ZANIM UDERZYSZ MOJE DZIECKO

Bo matka jest jak lwica: zawsze chroni swoje małe i gotowa jest do grdyki każdemu skoczyć, kto stanie na ich drodze. Od lwa różni ją jedynie tyle, że nie porzuca słabszych z miotu, a wszystkie tak samo kocha i trwa przy nich do końca. A co jeśli czasem ten instynkt zawodzi? Jeśli czasem opamiętanie przychodzi po czasie? A matka już zdążyła pokazać dziecku, że ta lwica to mocno śpi chyba, a małe samopas zostały?

Klasowe łobuzy..uwielbiam takie dzieci. Sama nie należałam do najgrzeczniejszych i dlatego wcale nie prę z całej siły, żeby moja Marta wiecznie po linii chodziła. Nie. Łobuzy zwykle kochane są bardziej przez nauczycieli niż ci tak bardzo grzeczni. I ma się do nich słabość. Bo zwykle też idzie to w parze z dosyć sporym ładunkiem miłości w tych dzieciach, radości, takiego życiowego pozytywnego nastawienia, beztroski, dziecinnej niewinności. Wybrudzi to się taki, wytapla w błocie na boisku, nabroi coś pani w klasie, ale potem przyjdzie to takie uśmiechnięte, pani spojrzy w te ślipia uśmiechnięte, popatrzy na potargane włoski, umorusaną buzię i spyta „i coś Ty znowu tam nawywijał Tomku, co?”. „a nic psze pani. tak jakoś samo wyszło. ale mogę tablicę pościerać i będzie pani miała czysto”. No i cała złość mija.

Jeszcze zabawa, czy już przemoc?

Gorzej, jak łobuz staje się oprawcą. Kiedy te łobuzowanie nie wynika z zadziornej natury dziecka i czasem zbyt wybujałej wyobraźni, ale z chęci zrobienia innym dzieciom krzywdy. Nie ma czegoś takiego, jak kiedy uderzy pierwszy raz to „zrobisz to znowu, to wtedy pogadamy”. Pamiętam to pierwsze starcie. Zderzenie z tym, że ktoś uderzył moje dziecko. Uwierz mi, myślałam, że zabiję. W myślach widziałam siebie w dzikim ataku na to małe ciało, które po chwili w kilkunastu kawałkach fruwa po korytarzu szkolnym, a ze ścian spływa rozbryzgana krew.

Ale doskonale wiedziałam, że taka wkurwiona nie mam co iść do młodego, bo faktycznie mogę go naruszyć. No więc poszłam szlakiem tradycyjnym, mniej krwawym: pani, matka chłopca, a jak ochłonęłam, sam chłopiec. I tak przez pierwszą klasę. W drugiej się nieco poprawiło, ale młody przeniósł ciężar na atak słowny. No i w końcu, kiedy po jednej z takich akcji Marta sama zaczęła reagować w sposób agresywny, napisałam do wychowawczyni maila. Że może warto by było przyjrzeć się młodemu i skierować go do jakiegoś specjalisty. Bo to już lekkie przegięcie jest, że zarówno Marta jak i inne dzieci, non stop są przez niego gnębione.

Zanim jednak…pouczyłam moje dziecko, że odezwanie się „odwal się” może jednak nie przystoi dziewczynce i może jakoś łagodniej próbować odeprzeć ataki. Zapamiętaj to proszę, bo niebawem do tego wrócimy,

Wychowawczyni w odpowiedzi zaproponowała, żeby dzieci, moja Marta i młody, udali się razem do szkolnej pedagog. Ja, że super, bo to takie wsparcie i tak dalej. Mówię to Marcie po lekcjach, a ona do mnie „znaczy, że to jest moja wina? to ze mną jest coś nie tak?”. „nieeee, skąd, dziecko moje. tylko pani pedagog wysłucha was oboje i spróbujecie razem wyjaśnić, co się dzieje”.

To nie wina bitego, że go biją

Niby łyknęła, powiedziała ok. A ja cały czas jakiś niesmak czułam. Po kilku godzinach coś mi zaczęło świtać w tym moim łbie i pytam „Martusiu, powiedz szczerze, Ty nie chcesz jutro iść tam razem z nim, prawda??”. „nie mamusiu, nie chcę. to nie jest moja wina”. Musiałam wyjść z pokoju, bo mi się słabo zrobiło. Usiadłam na krześle i w ryk. Jak ja mogłam?? Jak mogłam tak bardzo ją zawieść? Jak mogłam nie stanąć za nią, tylko zostawić ją z tym samą?

