KIEDY PĘKA BALON

Siedzimy w knajpie. Jeszcze nie wszyscy są, więc głównie czekamy. Nie wiadomo dlaczego czuję lekki stres. Może to nerwy, bo tak dawno ich nie widziałam. A może dlatego, że zobaczę kogoś, kogo wolałabym nie spotykać? Nie wiadomo. Po jakimś kwadransie wszyscy są. Wszyscy zamawiają alkohol. Dużo alkoholu. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają. Papierosy palą się jeden za drugim. Popielniczki w krótkim czasie wypełniają się po brzegi. Ktoś prosi kelnerkę o zmianę. W międzyczasie na stole ląduje kolejna kolejka. 

PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE, SZCZEGÓLNIE NA POCZĄTKU SWOJEJ POPULARNOŚCI, OBNAŻYŁY U WIELU, WIELU OSÓB LĘK PRZED BYCIEM ZWYCZAJNYM.

Moja klasa. Liceum. Pierwsze spotkanie po maturze w tak szerokim gronie. Część z nas nie zmieniła się wcale. Inni dosyć mocno zostali nadszarpnięci zębem czasu i doświadczenia. Siedzimy tak sobie i gadamy o niczym. Wspominamy kto się z kim całował, kto nawet ze sobą sypiał, świętując wzrastającą świadomość demokracji w narodzie. Robiliśmy maturę w 1990 roku, więc było co celebrować. I bardzo płynnie z tematów pościelowych przechodzimy na tematy bliższej przeszłości: kto co ma, kogo ma, ile osiągnął. Zaczyna się od rodzin i dzieci. W obieg puszczane są zdjęcia dzieci, żon i mężów. Ochom i achom nie ma końca. Ja, z ówczesnym moim dorobkiem, mogłam puścić w obieg jedynie paczkę Marlboro jako symbol moich osiągnięć rodzinnych. Czuję ogromną presję bycia wyjątkowym tylko dlatego, że miałabym dziecko. I czuję, że spaliłam, bo go nie mam. A tu już trójka z przodu. Czuję też, jak nad naszymi glowami rozciąga się balon wypełniany poczuciem bycia bardzo ponad przeciętną. I najlepiej jeszcze, żeby móc pochwalić się pięknym domem, samochodem, firmą czy tytułem naukowym. Bardzo nie dobrze widziana jest zwykłość. W sensie braku tego, co powyżej. Ot: "pracuję, daję sobie radę. mieszkam we własnym mieszkaniu. mam kredyt. mam faceta. nie mamy dzieci. nie możemy ich mieć jak na razie. nie zarabiam dużo, ale tak, że nie narzekam. jestem szczęśliwa. mam dwoje bardzo bliskich przyjaciół". To by było zbyt zwyczajne. Zbyt przeciętne. Nie mówię zatem tego głośno. Nie mówię też, że jestem po rozwodzie. Bo to już klęska. Cicho siedzi również dziewczyna obok, która jest po takich dwóch. Nie wiem czy bardziej mi wstyd, czy po prostu głupio. Boję się przyznać, że mi się nie udało. Że facet, zarówno ten przez którego wyszłam za mąż i ten za którego wyszłam za mąż, okazali się zwykłymi fiutami. Czuję na sobie presję ponoszenia winy za swoje rozwody. 

Po jakichś dwóch godzinach dołącza do nas kolejna osoba. Dziewczyna, która w liceum miała cholerne powodzenie wśród chlopaków. Piękna nastolatka stała się jeszcze piękniejszą kobietą. Poczułam to ukłucie zazdrości, jakie czułam również w liceum. Na jej widok wyprostowałam się jak struna, wciągnęłam brzuch i uśmiechnęłam kretyńsko. Kątem oka zobaczyłam, że siedząca obok mnie również takie same ruchy poczyniła. "czyli nie tylko ja" pomyślałam. Anka się przywitała, zdjęła płaszcz, usiadła na skraju stołu. Zapaliła papierosa, wypuściła dym w charakterystycznym dla siebie wąskim słupku i spytała "no dobra. to powiedzcie teraz kto jest po rozwodzie i nie ma dzieci?"…. Jezusie, jak ja ją wtedy pokochałam! Wystartowałam jak rakieta z tego mojego kąta. "Ja, ja, ja i ja". Posypały się okrzyki jak salwy z armaty. A kiedy dorzuciła do tego jeszcze "i co? fajnie jest, nie?" myślałam, że jej się oświadczę w tej knajpie. 

