ORGANIZACJA CZASU – HIT CZY MIT?

Dlaczego, skoro o organizacji czasu, napisano już setki artykułów, książek, blogów, poradników, w dalszym ciągu kiedy spytasz przeciętnego Kowalskiego czy Kowalską o to, co sprawia im największy problem w pracy czy w życiu codziennym, dziewięcioro na dziesięcioro odpowie "organizacja czasu"? O co chodzi w takim razie? Czyżby to zorganizowanie sobie czasu bylo aż tak trudne? Wręcz niewykonalne? A może w ogóle nie ma uniwersalnej rady na to, jak Ty czy ja możemy sobie ten czas zorganizować? Może każdy musi znaleźć swój własny na to sposób? No bo skoro wszyscy radzą jak to zrobić, a w dalszym ciągu prawie nikt nie wie jak sobie dać z tym radę, to coś musi być nie tak.

Tylko co? Poradniki nie trafione czy wdrażanie ich w życie kuleje? Postanowiłam zatem spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie nie "jak zorganizować swój czas?" ale "czy każdy musi mieć ten czas zorganizowany?".

A MOŻE PODSTAWOWY PROBLEM JEST W TYM, ŻE WSZYSTKIM NAM SIĘ WYDAJE, ŻE MUSIMY ROBIĆ TO WSZYSTKO, CO ROBIMY, BO OD TEGO ZALEŻY NASZE ŻYCIE?

I jeśli nagle, ni stąd ni zowąd, wykreślimy coś z naszego grafiku, nasz świat się zawali? Tak jak już ktoś kiedyś powiedział, jedyne co naprawdę musimy żeby żyć, to oddychać i jeść. Wiem, wiem. Brzmi banalnie, płytko i filozoficznie. Ale nawet jeśli zalatuje nieco trywializowanym, to czy aby nie zahaczamy tutaj o PRIORYTETY, słowo klucz, moim zdaniem, wszystkich specjalistów od organizacji czasu. Bo czy w takim razie możemy z pewnych rzeczy zrezygnować, albo jeśli już koniecznie muszą one być w naszym życiu, to może mogą je za nas zrobić inni?

Ale weź tu powiedz matce małych dzieci "to może poczekać". Trudno mi jakoś sobie wyobrazić czy przypomnieć rzeczy, które mogłabym odłożyć na później czy wykreślić, kiedy moja Marta była jeszcze małą Martusią. Wtedy wszystkie rzeczy z listy "do zrobienia" na codzień są priorytetami przecież! Przy dziecku wszystko jest najważniejsze, bo czasu na inne, nieważne rzeczy, jest tak mało, że nie ma nawet szans na to, żeby robić coś mniej istotnego.

I tak kiedy szukałam odpowiedzi na pytanie czy organizacja czasu jest dla wszystkich, stanęła mi przed oczami mama z dwójką małych dzieci, na przykład. Dołożyłam jeszcze do niej fakt, że obok zajmowania się dziećmi, pracuje. I co wtedy? Czy jest jakiś uniwersalny planner dla takich kobiet? Ale, że nawet wyobrazić sobie nie mogłam jak taka kobieta jest w stanie cokolwiek sobie zorganizować, zapytałam o to Martę Podrażka, mamę dwójki Maluchów, właścicielkę firmy Wypożycz Sukienkę. I oto, co Marta mi powiedziała:

" Powiem wprost – u mnie zarządzanie czasem nie istnieje. To jest ewidentne zarządzanie chaosem.

Odczuwam to zwłaszcza wtedy, gdy starszy synek nie idzie do przedszkola a teraz wiadomo – wakacje, zatem będzie się działo. Nie mniej jednak, prowadzenie własnej firmy jest dla mnie miejscem, gdzie mogę realizować siebie i swoje pasje. Tutaj czuję, że mam moc sprawczą. Bo stety i niestety tutaj ogromnie dużo zależy tylko ode mnie. Od tego, jak bardzo mi się chce chcieć. Tutaj czuję, że nie jestem trybikiem w maszynie i nie pełnię funkcji odtwórczej. To mnie napędza. Dodatkowo sama mogę sobie tym moim chaosem zarządzać i kiedy już zupełnie brak mi sił nawet na poprawienie korony, o dalszym zasuwaniu nie wspomnę, to mogę sobie zrobić "wolne" i skupić się na dzieciach.

