CZY JA WIEM NA CO MAM CZAS?

Mówiłam o organizacji czasu, a właściwie to opowiadałam jakim nieogarem to ja jestem. Ale czy wiem po co mi ten czas? Bo w tym, co mówiłam, coś jednak celowo ominęłam. Nie wiem pod co to podchodzi, pod zorganizowanie się na pewno, ale tylko w jakimś stopniu. Rzecz jest szersza, a jej wynik to SZCZĘŚCIE. Może się lekko drwiąco uśmiechasz pod wąsem, myślisz, co ta gówniara chce tu teraz za porady wciskać (mogę do siebie mówić "gówniara"? mogę, mogę?), ja jednak poradnictwem się już tak ochoczo nie pałam, a opowiem tylko o tym, jak to jest teraz u mnie.

Jako, że mamą jestem i nic co mamowe nie jest mi obce, a więc i ból zawiasów w gębie od uśmiechu, kiedy patrzę jak moje dwa cuda bawią się ze sobą tak świetnie, i wkurwienie na nie (przepraszam, ja Cię naprawdę przepraszam, ale jak powiem "zdenerwowanie" to Cię zwyczajnie oszukam), dlatego też postanowiłam to drugie odczucie w sobie trochę ogarnąć, wyplenić, bo i po co ono komu? Wiadomym jest, że jak mama będzie spokojna, to i w rodzinie spokój będzie. No tak po wierzchu sprawę traktując, wiadomo.

IM PROŚCIEJ TYM LEPIEJ

Wymyśliłam więc sobie PLAN. Strasznie to lubię robić. Normalnie mnie to nakręca, rozgrzewa, czasem tak bardzo, że aż spala. I po kaczaku. No ale teraz sobie znowu wymyśliłam, mocno sprawę przemyśliwując. Do rozmowy z mężem podchodziłam jak do jeża, temat przecież dotyczy jego mocno. Jedziemy więc autem, luźna atmosfera, zbieram się w sobie i się wybebeszam. Że mnie to nie jest tak dobrze, że coś musimy zrobić, że działamy dopiero, jak ja jestem pod ścianą, a się boję, że kiedyś w nią walnę przy mocno. I że ja wiem, co możemy zrobić, żeby i ściany całe stały i ja. Mąż lekko zaniepokojony, ale odważnie nadstawił ucha.

Jednak się, Czytelniku, na jakieś rewolucyjne pomysły nie nastawiaj. Prostota. Bardzo bliskie stało mi się proste podejście. Do chałupy, do aranżacji, do ubioru, do wypoczynku, do zabawy, do czego sobie teraz nie pomyślę. Prosty więc i plan. Na taką codzienność zwykłą, na każdy jeden tydzień. Założyłam pięć, nazwijmy to, AKTYWNOŚCI, bo myślę nad tym i nic lepiej nazywającego znaleźć nie mogę. I tak: żeby rodzinie było dobrze, mnie musi być dobrze, żeby mnie było dobrze, to ja muszę, ale to MUSZĘ, inaczej się uduszę, mieć jedno popołudnie w tygodniu dla siebie. I to jest PRIORYTET tego planu. Brzmię egoistycznie? Niech i tak będzie, jednak raz w tygodniu mam mieć wolne i już. Bez dzieci, bez męża, bez obowiązków, tankuję auto, moja sprawa gdzie zasmrodzę środowisko. Reszta aktywności, kolejność już przypadkowa. Mąż – jedno popołudnie dla niego. Dzieci – jedno popołudnie lub jeden dzień dla nich, taki zorganizowany, bardziej przemyślany, nie musi być zaraz wizyta w Legolandzie, może piknik w lesie, zabawa w jeziorze czy rodzinne gryzdanie kredą po chodniku (mówiłam, prostota). Kolejna rzecz to aktywność dla domu. mieszkamy we własnej chałupie od kilku miesięcy i tu wiele jest jeszcze do nadgonienia, pośpiechu nie ma, ale tę jedną rzecz na tydzień wykreślić z grubego kajetu byłoby naprawdę sielsko. No i piąty temat – my. Ja i on. Jeden wieczór dla siebie, godzina czy dwie, pięć, jak nam się zechce. Bez szumu, bez internetu, bez filmu, bez telefonów. Lekka kolacja, lampka wina, albo tylko siedzenie na podłodze w kuchni. I gadanie. Bo nie jest przecież prawdą, że to tylko kobiety gadać lubią, Panowie drodzy, Wy jesteście w tym rewelacyjni, a Wasza potrzeba wygadania się też potężna (nie no, na pewno się nie mylę).

