMŚ, a nie o wszystkim. Gdzie oprócz treści, dzięki którym autor jeśli chce zarabia, znajdziemy również to, co ten, kto to pisze, myśli; jakie ma zdanie; jaką opinię tworzy, w jaki klimat nas wciąga.

Mam nadzieję jednak, że zatrzyma się to wszystko gdzieś w połowie. Że to zarabianie na blogu z pominięciem treści to fala, która niebawem opadnie, ocean się uspokoi i wszystko wróci na swoje miejsce nie pozostawiając większego spustoszenia.

Z wypiekami na twarzy szukam miejsc, które pozostają wierne temu, z czym zaczynały. Gdzie oczywista chęć zarabiania na blogach towarzyszy treści zwykłej. Jeśli znasz takie blogi koniecznie przekieruj nas do niego. Moim zdaniem to dzisiaj perełki. A te trzeba kolekcjonować.

Czego i Wam, i wszystkim autorom blogów życzę.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
Przeczytaj poprzedni wpis:
JAK BYĆ SZCZĘŚLIWĄ MAMĄ

No właśnie, czy to mogłaby być definicja szczęścia? Szczęście - stan emocjonalny jaki osiągasz w chwili, kiedy zostajesz mamą? Jasne,...

Zamknij