COME AND WALK IN MY SHOES

Piszę list do Kaczyńskiego. Tytuł, w wolnym tłumaczeniu to „postaw się na moim miejscu”. To umiejętność trudniejsza niż się wydaje. A niezbędna do tego, żeby móc być ze sobą, w każdej konfiguracji. Nie musi temu towarzyszyć empatia. Nie chodzi bowiem o to, żebyśmy zawsze współodczuwali to, co nasi towarzysze – ha, ha, zaleciało komuną. Ale zawsze powinno chodzić o to, żeby zrozumieć drugiego człowieka. O to, co pozwala nie osądzać, a przyjmować do wiadomości. O to, co nie wymaga od nas akceptowania, ale wymusza szacunek dla decyzji innych. O to, co nie zamyka innym drogi do podejmowania własnych decyzji, a pozwala na współistnienie dwóch przeciwstawnych opinii w jednej szerokości geograficznej.

NAWET BARDZO GŁĘBOKA WIARA WE WŁASNE PRZEKONANIA NIE OZNACZA, ŻE INNI TEŻ MAJĄ W TO UWIERZYĆ. NIE CHODZI O TO ŻEBY KAŻDY MYŚLAŁ TAK JAK MY. CHODZI O TO, ŻEBY USZANOWAĆ PRAWO INNYCH DO POZOSTANIA PRZY WŁASNYCH WYBORACH.

Dalszy ciąg wpisu miał być o prawie do wyboru, prawie do podejmowania własnych decyzji, ale bez mówienia o aborcji, czarnym proteście czy wymieniania z nazwiska kogokolwiek.

Jednak wydarzenia ostatnich dni i słowa, które padły z ust człowieka, który obecnie, w kraju, w którym żyję ja i moi najbliżsi, ma głos decydujący, zmuszają mnie do dokończenia tego wpisu w sposób zupełnie inny.


Panie Kaczyński,

w związku z opublikowaniem na stronach PAP wywiadu z Panem i Pana wypowiedzi, cytuję „(…) Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki. (…)” koniec cytatu, pytam Pana:

1. co lub kto daje Panu prawo do decydowania w sprawach najbardziej intymnych, które dotyczą ludzkiego sumienia, wiary, odpowiedzialności, jaką każdy człowiek ponosi za siebie i za członków własnej rodziny?

2. co lub kto daje Panu prawo ingerowania w najgłębsze kwestie i decyzje rodzinne, które opatrzone są ogromnym cierpieniem, bólem i poczuciem straty na całe życie?

3. jak bardzo osobiście będzie Pan kiedykolwiek adresatem przepisów ustawy wg Pana wytycznych?

4. jakie konsekwencje poniesie Pan, personalnie, w wyniku obowiązywania ustawy wg Pana wytycznych?

5. na ile czuje się Pan odpowiedzialny za cierpienie i śmierć dzieci urodzonych, a niezdolnych do samodzielnego życia?

6. jak bardzo Pana sumienie będzie rozliczać ból i stratę każdej rodziny, w której rozegra się dramat przez Pana opisany?

7. jak daleko sięga Pana odpowiedzialność za zdrowie psychiczne wszystkich, którzy zetkną się z takim dramatem?

Panie Kaczyński, nie ma Pan pojęcia o czym Pan chce decydować.

Proszę mi wytłumaczyć jedną rzecz: z jednej strony zabiera Pan parom bezpłodnym możliwość wydania na świat dziecka, a z drugiej walczy Pan o to, aby każde dziecko, bez względu na to, czy jest w stanie samo żyć, czy nie, było wydawane na świat? Nie rozumiem tego. Nie pojmuję, jako człowiek, kobieta i matka, skąd w Panu tyle sprzeczności, tyle braku umiejętności postawienia się na miejscu drugiego człowieka. Skąd u Pana taki przeogromny brak empatii?

Czy naprawdę nie rozumie Pan, że chce Pan odebrać prawo do decyzji w sprawach najbardziej osobistych, prywatnych, intymnych? Czy nie rozumie Pan, ile kosztuje każda taka decyzja? Czy weźmie Pan na siebie ten ciężar? Czy jest Pan w stanie unieść ciężar tego, co będzie przeżywała KAŻDA rodzina po wprowadzeniu tych przepisów? Każda, bez względu na przekonania religijne czy status społeczny? Bo chce Pan decydować za każdego Polaka w tym kraju.

Czy jest Pan w stanie sobie wyobrazić, że nie każdy człowiek, obywatel RP, jest na tyle silny, żeby znieść to, na co Pan chce go skazać i co Pan mu chce nakazać? I nie jest to uwarunkowane poglądami politycznymi, czego zdaje mi się Pan nie raczy zauważać. To jest po prostu nadludzki wysiłek i nie każdego na to stać.

Czy, w swej naiwności, uważa Pan, że każda polska matka, KAŻDA, w każdym zakątku Polski, zostanie objęta opieką hospicjum, psychologa i każdą możliwą, kiedy, nie daj Panie Boże, znajdzie się w takiej sytuacji, o której Pan pisze? Jeśli tak, proszę mieć na tyle odwagi cywilnej, żeby przysiąc na Święty Krzyż każdej polskiej kobiecie, że osobiście dopilnuje Pan, aby tak się stało. Odnoszę się do religijnych argumentów, ponieważ i Pan był uprzejmy takie odnośniki uczynić pisząc o chrzcie świętym.