W POJEDYNKĘ NIE IDZIE

Taki oto prosty mój koncept. Banalne, nie? Myślisz może "i po cholerę tu plan, ja mam to bez planu, dla mnie to naturalne". Jeśli tak jest, to ściskam dłoń i cieszę się z Tobą. U nas o każdy jeden punkt z tej listy jest trudno. Własna, rozwijająca się firma męża, kosztuje go ogrom czasu, wysiłku i energii. My też ponosimy tego koszty. "Być kłębkiem nerwów" – zrozumiałam to przy własnej działalności. Czasem nerwy takie, jakby się połknęło właśnie kłąb wełny, a on w środku ciska się, rozpieprza i kołtuni. No ale dalej.. sytuacja jest taka, że raz mąż mój wraca o 17, raz o 22, niedawno o 00:30. Dlatego słowo "planowanie" stawiamy w równym rzędzie obok Świętego Mikołaja i Wróżki Zębuszki. Jest taki etap, że się w to wierzy, a potem chlu…kubeł zimnej wody na łeb. I potem ja wysycham, wierzę dalej, bo bajki lubię, mąż pozostaje w traumie, bo go zimne prysznice nie rajcują. Stąd też moja obawa, jak przyjmie kolejne moje pomysły. Ten jednak, o którym rozmawiamy, spogląda to na mnie, to na drogę, i mówi: "to bardzo dobry pomysł". Ooj, kochanie, ale ja wiem, że to bardzo dobry pomysł. Tylko co dalej?

I ja Tobie – Czytelniku, powiem, co zadziało się dalej.

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Zakładałam, że w poniedziałek rozrysujemy sobie co w jaki dzień. Tak też zaczęliśmy. A potem jedna zmiana, druga zmiana, ostatecznie rezygnacja z takiego systemu. Czy się wszystko zawaliło? Nie. Powiedzieliśmy sobie głośno o naszych oczekiwaniach i o nich rzeczywiście pamiętamy.

Od tamtego czasu, czyli od dobrych dwóch miesięcy, mam jedno popołudnie w tygodniu dla siebie, czasem nawet większość dnia. Dom ogarnia się skuteczniej, mąż co kilka tygodni wyjeżdża na parę dni na tor i tam znajduje najlepszy reset ever. Całą rodziną byliśmy nad morzem, w zoo, liczba pikników nie rejestrowana. Najsłabiej wychodzą nam te małżeńskie randki, choć pogaduch zdecydowanie przybyło, to jednak wspólnych kolacji na koncie okrągłe, spasłe 0. Wyznaczyliśmy sobie raz pewien dzień, przyszedł on, przyszedł wieczór, zaległy dwa ciała na kanapie, wzdychają, ona rzecze do niego: "to co, dzisiaj wieczór we dwoje? masz ochotę?", on nie powie jej przecież, że nie, więc ona (bo serce jej dobre mocno) odpowiada za niego "mnie też się nie chce". Od ścian odbił się śmiech obojga.

PYTANIE ZASADNICZE

Bo nie plan przecież rządzi nami, a my planem.

Jeśli więc obawiasz się, że pod wpływem planowania, Twoje życie stanie się zbyt monotonne, bo zbyt uporządkowane – uspokajam. Nie stanie się. Lubiany przeze mnie głos wyśpiewuje "bo każdy plan można zmienić". W całej tej zabawie najważniejszą rzeczą było odpowiedzenie sobie na pytanie: po co mi ten czas? Na co chcę go przeznaczyć? Proste, szczere odpowiedzi, konfrontacja z rzeczywistością, komunikacja i życie znowu bananem odbija nam się na twarzach.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Fajny artykuł, bardzo mi się podoba. Przed urodzeniem dzieci byłam mistrzem planowania. Obecnie nie planuję, żyję chwilą.

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZY JESTEM PEWNA SIEBIE ?

Na końcu wpisu proszę Cię o opinię. Wybierz "tak" lub "nie". Dziękuję.  Parę tygodni temu dostałam mail. Zaczynał się bardzo...

Zamknij