W każdym swoim poście za coś dziękuję

Karolina, autorka bloga Nasze Bąbelkowo, opowiada nam o macierzyństwie adopcyjnym w sposób, który absolutnie chwyta za serce. Stara się obalać stereotypy na temat adopcji, które są wciąż bardzo mocno zakorzenione w wielu środowiskach. W piękny sposób Karolina dziękuje za … no właśnie. Za to, za co każda z nas choć raz powinien podziękować. Ja dziękuję Tobie, Karolina.

Karolina to piąta z bohaterek projektu MAM(Y) MOC. Jej tekst to kolejny przykład na to, jak wielka siła tkwi w macierzyństwie, obojętnie czy zrodzonego „spod serca” – jak pisze o nim Karolina, czy z potrzeby miłości. Zapraszam Was serdecznie na spotkanie z Karoliną.

W każdym swoim poście tak naprawdę za coś dziękuję…

Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy ja w ogóle pasuję do takiego cyklu. Bo wiecie, często wcale nie czuję się jakąś szczególnie silną kobietą. Czasami nadal wychodzi ze mnie taka mała, zagubiona dziewczynka z czasów gimnazjalno-licealnych: całkiem rozbita, rozchwiana emocjonalnie, targana skrajnymi uczuciami jak delikatny listek w obliczu potężnej wichury…

Różnica polega na tym, że teraz potrafię tę MOC w sobie odnaleźć. Trochę pogrzebać, zajrzeć we własne wnętrze i wsłuchać się w to wszystko, co ma mi ono do powiedzenia.  A najbardziej pomaga mi w tym pisanie bloga – przelewanie własnych myśli na czystą kartkę papieru albo komputerową klawiaturę. Taka rozmowa z samą sobą, a jednocześnie konwersacja i wymiana doświadczeń z Czytelnikami, ukrytymi po drugiej stronie internetowych łączy. To trochę jak wizyta na kozetce u psychoterapeuty.

Adopcja dziecka to tak samo piękna i wartościowa droga ku rodzicielstwu, jak każda inna

O czym piszę? Głównie o swoim macierzyństwie – adopcyjnym, które wielu osobom jawi się jako coś niezwykłego i heroicznego. Dla mnie to już od trzech lat chleb powszedni i na co dzień autentycznie zapominam o tym, że mój synek spędził swoje życie płodowe pod sercem innej kobiety. Co z tego? Najważniejsze jest przecież, że i ja przez cały ten czas tęskniłam za nim, niecierpliwie na niego czekałam i miałam go w swoich myślach i w sercu 🙂

Teraz staram się, w miarę swoich skromnych możliwości, pomagać tym, którzy stoją przed podobną życiową decyzją i wyborem. Na swoim blogu próbuję rozwiewać ich wątpliwości, burzyć monumentalne budowle stereotypów i uprzedzeń oraz pokazywać, że adopcja dziecka to tak samo piękna i wartościowa droga ku rodzicielstwu, jak każda inna. Nadal pamiętam, jak wiele niepewności i obaw jej towarzyszy i z jak mocno bijącym sercem sami stanęliśmy po raz pierwszy pod drzwiami ośrodka adopcyjnego. Dlatego piszę o wszystkich procedurach przystępnym, ludzkim językiem – żeby choć trochę odczarować adopcję i pokazać, że ten strach ma czasami po prostu przysłowiowe „wielkie oczy”, a większość obaw okazuje się potem zupełnie nieuzasadniona.

Ale piszę też o rzeczach zupełnie z adopcją  niezwiązanych – z pozoru błahych i prozaicznych, jednak i w nich odnajduję tę MOC, która jest mi czasami tak bardzo potrzebna. W każdym swoim poście tak naprawdę za coś dziękuję. Za dobrą książkę, którą miałam okazję przeczytać i która skłoniła mnie do jakichś nowych refleksji.  Za inspirującą wycieczkę po okolicy, która w pewien sposób poszerzyła moje horyzonty. Za ciekawy film, który wreszcie obejrzałam, bo Junior zdecydował się łaskawie zasnąć dwie godziny wcześniej, niż zwykle 😉 Za jakiś nowo odkryty gadżet dla mamy i dziecka, który w dużym stopniu ułatwił mi życie i sprawił, że  miałam więcej czasu na beztroską, kreatywną  zabawę z synkiem…

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście są własnością Karoliny i zostały tutaj opublikowane bez zgody na dalsze ich kopiowanie i udostępnianie.

To jest właśnie ta moja własna, prywatna MOC – bycie mamą, bycie kobietą  i pisanie o tym w zgodzie z samą sobą – dokładnie  tak, jak mi w duszy gra 🙂 Czasami do bólu szczerze i bez różowej posypki, ponieważ właśnie takie macierzyństwo i takie życie preferuję, a od nadmiaru lukru po prostu mnie mdli.

A za co Ty ostatnio dziękowałaś, dziękowałeś? Jak często zastanawiasz się nad tym jaką jesteś szczęściarą i jak bardzo masz za co być wdzięczna?


Jeśli chcesz odpowiedzieć Twoją historię, zareklamować swój biznes, blog, podzielić się Twoją pasją zgłoś się do projektu MAM(Y) MOC. Nie ma żadnych kryteriów. To miejsce tworzą mamy, które mają moc! Kliknij w grafikę i wyślij zgłoszenie.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook6Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Piękny tekst, taki ciepły i pozytywny 🙂 Zdaję sobie sprawę z tego, że procedury adopcyjne do najłatwiejszych nie należą. Byłam swego czasu po drugiej stronie – pracowałam jako wychowawca w domu dziecka i pamiętam, ile czasu niejednokrotnie potrzeba było , by dziewczynka lub chłopiec w końcu zamieszkali ze swoimi nowymi rodzicami. Tym bardziej jestem pełna podziwu 🙂 chłonę Twoją MOC. Pozdrawiam 🙂

  • Karolina, poza tym, że bije od Ciebie takie przyjemne ciepło to jeszcze, no muszę to powiedzieć: ALE TY JESTEŚ PIĘKNA! 😀

  • Super dzieciaczki

    Świetny tekst i jak najbardziej nadajesz się do tego cyklu. Masz tę moc i tak trzymaj, prawdziwie bez lukru 🙂

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Bardzo dziękuję za takie ciepłe, miłe słowa 🙂 Zrobię, co w mojej mocy – a zbytnie lukrowanie mi nie grozi 😉

  • Adopcja to bez wątpienia trudna ale zarazem jakże piękna decyzja. Na pewno wymaga niejako odwagi (z uwagi na to, iż nie znamy potencjalnych obciążeń czy to zdrowotnych czy charakteru ze strony rodziców i rodziny dziecka), na którą niewiele osób stać. Jednak danie opuszczonemu dziecku miłości i domu jest wspaniałym krokiem

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Jeżeli chodzi o nieznajomość ewentualnych obciążeń – to nie do końca tak jest. Wbrew pozorom w większości przypadków rodzice adopcyjni dostają całkiem sporo informacji na temat rodziny biologicznej dziecka, otrzymują też dokumentację medyczną i inne istotne wiadomości. Oczywiście nie wie się wszystkiego do końca – ale podobnie jest i w rodzinach biologicznych, ponieważ tak naprawdę często nie mamy pojęcia, jakie choroby i problemy przydarzały się naszym przodkom ileś pokoleń wstecz.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Moje macierzyństwo napędza mnie do działania

  Katarzyna Mazurek, czwarta z bohaterek projektu MAM(Y) MOC. Mama, kobieta biznesu, przewodnik w biznesie, marzycielka. W przepiękny sposób łączy...

Zamknij