Jeśli nie jest Pan w stanie tego zrobić, proszę, niech Pan pozostawi prawo do wyboru ludziom, którzy przed takimi wyborami staną.

Dlaczego?

Bo tak się zachowują mądrzy ludzie.

Bo tak się zachowują ludzie, którzy siebie nawzajem szanują.

Tak się zachowują ludzie, którzy z jednej strony potrafią postawić się w sytuacji drugiego człowieka, a z drugiej, jeśli tego nie potrafią, pozostawiają mu prawo do własnego wyboru

Tak się zachowują ludzie, którzy mają na tyle dużo wyobraźni, żeby choć przez chwilę umieć wyobrazić sobie jakie konsekwencje będą miały ich decyzje dla innych.

Tak się zachowują ludzie, którzy oceniają drugiego człowieka nie po tym jakie symbole nosi na piersi, ale jakim jest człowiekiem.

Tak się zachowują ludzie, którzy mają na tyle otwarte umysły, żeby móc żyć w świecie, gdzie każdy pozostaje przy własnym zdaniu.

Tak się zachowują ludzie, którzy nie mają klap na oczach, a z ciekawością patrzą na drugiego człowieka.

Tak się zachowują ludzie, którzy potrafią szanować innych bez względu na ich przekonania.

Odebranie człowiekowi możliwości samodzielnego podejmowania takich decyzji powinno odbywać się ze wszelkimi tego konsekwencjami, czyli również z przejęciem odpowiedzialności za to, jakie skutki te decyzje będą miały. Ale to rzadkość i nie spotkałam jeszcze nikogo, kto z pełną świadomością tego, czym to się dla mnie skończy, chciał odebrać mi prawo do podjęcia własnej decyzji. I nie sądzę, żeby Pan mógł być pierwszy.

Panie Kaczyński, nie wolno Panu uczynić imperatywu z nakazów własnego sumienia czy przekonań religijnych. Nie może Pan obierać drugiemu człowiekowi możliwości decydowania o sprawach, które będzie rozstrzygał we własnym sumieniu.

Zamierza Pan, poza wieloma innymi nakazami, również w kwestii sumienia i wiary, nakazywać innym Polakom, co powinni, a czego nie. Staje się Pan orędownikiem przesłania, w które Pan wierzy, ale jest to wiara wyłącznie na gruncie ideologicznym. Pana życie i doświadczenie w żaden sposób nawet nie prześlizgnie się obok tego, jakie konsekwencje będą miały przepisy, które chce Pan wprowadzić.

Panie Kaczyński, kilka lat temu minął mnie Pan w kościele św. Benona w Warszawie, kiedy jak co roku, w okolicach świąt Bożego Narodzenia, odwiedzałam z rodziną kościoły na Starym i Nowym Mieście. Wydał mi się Pan wtedy człowiekiem, któremu chciałam złożyć życzenia świąteczne, któremu chciałam podać rękę i spytać o Pańskie zdrowie. Do którego chciałam się uśmiechnąć mimo tego, że mnie i Pana dzielą lata świetlne w ocenie rzeczywistości i przekonań politycznych. Bo szanowałam Pana i Pana wybory. Bo potrafię funkcjonować obok człowieka, który myśli inaczej niż ja. Któremu daję prawo do tego, żeby w sprawach własnego sumienia mógł decydować sam.

Proszę dać również taki wybór również mnie i mojej córce.

Iwona Kilińska


List wysłałam do: mail p. Kaczyńskiego na Wiejskiej, mail PiS na Nowogrodzkiej, redakcje TokFM, Gazeta Wyborcza, NaTemat, kontakt24tvn. Do dzisiaj, 17/10, nie otrzymałam odpowiedzi od adresata listu. Redaktor Naczelna NaTemat odpowiedziała, że kieruje list do wydawcy. 03.listopada list został opublikowany jako otwarty na stronie Wyborcza.pl.

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • waldekanita

    Z jednej strony, uważam, że takie pisma nie mają sensu, gdyż „góra” wie lepiej co jest dla nas dobre, ale z drugiej uświadamiam sobie jak bardzo są potrzebne… aby ciemny lud nie milczał. Dziękuję i pozdawiam

    • Kilińska

      dziękuję i pozdrawiam wzajemnie. ciężko mi myśleć, co by było, gdyby ktoś kiedyś tam nie zaczął myśleć, że może być inaczej. może wtedy też napisał jakiś list albo postulat lub pismo. nie twierdzę, że ten list coś zmieni. szczególnie, że adresowany jest do człowieka o wyjątkowo betonowym światopoglądzie. i dla mnie niezrozumiałym, mimo wszystko, braku empatii. ale gdybym tego nie napisała, nie pogodziłabym się z tym, że nic nie zrobiłam.

Przeczytaj poprzedni wpis:
NIE MUSISZ

Powiem Ci dzisiaj o tym, czego robić nie musisz. W sumie nic nie musisz. Nie do odwołania jest jedynie nieuchronne....

Zamknij