MÓW, DZIEL I NIE CZUJ SIĘ WINNA

Każda mama, która w tym samym czasie chce się rozwijać i dbać o rodzinę, popada w chroniczne poczucie winy. To bowiem dwa wykluczające się cele. To tak jakby chcieć jednocześnie ograniczyć spożycie alkoholu i prowadzić aktywne życie towarzyskie. No nie idzie po prostu. I te z nas, które po urodzeniu dziecka stają w rozkroku pomiędzy własną karierą zawodową, przyjemnościami, czasem dla siebie i rozrywką, a światem swojego dziecka i rodziny, własną winę czują non-stop.

Ani w jedną, ani w drugą

No bo jeśli dziecko i rodzina, to praca i własne życie tylko na pół gwizdka. Co gorsza, jeśli kariera i przyjemności, dzieci zaniedbane, porzucone, często nawet jakieś głodne chodzą. No bo jeśli nie mama, to kto im da jeść? Och jak dobrze pamiętam to uczucie. To był pierwszy poważny mój błąd jako matki. Wyszłam z założenia, że ja wszystko wiem najlepiej i co gorsze, że tylko ja jestem w stanie cokolwiek przy dziecku zrobić. Jakby pozostałym odrąbał siekierą trzy czwarte mózgu i pozostawić tylko miejsca odpowiedzialne za wykonywanie poleceń. Moich poleceń. No więc skoro wszystko ja, to gdybym cokolwiek oddała, znowu poczułabym się winna, że zaniedbałam.

To, co nam się wydaje

Z dzieckiem na rękach zaczęłam więc myśleć, że jako mama muszę zrezygnować z tego, co działo się w moim życiu zanim pojawiło się w nim dziecko. Odrzuciłam scenariusze, w których moje dziecko będzie równie szczęśliwe, kiedy ja będę realizować moje marzenia, mieć czas dla siebie, zdobywać nowe doświadczenia, rozwijać się zawodowo, budować niezależność finansową. Pamiętam jak dziś, kiedy raz w zaawansowanej ciąży spacerowałam po miejscowych lasach i płakałam z żalu na wspomnienie upojnych nocy w warszawskich klubach i dyskotekach. Ani przez moment nie zakładałam, że będąc mamą mogę do tych miejsc wrócić i dobrze się bawić. I ryczałam coraz mocniej. A kiedy powiedziałam do siebie „a może jednak mogłabym tak raz na jakiś czas wyjść, poszaleć”, natychmiast za gardło chwytało poczucie winy za takie myśli. „nie mogę przecież. mam malutkie dziecko, więc nie mogę”. Z drugiej strony czułam, że robię sobie krzywdę i wpędzam się w kolejny róg, w którym to rogu wisi wywalony, czerwony napis „moja wina, moja wina”.

Chcę żeby macierzyństwo bez poczucia winy przestało wprowadzać mamy w zakłopotanie, a stało się czymś uniwersalnym, czego może doświadczyć każda mama.

Jak porzucamy nasze dzieci?

Myślałam, że zaniedbuję własne dziecko, kiedy z opóźnionym zapłonem ruszałam do jej łóżeczka, zamiast zrywać się z pierwszym kwileniem. Miałam siebie za niewystarczająco dobrą matkę, kiedy chyba w trzecim miesiącu podałam córce modyfikowane mleko z butelki, już teraz nie pamiętam dlaczego. Pomysł o niani na pełen etat, który to nieśmiało kiełkował mi w głowie z myślą o powrocie do pracy po pięciu, sześciu miesiącach, produkował równolegle kadry z horroru, kiedy to trzy lata później wracam z pracy do domu, a moje dziecko pyta ową nianię „mamusiu, a kim jest ta pani?”. Kiedy nie dostałyśmy się do żłobka, poczułam ulgę, bo inaczej czułabym się winna pozostawienia dziecka w rękach obcych z pobudek osobistych.Do tego wszystkiego jeszcze spadł na mnie odmęt presji społecznej, która karmiła mnie perspektywą utracenia najpiękniejszych chwil z życia dziecka kiedy to ja matka nie będę obecna przy pierwszym kroku, pierwszym gugnięciu, pierwszej samodzielnej kupie na nocnik. „przecież jako matka powinnam być przy każdym pierwszym razie mojego dziecka”. Tylko pytanie … dlaczego? Bo to niepowtarzalne, więcej się nie zdarzy, minie bezpowrotnie, nie powiem dziecku jak bardzo jestem z niego dumna? Czyli liczy się tylko ten pierwszy raz? A co z pozostałymi? Co z resztą jej życia?