Być może nie realizuję wszystkich planów w takim tempie jak bym chciała, ale wpisuje sobie moje "zadania do wykonania" zwyczajnie do Listonica  (Listonic – aplikacja z listą zakupów – przyp.autora) i co jakiś czas odhaczam. Uwielbiam wstać wcześniej niż dzieci i usiąść do "moich" spraw. Czasem jest to tylko pół godziny, bo zaraz słyszę tupot małych stóp i burczenie głodomorskich brzuszków.  To są czasem bardzo maleńkie kroczki. Dużym plusem jest też to, że ciągle czegoś nowego się uczę. I tak sobie myślę, że to jest taka moja inwestycja w siebie. Dzieci też są ważne, ale nie będę w stanie ich dobrze wychować, kiedy sama będę sfrustrowana . A czy nie bywam sflustrowana? Oczywiście, że bywam. I chyba częściej niż przewiduje ustawa… bo to dzieci dają w kość, bo to klientka się umówiła i nie przyszła, bo to ktoś nie ma czasu pogadać. Ale staram się nie rezygnować z czasu dla siebie, z tych moich wyjść na pilates (nawet jak bardzo mi się nie chce) i zwyczajnie czasem przewietrzyć głowę. Nawet sam na sam.

Trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które stawiają na siebie! Tym bardziej, że chcąc niechcąc stawiają na siebie również dla swoich dzieci. Bo przecież "Szcześliwa mama, to szczesliwe dzieci"

No i jeszcze czasem pomocny facet u boku dużo może zmienić…. ale to już inna bajka

Ściskam serdecznie, Marta Podrażka"

Im więcej czasu jestem z tym o czym napisała Marta, tym wyraźniej widzę kobietę, która MIMO tego, że, jak sama mówi, żyje w chaosie, doskonale się w tym odnajduje. Wręcz bije z tego optymizm i bardzo pozytywna energia, którą Marta dzieli się z nami, innymi kobietami, z wyraźnym akcentem na "stawianie na siebie".

Marta ma dwójkę małych dzieci. Prowadzi własną firmę, uroczo kobiecą. Zajmuje się domem. Znajduje czas dla siebie – pilates. Korzysta z mobilnych narzędzi do planowania, przerabia te aplikacje na własne potrzeby, tak żeby to jej było dobrze. Dla bycia mamą wybiera drogę trudną w realzacji, mało popularną acz bliską memu sercu i przesłaniu Niedomowych – matki dbającej o własne potrzeby, stawiającej na siebie i świadomą odpowiedzialności jaka na niej spoczywa. Cudownie łączy te światy znajdując w jednym oddech od drugiego.

Ja się pytam: "jak ona to robi?"? A, jak sama mówi, to chaos. Więc w czym tkwi sekret Marty? A może Marta, dzieląc swoje życie na te kilka stron świata i nie żyjąc wedlug harmonogramu, grafiku, od tej do tej, jest mimo wszystko mistrzynią organizacji czasu? Czy w taki właśnie sposób odnalazła swój własny porządek? Czy może kluczem jest to, że te dwa światy Marty, prywatny i zawodowy, wzajemnie sie nakręcają i to daje Marcie tak potężną siłę? Że zawodowo trafiła na coś w czym się pozytywnie spala, co daje jej poczucie władzy, niezależności i spełnienia. I to nakręca ją do bycia mamą, żoną i gospodynią domową. Bycie mamą  z kolei motywuje ją do tego żeby wciąż się rozwijać i realizować swoje cele i marzenia, bo wie, że na tym skorzystają jej dzieci? Znajduje w tym jeszcze odskocznię od spraw zawodowych i ukojenie dla problemów w pracy. Dwa bardzo silne oddziaływania. Dwa bardzo silne źródła siły dla Marty. I mimo tego, że jak pisze Marta, więcej w tym chaosu niż uporządkowania, działają razem bez większych zaklóceń.

Czy w takim razie Marta koniecznie powinna wsadzić swój świat w ramy czasowe, w od-do, w uporządkowany planner? Moim zdaniem nie. Być może, żeby poczuć jeszcze większą władzę nad własnym czasem, wystarczy jej, choć na jakiś czas, to co robi dzisiaj –  te kilka dodatkowych godzin dla siebie wydartych porze snu? Reszta porządkuje się sama.

CZY ZATEM W CHAOSIE MOŻEMY ODNALEŹĆ WŁASNY PORZĄDEK POD WARUNKIEM, ŻE JEST TO CHAOS, NAD KTÓRYM PANUJEMY?

Czy może nie jest więc tak, że im bardziej staramy się zorganizować sobie nasz czas, tym bardziej tracimy z oczu to, co jest dla nas najważniejsze?

