MATKA POLKA

Powrót do przeszłości blogowej. Znowu sprowokowany. Właśnie wczoraj usłyszałam, że powinnam się wstydzić przed swoim dzieckiem, bo jako matka mam do wypełnienia misję poświęcenia się dla rodziny i dziecka, a mnie w głowie jakaś własne życie. „bo prawdziwa matka Polka tak właśnie robi”. Kim jest zatem matka Polka?? Przypomnijmy sobie.



Dzwoni telefon. „wiesz czytam właśnie tę Twoją Niedomową. no i matką Polką to ty nie byłaś i nie jesteś na pewno”. Ja na to zbystrzałam oczywiście i pytam „a według ciebie kochana, to jaka ta matka Polka jest, że ja nią nie jestem?”. „no jak to?” zdziwił się głos w słuchawce. „włącz telewizję, poczytaj gazety, rozejrzyj się dookoła. to się dowiesz”.

No to się rozejrzałam, poczytałam i już wiem. A zatem …

Matka Polka jest Chuckiem Norrisem wśród matek wszystkich innych narodowości

Jaki jest średni czas matek w Polsce na setkę z własnym dzieckiem na plecach? Och, nieograniczony przecież. Jako matki Polki jesteśmy krynicami pozyskiwania sił nadprzyrodzonych, cierpliwości, dobrego samopoczucia i w każdej sytuacji, w której występuje nasze dziecko mamy uśmiech na twarzy i serce przepełnione rozkoszą wynikającą z bycia matkami uroczych bobasów. Nigdy nie zdarza nam się powiedzieć do własnego dziecka „idź stąd”, a już wykrzyczeć „po prostu idź stąd, rozumiesz co do ciebie mówię czy nie??!!” O nie, matka Polka tak nie czyni.

Matka Polka jest krynicą cierpliwości

Matka Polka zanim się zdenerwuje, już wie o tym, że za chwilę będzie na tyle wkurwiona, że tuż przed eksplozją dzwoni po opiekunkę po czym sama, w szaliku Lecha Poznań, teleportuje się do najbliższego skupiska kibiców Legii Warszawa w celu poddania się masażowi relaksacyjnemu kijem bejsbolowym. W ten sposób rozładowuje mające nadejść napięcie i cudownie zrelaksowana powraca na rodziny łono, szeroko uśmiechnięta oczywiście.

Matka Polka jest tak wyrozumiała, że nawet kiedy bachor wyje bez przerwy od czwartej rano do zachodu słońca, ona trwa przy nim z niezmiennie uśmiechnięta miną, okazując dziecku swoje zrozumienie słowami „mamunia fciale nie jeśt śdenelwowana. fciale, mój Misiaćku kochany. a płać siobie płać. psiecieś od tego sią małe dzieciaćki zieby płakać, plawda mój ty aniołku? nio, nio”.

Matka polka nigdy się nie unosi

Nie zamyka się w łazience i nie dzwoni do przyjaciółki ze słowami „Ja pierdolę, ona już tak czwartą godzinę wyje! Drugą z kolei noc już nie śpi. Już nie wiem co mam robić! Zaraz wystawię ją za okno, albo na klatkę. Jest pierwsza w nocy, a ta nie śpi od czwartej rano! Co ja mam zrobić?”.

Bo matce Polce nie wolno tego zrobić. Ma surowy zakaz okazywania uczuć o negatywnym zabarwieniu, a skierowanych wobec jej dziecka. W szczególności, kiedy dziecko jest jeszcze małe. Bo co matka Polka słyszy po desperackiej próbie znalezienia pocieszenia w ramionach również dzietnej przyjaciółki? „kochana, halo, spadeczek formy, co? jakie „ja pierdolę”? jakie „nie śpi?” halo…czyżby mamuni się pomieszało w główce? dalej leć do małej i na ręce w kolejne kółeczko wokół jadalnego. raz, raz. I uśmiech mi tu proszę zaraz. kochana, nie podoba mi się to. to dziecko ustala grafik. jak będzie chciała, to pójdzie spać. ty już się o to nie martw. swój rozum ma. ty masz ją tylko nosić. wyśpisz się na emeryturze. i broń Boże żebyś ty na głos takie rzeczy mówiła. kodeksu nie znasz: pełne cycki, gęba na kłódkę i bez narzekań. no, do kółeczka, proszę. i dzwoń tylko w ważnych sprawach, wiesz. że kupcię zrobiła albo coś równie ekscytującego”.