Winna za ułatwianie

Wszystko to, co ułatwiało mi bycie mamą, traktowałam jak wygodnictwo, pójście na łatwiznę, egoizm lub oziębłość uczuć. Słuchałam innych, którzy przekonywali mnie, że nieprzespane noce przez okrągły rok, to normalka. Przecież tak jest od pokoleń: osesek, niemowlę, małe dziecko równa się matka niewyspana, z worami pod oczami, w tym samym tiszercie przez okrągłą dobę lub dwie. Kiedy jakimś cudem udało się mojej Marcie przespać ciurkiem sześć godzin, słyszałam „a to ci się trafił egzemplarz, jeden na milion.dziękuj Bogu”. No to dziękowałam.

Polska mama z małym dzieckiem na ręku zapytana o pracę słyszy „czy pracujesz?”. Mamy w Europie Zachodniej tak samo rozmawiają o pracy, z tą różnicą, że im zadaje się pytanie „gdzie pracujesz?”.

Z dziada pradziada

W genach i tradycji zapisane mamy poświęcanie się. Oddanie własnego życia dziecku i rodzinie. I jeśli choć na moment pomarzymy o byciu nie tylko mamą, natychmiast zapala się lampka pod napisem „poczucie winy”. Dlaczego? Bo wszyscy naokoło przekonują nas i wmawiają nam, że to dla dobra dziecka. „dla dobra dziecka powinnaś zostać w domu. dla dobra dziecka powinnaś zrezygnować ze swojej kariery. dla dobra dziecka powinnaś poświęcić ten czas dziecku i rodzinie. dla dobra dziecka lepiej będzie. jeśli to ty zostaniesz w domu z nim w domu niż jakaś niania”. Argument nie do zbicia.

A jednak można

Moja znajoma. Mama dwójki, pięć i dziewięć lat. Od lat mieszkają w Austrii. Poznałyśmy się zupełnie przypadkiem, kiedy jej starsza i moja miały osiem i siedem lat. Pierwsze o co mnie spytała, to gdzie pracuję? Ja na to, z lekkim wycofem „a dlaczego zakładasz, że pracuję?”. „bo to normalne chyba, co?”. No i zaczęłyśmy sobie trochę opowiadać. Jakim zaskoczeniem było dla mnie to, że jej łączna przerwa w pracy przy dwójce dzieci nie trwała dłużej niż siedem miesięcy. „i to tylko dlatego, że Iwo był chory. tak wróciłabym od razu, po trzech miesiącach”. Miała dokładnie odwrotnie niż ja poza jednym: obydwie kochamy nasze dzieci ponad życie i ze wszystkiego, co w życiu nas spotkało, najdumniejsze jesteśmy z tego, że jesteśmy ich mamami. „ale to dla mnie za mało, mnie to nie wystarcza” usłyszałam od Sabiny jeszcze dużo razy w trakcie naszej rozmowy. To też miałyśmy wspólne. Dlaczego zatem ja wciąż w domu, z dzieckiem, a ona realizuje już czwarty wielki projekt zawodowy w tym roku?

Bez poczucia winy można żyć

Oczywiście, że ją o to spytałam. „co? a z jakiego powodu mam się czuć winna? moje dzieci są szczęśliwe. nie widzą świata poza sobą i nami. kochają nianię, dzieci w szkole i w przedszkolu. spędzamy mnóstwo czasu razem. ja mam swoje życie, karierę. wychodzę do ludzi, mam przyjaciółkę, przyjaciela. nie umiałabym żyć w oderwaniu od tego wszystkiego. poza tym tu nie ma takiego zwyczaju, żeby matki siedziały z dziećmi w domu. moje wszystkie znajome pracują. nie dlatego, że muszą, ale dlatego że chcą. i nie czują się winne, albo nie czują się wiesz, głupio że nie czują się winne. serio, czujesz się głupio, że nie czujesz się winna, że wyjedziesz na weekend bez Marty?”. „trochę tak”.

