KIM JESTEM

Co za durne pytanie, no błagam…Aaaaale, może wcale nie takie durne. Szczególnie kiedy pytanie "kim jestem" zadaję sobie ja, matka. No, to już takie durne nie jest, prawda? Z perspektywy matki, rodzica, to kim jestem, wygląda nieco inaczej. Na pierwszy rzut odpowiedź wydaje się być jedna i oczywista: mamą. No tak. Z tym nie ma co dyskutować. Ale czy jestem także kobietą, w takim razie? I jeśli teraz śmiejesz się pod nosem, że jakaś skretyniała ta Kilińska się zrobiła, to spytam Ciebie tak: ile kobiety jest w Tobie, mamo?

CZY KONIECZNE JEST WYZBYCIE SIĘ WŁASNEJ KOBIECOŚCI ROZUMIANEJ JAKO WŁASNE POTRZEBY, EGOIZM, WŁASNE PRZYJEMNOŚCI I CELE Z CHWILĄ KIEDY ZOSTAJEMY MATKAMI?

Powiem Ci, że ja miałam z tym problem, z odpowiedzią na to pytanie "kim jestem?". Już wtedy, kiedy Marta była na świecie. Z jednej strony jasne, że mamą. Z drugiej myślałam sobie, a dlaczego nie "przede wszystkim kobietą, sobą, potem matką, a potem całą resztą". Jakiś taki bunt był we mnie, wiesz? Taki krzyk na puszczy, że macierzyństwo nie może odebrać mi tego, kim byłam zanim zostałam mamą, a co tak bardzo w sobie ceniłam. Dlaczego mam teraz na pierwszym miejscu widzieć siebie jako matkę, skoro jestem nią zaledwie kilka lat? Jak to się ma do tego wszystkiego, do czego doszłam ze sobą przez wszystkie, długie, długie lata mojej dorosłości?

Z drugiej strony myślałam sobie, jak mogę coś takiego myśleć?? Co inni powiedzą? I już widziałam te oskarżające spojrzenia, po których jedyne co by mi pozostało to zadać sobie pytania: ja matka dziecku ośmielam się mówić, że w pierwszej kolejności jestem kobietą, a potem dopiero matką?? Czy ja w takim razie na pewno kocham moje dziecko? Czy w ogóle powinnam być matką?

Aż pewnego dnia zrozumiałam dwie rzeczy: po pierwsze – mam gdzieś, co inni powiedzą. To moje życie i nic innym do tego. A podrugie, że nie muszę tego rozdzielać. Nie muszę się decydować albo na jedno, albo na drugie. Mogę pogodzić moje życie sprzed bycia mamą, z tym co mam teraz, kiedy mam Martę. Bo doskonale wiem, że moje macierzyństwo nie wymaga ode mnie rezygnacji z czegokolwiek, o czym przed nim myślałam , do czego dążyłam, co mi sprawiało frajdę. Że tak samo mogę dbać o własne potrzeby jako matka. Że nie muszę oddawać mojego życia dziecku i rodzinie. Że te dwie ja: matka i kobieta, cudownie się uzupełniają: jestem lepszą matką, ponieważ jestem coraz bardziej świadomą kobietą. I jestem coraz bardziej kobieca, bo macierzyństwo nadało i nadaje mojemu życiu absolutnie nowego wymiaru.

MOJE ŻYCIE RODZINNE, MOJE MACIERZYŃSTWO NIE ODBIERA MI SIEBIE, JAKO KOBIETY. MOJA KOBIECOŚĆ NIE ODEJMUJE MI MOICH ZALET JAKO MATKI.

Skąd takie rozgraniczenie?

Bo kocham w sobie wszystko, co czyni mnie kobietą spełnioną. A to nie tylko ja w roli matki.

Bo zbyt mocno cenię sobie to, co sama dla siebie zrobiłam zanim zostałam mamą.

Bo bycie matką mi nie wystarcza.

