JA ROBOT? CZYLI DLACZEGO REKLAMA VICKS JEST GENIALNA ?

Bo bezbłędnie definiuje nas, polskie matki. Zaplułam się łykaną kawą, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam „mamy nie biorą zwolnienia. mamy biorą Vicks”. Zaczęło mnie nosić. Obrzuciłam bluzgami tych, co nakręcili to „gówno takie, no!!!”. „znaczy, że co?? że nic, tylko mi bachory rodzić, siedzieć w domu i zapomnieć, do czego mam mózg!przecież to jakaś miazga jest! to łobuzy!!!
„ miazga” i „łobuzy” są wyłącznie na potrzeby zgrywania kulturalnej, ponieważ oczywiste jest, że w tym miejscu wywaliłam z siebie te słowa, które powszechnie uznawane są za obraźliwe, wulgarne, niegodne ust kobiecych, obelżywe.
Przecież jak każdy człowiek, miewam gorsze dni. Choruję na przykład. A jak choruję, to leżę. Zdycham zalana glutami z nosa i flegmą z płuc. Nie myję włosów pięć dni i śmierdzę spocona jak bokser po treningu, a przed prysznicem. No błagam!!!
I nie specjalnie się tym przejmuję. Po prostu. Zdrowa to zdrowa, chora to chora. Jakoś wtedy naciągam wszelkie możliwe nici komunikacyjne między bliskimi czy dalszymi i aranżuję opiekę nad dzieckiem i podstawowymi czynnościami domowymi typu gotowanie czy zakupy. Co przychodzi mi najtrudniej? Poprosić o pomoc. Dlaczego? Bo środowisko wychowało mnie inaczej. Że ja zawsze muszę sama sobie radzić. Że choćby nie wiem co, muszę sama dać sobie radę. „no chyba, że mam Vicks”?
Ja nie chcę, żeby moje dziecko od małego oswajało się z myślą, że wszczepili mi jakieś giga aplikacje dające nadludzkie siły. I żeby za takiego właśnie robota miała mnie przez długie lata. Po czym żeby taką samą matką-robtem była dla swoich dzieci. To idzie się powiesić. Jestem, do ciężkiej cholery, tylko człowiekiem. Z tych samych mięśni, kości i krwi co każdy jeden na ziemi. Nie należę do innego, obdarowanego specjalnym kodem genetycznym, gatunku, „matka”. Jak inni mam mózg, ręce, nogi. Moje zdrowie. Które czasami odmawia mi posłuszeństwa. Chyba, że zamiast mózgu mam Vicks?
I kiedy tak sobie bluzgałam na tych od reklamy i bluzgałam, olśniło mnie!!! A jeśli to my, matki, dałyśmy tym obluzganym zielone światło do nakręcenia tego gówna?
Takie właśnie jesteśmy, drogie panie? Same zaprogramowałyśmy się na „perpetum mobile” do opieki nad naszymi dziećmi. Nie mamy przerw, nie mamy innych niż matczyne obowiązków, potrzeb, pragnień. Nasze „ja” zmieniłyśmy na „ono”. Wcisnęłyśmy „non-stop” i jedziemy. Pracująca czy nie, chora, zdychająca ze zmęczenia, utyrana dźwiganiem siat na trzecie piętro bez windy, ogłuchła od ryku dziecka bo „Nie kupiłaś karmelków!!!!”, z zapuchniętymi oczami, bo cztery razy w nocy chciało pić, no a stary na rano idzie do roboty, więc się musi wyspać – taka właśnie, musisz BEZ PRZERWY stać na straży komfortu Twojej rodziny. A jak się poczujesz gorzej, masz Vicks! Przerażające. Niedobrze mi się zrobiło na myśl, że może za ścianą mieszka mama Alicji Vicks.

