MASZ PRAWO SIĘ WŚCIEKAĆ

Dawny, dawny wpis. Ale jak dzisiaj dla mnie ważny. Po raz kolejny usłyszałam, że nie wolno jej się wściekać, bo jest matką, a matce tego nie wolno. Ma się uśmiechać i mówić, że wszystko jest cudownie. A ja powtarzam „masz prawo się wściekać”.

Rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką. Mówi do mnie „zaraz go znienawidzę. mam dość. są takie momenty, kiedy patrzeć już na niego nie mogę. czy coś ze mną jest nie tak?”. Nie! Absolutnie nie. Wszystko jest z Tobą jak najbardziej TAK. Masz prawo się wściekać. Masz prawo myśleć, że jest Ci źle. Masz prawo chcieć się schować, ukryć, wejść pod koc i tam zostać. I masz prawo o tym mówić. Obojętnie ile Twoje dziecko będzie ma lat. Ty masz takie prawo.

Tu zaszła zmiana

Posłuchaj: od czterech miesięcy siedzisz z dzieckiem non-stop. Nie masz czegoś takiego, co się nazywa własnym życiem. Życiem prywatnym. Jeszcze cztery miesiące temu do Ciebie należał świat i ludzie na tym świecie. Twoja praca, Twój dzień,  przepełniony był Twoimi planami, znajomymi, nieznajomymi, podróżami. Dzisiaj, Twój świat to pieluchy, nieprzespane noce, brudne włosy i śmierdzące podkoszulki. Twój dom przypomina Ci pobojowisko, bo choć bardzo się starasz, nie dajesz rady zapanować nad walającymi się wszędzie śladami Ciebie i Was. Twój mąż praktycznie żyje poza Wami. To on dzisiaj jest tym, który jeździ, pracuje, ma to własne życie. I choć jest najkochańszym mężem na świecie i się bardzo stara być z Wami ile tylko może,  i nie widzicie poza sobą świata, to Ty zamykasz za nim drzwi, kiedy rano wychodzi do pracy bądź wyjeżdża na lotnisko żeby wrócić za pięć dni. To Ty cichutko wynosisz kwilącego syna z sypialni, żeby nie zakłócić mu snu. To Ty nie chcesz go martwić i nie narzekasz zbytnio, i tylko czasami prosisz o parę chwil wieczorem dla siebie, kiedy akurat jest w domu. To Ty musisz uciekać do sklepu po niewieszco, żeby tylko na chwilę odprężyć swój umysł i ciało od ciężaru odpowiedzialności za niemowlę. To Ty rozpoznajesz w mig co znaczy ten, a co inny płacz Waszego syna i natychmiast na niego reagujesz. To Twój głos słyszę w słuchawce, kiedy dzwonisz do mnie żebym pośpiewała Małemu kołysanki, bo Tobie już skończyły się pomysły.

Czy bycia matką można się nauczyć?

I tego wszystkiego nikt Cię nie uczył. Nikt Cię nie uprzedził…no może ja próbowałam, ale nawet gdybym o tym książkę napisała specjalnie dla Ciebie, nigdy nie zdołałabym Cię przygotować do tego, co dzisiaj przeżywasz. I człowiek nigdy nie jest i nie będzie gotowy na taką zmianę. Można ją lepiej czy gorzej znosić. Można być mniej czy bardziej odpornym na takie zmiany do góry nogami. Można mniej lub więcej potrzebować pomocy i wsparcia od innych. Można też mniej lub bardziej chcieć i potrafić wyjść z tym do ludzi. Ale nigdy nie da się przygotować na coś takiego. Moje wyobrażenie o dziecku, a nie byłam srulą z kokardkami, co to bawi się lalkami, tylko trzydziestoośmioletnią krową starą, było takie, że to pasmo nieustająco różowych policzków, stópek do całowania i powalająco pachnącej główki oseska, a później niemowlaka. W szkole rodzenia nie usłyszałam ani jednego słowa o tym, że to również hardcore i „przetrwają najsilniejsi”. Nikt mi też nie powiedział, że „masz prawo się wściekać”. Że mam prawo czuć się rozczarowana. Że mam prawo powiedzieć „nie daję rady”. Nie usłyszałam też, że nikt, ale to nikt nie ma prawa mnie osądzać. Nikt nie może mi też  powiedzieć „jesteś matką, więc siedź cicho i rób co do ciebie należy”. Jestem matką, owszem. I jestem z tego powodu najbardziej odpalenie w kosmos szczęśliwą istotą. Ale, tak jak Ty, jestem człowiekiem i mam prawo do uczuć, które normalnie uważane są za zupełnie naturalne, ale w przedziwny sposób to prawo do ich posiadania czy mówienia o nich, rodzicom właśnie jest odbierany. Bo to niby takie uświęcone jest, to macierzyństwo i rodzicielstwo, i złego słowa nie można powiedzieć. Tylko się uśmiechać, szczerzyć zęby i na pytanie cioci Jadzi zawsze odpowiadać „cudownie cioteńko, wspaniale. nie mogło być lepiej”. A gówno!