Bo przyjdzie taki czas, że moje dziecko będzie miało już własne życie. Co ja wtedy zrobię z własnym, skoro wyrzuciłam je dawno już do kosza?

Bo im lepszą będę kobietą, tym lepszą będę matką. I im bardziej będę starać się jako matka, tym więcej będzie mnie, jako kobiety.

Bo chcę moje dziecko nauczyć bycia sobą, bez względu na to, jakie ona życie wybierze, z rodziną czy bez.

Bo chcę pokazać mojemu dziecku i nauczyć je, że życie kobiety nie nabiera wartości wtedy, kiedy dołącza do niej mężczyzna i nie staje się pełne, kiedy pojawia się w ich życiu dziecko. Równie wartościowe i spełnione może być bez rodziny.

Bo chcę pokazać mojemu dziecku jak ważne jest uwierzyć w siebie bez względu na to, czy inni we mnie wierzą.

Bo chcę pokazać mojemu dziecku, że jej pewność siebie, wiara we własne możliwości, poczucie własnej wartości nie zależy od nikogo innego, a wyłącznie od niej samej.

Bo chcę nauczyć moje dziecko, że to jak postrzegają ją ludzie nie zależy od tego, czy wpisuje się w stereotypy i czy płynie z prądem. To, jak będą widzieć ją inni zależy wyłącznie od tego, co ona widzi w lustrze, kiedy się w nim przegląda. I wtedy i tylko wtedy, opinie innych nie będą w stanie jej ani skrzywdzić, ani stanowić podstawy jej samooceny.

Bo zależy mi na sobie.

To wszystko nigdy się nie stanie, jeśli oddam całą siebie rodzinie i dziecku. Uzależniłabym wtedy siebie od tego, czy oni są szczęśliwi, jak się czują, czy odnoszą sukcesy czy porażki. Każdy mój nastrój byłby zależny od ich samopoczucia.

A przecież każde z nas jest oddzielnym ogniwem. Razem tworzymy najwspanialsze trio na ziemi, ale oddzielnie każdy struga własny kijek. Moje dziecko, choć dopiero siedmioletnie, ma już swój świat. Swoje nastroje, swój sposób postrzegania świata, swój wachlarz reakcji na świat i ludzi w nim. W tym również smutek, nieszczęście i żal. Czy w takim razie ja mam mieć identyczny? Nie. Bo mam swój, własny. Te dwa światy cudownie się uzupełniają tworząc piękny duet mama-dziecko. Ale właśnie uzupełniają. A nie jeden wypełnia drugi. Czy drugi pierwszy.

NIE MUSISZ WYBIERAĆ, CZY BYĆ MATKĄ CZY KOBIETĄ, KTÓRĄ BYŁAŚ ZANIM ZOSTAŁAŚ MAMĄ. MOŻECIE ŻYĆ RAZEM. TWOJE DZIECKO SKORZYSTA NA TYM PRĘDZEJ, NIŻ CI SIĘ WYDAJE.

Czy jeśli najbardziej na świecie chciałam mieć dziecko, nie mogłam długi czas zajść w ciążę i w końcu się udało, to mam teraz żyć wyłącznie tym, że jestem mamą? Nie wiem, w ramach wdzięczności jakiejś? Ja nie. Macierzyństwo było i jest moim największym marzeniem. Chciałam tego, jak niczego na świecie. Wychowywanie mojej Marty, bycie z nią, miłość do niej, jej miłość do mnie, są moim największym wyczynem i najpiękniejszym doświadczeniem w życiu. Ale to nie zawładnęło moim życiem bez reszty. To je dopełnia. Uzupełnia. Tworzy całość. Piękną całość. Najpiękniejszą.

Moje dziecko nie zabrania mi pozostania sobą. Ono nie potrzebuje mojego poświęcenia. Moja Marta chce mieć mamę, która nie musi wybierać. Chce mieć mamę, która żyje pełnią życia. Dlaczego? Bo ona chce tak żyć, kiedy będzie dorosła. Choć dzisiaj o tym nie wie, jest to jeden z najcenniejszych prezentów, jaki dostanie od nas – umiejętność życia w zgodzie ze sobą i całym sobą.

