MIEĆ DZIECKO CZY GO NIE MIEĆ ?

I to właśnie jest odwieczny dylemat każdej posiadaczki organów typu macica, jajniki, tudzież gruczoły mleczne i tak zwanego instynktu macierzyńskiego: „mieć dziecko czy go nie mieć?”. Z tym instynktem to, powiem Ci, moim zdaniem sprawa jest mocno przereklamowana. Myślę, że nagłaśniana głównie na potrzeby umiejscowienia i wytłumaczenia wielu dziwnych zachowań kobiet, których w żaden logiczny sposób nie można wytłumaczyć i wrzuca się je do worka reakcji wynikających z przyczyn para-namacalnych. Bo jak sprawdzić, czy ten instynkt działa, czy nie? Czy go mam czy nie mam?

Karol Darwin, ten od teorii ewolucji, tak mówił o zachowaniach instynktownych:

Czynność, którą wykonuje zwierzę, zwłaszcza młode, bez żadnego poprzedniego doświadczenia i wykonuje ją wiele osobników w jednakowy sposób, bez znajomości celu, to czynność taką nazywamy instynktowną

Poczytałam sobie trochę innych definicji i znalazłam jeszcze to (Wikipedia) „wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych, mniej lub bardziej skomplikowanych swoistych dla danego gatunku istotnych dla jego przetrwania”. Tylko teraz jak to się ma do macierzyńskiego, bo nie bardzo łapię. Spośród wszystkich „czynności” jakie wykonuję i wykonywałam od samego początku bycia mamą próbuję wyłowić te, które byłyby stereotypowe, niewyuczone i mniej lub bardziej skomplikowane. No i nie mogę. Bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nie posiadając instynktu macierzyńskiego nie byłabym w stanie na przykład ogarnąć myślowo sytuacji, kiedy to moje dziecko na etapie oseska zaczęłoby domagać się pożywienia bez umiejętności zwerbalizowania potrzeby w słowach „dajże mi wreszcie żreć, bo jestem głodna”. Nie uważam bowiem, żeby to była jakaś moja gigantyczna zdolność wynikająca wyłącznie z posiadania instynktu. Tak samo z kupą w pieluszce. No śmierdzi, to przewijam. Nie kierują mną jakieś specjalne zdolności do rozpoznawania przyczyn wydzielania się smrodu z majtek własnego dziecka.

Czy każda kobieta ma instynkt macierzyński?

O co mi chodzi? Że chyba zbyt mocno właśnie przywiązujemy wagę do predyspozycji, które nie wynikają z tegoż instynktu, a po prostu z poziomu naszego zaawansowania umysłowego.

W sensie my ludzie, jako gatunek myślący, homo-sapiens, jesteśmy w stanie podejmować decyzje na podstawie prostej i szybkiej analizy przyczynowo-skutkowej. Toż już dziecko małe, kiedy jeszcze mniejszemu od niego śmierdzi z gaci, również dostrzeże potrzebę pozbycia się smroda. I co? Znaczy to, że ono już, to małe, działa instynktownie? Nie! Po prostu kojarzy fakty. Koniec, schluss, the end.

A tak się właśnie rozpisałam o tym macierzyńskim, ponieważ odnoszę takie wrażenie obserwując świat na zewnątrz, że nad każdą kobietą od pewnego  momentu jej życia, zaczyna krążyć odmęt nacisków na konieczność zaspokojenia przez nią samą jej instynktu macierzyńskiego. Bo oczywiście każda kobieta takowy posiada z przydziału. A jeśli sama nie wie, że go ma, to bardzo szybciutko zostanie uświadomiona przez środowisko, rodzinę, czasem i znajomych oraz media i wszelkie możliwe środki przekazu, że onego posiada. A w związku z tym rodzić musi. No bo zmarnować się ten instynkt nie może.

Teraz powiem coś, co prawdopodobnie przez większość tych, którzy to zaraz przeczytają, a może i przez Ciebie,  zostanie zrozumiane zupełnie nie tak, jak powinno.