Że niemożliwe, żeby było prawdziwe? No właśnie mnie się coś takiego przydarzyło. Niewiele wody upłynęło zanim usunęłam numer telefonu mojej „przyjaciółki”. A od tamtego czasu stałam się ogromnie wyczulona na punkcie okazywania emocji o negatywnym zabarwieniu, a dotyczących mojego dziecka.

I oczywiście, że te wszystkie „pierdolę” i „kurwa” absolutnie nie umniejszają mojej miłości do córki.

I OCZYWIŚCIE, ŻE TO OSTATNIE ZDANIE NAPISAŁAM NA WSZELKI WYPADEK, GDYBYŚ POMYŚLAŁA, ŻE NIE KOCHAM WŁASNEGO DZIECKA.

Szkarłatna litera

Co czeka nas, matki nie bojące się mówić o tym, że jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami z pamięcią bez katalogu „Emocje o zabarwieniu negatywnym”, na zewnątrz, kiedy wyjdziemy z naszymi emocjami do ludzi? Kiedy zagadniemy ich „hej, wczoraj miałam strasznego doła i miałam ochotę wywiesić transparent ‘Oddam dziecko w dobre ręce’”? Jak przywita nas idealny świat, w którym dzieci są różowe, jedzą papki ze słoiczków i zdrowe deserki o super niskiej zawartości cukru i EEEE, mieszkają w pięknych białych pokoikach z masą pięknych zabawek, a ich mamy uwielbiają wybielać im i tak już bardzo białe ubranka, nie biorą zwolnienia tylko VICKS, a kiedy dzieci podrosną ich super męscy tatusiowie zaplotą im „kłasa” jak tatuś uroczej blondyneczki z reklamy TV???

Banicja.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na upieprzoną po siedemnastu nieprzespanych nocach kobietę z szarą cerą, cieknącym stanikiem, obolałym kręgosłupem od ciągłego wsadzania i wysadzania dziecka z fotelika i … ciężko za nią sunącą samotnością w tym wszystkim?

Samotność długodystansowca

Gdzie byłyście i jesteście przyjaciółki matki Polki, z którymi ona wypijała litry wódki, szalała na imprezach, i obiecywała że na śmierć i życie? Dlaczego nagle przestałyście pytać matkę Polkę „jak się czujesz? czy chcesz o tym porozmawiać?”, a interesuje Was wyłącznie „czy możesz pożyczyć tę bluzkę z cekinami, co to i tak jej nie założysz teraz?”

Dlaczego, kiedy matka Polka wygląda już tak, że prawie jej nie widać, zewsząd wciska się milion pięćset porad. Jak to ułożyć, przekładać, podkładać czy zakładać? Że powinno się zrobić to tak, a nie śmak, bo wtedy to już będzie tylko wspaniale. Że przecież wystarczy się „jakoś tam zorganizować” i będzie jak w zegarku. Ale nikt matki Polki nie zapyta „a powiedz mi kochana jak Ty się w tym czujesz? co ci przeszkadza? z czym ci źle? może chciałabyś po prostu porozmawiać?”

O żesz … TAK!

Matka polka, jak każda inna matka i kobieta, szczególnie kiedy dzieci są jeszcze małe, potrzebuje rozmowy.

Ale takiej, jak rozmawia się z dorosłym człowiekiem. Pamiętam siebie z tamtych czasów prawie krzyczącą „niech ktoś ze mną w końcu porozmawia jak z dorosłym!! niech ktoś mnie WYSŁUCHA! niech choć stworzy pozory dialogu jakiegoś!! niech mogę powiedzieć „bycie matką czasami mnie męczy”. i niech nie boję się, że ktoś przywali mi z otwartej, bo pieprzę coś trzy po trzy!

Bo nie wypada

Dlaczego zatem tylko najodważniejsze wywlekają takie brudy? Dlaczego o „tym” nie należy mówić głośno? Dlaczego zaraz po ukazaniu się tego wpisu połowa z tych, którzy go czytają uzna, że nie nadaję się na matkę i dla dobra mojego dziecka należałoby mnie leczyć albo wręcz odebrać mi dziecko? Czy zanim opublikowałam ten wpis, powinnam odrębny poświęcić na wylanie wiadra z miłością na moje dziecko? Co by nikt nie miał wątpliwości, że je kocham i za nim szaleję? Dlaczego po urodzeniu dziecka, matka jako człowiek, przestaje być dla świata odrębną istotą? Dlaczego wszystko teraz kręci się wokół „nas”, a nie choć trochę wokół „mnie”? Dlaczego rada „kochana wiesz, nic na siłę. daj sobie trochę czasu. musicie się dotrzeć. wiesz, zorganizuj sobie wszystko tak, żeby było dobrze. i uśmiechnij wiesz, dziecko jest najważniejsze” ma załatwiać wszystko?

Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to, że wbrew pozorom w tym duecie najważniejsza jest kobieta, matka?

Dlaczego nie mówi się głośno, że od jej pewności siebie, zdrowia emocjonalnego, umiejętności, intuicji i inteligencji zależy przyszłość dziecka.

Dlaczego o wiele więcej warta jest matka Polka sfrustrowana, zdołowana, rozwalona emocjonalnie i wziąć podirytowana ALE MATKA niż świadoma własnej wartości, dbająca o siebie, o swój rozwój KOBIETA TEŻ MATKA?

Dlaczego cenniejsze jest wiedzieć jak często zmienia się pieluszkę od tej jak pokazać dziecku i nauczyć je, że realizacja własnych pasji to jeden z najpiękniejszych celów w życiu?

Dlaczego o wiele bardziej ceni się i chwali wypluwanie sobie flaków podczas codziennej opieki nad dziećmi niż wysiłek włożony w zdobywanie coraz to nowych umiejętności i własny rozwój?

Dlaczego nie mówi się głośno o tym, że jest czymś zupełnie normalnym, że kiedy kobieta aktywna zawodowo zostaje matką, to nie ma nic złego w tym, że brakuje jej pracy zawodowej i chciałaby tam jak najszybciej wrócić? Dlaczego kiedy kobieta tak czuje wpędza się ją w poczucie winy, bo przecież macierzyństwo to dar losu i bonus życiowy?

Dlaczego wychodzi się z założenia, że argumentem jaki ma przekonać rodzinę, kobietę do rodzenia dzieci, jest danie jej do ręki kasy, za którą ma zostać w domu i rodzić te dzieci na potęgę państwa i chwałę narodu?

A teraz: dlaczego Ty, kobieto i matko, temu wszystkiemu ulegasz? Dlaczego taką mijam Cię na ulicy, mieszkam z Tobą po sąsiedzku, rozmawiam z Tobą, słucham opowieści o Tobie?

Dlaczego pozwalasz na to, żeby być tak traktowana? Dlaczego pozwalasz żeby Twoi najbliżsi, w tym i Twoje dzieci, tak Ciebie traktowali? Dlaczego łatwiej im zobaczyć w Tobie matkę, kuchtę, kurę domową, praczkę, kuriera, doręczyciela zakupów, sprzątaczkę, służącą, adresata złości i agresji niż kobietę, która kocha siebie, kocha swoich bliskich, kocha życie, kocha swoje pragnienia, pasje i marzenia i oddaje to wszystko każdemu, kogo napotka w swoim życiu?

Gdzie schowałaś siebie zaraz po tym, jak zostałaś matką?

I dlaczego, jeśli kobieta nie znajdzie nikogo, kto będzie chciał pobyć w jej świecie, zrozumieć ją i pomóc udźwignąć ten ciężar odpowiedzialności jaki na niej ciąży, ale zrobić to patrząc przede wszystkim na siebie, za dwadzieścia lat na pytanie „czy jesteś szczęśliwa?” odpowie „oczywiście, przecież mam dwoje wspaniałych dzieci”. I nawet nie pomyśli, że pytanie dotyczyło jej samej.

Dlaczego taką Cię widzę, matko Polko?


Zapisz

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • W reklamach dotyczących macierzyństwa i rodziny widać tylko słodycz. Nikt nie mówi jak naprawdę wygląda prawdziwe wychowanie dzieci. Nie jest to łatwe zadanie szczególnie gdy posiadamy więcej niż jedno dziecko.

  • Wpis obrazuje prawdziwe życie. Wychowanie dzieci to nie sielanka. Trzymanie i ukrywanie negatywnych emocji w sobie w końcu doprowadzi do zaburzeń psychicznych. Każda z nas ma gorsze i lepsze chwile. Jak mamy gorsze to najlepiej niech tata zaopiekuje się dziećmi a my wyjdźmy na chwilę z domu aby wziąć duży wdech i chwile odpocząć.

