#STOP KRYTYCE MAM – DOŁĄCZ

Od tygodnia zbieram się żeby napisać tekst o kampanii „Stop Krytyce Mam”. Siedzę, kursor miga, a ja nic. Myślę, myślę i nie mam pojęcia, jak to ubrać w słowa. Udzieliłam już trzech wielkich wywiadów na temat kampanii, więc wystarczyłoby skopiować kawałki tekstu, coś tam dopisać i już. Ale czy to o tutaj chodzi? Chyba nie. Dlatego dzisiaj trochę inaczej o kampanii.

Po co to robię?

W każdym z tych wywiadów pada to pytanie: po co jest ta kampania? A ja zawsze mówię wtedy o dwóch rzeczach: o świadomości i zmianie. Dzisiaj, odpowiadając na kolejne pytania do kolejnego wywiadu, dodałam takie słowa jak „znieczulica” i „uczulić”, gdzie drugie jest naturalną konsekwencją tego pierwszego. Bo im więcej mówię i piszę o kampanii, tym z jednej strony utwierdzam się w przekonaniu, że muszę i warto o tym mówić. A z drugiej, kiedy przeglądam przeróżne portale społecznościowe, czytam blogi dla rodziców, jadę autobusem czy tramwajem mam wrażenie, że z każdym dniem tej krytyki i wyśmiewania czy obrażania, a nawet hejtu jest coraz więcej. I myślę sobie: dokąd to zmierza? Gdzie z tym będziemy na kilka, kilkanaście lat? Czy wtedy, podobnie jak teraz, na placach zabaw, w sklepach, na ulicy, w sieci mało kto będzie reagował kiedy jedna matka drugiej będzie wbijała szpile, Miejsc, w których będziemy mogli bez większych problemów wylać zalegającą nam w gardle żółć na kogoś przypadkowego, będzie coraz więcej. Okazji do tego, pewnie będzie przybywać. Będziemy czuć się coraz bardziej bezkarni, bo przykład z góry, z dołu i z boku będzie dla nas wskazówką, że można kogoś obrazić, zwyzywać, poniżyć bez najmniejszych konsekwencji. Tylko dlatego, że taki będziemy mieć nastrój, że Kowalska nam się nie spodoba bo ma zbyt rude włosy. I dlatego właśnie to robię: żeby zanim przyjdzie nam do głowy, by zwyzywać tę Kowalską od „rudych dzid” najpierw powiemy sobie „a niech ma takie rude. co mi do tego?”.

Nie jesteśmy jak hasła z krzyżówki – nie musimy wszystkim pasować.

Własnymi słowami

Każda z nas, każdy, kto żyje w jakiejkolwiek przestrzeni publicznej, a wszyscy tak mamy, czy tego chcemy czy nie, może coś z tym zrobić. Nie trzeba nie wiadomo jakich środków użyć, żeby spróbować coś zmienić. Wystarczy, na sam początek, zmienić sposób myślenia o innych. Pierwszy przykład to ten z Kowalską i jej rudymi włosami. No bo co mnie obchodzi jakie ta czy inna ma włosy? Druga sprawa to zdać sobie sprawę z tego, że prawie za każdą decyzją coś stoi. Każda z nas dokonuje swoich wyborów kierując się tym czy czymś innym. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja wcale nie muszę rozumieć tego, dlaczego Ania postanowiła nie chrzcić swoich dzieci. Mnie wystarczy to, że nie będzie wyzywać i obrażać mnie za to, że własne dziecko ochrzciłam. I to jest właśnie ta granica. Dopóki te wybory nie wchodzą mi z butami do domu, to nic mi do nich.
Jeśli na placu zabaw dam mojej Marcie trzy żelki-misie nie muszę ganiać za innymi dzieciakami i wtykać im pozostałe żelki do ust. Wystarczy, że mama, która nie karmi dzieci cukrem, podziękuje za przekąskę i powie, że oni cukru nie jedzą. Nie posadzę jej na ławce i nie walnę wykładu, że jeden cukierek jeszcze nikomu nie zaszkodził. Nie będzie też mile widziane, jeśli bezcukrowa mama zrobi ze swojej diety filozofię życiową i będzie chwalić tym na cały plac zabaw jak największym osiągnięciem jej życia, wskazując przy tym, że ja jestem nieodpowiedzialną matką, która robi krzywdę własnemu dziecku, a jedyną moją rozrywką jest obżeranie się słodyczami. Ja cukier jem, ona nie. I takie pozostańmy w swoich zamkach.