Otóż, od kiedy jestem mamą doskonale rozumiem kobiety, które dzieci mieć nie chcą. Aha! Zaczęło się!

Dopóki nie miałam dziecka stałam razem z tymi, którzy na deklarację „nie chcę mieć dzieci” reagowali tak: „no wiesz co? co ty w ogóle wygadujesz? przecież jak możesz nie chcesz mieć dzieci?? zastanów się co ty mówisz! wstydź się! nie możesz tak mówić. jesteś kobietą. więc musisz mieć dzieci.zobaczysz, jak już będziesz miała, to zrozumiesz jakie głupoty ci w głowie. no a przecież z tobą nikt się nie będzie chciał związać, a co dopiero ożenić. no jak to? małżeństwo bez dzieci. a wybij to sobie z głowy!”. O tak. Takie hasła nosiłam na sztandarach. Nie miałam ich za egoistki, suki takie, co to nie chce im się dzielić czasu dla kogoś jeszcze oprócz siebie. Nie. Nie brałam natomiast w ogóle pod uwagę tego, że tych dzieci po prostu można nie chcieć mieć. Wydawało mi się, że każda macicęnosząca musi chcieć je mieć.

I co? I urodziłam dziecko. No, proszę pani, to już zupełnie inna historia. jest. A nie miej dzieci, jeśli nie chcesz. Dlaczego mam odbierać Ci jedno z niezbywalnych praw człowieka: prawo wyboru? To jest Twoje życie i dopóki Twoje decyzje nie wchodzą z buciorami w moją przestrzeń, to nic mi do nich. Mogę się z nimi nie zgadzać, ale nie wolno mi narzucać Ci na co masz się decydować, a na co nie i krytykować Cię za to, że podejmujesz takie, a nie inne kroki we własnym życiu. A uświadomiłam to sobie w odniesieniu do macierzyństwa, właśnie kiedy stanęłam przed wyborem co, jako matka, chcę wpoić mojej córce? Jak pokazać jej czym jest szacunek dla drugiego człowieka? I dlaczego nie mogę w spadku zostawić jej przekonania, że może wpływać na decyzje innych nie szanując przy tym ich własnych wyborów. A poza tym bycie matką to walka. Codzienna. I nie wiem po prostu, czy każda kobieta jest na taką walkę gotowa.

Jest różowo

Bo to wszechobecne „różowe macierzyństwo” z mięciutkimi policzkami, pachnącymi główkami, wieszaczkami na ubranka wypchanymi gąbeczką, żeby było miękko, jest zdecydowanie za mocno przeróżowione.

I jako takie właśnie, słodko-pierdzące, zagnieżdżane jest w umysłach dziewczynek już od bardzo maleńkiego. Dziewczynki bawią się w dom, chłopcy kopią gałę. Mnie, w latach siedemdziesiątych, na ZetPeTach (zajęcia praktyczno-techniczne) w podstawówce pani uczyła jak piec ciasto, szyć rękawice kuchenne i fartuchy. Dlaczego nikt nie uczył nas, dziewczynek, na przykład konstrukcji silników samochodowych albo przynajmniej naprawiania gniazdek elektrycznych? Bo brakowało i brakuje nadal w tym przekazie szczerości. Pokazania jak to jest naprawdę z tym byciem matką. Tak było ze mną. Ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.

I to nie o to chodzi, żebym ja nie wiedziała, że są przypadki kiedy kobieta deklaruje, że nie chce mieć dzieci, nagle ma i jak już urodzi to świata poza nimi nie widzi i tyle by było tych jej deklaracji. Jasne, że tak się dzieje, sama znam takich kobiet kilka. I są przeszczęśliwe, że to „nagle” się zdarzyło. Chodzi mi widzisz o to, że decyzja o rozłożeniu nóg w celach prokreacji nie może być traktowana jako test „ciekawe czy mi się spodoba”. A jak nie? Co zrobisz? Oddasz? Zostawisz? Wyjedziesz? Powiesz, że się pomyliłaś i w sumie to ci się nie podoba?