Każda dziewczynka, mała i duża, powinna wiedzieć, że jeśli chłopiec ciągnie ją za włosy, to nie dlatego, że ona mu się podoba, ale dlatego, że jej źle wychowanym łobuzem.

Jak mogłam powiedzieć jej nie mów „odwal się” kiedy tamten ją gnębi? Bo co ja jej powiedziałam w ten sposób?? „wiesz kochanie, nawet jeśli ktoś Cię bije, znieważa, obraża, Ty masz być uprzejma i kulturalna, dobrze? znajdź jakieś bardziej odpowiednie słowo na to, żeby wyrazić swój sprzeciw”. No żesz jasne z modrym, no!!! A potem „wiesz kochanie, on bije prawie wszystkich, prawie każdemu robi przykrość, ale to ty z nim pójdziesz do pani”. Co ze mnie za matka?? lwica?? ja lwica?? nutria może, jakaś łasica, mysz, kurwa, polna, ale lwica???

Oczywiście napisałam do wychowawczyni, że się nie zgadzam na spotkanie we trójkę. Dzieci spotkały się w konfiguracji młody-pedagog, a potem młody, pedagog, pani i klasa.

Jaka mądrość płynie dla mnie z tego:

– po pierwsze słucham córki i jej ufam; po raz kolejny Marta  wysyła do mnie sygnał, że emocjonalnie jest dużo bardziej dojrzała, niż ja sobie to wyobrażam;

– moje dziecko ma wiedzieć, że zawsze stanę po jej stronie, w sytuacji kiedy ona będzie się czuła poszkodowana;

– nie wolno mi tłumaczyć jej, że ma być przede wszystkim dobrze wychowanym i kulturalnym dzieckiem; w dupie z taką poprawnością. „krzywdzą Cię – przestają obowiązywać jakiekolwiek reguły”;

– przemoc wśród dzieci ma dokładnie takie samo przełożenie, jak przemoc wśród dorosłych; nie można tłumaczyć jej „wybrykami dzieciństwa”;

– jeśli w klasie jest oprawca, to jest to problem jego i jego rodziny; nie mojego dziecka, ani mój;

– jestem matką mojego dziecka i to ja, i jej ojciec możemy się godzić albo nie na to, w jaki sposób będzie wyglądać interwencja szkolnych specjalistów;

– jeśli przemoc dotyczy innych dzieci również, nie mogę pozwolić na to, żeby moje dziecko odebrało sygnał, że problem leży wyłącznie między nią a młodym; i jednocześnie młody dostaje tym samym taki sam impuls – „idzie ze mną Marta, więc tylko Marty to dotyczy. inne dzieci mogę lać w dalszym ciągu”;

– nie wolno mi stawiać sprawy jednoznacznie: on bije, czyli jest złym człowiekiem; żadne dziecko nie bije bez powodu. żadne dziecko nie jest okrutne dla innych dzieci bez powodu; żadne dziecko nie zachowuje się w sposób agresywny bez powodu. To wszystko ma gdzieś swój początek. Ale nie jest moim zadaniem szukać odpowiedzi gdzie i dlaczego. To spada na barki opiekunów w szkole i rodziców;

– nie wolno mi wysyłać do mojego dziecka sygnałów, że na przemoc ma odpowiadać biernością, albo poprawnością płci; ma się umieć obronić; ma wiedzieć gdzie kończy się dostęp innych do jej intymności, której nikt, nawet ja naruszyć nie mam prawa;

– wolno mi powiedzieć mojemu dziecku „oddaj mu”, jeśli wszystkie inne argumenty zawiodą;

– nie wolno mi pozostać obojętną na nawet jedną niewinną bójkę, w którym ofiarą jest moje dziecko; jeśli teraz, kiedy bije ją dziecko, ja pozostanę obojętna, to potem, jako już dorosła kobieta, być może przyjmie obojętnie przemoc wobec siebie i uzna to za normę;

– mówienie dziecku „natychmiast idź do pani jeśli cię tknie, albo ubliży” nie jest namawianiem jej do skarżenia; ma nie bać się mówić, że dzieje jej się krzywda; to jest ważne dla niej, jako kobiety, na którą wyrośnie, w społeczeństwie, które w dalszym ciągu częściej piętnuje ofiary niż oprawców;

– w sytuacjach konfliktowych, ale niejednoznacznych typu bije, zawsze są dwie strony tego sporu;

– żadne dziecko nie jest święte; za to każde z nich jest nietykalne.