Czy macierzyństwo jest święte?

Tak, może i uświęcone jest. Ale moimi i Twoimi łzami niemocy, kroplami potu z wysiłku, bolącymi powiekami z braku snu, przekleństwami, które cisną Ci się na usta, kiedy po raz kolejny Mały ma rozwolnienie, kolkę, gorączkę, a Ty nie wiesz co masz robić. I to, że Ty to wszystko znosisz, trwasz w tym, nie poddajesz się, to właśnie uświęca Ciebie jako rodzica. I w końcu tęsknotą za tym, co było. Że chcesz się poczuć jak dawniej, a nie możesz. I nigdy się tak już nie poczujesz. Nie poczujesz bowiem tej wolności, braku odpowiedzialności. Nie przestaniesz też już nigdy się bać. O własne dziecko. Nie wiesz czego dokładnie się boisz, ale czujesz strach. I tego też nikt Ci nie powiedział.  A Ty chcesz czasami po prostu tego wszystkiego nie czuć. I to jest absolutnie normalne.

Masz prawo się wściekać

I tak, masz prawo się wściekać. Masz prawo domagać się szacunku dla Twojej wściekłości. Nie muszą Cię rozumieć. Nie muszą się z Tobą zgadzać, ale mają obowiązek, my mamy obowiązek, to uszanować, a nie oceniać.

A jeśli targają Tobą wątpliwości, wstydzisz się, boisz się reakcji innych, myślisz, że przecież nie możesz tak się czuć będąc rodzicem, to powiem Ci że to nie ma jedno z drugim nic wspólnego. Bo od tego co jest absolutnie naturalne, normalne i nie powinno podlegać żadnej ocenie czyli to, jak się czujesz, co czujesz, co Tobą targa, a co nie, do tego że weźmiesz własne dziecko i będziesz nim targać od lewa do prawa, jest baaardzo daleka droga. Nie obawiaj się więc czuć. To NIE JEST NIC ZŁEGO i na pewno NIE JEST TO TWOJA WINA, że tak się czujesz. Wina jest niczyja. Tak po prostu ma każdy człowiek: myśli, czuje, ma dość, jest wściekły, jest szczęśliwy, zły. I wszystko inne.

Po co to wszystko?

Ale …  jako bardziej doświadczony od Ciebie rodzic, powiem Ci tak: jest coś, dla czego warto. Co dzisiaj, jutro i na zawsze będzie zmywać całe Twoje zmęczenie, ból, wściekłość i smutek. To ON. Twój syn. Jego buzia. Jego rączki. Jego ciałko. Jego zapach. Jego miękkość. Dotyk jego paluszków, kiedy weźmie Cię za rękę albo położy dłoń na Twojej twarzy. To wyraz jego oczu, kiedy będzie wpatrywał się w Twoje. To jego uśmiech, kiedy pochylisz się nad nim zaraz po tym, kiedy on się obudzi. I w końcu jego twarz kiedy śpi. Nie wiem czy Ty też tak masz, ale ja w śpiącą Martę wpatruję się od zawsze. To najpiękniejszy obrazek jaki kiedykolwiek widziałam. Ma lekko otwartą buzię. Słyszę jej spokojny oddech. Czasami drżą jej lekko powieki i te długie jak firanki rzęsy tak leciutko się unoszą. Wtedy, powiem Ci, nic nie istnieje. Nie ma nic poza nią. I w te wszystkie momenty, w te wszystkie chwile, poczujesz , że możesz wszystko. Że zniesiesz i wytrzymasz każdy następny dzień.