To lepiej już nie mieć

O wiele bardziej, w związku z tym, kibicuję tym kobietom, które deklarują niechęć do posiadania dzieci niż tym, które macierzyństwo traktują jak loterię – uda się albo nie, ale co tam, pal sześć, rodzę. Może akurat się nadam. Dupa, a nie „akurat”. Lepiej kupić sobie sukienkę o rozmiar za małą i próbować wcisnąć się w nią po giga kolacji. I wtedy sobie można mówić „uda się albo nie”. Do woli. Nie ucierpi na tym nikt inny poza własnym ego i portfelem.

Nie jesteśmy w stanie bowiem przewidzieć co się będzie dziać w naszych głowach, kiedy zobaczymy własne dzieci. Nie jest nigdzie powiedziane, że zawsze ogarnie nas błogie uczucie oddania całej siebie temu małemu ciałku. Nie jest i nie będzie.

I dlatego powszechnie panujące niewidzialne, ale wyczuwalne napięcie, kiedy w okolicy pojawia się bezdzietna para z jakimś tam już stażem małżeńskim albo po prostu bycia razem, którzy jakoś nie kwapią się z ogłoszeniem „jesteśmy w ciąży!!!”, jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Dlaczego tak strasznie chcemy wszyscy żeby inne i inni mieli dzieci? Dlaczego na kobietę, która na głos powie „nie mam dzieci bo nie chcę ich mieć” z miejsca zaczynamy patrzeć z przymrużonymi oczami? Do głowy przychodzą nam epitety typu „a to egoistyczna zdzira”, „jakaś nienormalna ona jest”, „co ona wie o życiu?”, „i co na starość sama zostanie? głupia”. A te z nas, które tak właśnie myślą być może zbyt mocno boją się takich myśli i mimo woli urodzą pierwsze dziecko, potem drugie, bo wypada. Z tym, że od pierwszego dnia świadomej ciąży towarzyszyć im będzie poczucie winy, coś z czym żyć jest trudniej niż ze świadomością, że nigdy matkami nie zostaną.

Á propos samotności na starość, powiem Ci tak: znam kobietę, która na pytanie „dlaczego zaszłaś w ciążę?” odpowiedziała „bo chcę żeby mi ktoś na starość szklankę wody podał”. I teraz uważaj: jej matka, tej kobiety, podczas jednej z rozmów z moim eM, powiedziała „wiesz, mam dwoje dzieci, ale i tak wiem, że na starość będę musiała zatrudnić pielęgniarkę żeby mi ktoś szklankę wody podał”. E voilà ! Nic dodać nic ująć. I powiem Ci, z tego co wiem, a nie wiem może wszystkiego, ale trochę na pewno, zapowiada się, że za dwadzieścia-trzydzieści lat ta moja znajoma będzie mówić dokładnie tak samo, jak jej matka. I tak to jest z tym rodzeniem dzieci, żeby na starość nie zostać samemu.

Wybór kobiety

Jeśli  zatem kiedykolwiek będziemy się zastanawiać dlaczego kobieta mówi „nie chcę mieć dzieci”, to odpowiedź jest bardzo prosta: bo to jest jej wybór. Bo ma do tego absolutne prawo. Bo to, że obdarzona jest macicą nie równa się temu, że musi zrobić z niego użytek. Bo ta macica nie jest dobrem ogólnego zagospodarowania, tylko jej prywatnym narządem wewnętrznym. I czy tam sobie coś zasadzi, czy z niego nie będzie chciała korzystać albo czy będzie chciała sobie coś z niego wyjąć, to jest jej prywatny interes. I wara innym od tego. Bo może ma zupełnie inny pomysł na siebie. Może znajduje szczęście i spełnienie w czymś kompletnie innym niż dzieci. Może kocha dzieci, ale nie chce mieć własnych. To też jest naturalne i nikogo nie powinno dziwić.