  • Taaak, Matka Polka to zdecydowanie inna rasa człowieka 😛

  • beAta

    heh, ja tam prosto z mostu walę. i dzwonię do mojej Mamy, i pytam „maamooo, a jak ja je wsadzę do beczek, to ja je zawekuję czy zapekluję?” ;P

  • Mama notuje

    Jak ja Ci dziękuję za ten wpis. Miałam dosyć tekstów, że „wszystko to kwestia organizacji” a posiadanie dzieci to wieczne wakacje. Kocham moje dzieci, ale czasem mam dość. Czasem jest wspaniale, czasem jest źle, ale o tym źle nikt nie chce słuchać

  • Wszystko co powiedziałaś, jest prawdziwe… I nie wygodne, więc większość ludzi o tym nie mówi. Żeby dziecko dobrze się czuło, najpierw dobrze czuć musi się matka – przecież to ona spędza z tym dzieckiem czas i od jej nastawienia bardzo dużo zależy.Cieszę się, że coraz więcej matek otwarcie mówi o tym, co myśli i czuje w związku z macierzyństwem. Nie możemy wstydzić się swoich uczuć czy myśli, nie możemy czuć się gorsze i winne tylko dlatego, że nie zgadzamy się z ogólną opinią… Tak trzymaj! 🙂

  • Gratuluję odwagi w mówieniu jak jest. Ja też jestem zmęczona lukrowaniem wszystkiego, co nie jest estetyczne, sexi i trendy. Patrząc na ten słodki świat w telewizorze, łatwo znienawidzić swoją rzeczywistość, jakże ludzką, materialną, czasem bolesną.

    • Kilińska

      ja, nawet po szkole rodzenia już, byłam przekonana, że macierzyństwo to różowe, pachnące coś. jest pięknie, owszem. nie zaminiełabym tego na nic. ale musi być prawdziwie.

  • Tekst przewrotny, poruszający ważną kwestię, choć za dużo tu”ja pierdolę”. Nie jestem matką, na razie, ale jestem kobietą, architektem, fotografem amatorem i plastyczką. Cóż mogę rzec, nie problem polega w określeniu „matka polka”, a raczej w braku szacunku i braku odpowiedzialnego wychowania. Zamiłowanie do dzieci przerobiły już Stany Zjednoczone i na dobre im wychowanie bez stresowe nie wyszło,a wiem co mówię, bo podczas studiów pracowałam na wakacjach w USA jako pomoc domowa, opiekunka do psów, a mój obecny mąż jako ratownik na „ekskluzywnych” osiedlach. Kobieta to matka i z tym się zgodzę, ale kobieta-sprzątaczka-kucharka, oj przepraszam bardzo, ale życie w małżeństwie to WSPÓLNE życie więc równie dobrze może być mężczyzna-kucharz. Problem polega na tym, że kobiety same wciskają się w model „kobiety” który same sobie kreują. Więc jeżeli ktoś chce być niewolnikiem w rodzinie i mu to pasuje proszę bardzo, ale niech nie narzeka i nie zwraca uwagę innym osobą jak mają żyć, czy wychowywać słoje dzieci. Pozdrawiam i zapraszam krajobrazowo https://bzowinablog.wordpress.com/

    • Kilińska

      nie było moim celem urażenie kogokolwiek, ale podkreślenie frustracji. tak jak piszesz, wychowanie bezstresowe to jakiś mit, moda, być może właśnie z zachodu. kompletnie tego nie rozumiem. był kiedyś taki wspaniały artykuł w obcasach „mamo,tato, zabroń mi w końcu” czy coś takiego. chowanie bez żadnych ograniczneń, nakazów i zakazów najczęściej kończy się tragicznie. i dzieci wcale tego od nas nie potrzebują. przeciwnie. one chcą mieć kogoś, kto postawi im te granice, kto powie „to rób, tego ci nie wolno”. dlaczego? bo wtedy czują się bezpiecznie. czują, że to nie one podejmują to ryzyko decydowania o własnym bezpieczeństwie. jeśli muszą robić to same najczęściej prowadzi to do agresji. „będą się mnie bać, to mi nic nie zrobią”. i czasami prowadzi to do tego, że dzieci leją własnych rodziców. a to dorosły najczęściej wybiera taką metodę wychowawczą, jako tę najbardziej odpowiednią. często też jako zaprzeczenie tego, co sam dostał w domu jako dziecko….i tak godzinami mogę…O właśnie – chcesz to masz, ale nie narzekaj. właśnie tak. a jak często tak jest, że „oj dlaczego no ja sama tak muszę wszystko?”. Bo sama tego chciałaś!! ściskam Cię Natalia mocno i cudnego dnia Ci życzę. Jeszcze raz gratulacje za cudowny talent :))

  • to sobie zanotuję 🙂 MATKA POLKA JEST CHUCKIEM NORRISEM WŚRÓD MATEK WSZYSTKICH INNYCH NARODOWOŚCI.

    • Kilińska

      :))) no a nie jestem tak?:))))

       

Przeczytaj poprzedni wpis:
MASZ PRAWO SIĘ WŚCIEKAĆ

Dawny, dawny wpis. Ale jak dzisiaj dla mnie ważny. Po raz kolejny usłyszałam, że nie wolno jej się wściekać, bo...

Zamknij