NA DZIEŃ MAMY

Przez ostatni tydzień zastanawiałam się co napisać na ten dzisiejszy, wyjątkowy dzień? Czy tekst o urokach macierzyństwa? Czy może coś dowcipnego, bardziej z przekąsem o byciu matką? A może o ciemnych stronach, żeby tak jasno nie było? Myślałam też czy nie opublikować wyników ankiety o krytyce i ośmieszaniu matek. Ale no jakoś w kontekście Dnia Mamy nie bardzo mi leżało. Aż w końcu, kiedy szukając weny stanęłam w łazience przed lustrem powtarzając sobie „dzień mamy, dzień mamy” dotarło do mnie, że to jest dzień … mojej mamy. Nie mój.

Nie o moim macierzyństwie więc napiszę. Ale o mojej mamie. Bo dla mnie to jej dzień właśnie.

Jestem szczęściarą

Serio. Tak czuję. Mam czterdzieści pięć lat, zaraz sześć i wciąż mam mamę. I ojca również. Oboje mają prawie osiemdziesiąt lat. Wielu moich znajomych nie ma takiego szczęścia, jak ja. Nie ma do kogo zadzwonić co rano i spytać „co słychać”. Nie mają od kogo wysłuchać rodzicielskich porad, które często wpadają jednym uchem, a wychodzą drugim, ale zawsze, gdzieś podświadomie, jako dzieci, na nie czekamy i ich potrzebujemy.

Inne, a jednak takie same

Z moją mamą jesteśmy tak różne, że aż do siebie podobne. Jak dwie krople wody. Nie mówię o fizis. Bo tutaj to faktycznie skóra zdjęta jedna z drugiej. Ale o tym, jakie jesteśmy. Żremy się, o matko i córko, na pęczki. Tonami, można by powiedzieć. Nie mam pojęcia w sumie dlaczego. Tak to zresztą często bywa: walczy się zupełnie nie wiadomo o co. Ale z bezsensowności tej walki człowiek zdaje sobie sprawę dopiero po wszystkim. Czasem, niestety, zbyt późno. I tak jest w większości przypadków również między nami. Stąd pewnie szybciej mi do tego żeby stwierdzić, że jesteśmy tak inne.

Jaka matka, taka córka

To powiedzenie, chociaż zobacz, jak rzadko używane w naszej kulturze w przeciwieństwie do „jaki ojciec, taki syn”, jest jak najbardziej trafione. I sprawdza się prawie w każdym takim duecie. Oczywiście, że działa również na zasadzie wyparcia: tak bardzo wiedziałam, że będę podobna do własnej matki, że jedyne co robiłam, to za wszelką cenę taka starałam się nie być. I bardzo często mi się to udawało. Czy moje dziecko dobrze na tym wyszło, czy nie, to już zupełnie inna historia. Ale ta świadomość, powiedzmy sobie, dziedziczenia nawyków i zachowań jest tak silna, że wypierałam moją mamę z siebie całą sobą. A w momentach, kiedy mi się to nie udawało, byłam i jestem niemal identyczna jak ona.

To, co najważniejsze

I pewnie mogłabym książkę o tym napisać, jak to wyrwałam się z rodzinnego gniazda, gdzie moja osobowość, mój charakter, moje poczucie własnej wartości były tak czy inaczej kształtowane przez mamę. Ale nie to jest najważniejsze. Dzisiaj. Bo kiedy myślę dzisiaj właśnie o tym, co łączy mnie i mamę i jak pamiętam ją z mojego dzieciństwa, to wiem jedno: obojętne od wszystkiego zawsze czułam się kochana. Wiedziałam i wiem, że moja mama mnie kocha. I zawsze kochała.

Nie ma rzeczy niemożliwych

Dla niej nie ma. Gdziekolwiek trzeba pojechać, cokolwiek załatwić, ona jest pierwsza. Pamiętam, jak kiedyś, w jakiejś rozmowie telefonicznej, mówię, że jadę po legginsy dla Marty i jakąś sukienkę. Po czym za dwie godziny dzwoni mama i mówi „wiesz, już nie musisz jechać. kupiłam. przywiozę ci jutro”. I to najlepiej oddaje to, jaka jest moja mama. Tak, uwielbia robić coś dla nas. Uwielbia czuć się potrzebna. Uwielbia, jak ona to mówi, „mieć zlecenia”. I traktuje to jak największą przyjemność, radość. Że może, mimo swojej przeciężkiej choroby, coś dla nas zrobić. Raz to będą legginsy, raz rosołek przywieziony w plecaczku dla chorej córki, a innym razem indyczek zawekowany tak na dwa miesiące z górką.