Parę lat temu dosyć głośno zrobiło się w mediach o pani Torbickiej, a konkretnie o jej bezdzietności. Pamiętam, pisałam o tym na moim pierwszym blogu i chcę Ci teraz przytoczyć kilka komentarzy spod notki o rzeczonej. Mowa jest o tym, że nie ma dzieci, ona nie komentuje tego, a poza tym jest szczęśliwa ze swoim mężem i mają zamiar wyprowadzić się za miasto. Wyobraź sobie tę sytuację: czytasz o nieznanej Ci, ale publicznej osobie takie informacje jak wyżej i w swoim zagmatwanym, ale jakże zapewne ponętnym intelektualnie świecie, wpadasz na taki oto komentarz:

~nnnnnn : pewnie nie chciała żeby jej sie ci a powiekszyła i cycki opadły jałowica durna baba

albo na taki:

~gosc : Grazyna Torbicka gdyby naprawde kochala dzieci to jest mozliwosc adopcji jak to zrobila np.Malgosia Foremniak ale G.Torbicka jest za wygodna aby wychowywac dzieci ,a szkoda bo gdyby osoby nie mogace miec dzieci wziely chociaz jedno z Domu Dziecka to takie domy swiecilyby pustkami na szczescie dla (…)

lub też taki:

~Magdalena : Widocznie Pan Bog nie uznal za stosowne zeby miala dzieci. Jak by bardzo chciala je miec to by adoptowala je. Stac ja na to bylo. Wystepowala w sukience takiej samej jak Bony Taylor w Sopocie, ktora kosztowala roczna pensje urzednika. Dziwie sie, ze Pani Loska ma ziecia takiego wzietego kardiologa (…)

I od razu lepiej się robi, co?

Tego nawet komentować się nie chce. Ale w takim niestety, posranym świecie żyjemy.

Z buciorami w nasze macice

I tak właśnie rodzi się i pleni powszechne prawo do ingerowania w najbardziej intymne przestrzenie naszego życia. Najczęściej bez naszej zgody. Co innego, kiedy wrzuca się własne foty w jedynie gaciach, w jeszcze ciepłej pościeli z podpisem „dzień dobry! jak tam u Was? ja już wstałam”. No to później nie ma co się dziwić, że trzy czwarte komentarzy zawsze będzie wchodzić z butami pod kołdrę i zaglądać do wnętrza przez każdy otwór.

Jesteśmy obdarzeni wolną wolą. Dokonujemy wyborów, które uważamy dla nas za optymalne. Przynajmniej chcielibyśmy, żeby takimi one się okazały. I tak, jak nikt mi nie zabronił mieć dziecka, tak nikt nie może mi kazać je mieć. A świadomość swobody w podejmowaniu decyzji odnośnie własnego życia jest chyba jednym z najpiękniejszych uczuć, jakie towarzyszą wolnemu człowiekowi.

Jeśli jesteś w absolutnej kontrze, do tego co tutaj piszę, chciałabym usłyszeć Twoją odpowiedź na pytanie poniżej:

Czy naprawdę sądzisz, że aby kobietę można było postrzegać jako kompletną istotę ludzką, musi ona mieć dzieci?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Ja też odkąd sama mam dzieci, rozumiem kobiety, które nie chcą ich mieć;) Ale tak serio, to widzę, że są ludzie, którzy mają niepohamowaną chęć wściubiania swojego nosa we wszystko (no może poza podręcznikiem savoir-vivru) i co by się nie zrobiło, usłyszy się od takich osób: „A nie wolałabyś…? A może zrobiłabyś…?To przecież normalne, że… A czemu? A po co?” A g. ich to obchodzi. Róbmy swoje. Pozdrawiam:)

    • Kilińska

      Bardzo się z Tobą zgadzam Sylwia, bardzo. Marek Kondrat pytany kiedyś czy zna powód, dla którego wszyscy interesują się jego życiem prywatnym w związku z jego związkiem:), powiedzial „to z ubogości własnego życia”. i podpisuję się pod tym obydwiema rękami.