Czy nie jest tak, że nie organizacja czasu porządkuje nam dzień, tydzień, miesiąc, życie a nasze sukcesy? I w drugą stronę również: czy na to, że mimo tych wszystkich teoretycznych mądrości o zorganizowanym czasie, wciąż wydaje nam się, że mamy z tym problem, wpływa nie brak organizacji czasu, a brak sukcesów? Czy może jest tak, że każdy, nawet drobny krok naprzód, dodaje nam siły, kopa, tego powera żeby robić następne i następne, i wtedy wydaje nam się, że wszystko tak cudownie nam się układa w całość, ze wszystkim się wyrabiamy, na wszystko mamy czas? A każde potknięcie, skucha, niepowodzenie podcina nam skrzydła, odbiera siły na następne dni i działania i w związku z tym każdy plan po prostu bierze w łeb?

Czy gdyby firma Marty nie dawała jej tyle siły i mocy sprawczej, byłaby w stanie spełniać się jako mama dwójki? Czy gdyby dzieci i dom nie były dla niej papierkiem lakmusowym na stres związany z pracą, udawałoby się jej tak mocno wierzyć we własne siły i chcieć się realizować poza domem, właśnie z myślą o swoich dzieciach?

Ja mam tak, jak ma Marta czyli jedno kręci kolejnym : każdziusieńki sukcesik, krok do przodu nakręca mnie, dodaje mi sił. I wtedy kilka następnych dni to istny podręcznik organizacji czasu, mimo, że wcale sobie tego czasu nie organizowałam. Po jakimś czasie zapał mija i potrzebuję znowu naładować baterie. I teraz w zależności od tego, co się wydarzy, albo znowu szczytuję organizacyjnie, albo łapię doła.

Zatem może tu jest odpowiedź na pytanie z początku tekstu: obojętne jest czy sobie czas zorganizujesz zawczasu czy nie.

NAJWAŻENIEJSZE JEST DLA CIEBIE TO, CZY MASZ SUKCES CZY GO NIE MASZ

Owszem, możesz sobie pomóc w poukładaniu pewnych czynności, rzeczy do zrobienia. Czy sobie zrobisz listę, czy włożysz te punkty w czasy od-do…to już jak Tobie jest wygodnie. Możesz również zastosować tricki Marty i kilka moich podpowiedzi:

PRZEDE WSZYSTKIM MYŚL POZYTYWNIE. TO POŁOWA KAŻDEGO SUKCESU

1. wstań na tyle wcześnie, żebyś rano miała jeszcze czas dla siebie – o, pod tym podpisuję się wszystkim, co mam. Działa jak nic innego. Uwielbiam te godzinkę, dwie, w której mam wyłącznie czas na moje sprawy przy porannej kawie

2. nie zostawiaj na rano czynności okolodomowych typu zmywanie, ogarnięcie jako takie mieszkania. Tego czasu, który i tak wyrwałaś porze snu, nie poświęcaj na gary.

3. w miarę możliwości przygotuj dziecko do żłobka, przedszkola czy szkoły też już poprzedniego dnia.

4 od momentu kiedy Malec lub Malcy się obudzą odłóż wszystkie inne czynności i skup się tylko na "obsłudze" małoletnich. To samo tyczy się czasu, kiedy Maluchy wracają do domu po szkole czy przedszkolu.

5. jeśli jesteś mamą z malutkim dzieckiem w domu, korzystaj z każdej chwili, jaką masz dla siebie. Nie zapominaj jednak, że najważniejsze w tym okresie jest Twoje samopoczucie. Najwięcej czasu bez Malca przeznaczaj więc na Twój odpoczynek i regenerację. Postaraj się, w miarę możliwości, dzielić się obowiązkami z innymi. Również tymi przy dziecku.

6. nigdy, przenigdy nie rób kilku rzeczy na raz. Żadnej z nich nie zrobisz wtedy na tyle dobrze, żebyś była z nich zadowolona

WIZUALIZUJ SOBIE SIEBIE W MIEJSCU, DO KTÓREGO DĄŻYSZ. OBOJĘTNE CZY TO SPRZĄTANIE DOMU, SAMOTNY WYJAZD DO SPA, ZAPISANIE DZIECKA NA ZAJĘCIA, CZY PODPISANIE SUPER-DUPER KONTRAKTU. WYOBRAŹ SOBIE TEN MOMENT: TWÓJ CEL. JEŚLI CHCESZ, ZAPISZ SOBIE TO NA KARTCE. WRACAJ DO TEGO JAK NAJCZĘŚCIEJ.