Razem możemy bardzo dużo

Napisałam kiedyś takie zdanie, że „dwie kobiety razem mogą więcej niż sto kobiet osobno”. I w dalszym ciągu dam sobie uciąć za to rękę, no może mały palec. A już kiedy rzecz tyczy się matek, to „jasne z modrym”, razem możemy góry przenosić. Macierzyństwo daje nam taki power, że historia. Mamy w sobie moc tworzenia. Wypełniamy nowego, małego człowieka naszym doświadczeniem, wiedzą, wrażliwością , emocjami i uczuciami. Co może dawać większą siłę i moc niż to? Jesteśmy współproducentami nowego życia. Ciąży na nas odpowiedzialność za to jakimi ludźmi nasze dzieci staną się w przyszłości. Budujemy im fundamenty pod ich przyszłe decyzje. Ustawiamy ich kręgosłupy moralne krąg po kręgu dbając o to, by wyszły nam jak najbardziej proste i trwałe w swej konstrukcji. Nosimy w sobie moc sprawczą.
Po jaką cholerę to wszystko marnować na jakieś bzdety typu „a ta ma tak, a ta inaczej?”. Co nas to w sumie obchodzi? Dlaczego potrafimy jednoczyć się w fali hejtu, kiedy celebrytka zbyt szybko naszym zdaniem i z pewnością ze szkodą dla jej dziecka, wraca do aktywności zawodowej i fizycznej, a nie jesteśmy w stanie z takim samym zaangażowaniem zmienić naszej codzienności biorąc udział w akcjach społecznych na rzecz mam, które cierpią na depresję poporodową, czują się odrzucone, czy, po prostu, wyciągnąć rękę do matki w sklepie, która toczy bój z wrzeszczącym bachorem targającym ją od regału do regału proponując pomoc, a nie komentując „powinna pani lepiej wychować swojego syna”.

Tak, czy inaczej

Dlatego kampania „Stop Krytyce Mam” to nie tylko akcja społeczna, z Patronami, Ambasadorkami i Ambasadorami (jak zostać jednym z nich dowiesz się tutaj), ale idea, pomysł, do którego warto się przyłączyć tak po prostu. Nie trzeba nic pisać, publikować, udostępniać. Nie trzeba nic ani nikogo oznaczać ani podawać autora. Nie jest ważne, kto to wymyślił. Istotne jest to, żeby zrozumieć, zmieniać i umacniać. To w trzech krótkich słowach. Zrozumieć, że krytyka mam i wśród mam istnieje i nie jest to taki ot sobie kłopot, a poważny problem społeczny. I, że jeśli nic z tym nie zrobimy, świat na zewnątrz stanie się zbyt dużym wyzwaniem dla wszystkich, którzy nie przystają do powszechnie obowiązujących reguł, którzy mają własne zdanie, którzy nie ulegają presji otoczenia. A co jeśli okaże się, że takie właśnie będą nasze dzieci i to dla nich nie będzie miejsca?
Zmienić sposób w jaki myślimy o drugiej mamie, to jak traktujemy jej odrębność i inność. Za tą zmianą samo przyjdzie to, jak zaczniemy się do siebie zwracać, a jakiego traktowania zaczniemy unikać. I kiedy już my same opanujemy umiejętność akceptowania tego, co inne, starajmy się mówić o tym innym. Rozdzielać to między pozostałych. Budować niewidzialną sieć wzajemnego wsparcia i szacunku.

O to w tym chodzi.


Wyniki ankiety „Stop Krytyce Mam” znajdziesz tutaj. 

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook9Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
Przeczytaj poprzedni wpis:
ZOSTAŃ AMBASADOREM „STOP KRYTYCE MAM”

lub Patronem Medialnym kampanii STOP KRYTYCE MAM. Jeżeli Tobie również bardziej zależy na wsparciu niż ocenianiu i krytyce, przyłącz się...

Zamknij