  • Nadal nie chce mieć dzieci, świadomie! taki wybór i jest mi z tym całkiem dobrze

    • Kilińska

      bo grunt to, żeby z własnymi wyborami czuć się dobrze

  • Ja jak na razie jestem zdania „nie mieć dziecka” hah nie jestem na to gotowa 🙂

    • Kilińska

      wiesz co? ja nie wiem, czy na to kiedykolwiek jest się gotowym czy to w tych kategoriach można jakoś oceniać. ja chciałam baardzo, całe życie. ale dzisiaj, z perpektywy siedmioletniej córki mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie byłam na to gotowa. I na tę cudowną stronę macierzyństwa, bo nie sądziłam, że można kochać aż tak bardzo, tak mocno i tak niewyobrażalnie bezwarunkowo, i do tego z każdym jednym dniem coraz mocniej. Ale i na tę mroczną, gorszą odsłonę bycia mamą. Ale ja zawsze chciałam i wiedziałam, że chcę być mamą. I nigdy nie podjęłabym innej decyzji:)

      • Małgorzata Prusaczyk

        Ja jestem na rozdrożu…Z jednej strony nie czuje jakiegos wielkiego instynktu i przyplywu emocji wobec dzieci (szczegolnie noworodkow i niemowlat, starsze juz mnie nawet potrafia wzruszyc) i dzieci lubie…a z drugiej..jak juz przychodzi to owe wzruszenie w jakims tam momencie, to wtedy wkrada sie rozsadek i chlodna kalkulacja : 1) porod, obawa przed komplikacjami 2) wyczerpanie fizyczne i psychiczne na poczatkowym etapie, połóg 3) wychowanie nastolatka w dzisiejszych, bardzo trudnych i niebezpiecznych dla mlodych ludzi czasach (agresja w szkolach, internet, uzywki, trend bezstresowego wychowania i wieksza wolnosc mlodego czlowieka niz bylo to w latach mojego dorastania) itp…i tak bym mogla jeszcze wyliczac, a wyliczac tych obaw…Moral z tego taki : gdy widze male dzieci (niemowleta), nie czuje tego „czegos”, a gdy czasem uda mi sie juz poczuc i zaczynam sobie wyobrazac, to przygniata mnie mysl o porodzie, nieprzespanych nocach, karmieniu na żadanie, chorobach, zabkowaniu i teksty „Nienawidze Cie bo nie chcesz mnie puscic na impreze” czy cos w tym stylu w wieku mlodzienczym 😉 Wiem, ze w ostatecznosci dziecka nie ma sie samemu, tylko z ojcem i w moim przypadku jest jeszcze moja mama, ktora by pomogla…Toteż chyba tylko dlatego tego calkiem nie przekreslam 😉

        • Małgorzata Prusaczyk

          P.S.Wspaniały wpis! Jeden z fajniejszych, jakie na ten temat czytalam, moj ogromny szacunek dla kobiet (zwlaszcza matek)., ktore potrafia uszanowac, a co ciekawsze ZROZUMIEĆ decyzje o bezdzietnosci :-* Dziekuje Ci za ten wpis