7. jeśli pracujesz w domu, siądź do pracy dopiero wtedy, kiedy wszystkie inne rzeczy: zmywanie, pranie, sprzątanie itd. masz już z głowy. Brudne gary, kurze po kątach i niezłożone pranie będą Ci dudnić w głowie jak dzwony na roraty

8. każdej pracy wykonywanej w domu pomoże najbardziej odpowiednie do tego miejsce. Miej go tak zorganizowane, jak Tobie odpowiada to najbardziej. Czasami pomaga porządek. Nie twierdzę, że jest to warunek konieczny. Znam ludzi, którzy nie potrafią pracować bez sterty papierów na biurku. I dobrze im z tym. Jeśli jednak funkcjonujesz w czasie dnia zorganizowanym od-do, to zapewne dla Ciebie uporządkowane biurko i najblższe jego otoczenie. Zrób to jednak zanim zabierzesz się do właściwej pracy.

9. na ile to możliwe, dziel obowiązki pomiędzy innych. Te domowe i te zawodowe. Zalożę się, że nie wszystko musisz zrobić sama. Powtarzam to sobie od siedmiu lat z hakiem – brzmi świetnie

10. przyznawaj się do blędów i ucz się na nich. Zarówno w domu jak i w pracy. Naucz się również przyjmować uwagi krytyczne. Na tym polega pewność siebie: że przyjmujesz je jako szczerą ocenę, a nie traktujesz ich jako próbę obrażenia Ciebie czy chęć zrobienia Ci przykrości

11. być może prosta i czytelna lista "rzeczy do zrobienia" to jedyne czego potrzebujesz w kwestii planowania Twojego czasu. Być może jeśli umieścisz tam wszystko w porządku od najbardziej istotnych do najmniej ważnych, najszybciej poczujesz satysfakcję ze zrealizowanych zadań

12. zapamiętuj, a jeśli tak jak ja masz z tym problem, zapisuj sobie to, co udało Ci się już osiągnąć. To Twoje koło napędowe na każdy następny dzień

13. z każdego niepowodzenia, potknięcia, błędu staraj się wyciągnąć pozytywne wnioski. Spróbuj uczyć się na nich, a nie w nich pławić. Nie pozwól żebyś poczuła się przez nie na tyle zdemotywowana, żeby odebrało Ci to zapał na następne tygodnie

14. znajdź zależności pomiędzy silnikami samonapędzającymi się: tak jak u Marty to dom i jej własna firma. Marta w cudowny sposób odnalazła w tym związku źródło swojej energii i motywacji. Idź tym tropem

15. Podobnie jak Marta znajdź dla siebie aplikacje, narzędzia dzięki którym będzie Ci łatwiej zapamiętać rzeczy do zrobienia i przeróżne terminy. Marta wybrała Listonic. Być może przyda się również Tobie-z małymi przeróbkami.


Podsumowując zatem: nie sądzę, żeby każdy musiał swój czas organizować.

MYŚLĘ, ŻE DUŻO BARDZIEJ CENNA JEST UMIEJĘTNOŚĆ CZERPANIA MOTYWACJI Z TEGO, CO UDAJE NAM SIĘ OSIĄGNĄĆ I WYCIĄGANIE WNIOSKÓW Z RZECZY, KTÓRE NAM SIĘ NIE UDAŁY JEDNOCZEŚNIE PRZEKUWAJĄC JE W COŚ, CO MOŻE DOPROWADZIĆ NAS DO SUKCESU.

I tu moim zdaniem leży również klucz do zagadki dlaczego wciąż najtrudniejsza jest organizacja czasu:

NA SIŁĘ STARAMY SIĘ ZORGANIZOWAĆ SOBIE CZAS TRAKTUJĄC TO JAKO REMEDIUM NA NASZE WSZYSTKIE PROBLEMY.

Znikają nam wtedy z oczu te wszystkie rzeczy, które faktycznie pomogą nam zrealizować nasz cel i poczuć motywację do kolejnych działań.

Choć nie twierdzę też, że czas zorganizowany od-do nie jest pomocny.

Tymczasem oddaję się totalnie niezorganizowanym czynnościom polegającym na poszukiwaniu motywacji w otaczającym mnie aktulanie świecie.

Jeżeli szukasz i potrzebujesz motywacji, zapisz się do mojej zamkniętej grupy dla mam na FB. Tam, zupełnie prywatnie, możemy porozmawiać o calej masie rzeczy istotnych i tych mniej ważnych, a związanych z macierzyństwem. Zapraszam 🙂 /https://www.facebook.com/groups/mykuryniedomowe/

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook26Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Marta, wielkie gratulacje! To, jak ogarniasz ten swój kociołek, jest bardzo motywujące. Ja też mam dwójkę Małpiszonów, a od niedawna również pomysł (genialny, a jakże) na własny biznes, bo jakoś nie wyobrażam sobie powrotu na etat (choć wcześniej tę pracę lubiłam). To prawda, że warto jak najczęściej myśleć o sobie, bo wyjdzie to na zdrowie i nam samym i tym, których najbardziej kochamy.