Vicks odpowiada na żywotne potrzeby matek

Ale musiałam upewnić się, czy mam rację, czy to faktycznie my same tak. Napisałam zatem do producenta Vicks, firmy Teva. Pokrótce wyjaśniłam o co mi chodzi i zadałam pytanie, czy przed nakręceniem reklamy „prowadzone były badania na grupie docelowej”. Pani, bardzo miła skądinąd, po pierwsze wyraziła smutek, że w ten sposób odebrałam reklamę ich produktu. Po drugie, że taki odbiór nie był ich zamiarem. A po trzecie, jako zrównoważenie niesmaku chyba, użyła argumentu, że wcześniej wypuścili reklamę z chorym … tatą! Heloł?? Bo nie rozumiem. A jaka to różnica jest? Nie chodzi przecież o płeć.
No ale… nie opowiedziała na moje pytanie. Wysłałam więc maila numer dwa i taką oto odpowiedź otrzymałam. „(…) Co do badań – podczas prac nad filmem reklamowym wykonywaliśmy standardowe badania wśród potencjalnych odbiorców, które potwierdzały pozytywny odbiór przekazu. (…)”
„ (…) potwierdzały pozytywny odbiór przekazu”??????????????
To takie jesteśmy? Znaczy, tak siebie postrzegamy? Tak o sobie myślimy: „prędzej zdechnę niż zadbam o siebie”??
Kilka razy czytałam to zdanie i próbowałam ustawić siebie w tym szeregu matek, które „pozytywnie odebrały przekaz”. I wyszło mi, że musiałabym bardzo siebie nie lubić, żeby być jak matka Alicji.
Ale znaczy to również , że jestem w mniejszości. A gdzie Ty jesteś? Czy Ty „pozytywnie odebrałaś przekaz”? Jeśli tak, to posłuchaj: spójrz, proszę, na siebie, tak jak na Ciebie patrzę, a nie producenci tego spotu.. Widzę piękną kobietę, mamę. Z głową pełną cudownych pragnień i marzeń. Wyłącznie Twoich. Masz prawo, a nawet obowiązek, dostrzegać je w sobie. Masz prawo do gorszych dni. Do tego, że Ci się nie chce; że jesteś zmęczona. Masz prawo położyć się pod kocem i nie chcieć z nikim rozmawiać. Masz prawo odpocząć. Jak każdy normalny człowiek. Jesteś też stworzona do rzeczy pięknych. Zostałaś mamą. Doświadczasz zatem jednego z najpiękniejszych uczuć jakie istnieją na ziemi. Ale nigdy nie przestaniesz być sobą. I nigdy też nie zniknie Twoje prawo do własnego życia. A im bardziej będziesz o nie dbać, tym więcej będziesz mogła dać z niego swoim najbliższym.
A może Ty się ukrywasz, co? Może schowana czujesz się bezpieczniej. Cieplej. Może Twoje macierzyństwo to ucieczka przed demonami dorosłości? Może Ty sama chcesz, żeby inni oceniali Cię przez pryzmat Twoich dzieci? Bo wyrychtowujesz je na piękne, śliczne i higieniczne bobasy, a wtedy każdy powie „no jesteś wspaniałą mamą. popatrz jakie te Twoje dzieci śliczne są… i zadbane”. A dostrzegli by w Tobie kobietę, człowieka? A może nie czułaś się spełniona, szczęśliwa, dumna z siebie. I dlatego wyłączyłaś tę część Ciebie, gdzie byłaś wyłącznie sobą.
Ale powiedz, dobrze Ci z tym? Tak jest lepiej? Dlaczego? Co było nie tak? Przecież wiesz, że możesz spróbować połączyć te dwa światy. Trzeba tylko zrobić krok w bok. Wyjść z kokona. Odpiąć guziczek. Najpierw jeden, potem następne. Wystawić nosek. Wyjść ze swojej strefy komfortu. Na zewnątrz czeka na Ciebie cała masa pięknych wyzwań, które tylko czekają żebyś zaczęła je realizować.
Ale, że się boisz? Że przestaniesz się czuć taka niezagrożona, jak dotychczas? No jasne, że wiatr zawieje. No jasne, że poczujesz się, z początku tylko, mało komfortowo. Ale kto powiedział, że zawsze ma być ciepło i przyjemnie? To nawet podniecające, kiedy wiesz, że przed Tobą nieznane. Że coś Cię może zaskoczy. Że odkryjesz ile pięknych rzeczy chcesz sama dla siebie!! A poza tym, doświadczając jednej z najpiękniejszych form relacji między ludzkiej – kontaktu z Twoim dzieckiem – musisz zdobyć się na wysiłek i pokazać mu jak pięknie i cudnie być z siebie dumnym. Mieć plany, marzenia, wyzwania. Codziennie robić coś, co uczyni CIEBIE bardziej szczęśliwą. Mocniejszą. Nie dla dziecka. Nie dla męża, partnera. Ale dla siebie. Wiem, że to jest trudne. Sama przez to przeszłam. Ale właśnie dlatego mogę Ci powiedzieć, że po tej drugiej stronie jest pięknie. Prawdziwie. Odzyskujesz ludzką twarz. Dajesz dziecku Twój obraz, nie maszyny do naginania rzeczywistości. Jeśli nie wiesz, jak zacząć, wejdź tutaj.
Ale wracając do panów od reklamy. Chylę przed nimi czoła. Napisali scenariusz do reklamy, która z jednej strony obraża kobiety, a konkretnie ich inteligencję, a z drugiej jest kwintesencją modelu macierzyństwa jaki funkcjonuje między Bugiem a Odrą. A przecież za to im płacą. I taka ich praca: wymyślić coś, co się sprzeda. A w tym przypadku, z całego wachlarza pięknych kolorów, jakimi namalowane jest macierzyństwo, wybrali ten, który pasuje do najsmutniejszej z matek – tej, która tak bardzo boi się własnego szczęścia, że zapomniała, jak to jest uśmiechnąć się do siebie. Paskudne, ale niestety prawdziwe.
Zostań ze mną, pa.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
Przeczytaj poprzedni wpis:
TO, CO NAJWAŻNIEJSZE

Żadne inne kryterium, poza poczuciem własnej wartości, nie musi zostać spełnione, żebyś czuła się na tyle PEWNA SIEBIE, żeby osiągnąć sukces...

Zamknij