          • Małgosiu, Gosia…nie wiem jak lubisz:) Ja dziękuję, że się tym dzielisz ze mną. I dziękuję za fajne słowa odnośnie wpisu. Doceniam to ogromnie. Kochana moja, nie umiem Ci powiedzieć, i pewnie nie oczekujesz tego ode mnie, czy te obawy kiedykolwiek miną czy nie. To jest tak intymna i indywidualna decyzja, że tutaj chyba nie ma mądrego żeby powiedzieć „miej” albo „nie miej”. Zanim zostałam mamą, to wszystko było dla mnie takie słodkie i bardzo różowe. Dzisiaj wiem, że zaraz obok jest ten nieco bardziej mroczny obraz macierzyństwa. Czy to zmieniłoby moje zdanie odnośnie dziecka, gdybym wiedziała wcześniej? Nie. Uchroniłoby mnie tylko przed tyloma rozczarowaniami, łzami, nerwami. Byłabym przygotowana. Wiedziałabym jak mogę na to reagować. Co mogę zrobić zanim stanę przed ścianą. Natomiast jestem zdania, że dziecko nie jest źródłem spełnienia, szczęścia i satysfakcji dla każdej chodzącej po tym świecie kobiety. Wiem, że są kobiety bez dzieci, nawet bez partnerów, nie z zrządzenia losu, ale z wyboru, które są właśnie szczęśliwe i spełnione. Oczywiście, że czasem snują wyobrażenia, jak by to było gdyby miały rodziny. Ale na tej samej zasadzie jak my, matki dzieciom, wyobrażamy sobie przespane ciurkiem noce, beztroskie wyjścia wieczorem na miasto, niczym nie zmącone wypady za miasto z litrami wina lejącymi się po ścianach. No tak to po prostu jest. Byle by żyć w zgodzie ze sobą. Nie pod dyktando innych. Ściskam Cię Małgosiu bardzo mocno. I jeszcze raz dziękuję za Twój komentarz.

          • Małgorzata Prusaczyk

            To ja dziekuje za odpowiedz 🙂 Ja moze w wieku 20-21 lat mialam ten raczej rozowy obraz…Teraz moze im czlowiek dojrzalszy to po prostu coraz wiecej watpliwosci…A najgorsze jest to, ze to.jest bilet w jedna strone i co jesli sie po prostu nie sprawdze??? Gdzie jest ta gwarancja, ze jesli musze stanac na wysokosci zadania, to dam rade?? Pieknie napisalas o tym.traktowaniu jak loterie macierzynstwa…Ja tak wlasnie nie chce, bo to nie jest kurs czy studia ze jak mi sie „nie spodoba” lub sie spodoba, ale sie nie nadam to przerwe i do widzenia..Bardziej od tego ze dziecko.mnie rozczaruje, czuje obawe ze ja rozczaruje je…A tego.bym nie chciala..Bo to ja gdy powoluje je na swiat, to przede wszystkim JA jestem dla NIEGZo a nie ono dla mnie…

          • Małgorzata Prusaczyk

            Widzisz…po prostu moja najwieksza obawa z mozliwych jest NIEODWRACALNOSC tej decyzji, a druga obawa przed bardzo czestym przemeczeniem i ze mnie to przerosnie…Ten ogrom obowiazkow..Rozsadek wezmie gore nad instynktem, a rozsadek jest najwiekszym wrogiem macierzynstwa 🙂 To raczej emocjonalna przygoda…Wiem ze Wy mamy powiecie, tak ale ten etap mija i to nie trwa wiecznie…Moze tak…Ale kiedys uslyszalam w pracy, ze czasem nie ma nawet czasu sie wykapac..:-/ Troszke mnie przeraza wizja takiego zycia i rutyna dnia codziennego…Mam troche niespokojna dusze i mysle ze to tez duzo o mojej (poki co tymczasowej) decyzji przesadza.Uwielbiam tworzyc, rysuje, grywam na gitarze, lubie podrozowac.Czaesem mam takie momenty, ze lubie byc sama (nawet bez mojego.faceta) i zglebiac mysli – taki.introwertyk…On tez ma taka nature i we dwoje sie dogadujemy wspaniale i dlatego mie wiem czy bylabym w stanie poswiecic maluszkowi tyle czasu ile by potrzebowal..:/ A nie wiem czy chce sie zmieniac..:-( Moze po prostu jestem zbyt egoistyczna ze tak glupio mysle?? Juz sama nie wiem..Czasem wydaje mi sie, ze jesli los nie zadecyduje za nas, to sami z siebie sie nie zdecydujemy..