I tak jest: moje dwa światy tworzą piękną całość. W jednym jestem najlepszą mamą mojego dziecka. W drugim jestem cudowną, spełnioną kobietą, która wciąż buduje swój własny świat. Mam ze sobą bardzo intymny związek. Realizuję swoje marzenia. Pielęgnuję własne przyjemności. Próbuję spełniać się zawodowo. Wciąż szukam swojego miejsca na ziemi. Obydwa światy żyją w zgodzie ze sobą, wzajemnie się nakręcają, wspierają, podtrzymują przy życiu.

Kiedyś, za dwadzieścia lat, kiedy rano się obudzę, wejdę do pustego pokoju Marty i nie będę musiała już wychowywać mojego dziecka, nie spytam "to co ja mam teraz do cholery ze sobą zrobić???". Wejdę po prostu w kolejny dzień mojego życia, w którym ja, jako mama, będę zawsze najważniejsza dla mojego dziecka, a ja jako kobieta, będę zawsze spełniać się we własnej roli głównej.

Jak osiągnąć taką równowagę? Mnie się to udało. A jeśli Ty czujesz, że też takiego stanu Ci brakuje, mam dla Ciebie kilka wskazówek, które u mnie się sprawdziły na medal:

1. spójrz na siebie oczami dziecka. Pomyśl chwilę, jaką siebie, jako swoją mamę, chciałabyś zobaczyć? Pomyśl też, że takim rodzicem, jak Ty dla Twojego dziecka, ono będzie dla swoich dzieci. Jest tu pewien haczyk, bo jeśli Twoje dziecko, będąc już dorosłym człowiekiem uzna, że byłaś beznadziejną matką, będzie chciało wychować swoje dzieci totalnie odwrotnie. Skrajności często bywają dla dzieci jeszcze bardziej bolesne niż kopie;

2. wyobraź sobie jakiego życia chciałabyś dla Twojego dziecka;

3. myśląc o sobie zawsze myśl również o Twoim dziecku; wyobrażaj sobie, że prowadzi ono życie takie, jak Twoje, ponieważ takiego życia nauczyło się od Ciebie;

4. nie czuj się winna, że myślisz o sobie; nie czuj się winna, że ulegasz własnym słabościom, nie czuj się winna, że spełniasz Twoje marzenia; nie czuj się winna, że zależy Ci na sobie, nie czuj się winna, że myśląc o sobie zabierasz dziecku cokolwiek. Jemu nic nie ubędzie. Jedyne co się dla niego może zmienić, to to, że jego mama stanie się totalnie spełnioną i żyjącą w absolutnej zgodzie ze sobą kobietą; nie czuj się winna, że zaczynasz myśleć o sobie nie tylko jako o matce dziecka, ale również jako o kobiecie;

5. nie skupiaj się wyłącznie na tym, że od tego i tego dnia zmieniasz Twoje życie i "odtąd to będzie zupełnie inaczej"; nie. Nie o to chodzi. Takie zmiany powinny dziać się naturalnie, powoli i spokojnie;

6. szukaj najmniejszych rzeczy, które sprawią Tobie przyjemność. Dzięki którym Ty, jako Ty będziesz czuć, że żyjesz. Że robisz to dla siebie. To może być kwadrans z gazetą, w wannie, na spacerze, drzemka – jeśli potrzebujesz nabrać dystansu i równowagi emocjonalnej. To może być ścianka wspinaczkowa, basen, rower – jeśli potrzebujesz wyzwania i chcesz utwierdzić się w przekonaniu, że dasz radę, że stać Cię na to. To może być poszukanie czegoś kompletnie dla Ciebie nowego do nauczenia się – zawsze w tym miejscu podaję e-kurs szydełkowania, nie mam pojęcia dlaczego – jeśli potrzebujesz sprawdzić jaką masz w sobie determinację, żeby zdobyć nowe umiejętności;

7. oczywiste jest, że macierzyństwo stawia przed nami zupełnie nowe i inne priorytety. To jasne. Ale czy to znaczy, że to, co było dla Ciebie ważne kiedyś, teraz ma nie mieć już kompletnie znaczenia?