Mów, dziel i nie czuj się winna

To najlepsze rozwiązanie na początek. Niech się wszyscy dowiedzą, czego chcesz od życia. Nie czekaj aż zgadną, że chcesz być i tu, i tam. Podziel wszystkie obowiązki tak, żebyś nie czuła, że coś zaniedbasz, kiedy Ciebie nie będzie. Niech zamilknie „Pani wszystko”. Inni zrobią to tak samo jak Ty, a może nawet lepiej. A, że inaczej? Nie każdemu na imię Janusz. Wyłącz wszystkie lampki poczucia winy i zakłopotania. Uruchom własne potrzeby i ambicje. Podpatruj, jak robią to inne mamy. Pytaj, jak udaje im się nauczyć kilkutygodniowe niemowlę przesypiać całą noc? Jak uczą dzieci odpowiedzialności, cierpliwości, szacunku do innych rozkładem posiłków w ciągu dnia? Spytaj jak to możliwe, że dziecko nie dostaje wszystkiego, co chce, a mimo tego nie robi z tego powodu afery na miarę Watergate? Nie traktuj tego wszystkiego jak pójście na łatwiznę i Twoje wygodnictwo. To umiejętności, dzięki którym Twoje życie stanie się po prostu przyjemniejsze i pełniejsze. Bez najmniejszego uszczerbku dla Twojego dziecka, a z lekcją budowania poczucia jego wartości i sprawczości. Tu nie ma przegranych. Każdy dostaje medal. I to złoty.

A, na moje pytanie „przepraszam, to co ma robić mama, która jednak mimo, że to dwa wykluczające się cele, chce i dbać o rodzinę i się rozwijać?” profesor psychologii odpowiedział „brać się do roboty droga pani, brać się do roboty”.

Cóż …

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook2Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Mam trochę inne podejście ale to też dlatego myślę, że moje dziecko ma dopiero 4 miesiące. Nie wyobrażam sobie z 5 czy 8 letnim dzieckiem siedzieć wciąż w domu, czy nie czerpać z życia żadnych przyjemności. Ale te pierwsze lata chce być przy małej. Nie mam i nie miałam żadnej kariery do jakiej mógłbym wrócić. Zmieniałam pracę jak rękawiczki i tylko raz udało mi się trafić na dobrą, dająca jakiekolwiek możliwości. Szukałam szczęście nawet zagranica ale nie znalazłam. Więc nie mam do czego wracać. Na razie zajmuje się (poza dzieckiem i domem) stałym rozwojem bloga. Uczę się html, programów graficznych, chce się niedługo zająć Photoshopem. Planuje kurs fotografiki i obróbki zdjęć, czytam o marketingu. Więc i tak staram się nie stać cały czas w miejscu. A wyrzuty sumienia? Owszem, mam. Gdy wychodzę bez małej dla przyjemności a nie z obowiązku. Dwa razy byłam na małej imprezie a Julka została na wieczór ż dziadkami. Oczywiście nie mogłam poszaleć i tak bo na noc wracałam do niej, ale i tak miałam wyrzuty że ja zostawiam. Tęsknię trochę za czasami gdy mogłam pójść na imprezę, wypić więcej niż radlery czy dwa kieliszki cydru, nie wrócić na noc, a kolejnego dnia leczyć kaca zamówiony zarciem i głupimi filmami. Wyjść z przyjaciółka na miasto na shopping, drinki i ploty bez wózka. Ale generalnie nie przeszkadza mi zabieranie wszędzie małej, może dlatego że to dopiero 4 miesiące i jeszcze nie mam dosyć