I poczujesz że Ty, z szacunku i miłości do siebie, dajesz sobie prawo do odczuwania, przeżywania i mówienia o tym wszystkim, co w Tobie jest. I że nikt tego prawa nie może Ci odebrać. I, że ja bardzo Cię kocham i dopóki będę, zawsze będę Cię wspierać.

Twoja Ja


Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook17Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • Dziecko może być problemem z ułożeniem sobie życia, ale jak się zaakceptuje jego istnienie to o wiele łatwiej nagle wskoczyć na właściwe tory i sunąć dalej niczym pendolino!

    • Kilińska

      pendolino…bardzo mi się to podoba:)))

  • Ciekawy post, wiele mądrych słów w nim padło 🙂 Chociaż ja osobiście mam podejście, że dziecko nie jest żadnym ograniczeniem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się wszystko tak zgrać, że tak będzie. Nie liczę na to, że zawsze wszystko uda mi się zaplanować, bo nie i nie liczę na to, że wszystko będzie idealnie jak w mojej głowie, bo też nie. Ale mam nadzieję, że z całą moją determinacją i odwagą, którą mam w sobie uda mi się pogodzić bycie przyszłym rodzicem z prowadzeniem biznesu i wszystkimi innymi planami, które są dla mnie ważne. Dam z siebie wszystko, to wiem 🙂

    • Kilińska

      Bo dziecko nie jest ograniczeniem, oczywiście. I jestem ostatnia, która tak twierdzi. Ale dziecko zmienia nasz świat, nas i nasze postrzeganie świata. W którym być może, nie koniecznie, ale być może pojawią się chwike ciężkie, złe i przez nas niechciane. Problem w tym, że o tym się nie mówi. W szkołach rodzenia nie mówią głośno, że na takie coś też trzeba się przygotować. Że czasami ta masa odpowiedzialności, zmian i wbicia się w zupełnie dla nas dotąd nieznany, może powodować bunt, złość i niemoc. Uczą nas tam jak przewijać, kąpać, ściągać pokarm. Na oddziałach położniczych latają siostry zakonne jako pomoce laktacyjne. Nie pojawiają się pytania „czy jest coś, o czym chciałabyś porozmawiać? czy może coś cię przerasta? przeraża? z czymś nie możesz sobie poradzić?” ze mną na sali leżała dziewczyna, młodziutka i przez dwie doby płakała ona i jej syn. na zmianę. pies z kulawą nogą nie przyszedł i nie spytał co się dzieje. a ona po prostu nie była w stanie unieść tego, że teraz od niej zależy czyjeś życie. była przerażona, że nie ma pokarmu, mały drze się z głodu, a jej każą cisnąć te cycki i siedzieć cicho bo innym przeszkadza. taka niestety jest rzeczywistość polska. mamy być święte-uśmiechnięte. a własne frustracje możemy co najwyżej w poduszkę wypłakać. nikt nie jest zainteresowany promowaniem prawdziwego rodzicielstwa, macierzyństwa i ojcostwa. bo im też lekko nie jest. trudno się bowiem mierzyć z pomnikami. a matka-polka to wyłącznie pomnik. odrealniony, pozbawiony wyrazu twór stereotypów.

Przeczytaj poprzedni wpis:
JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM

Przede wszystkim – robić to. Dlaczego zwracam na to uwagę na samym początku? Ponieważ coraz częściej rozmowa między rodzicami a...

Zamknij