Zluzowałam spodnie, opuściłam ramiona. Szyję zdjęłam z kołka. Wypuściłam baaaardzo dużo powietrza ustami. Balon powoli pękał. Posypały się opowieści o beztroskich czasach liceum. O naszej młodości, czasami głupiej, czasami nieodpowiedzialnej. O błędach, jakie każdy z nas popełnił. Polały się łzy. Poszły w ruch wzajemne ucałowania w rękę i w policzek. I nawet ci, którzy tak chętnie odsłaniali swoje portfele ze zdjęciami dzieci, wyraźnie rozpromienieli i wypluli kij, który połknęli jakieś dwie godziny wstecz. 

POCZUCIE WSPÓLNOTY Z KIMŚ, KTO JEST ZWYCZAJNY, JEST O WIELE BARDZIEJ TRWAŁE I PRAWDZIWE NIŻ WYŁAWIANIE SIEBIE NA NADMUCHANĄ ŚWIADOMOŚĆ SUKCESU. OKAZUJEMY SIĘ BARDZIEJ LUDZCY, KIEDY MAMY DO ZAOFEROWANIA NIE TYLKO NASZE WZLOTY, ALE RÓWNIEŻ UPADKI. 

Siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas. Do końca było przesympatycznie. Czuliiśmy się tak, jak kilkanaście lat wstecz, w szatni naszej szkoły, na dużej przerwie, kryjąc się przed ciocią-woźną z fajkami w zębach – zjednoczeni.

Drugi, bardzo potężny balon, pękł nade mną jakieś trzy lata temu. Otóż po przedszkolu, stoimy sobie z jedną z mam i gadamy. Nasze dziewczynki bawią się gdzieś niedaleko. Pytamy siebie wzajemnie co słychać i takie tam. Nie znamy się jakoś dobrze, więc tak w sumie gadamy o niczym szczególnym. W pewnym momencie tamta mama mówi do mnie "słuchaj wiesz, coś Ci muszę powiedzieć: jak ja mam czasami, kurwa, dosyć!!". No i BUM! Strzeliło i pękło! Tym razem puściło to napięcie bycia mamą w stu procentach i zawsze korekt. Taką z mediów, co to wolnego nie bierze, tylko łyka ten Vicks. Taką, co to nie zje pączka, ani dziecku nie da, bo to przecież cukier-morderca, a cellulit to hańba i wstyd. Taką, co to nie przeklnie, no bo matce nie wypada. Taką znowu, co to przecież furt szczęśliwa jest, wypoczęta i uśmiechnięta. Taką w końcu, co zawsze jej się chce i nigdy nie ma dość. 

Pokochałam tę dziewczynę jak siostrę, Dzisiaj w dalszym ciągu jest między nami jakaś magiczna nić naturalności i zwyczajności. Nigdy przed sobą nic nie udajemy. Nie naciągamy rzeczywistości, bo tak wypada. Nasze dzieci są dla nas całym naszym światem, ale pozostajemy w tym macierzyństwie ludźmi. Nie nosimy w portfelach zdjęć naszych dzieci, a monity o spłatę kredytu. Nasze telefony nie mają wgranych stu aplikacji po coś tam, tylko ich pamięć wypełnia pierdyset zdjęć naszych dzieci. Jesteśmy w stanie nawrzeszczeć na siebie i nazwać się kretynkami, kiedy w grę wchodzi któreś z dzieci. I potrafimy zadzwonić do siebie i dziękując za ten wrzask, przyznać się do błędu. 