          • Znam też takie kobiety Gosia, które zarzekały się, że dzieci to nie dla nich. Potem, że może by spróbowały. Że nie są pewne. Aż po prostu się stało. I dzisiaj nie żałują tego, że zostały matkami. Ale…nigdy nie masz pewności. Są też takie, które chciały bardzo, a po urodzeniu okazało się, że rozczarowanie. Nie ma, wydaje mi się, jednego jakiegoś magicznego sposobu na to, żeby niepewność zamienić w pewność, obojętnie w którą stronę by to miało pójść. I tak, z tą kąpielą to prawda, ale od czego są nocne przerwy między karmieniami??:) Słuchaj, wszystko się da. Na serio. Nawet, jak dochodzisz do ściany, zawsze jest jakieś rozwiązanie. Masz absolutną rację w nieodwracalności. Niestety, nie wszystkie kobiety są tak rozsądne, jak Ty. Niektóre zachodzą w ciążę żeby się przekonać. I to jest dla mnie szczyt nieodpowiedzialności. Samo założenie. Albo, żeby ktoś na starość podał im szklankę wody. Kolejna bzdura. Nie raz to pisałam i mówiłam: bycie rodzicem nie gwarantuje nam opieki na starość. To, jak je wychowamy, owszem. A co do decyzji przez los…może akurat to rozwiązanie jest dla Ciebie, dla Was: nie jesteś na nie, masz wątpliwości, aż stanie się jasne, że będziesz mamą. Albo nie. Ważne, żeby jak już mówiłam, nie poddać się presji. Nawet najbardziej dziwne, dla niektórych nawet głupie czy niejasne myśli ale własne, są lepsze od cudzych.:)

          • Małgorzata Prusaczyk

            Dziekuje, ze mi odpisujesz i nie mieszasz mnie z blotem 😉 Narazie przez jeszcze ten rok, dwa chce sie skupic na sobie : wystawa prac, jakies podroze i moze tez czeka mnie zmiana pracy i remont domu…Coz…wiem ze Wy mamy mowicie „Kazda wymowka jest dobra, zeby nie miec” , ale tak.jak.mowisz sa tez kobiety dla ktorych kazdy argument jest dobry zeby miec …”A bo opieka na starosc” „A bo facet przy mnie zostanie” „A bo mnie pokocha” itp…Niestety sa tez takie podejscia kobiet…:-/ Jestes bardzo madra kobieta i milo mi.sie z Toba gawedzi 🙂 Nie lubie stereotypow wobec osob bezdzietnych jak i wobec rodzicielstwa…”Dziecko scala zwiazek” Hmmm…moze bardziej SPRAWDZA niz scala…Z punktu widzenia rozsadku wszystko jest na niekorzysc zwiazku : przemeczenie, brak.czasu dla siebie, na czulosci itp..o intymnych sprawach nawet nie mowie ..Pozniej dochodza nierzadko inne koncepcje wychowania nowego czlowieka dla swiata (bo nie dla nas hehe) wiec duzo zwiazkow rozpada sie tak z bezdzietnosci jak.i dzietnosci..;-) To zalezy od ludzi.Generalnie to zyczylabym sobie wiecej takich kobiet jak.Ty w moim otoczeniu i w ogole 🙂 To wielka sztuka z Waszej matczynej strony powiedziec „Teraz gdy mam dziecko rozumiem w pelni kobiety ktore nie chca go miec” …Grunt to szanowac sie nawzajem i nie krzywdzic nikogo 🙂 Widzisz…uwielbiam tatar, ale w pelni rozumiem ze ktos moze nie lubic surowego miesa i malo tego nawet nie bede go do tego namawiala 😉 To tylko taki przyklad 🙂