No i tak dochodzimy do finału tej historii. Przeczytałam wczoraj maila od wychowawczyni:

Tak Pani Iwono dziś byłam z nich bardzo dumna. Zachowali się bardzo dojrzale i odpowiedzialnie, a to tylko 7latki. Rozmawiałam również z Martą po naszej rozmowie i widziałam ze jest bardzo zadowolona z wyjaśnienia tego w taki sposób.

Obojętne czy siedem, pięć czy dziesięć lat mają nasze dzieci. Każde z nich jest wyjątkowe. I ten chłopiec, który bije też. Być może on potrzebuje więcej takich właśnie słów, jak te powyżej. Nie wiem, gdybam teraz. Problem może leżeć dużo głębiej. Nie chcę tego roztrząsać ani stawiać diagnozy. Od tego są specjaliści.

Ale wiem jedno: wszystkie dzieci potrzebują wiedzieć i czuć, że rodzice zawsze staną za nimi murem. Może nie, inaczej. Że rodzice zawsze będą sprawiedliwi. Bo przecież może się zdarzyć, że to nasze coś przeskrobie. Trudno wtedy być ślepą kurą, nawet Niedomową, i z uporem maniaka twierdzić, że nic się nie stało. Ale dzieciaki nasze muszą wiedzieć, że zawsze mogą na nas liczyć.

Mnie zabrakło tego na początku tej historii, ale dzięki mojemu dziecku w porę oprzytomniałam. Czy tego brakuje rodzicom każdego z dzieci, które zachowuje się jak młody? Nie wiem. Nie wiem czy tego, czy czegoś innego. Nie wiem czy młody bijąc i dokuczając innym woła o coś, krzyczy, prosi? Wiem tylko, że trzeba dzieci widzieć. Dostrzec je. Zobaczyć je. Nie to, czy są grzeczne, kulturalne, dobrze wychowane, czy przynoszą dobre stopnie, czy ładnie tańczą. Kochani, to jest absolutnie bez znaczenia.

Najważniejsze dla nich, dla dzieci, jest to, żeby czuły, że są dla nas ważne. Że dostają od nas to, czego potrzebują, a nie to, czego wymagają – tak mówi mój ukochany już, Jesper Juul. To jest takie proste kochani. A i takie trudne. Szczególnie w dzisiejszych czasach. Ale warto. Naprawdę warto się wysilić. I zatrzymać. I wywalić do kosza wszystkie ich medale, nagrody, dyplomy. Oczywiście emocjonalnie. Warto stanąć twarzą w twarz najpierw z nami samymi, a potem z nimi. Takimi jakie są.

Masz podobne doświadczenia?? Podziel się. W wielu szkołach takie rzeczy się dzieją, a w dalszym ciągu jest o tym zbyt cicho. Znasz kogoś, komu to, co napisałam może się przydać? Podaj dalej. Dziękuję

Muszę w tym miejscu bardzo mocno i gorąco podziękować dwóm moim Niedomowym, które wsparły mnie w trudnych chwilach. Iza i Agata, strasznie Wam jeszcze raz dziękuję!!


[FM_form id=”5″]

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook10Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • Ja byłam kozłem ofiarny, doświadczyłam ataków klasowych łobuzów, więc doskonale wiem na własnej skórze co to znaczy z nimi mieć na pieńku.. Dobrze, że u Was się wyjaśniło.

    • Kilińska

      o kurcze, to strasznie przykro. no mam nadzieję, choć wiem, że to proces i w sumie nie mam pewności czym i kiedy się skończy. być może bez pomocy kogoś z zewnątrz chłopcu nie uda się nigdy zmienić, mam nadzieję, że ta pomoc przyjdzie prędzej niż później.

  • Nie znosze tych szkolnych łobuzów! Włos mi się na głowie jeży jak sobie pomysle co się czasem dzieje jak tego nie mam możliwości widzieć 🙁

    • Kilińska

      no właśnie, to też mnie czasami usztywnia. ale no nie da się inaczej.

  • Kochana nie ma sprawy, musimy dbać o wszystkie dzieci, nie tylko o swoje własne 😉 Powodzenia życzę i ciesze się, że sprawa się zaczęła wyjaśniać.

    PS: Masz mądrą kobietkę w domu 🙂

    • Kilińska

      kochana moja Miniaturowo, czasami nawet mądrzejszą ode mnie 🙂

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZAS NA ZMIANĘ

Czy zdarzyło Cię się zesrać emocjonalnie na samą myśl o tym, jak Twoje dziecko zareaguje na jakąś tam wiadomość czy...

Zamknij