Tę więź i pozostałe relacje, jakie udało się zbudować przez te wszystkie lata mojego dorosłego życia, a które uważam za cenne, są lub były bardzo solidne. Wiązały się one właśnie na zwyczajnym życiu. Na naszych dołach i górach. Na płaczu z radości, ale też ze smutku. Na nocnych telefonach, bo nie można było z tym poczekać do rana. Na błędach młodości i kretyńskiej nieodpowiedzialności dorosłego człowieka. Na niedoskonałościach. Na rozwodach, ślubach i porodach. 

Bo jesteśmy zwykli. Najzwyklejsi. Zwyczajni. Jest jednak coś, co czyni nas wyjątkowymi: kochamy siebie dokładnie takimi, jakimi jesteśmy. I innych nas nie potrzebujemy. 

I tego też chcę dla mojej córki: żeby była zwyczajna. Żeby była na tyle zwyczajna, na ile będzie dumna z tego, że taka właśnie jest. I żeby tę swoją zwyczajność uważała za naprawdę wyjątkową. I żeby otaczała się ludźmi równie jak ona zwyczajnymi. I żeby wzajemnie potrafili tę swoją zwyczajność docenić. 

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Kurcze, ale mnie poruszył ten tekst:). Rzeczywiście lody sie przełamuje dopiero wtedy kiedy pokaże się prawdziwe ja. Tę fajna stronę swojego życia,ale również słabą, żeby inni zobaczyli, że jestesmy zwykłymi ludźmi.

    • Kilińska

      Ania, właśnie. wydaje mi się, że ta zwykłość przyciąga. pamiętam jak nic, nie wiem czy to najlepszy przykład, jak kiedyś sfotografowali razem Górniak i Figurę, gdzieś na jakiejś gali z komentarzem, że niechęć ludzi do tej pierwszej, a sympatia do tej drugiej wynika z tego, że Górniak jest nadęta i lodowa, a Figura jest taką „zwykłą polską babą”. wbrew pozorom silenia się na kogoś wyjątkowego, wielu z nas, wydaje mi się, szuka czegoś prostego (nie prostackiego), nieskomplikownego, bez zadęcia i maski. być może po to, żeby móc pokazać się takim samym. ściskam,

  • Do takiej niezwykłej i wyjątkowej zwyczajności trzeba dorosnąć, przychodzi z czasem i niewątpliwie ma swój urok. 🙂

  • Mylisz się i to bardzo! Skoro każdy chce tego pięknego domu, dobrego samochodu i ułożonego życia rodzinnego z przystojnym i kochającym mężem/piękną i opiekuńczą żoną, to czy to właśnie nie jest zwyczajnością? Im więcej osób czegoś chce, tym bardziej pospolite się to staje. Ludzie mają tendencję do chwalenia się swoim zwyczajnym i normalnym życiem, które niczym się nie wyróżnia w gronie osób żyjących tak samo. Ciesz się z innego spojrzenia na świat, z innych doświadczeń, bo coś mi się wydaje, że w przeciwieństwie do nich unikniesz znudzenia i poczucia monotonii.

    • Kilińska

      Mylić się rzecz ludzka. Tego nie wiem, czy każdy chce właśnie tego. Znam takich, którym akurat na tym nie zależy. Piszę o tym, jak ja się z tym czuję i czułam. Nie chodzi więc o moją rację. I również nie chodzi mi o to, czego chcemy, ale o presję otoczenia. 

  • vivienneaithne

    Wiem, że do tego trzeba dojść samemu, ale błędy popełnia każdy i nie ma się co wstydzić 🙂

    • Kilińska

      Tak też mam teraz: zero wstydu, a duma z tego, co mam. Bo mam całą masę 🙂 Ale właśnie doszłam do tego sama i zajęło mi to trochę czasu. 

Przeczytaj poprzedni wpis:
DZIEWCZYNKA I ŻETON

Opowiem Ci bajkę: pewnego razu była sobie mała dziewczynka, która bardzo, ale to bardzo kochała swojego tatę. Pewnego razu wybrała...

Zamknij