          • Masz w sobie Gosia ogromną mądrość życia. Dojrzałość, która jestem pewna bardzo mądrze doradzi Ci w przyszłości. Jestem tego pewna. Nie trać tego nigdy. Co do scalania związku dzieckiem: moim zdaniem to wręcz barbarzyński powód, dla którego podejmuje się decyzję o dziecku. Rodzić dziecko, żeby facet czy kobieta nie odeszli od nas??? Nie wiem czy oglądałaś taki film „Praktykant” z De NIro i Hathaway. I tam jest taki fragment, kiedy rozmawiają o tym, że ją zdradza mąż, a ona dla ratowania małżeństwa chce zatrudnić szefa, którego nie potrzebuje. I De Niro mówi coś takiego „stworzyłaś piękną, ekscytującą rzecz. i chcesz z niej zrezygnować, żeby Twój mąż zakończył romans?”. Nie wiem, czy mnie rozumiesz? Dziecko wyciąga na wierzch rzeczy, o których kompletnie nie mieliśmy pojęcia zanim nie zostaliśmy rodzicami. I śmiem twierdzić, że związki, które przed dzieckiem nie były na prawdę blisko, z dzieckiem mają niewielkie szanse na to, żeby się zbliżyć. Jasne, że pewnie są takich dziesiątki. Ale to nie znaczy, że zawsze dziecko sprawi, że dwoje się zejdzie czy scali. A dziecko się rodzi. I zostaje. A co, jeśli nie scali?? A szacunek i zrozumienie dla decyzji innych to kurczę bardzo ciężka umiejętność. I u mnie jest granica: szanuję, rozumiem, dopóki ta inność nie zaczyna mnie dotykać i boleć. Nie przeszkadzać, ale krzywdzić. A to, wg mnie, zasadnicza różnica. Wtedy drzwi się zamykają. A ja lubię tatara, ale salcesonu nie tknę :))))))))))) ściskam Gosiu najmocniej.

          • Małgorzata Prusaczyk

            Ojej…Dziekuje za takie mile slowa :-* Niestety nie ogladalam tego filmu choc uwielbiam de Niro 😉 Wiem o czym mowisz 🙂 Ja mialam ponad to na mysli taki krzywdzacy stereotyp bezdzietnych z wyboru malzenstw/ zwiazkow – „para nieszczesnikow” –> „A bo pewnie nie moga i tak sie zakrywaja niechecia”…Jasne, ze uwazam ze z punktu widzenia tak biologicznego jak i duchowego, jestesmy powolani do tworzenia nowego zycia i powolywania go na swiat..To prawda tak stara jak umieranie…Ale jesli sa ludzie, ktorzy z gory wiedza ze nie beda dobrymi rodzicami i nie sa powolani do tej roli, ale np.chca swoje malzenstwo spozytkowac w inny sposob : pomaganie innym, eksplorowanie swiata, czy po prostu tylko dla siebie nawzajem z jakichs tam powodow to TYLKO ich sprawa i nikt za nich zycia nie przezyje.W Polsce drazni mnie brak tolerancji dla jakiejkolwiek „innosci” i nawet nie chodzi mi tu o sprawy tak fundamentalne jak religia, orientacja seksualna czy kwestia potomstwa…Chodzi tu o to, ze nawet jak ktos ma inna diete, sposob ubierania, styl zycia, nietypowa pasje etc…uchodzi i urasta w naszym kraju do rangi dziwaka :-/ Tak jak piszesz szanowac decyzje innych, jesli Ciebie nie krzywdza.

          • Małgorzata Prusaczyk

            I ja Ciebie rowniez sciskam i dziekuje za fajna i madra dyskusje 🙂

Przeczytaj poprzedni wpis:
TWOJA „THE BUCKET LIST”: CZĘŚĆ PIERWSZA

czyli no jeszcze nie stoisz nad własnym grobem, ale przed wielką zmianą, I dlatego potrzebujesz przypomnieć sobie, co było w...

Zamknij