Lubię usiąść wieczorem do komputera i zająć się pisaniem

Aurelia, mama w Barcelonie. W Hiszpanii znalazła miłość. Po czym zdecydowała, że jej życie będzie się toczyć właśnie tam. Powstało dzięki temu przepiękne miejsce w sieci, gdzie my, przeważnie turyści, jako czytelnicy bloga Aurelii, możemy odkryć to miasto w zupełnie inny sposób. Dzięki Aurelii poznajemy też zwyczaje panujące w Barcelonie. Ta wiedza wydaje się niezbędną, kiedy wybieramy się z wizytą do obcego dla nas kraju.

Ale Aurelia pisze jeszcze o tej mniej słonecznej stronie życia na emigracji, szczególnie doskwierającej, kiedy jest się mamą. Z czym nasza bohaterka zmaga się na co dzień? Jakie są jej smutki i jak sobie z nimi radzi? Zapraszam do czytania i kometowania. To trzecia z pięknych historii, jakimi dzielą się z nami cudowne mamy w ramach projektu MAM(Y) MOC.

Moja przygoda z Hiszpanią rozpoczęła się lata temu, kiedy to po raz pierwszy wylądowałam w tym kraju zakochując się bez pamięci. Zapragnęłam kiedyś tutaj przenieść się na stałe i marzenie ostatecznie się spełniło. Dzisiaj piszę do Was ze słonecznej Barcelony, popijając sok pomarańczowy i wykorzystując chwilę wolnego, gdy mój synek śpi obok w pokoju.

Do Barcelony przyciągnęła mnie miłość, nie inaczej. Mój partner to rodowity Barcelończyk i oboje zdecydowaliśmy, że nasze życie prowadzić będziemy w jego kraju. W Hiszpanii bywałam już wcześniej, więc poznałam już ich luźny i bezstresowy styl życia. Mnie on odpowiada, choć są oczywiście aspekty, które czasami mogą przeszkadzać. Oprócz słońca, plaż i hiszpańskiego wina muszę zmagać się z codziennymi obowiązkami mamy oraz pani domu.

Czasami chciałoby się mieć babcię za rogiem, która mogłaby zajrzeć i odciążyć trochę, kiedy mały akurat ząbkuje i nie daje spać po nocach

Życie na emigracji bywa ciężkie i to nawet w przepięknej Barcelonie. Żyję z dala od rodziny i przyjaciół, za którymi tęsknię każdego dnia. Oczywiście nie siedzę i nie płaczę codziennie w poduszkę, nie to mam na myśli. Żyje mi się tu dobrze i nie żałuję podjętej decyzji, aczkolwiek potrzeba czasu, aby przywyknąć do spotkań raz na 4 miesiące, kiedy widywało się te twarze niemalże codziennie. Dodatkowo, co chyba może potwierdzić każda mama – wychowanie dziecka jest nie lada wyzwaniem i oprócz radości i ogromu miłości, daje nam również stres, łzy i wystawia naszą cierpliwość na wiele prób.

Zamysł tych postów gościnnych to hasło MAM(Y) MOC. Ja uważam, że mam moc, ponieważ daję radę i powiem nieskromnie, że mogę być z siebie dumna – z dala od rodziny, przyjaciół, ojczyzny, w obcym kraju, kulturze i języku. Czasami chciałoby się mieć babcię za rogiem, która mogłaby zajrzeć i odciążyć trochę, kiedy mały akurat ząbkuje i nie daje spać po nocach. Obie babcie mieszkają jednak bardzo daleko, więc jakoś dajemy sobie radę sami.

Fajnie by było też, gdyby wpaść mogła przyjaciółka z dzieciństwa, z którą poplotkowałabym o wspólnych znajomych i poopowiadała anegdoty z czasów nastoletnich tak, by zająć się na chwilę czymś innym niż przewijaniem pieluch 😉 Ale przyjaciółka ta żyje 3000km ode mnie. Plotkujemy sobie więc chociaż na skype.

Nie przyszłam tu jednak narzekać, nic z tych rzeczy, Hiszpanię i Barcelonę bowiem uwielbiam! Uwielbiam ją na tyle, że któregoś dnia postanowiłam podzielić się moją pasją i stworzyć bloga Mama w Barcelonie próbując zarazić innych miłością do Barcelony. Blog to taka moja mała odskocznia od codzienności. Możesz się śmiać, ale po całym dniu biegania za synkiem, zmęczona zabawą i sprzątaniem, lubię usiąść wieczorem do komputera i zająć się pisaniem. Jeszcze większą radość sprawia mi, gdy widzę, że moja praca ma odzew i komuś podoba się to, co robię. Na stronie piszę o życiu w Barcelonie, czyli o wszystkim, co hiszpańskie.