Dzień mamy

Robi najlepsze ruskie pierogi na świecie. Jej śledzie w śmietanie nigdy nie będą miały równych. Tak samo jak śliwki w boczku i pasztety. Najpiękniej opowiada kawały o rosyjskich żołnierzach. Z nią zawsze chciałam chodzić do lekarza, bo zawsze, do ostatniego momentu wejścia do gabinetu, trzymała mnie za rączkę, by dodać mi otuchy. A kiedy w gabinecie już pani doktór kazała mi oddychać, ona oddychała razem ze mną. Ma najpiękniejsze oczy na świecie. Miała najcudowniejsze pasemka, jakie w życiu widziałam. Do dzisiaj pamiętam jakim kolorem zwykle malowała paznokcie. To jej zawdzięczam najpiękniejszy czas na koloniach w Darłówku, kiedy zasnęłyśmy pod sosną. To ona pokazała mi konie. To ona zrobiła mi ogon wiewiórki na przedstawienie w przedszkolu. Był z drutu, gąbki farbowanej na trzy odcienie rudego i paska, który utrzymywał całą tę konstrukcję w moim pasie. Byłam najpiękniejszą wiewiórką na scenie.

To mama uszyła najpiękniejszą sukienkę dla przedszkolnej lalki, kiedy panie ogłosiły akcję wymiany garderoby zabawek w całym przedszkolu. Pamiętam do dziś: poświęciła firankę, a to były lata 70-te, więc o firanki łatwo nie było. Ale ja musiałam mieć sukienkę dla lalki. Więc uszyła takie à la kimono i obszyła złotymi frędzlami. Nie było piękniejszej lali.

Przyjaciółka czy mama

Nie uważam, że mama powinna być przyjaciółką. Ja, w każdym razie, z pewnością dzisiaj nie chcę być przyjaciółką Marty. Pisałam o tym już tutaj. Nie ten poziom komunikacji, nie te problemy, nie te emocje. Jednak kiedy obydwie, matka i córka, mają swoje lata, mają być może podobne doświadczenia, kiedy obydwie potrafią sterować emocjami i je kontrolować, obydwie również są dojrzałe emocjonalnie, to kto wie? Jakieś pół roku temu moja mama powiedziała do mnie „jesteś moją przyjaciółką”. Zatkało mnie szczerze mówiąc. Mama ma przyjaciółki od niemal sześćdziesięciu lat. Dzwonią do siebie, odwiedzają się, umawiają na kawki i wódeczki. Co ja mam do jej świata przyjaźni? Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. I nie wiem do dzisiaj. Najtrudniej jest mi jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ona jest moją? Czy jednak w dalszym ciągu i na zawsze już wobec tego, nie jest i nie będzie moją mamą?

Tak właśnie o niej myślę. Tak ją mam w moim sercu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie czasu, kiedy jej nie będzie. Jej i ojca. To dla mnie stan, w którym nie wiem, czy się odnajdę. Bo moja mama jest częścią mnie.

I z pewnością zajmuje w moim sercu i we mnie dużo więcej miejsca, niż mnie się wydaje.

A o czym Ty dzisiaj myślisz??


Drogie moje i kochane, wszystkim Wam składam najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Mamy. Bądźmy szczere, bądźmy dla siebie dobre i dla innych też. Kochajmy siebie i miejmy chęć na spędzanie czasu z nami samymi. Bierzmy życie takim, jakim jest i róbmy z nim to, co chcemy. I, tak jak pięknie mówił Zbigniew Wodecki „Róbmy w życiu to, co nam w sercu gra. I czekajmy na swój moment”. Kocham Was, jestem z Was wszystkich bardzo dumna … I.


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • wzruszyłam się po łzy 🙂

  • Ja Zwykła Matkaa

    Coś jest w Twoim wpisie, coś co mogę porównać do sowjej relacji z mamą. Choć moja Miłość do mamy to bardzo skomplikowane uczucie. Piękne opisałaś mamę :), jej wygląd charakter, jak również to że w każdej z nas jest nasza Mama .

  • Wszystkiego najlepszego! Zdjęcia cudowne, uwielbiam taki klimat:)

    • @alicjaleszczyska:disqus Dziękuję kochana i Tobie wzajemnie. <3

    • Zgadzam się. Nie mogłam skupić się na tekście, tak mi się fajnie te zdjęcia oglądało @jazwykamatkaa:disqus 😉

      • Kilińska

        Och dziękuję Ci kochana. Bardzo miło to słyszeć, czytać raczej. Uwielbiam te zdjęcia….

  • Wiola Skawinska

    My z mamą też jesteśmy różne, a takie podobne
    fajny wpis 🙂

    • @wiolaskawinska:disqus Dziękuję. Prawda, jak to bywa z tymi mamami naszymi?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Nie bój się prosić o pomoc, nawet obcych

Kochani, z ogromną przyjemnością zapraszam na spotkanie z Karoliną, autorką projektu "Mama poza schematami". To już szósta odsłona cyklu MAM(Y)...

Zamknij