  • Myślę że nawet najlepsza organizacja czasu weźmie w łeb, jeżeli to co robimy nie przynosi nam radości i satysfakcji!!! Grunt to luz, pogoda ducha i miłość!

    • Kilińska

      właśnie tak Monika 🙂

       

    • Zdecydowanie tak! Trzeba robić, to co się kocha 🙂

  • Znam ludzi którym organizacja czasu bardzo przeszkadza w życiu. Mi jednak ułatwia jak mam zaplanowane co i jak.

    • Kilińska

      mnie też bardzo ułatwia i najchętniej działam według planu. ale zauważyłam, że nawet jeśli wszystko mam od a do z ustawione to i tak kiedy się udaje lub przeciwnie nie wychodzi, wtedy i tak ta organizacja schodzi na plan drugi.

    • Gosia. Gratuluję. I tak, jak najbardziej planować warto. U mnie tego do końca organizacją bym nie nazwała, ale plan jakiś jest. Choć muszę do niego podchodzić z dużą dozą hmmm… elastyczności…
      hehe tak bym to ładnie PRowo nazwała …. 😉

  • beAta

    gratuluję biznesu, Marta! dzieciaki w domu i własna działalność to MEKSYK, jesteś mistrzynią, choć podejrzewam, że nie przyszłoby Ci do głowy tak o sobie pomyśleć w tym kontekście (czy się mylę?) 🙂 masz rację, małe kroki, tup tup i do przodu. zazdraszczam szczerze, że jesteś na takiej fajnej swojej drodze, ja ciągle w fazie poszukiwań 🙂

    ps. sukienki piękne, ale Ty jaka piękna!! 🙂 (bo ta czarnulka to Ty??) pozdrawiam i trzymam kciuki

    • beAta. Dziękuję serdecznie. Jesteś kochana. Ach jak Ty się świetnie znasz na ludziach! Rzeczywiście nie myślałam w takich kategoriach.Jestem pewna, że i Ty sobie coś wymyślisz. Bo to nie chodzi o znajdowanie, tylko o stwarzanie siebie. Pamiętaj, to nie musi być w żaden sposób związane z tym, co robiłaś do tej pory. Nigdy nie jest za późno, by zacząć coś robić. Tak od podstaw. Od początku. Zatem puszczaj wodze fantazji! To musi być coś, co Cię totalnie kręci.
      Ps. Raz jeszcze dziękuję. (Tak 😉 ) Kciuki trzymaj mocno :-*
      Ściskam, M.

  • Ja ogólnie myślę, że organizacja jest fajna i dobra, dopóki nie organizujemy dosłownie wszystkiego. Nie da się zaplanować idealnie życia i nie da się wszystkich postanowień dotrzymać… Dlatego ja o wiele bardziej wolę system, w którym po prostu wypisuję sobie listę rzeczy do zrobienia na dany dzień, dzielę to na rzeczy konieczne do wykonania i te, które ewentualnie mogę sobie odpuścić… I wtedy dopiero zaczynam wykonywać te zadania. Dla mnie to o wiele łatwiejsze, nie muszę się martwić, że mi się coś w grafiku przesunie, że czegoś nie zdążę zrobić itp, a nadal mam wtedy poczucie, że panuję nad swoim czasem. Polecam wszystkim, którzy są sfrustrowani tym, że wiecznie mają za dużo do zrobienia 🙂

    • Kilińska

      No widzisz Patrycja. Tak jak mówisz, może problem jest właśnie w tym, że chcemy zaplanować i zorganizować wszystko? Każda nasza czynność zdaje nam się być konieczna do wstawienia w jakieś ramy czasowe czy coś. A może po prostu się nie da i ma nie dać? 

    • Patrycja, zgadzam się z Tobą. powiem tak: Listy są super pod warunkiem, że pozwalam im elastycznie się dostosowywać do mnie (i wymagań dzieci). Czasem trzeba pozwolić sobie na to by odpuścić. Inaczej można skończyć w wariatkowie 😉

Przeczytaj poprzedni wpis:
BANALNY NASZ BANANOWY SONG

Uwielbiam banały w moim życiu i zastanawiam się czemu służy, ostatnio bardzo popularne, silenie się za wszelką cenę na bycie...

Zamknij