Zalety, ale i wady, różnice w kulturze, tradycje, ciekawostki, piękne miejsca, atrakcje, przemyślenia emigrantki, tęsknoty, różnice w wychowaniu dziecka… Tematów jest mnóstwo i mam jeszcze sporo do opowiedzenia 🙂 Z dniem przeprowadzki do Barcelony moje życie zmieniło się o 180 stopni, a jeszcze bardziej, gdy na świecie pojawił się mój ukochany synek. W końcu gdyby nie on, nie byłoby teraz Mamy w Barcelonie, może tylko Aurelia w Barcelonie… 😉

Pomysł na bloga narodził się bowiem dopiero/już w ciąży, wcześniej jakoś o tym nie myślałam. Dzielenie się moją pasją, którą jest również samo w sobie pisanie, jest taką moją małą mocą, a może raczej czymś, co wraz z uśmiechem mojego synka tę moc mi daje. Barcelona nie na darmo nazywana jest jednym z piękniejszych miast Europy.

Cała Katalonia może pochwalić się różnorodnością geograficzną i mnóstwem wspaniałych miejsc. Ponadto wydaje się magiczna, ma jakby własną historię do opowiedzenia, własny styl życia, który akurat mi odpowiada. Ogólna radość, entuzjazm, uśmiech, błogość to te pozytywne cechy określające typowego Hiszpana. To już od Ciebie zależy, czy zdecydowałabyś się na życie w kraju oliwek i słońca, czy wybrałabyś się tu jedynie na letnie wakacje. Jeśli jednak jeszcze nie udało Ci się odwiedzić Barcelony, koniecznie umieść ją na liście wypraw, a zapewniam, że nie będziesz żałować.

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście są własnością Aurelii i zostały tutaj opublikowane bez zgody na dalsze ich kopiowanie i udostępnianie.


Jeśli, podobnie jak Aurelia, mieszkasz poza Polską i jesteś mamą, koniecznie daj znać w komentarzach, jakie Ty masz doświadczenia. A może chcesz opowiedzieć swoją własną historię? Nic prostszego! Kliknij w grafikę i dowiedz się więcej. Czekamy!

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook4Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Kamila Posobkiewicz

    Marzę o podróży do Hiszpanii! Byłam tylko na Ibizie, cudne miejsce. Podziwiam Cię i troszkę zazdroszczę słońca i oliwek. Ale wiem, że czasem można chcieć to wymienić na uścisk rodzinki. Powodzenia!

    • Hiszpanię uwielbiam i nie żałuję decyzji o przeprowadzce, ale tak jak pisałam, czasami jednak wkrada się właśnie ta tęsknota, zwłaszcza za bliskimi.

  • Bloga Aurelii czytam regularnie i jest to jeden z tych na które chętnie wracam. Przyjemnie się go czyta.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Cudowne widoki, ale czy chciałabym mieszkać tam na stałe ? Hmmm…trudne pytanie…Chyba wolałabym jednak opcję wakacyjną – bo choć Polska mniej słoneczna i egzotyczna, to już przywykłam do tutejszych realiów 🙂 Niemniej jednak podziwiam kobiety, które zdecydowały się na przeprowadzkę do innego kraju – z dala od wszystkiego, co dobrze znane.

  • Agata Maj Cher

    Cudne są takie ciepłe miejsca, gdzie można sobie pobuszować po bazarze i zaopatrzyć się w różne owocowo-warzywne pyszności 🙂

    • o właśnie, przed sekundą pisałam o bazarach tamtejszych … marzenie:) te zapachy, kolory, te głosy zewsząd..no bajka…

  • Znam bloga Mama w Barcelonie, bardzo miło się czyta 🙂

  • Maluch w domu

    Cudowne widoki. Zawsze fascynowała​ mnie Hiszpania! Jest ona na mojej liście miejsc obowiązkowych do odwiedzenia i to na szczycie. Powiedziałam, że nie umrę dopóki tam nie pojadę, na co mój mąż dodał, że w takim w razie zabierze mnie tam jako starą babcię…

    • Ja też marzę o tym, żeby tam pojechać. I właśnie szczególnie do Barcelony. Strasznie mnie kręci park Guell – Gaudiego. Dla mnie totalny kosmos. Nieziemskie po prostu. No i jakieś targi, z tymi wszystkimi owocami morza, owocami, kwiatami, warzywami, przyprawami…no rozkosz. Może uda nam się kochana zanim balkoniki będziemy pchać 🙂

    • Warto wierzyć w marzenia 🙂 A jak nie mąż, to Ty sama się tam „zabierz” 😀

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tylko przy ich wsparciu wszystko ma sens

Karolina, mama, autorka bloga, współwłaścicielka firmy szkoleniowej, trener osobisty, w przyszłości założycielka Instytutu Rozwoju Osobistego. Na co dzień walczy z...

Zamknij