    • @disqus_jlwqzPvjai:disqus no wiesz, jak to czytam, to po prostu petarda, nie kobieta! Kiedy moja miała 4 miesiąca to ja myślałam tylko o tym, jak się wyspać, a nie o jakimkolwiek rozwoju itd. Jasne, że to przychodzi z czasem. I mam nadzieję, u Ciebie też z czasem miną wyrzuty sumienia przy dawaniu sobie przyjemności. Pamiętam, jak do mnie powoli, ale stanowczo, dochodziła ta myśl, że im więcej zrobię dla siebie, włączając w to przyjemności, tym moje dziecko więcej na tym skorzysta. Pamiętam i moje wyrzuty sumienia. Identyczne, jak Twoje. I w końcu pękło i dotarło do mnie, że zaczynam obwiniać małą za to, że czegoś nie mogę. Na szczęście w porę się ocknęłam. W porę zrozumiałam tę zależność „lustra”, że jaka ja, taka ona. Zrozumiałam, że nie mogę czuć się winna, że dbam o siebie, bo po pierwsze ja tego potrzebuję, a po drugie wyłącznie kiedy ja będę świadoma własnej wartości, szczęśliwa i spełniona będę mogła nauczyć ją tego, jak być taką kobietą. A tego właśnie dla niej chcę i chciałam. Tylko nie wiedziałam jak to zrobić, nie rozumiałam tej zależności. I nie dając sobie czasu dla siebie, nie odpoczywając od tego, co na co dzień, nie dbając od siebie, w życiu nie dam rady być właśnie taka: szczęśliwa, spełniona. I zauważyłam też, że to działa jak odskocznia, jak taki zryw, wiesz, kilka godzin wyrwanych z codzienności. Po wszystkim z większą siłą, radością, ochotą wracałam do córki i domu. Bezcenne. Trzymam kciuki za Twoje marzenia i plany. Ściskam mocno

  • Maluch w domu

    Mi też było żal wrócić do pracy po macierzyńskim. Sytuacja mnie zmusiła. Na szczęście miałam babcię, która się zajęła małymi. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Teraz oboje są w wieku przedszkolnym, stawiam wszystko na jedną kartę i szukam zupełnie innej pracy.

    • @disqus_EErUrJtkB6:disqus to trzymam za Ciebie kciuki! Z dwójką dzieci to gra na dwie ręce 🙂 I to, że wciąż szukasz, chcesz więcej i ryzykujesz być może, stawiając na jedną kartę, uważam za absolutnie godne podziwu i bije Ci brawa. Wspaniale! Oparcie w babci jest czymś kapitalnym. A zapominamy też czasem, że przecież nie mają obowiązku zajmować się naszymi dziećmi. Robią to dobrowolnie i tym bardziej należy im się ogromny za to szacunek i wdzięczność. Tak trzymaj kochana. Jesteś cudna! Ściskam

      • Maluch w domu

        Często powtarzam, że babcia to skarb, nasze dzieci takiego szczęścia mieć nie będą 🙁 I absolutnie zdaję sobie sprawę, ze to nie jej obowiązek tylko dobra wola, tym bardziej ją szanuję. Mam nadzieję, że mi się uda 🙂 Dziękuję za miłe słowa.

  • Wiesz.. na początku myślałem, że to będzie kolejny tasiemiec pozbawiony jakiejkolwiek puenty, na jakie w ostatnim czasie trafiałem wielokrotnie. cieszę się, że dane mi było przeczytać. Końcówka posta powinna być drogowskazem dla każdej mamy. Nie brać na garba wszystkiego co się da, myśląć, że przecież jestem matką. Nauczę sięsama. Trzeba uczyć się i rozwijać nieustanie, a życie będzie łatwiejsze.

    • @powerpumpingdad:disqus dziękuję bardzo. ogromnie fajnie przeczytać takie słowa. dzięki! no właśnie, prawda? jak to często nie zdajemy sobie sprawy, że wystarczy po prostu zacząć coś robić, zabrać się do roboty, nieco wysilić, napiąć i będzie. Tylko wiesz, czasami właśnie brakuje tej świadomości. Tak zostajemy, my matki, w tym zastanym i nic dalej. „no bo przecież jestem matką, więc …”. ale dobrze, że chociaż czasami ta iskra odpala. pozdrawiam mocno

Przeczytaj poprzedni wpis:
WARTOŚĆ MIERZONA WYGLĄDEM

„Wiesz, musi mnie bardzo kochać, skoro z taką mną chce jeszcze być”, „Schudłam wiesz? Teraz dopiero ma za co mnie...

Zamknij