JESTEM NAJLEPSZYM RODZICEM DLA MOJEGO DZIECKA. CHCĘ BYĆ RÓWNIEŻ CZŁOWIEKIEM, KTÓREGO, JUŻ JAKO DOROSŁY CZŁOWIEK, BĘDZIE CHCIAŁO NAŚLADOWAĆ.

Ale najbardziej pomogło mi pewne małe ćwiczenie. Sprawdź, czy i Tobie się przyda.

1. przypomnij sobie i zapisz na kartce:

to, co kochałaś,

czemu się oddawałaś bez reszty,

za czym szałałaś,

w czym się spalałaś

i to, co sprawiało Ci przyjemność,

zanim zostałaś mamą;

2. na drugiej kartce, albo obok, wypisz to wszystko, co dzisiaj robi z Tobą dokładnie to samo. To mają być Twoje przyjemości, Twoje sekrety, Twoje pragnienia, Twoje skryte marzenia. To, co dzisiaj sprawia, że czujesz się kobieca i wolna;

3. zestaw ze sobą te dwie kartki/listy. Czy znajdujesz takie, które są na jednej i na drugiej? Jeśli tak, to CUDOWNIE. To znaczy kochana, że wciąż realizujesz siebie sprzed dziecka. Wciąż się spełniasz jako kobieta. Wciąż efektem tego spełnienia jest Twoje szczęście; nie przestawaj ich PIELĘGNOWAĆ.

4. zastanów się, co się dzieje z tymi niezaznaczonymi?? już Cię nie kręcą? przestało Ci na nich zależeć? nie masz na nie czasu? zrezygnowałaś z nich, bo nie są dla Ciebie ważne? zrezygnowałaś z nich bo uznałaś, że nie są Ci już potrzebne? zrezygnowałaś z nich bo uznałaś, że jako matce nie wypada Ci już o tym myśleć i tego chcieć?

5. małymi krokami wprowadzaj te niezaznaczone. Zacznij od tych, z którymi masz najpiękniejsze wspomnienia. Z którymi czułaś się cudownie, lepiej niż dobrze, fantastycznie. Nie rzucaj się na wszystkie na raz. Nie szukaj usprawiedliwienia dla tego, żeby ich nie było. Niech one pomału, na nowo, wchodzą do Twojej codzienności. Ciesz się każdym momentem, że oto znowu to poczułaś, że znowu Tobą zakręciło;

6. powtarzaj je regularnie i jak najdłużej; spróbuj zrobić z nich Twoje nawyki. Ktoś powiedział kiedyś coś w stylu, że "motywacja jest konieczna do tego, żeby zrobić pierwszy krok. Nawyk zmienia nasze życie". Spójrz na to z tej strony;

MOJE DZIECKO ZAWSZE JEST I BĘDZIE DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZĄ ISTOTĄ NA CAŁYM ŚWIECIE. KIMŚ WAŻNIEJSZYM ODE MNIE SAMEJ I OD WSZYSTKICH INNYCH. NIE RÓWNA SIĘ TO JEDNAK TEMU, ŻE JA PRZY NIEJ NIE ISTNIEJĘ.

I jeszcze, na koniec, bardzo ważna rzecz:

pamiętaj, że jeśli na liście rzeczy, które kręcą Cię dzisiaj, znajdzie się wyłącznie rodzina i dziecko, to … WSPANIALE!!! To znaczy, że w tym odnajdujesz samą siebie. To znaczy, że Twoje prywatne JA jest absolutnie tym samym, czym jest Twoja rodzina. I nie ma w tym nic niewłaściwego, żeby nie powiedzieć złego. Wiesz dlaczego? Bo to Twój wybór. Ja napisałam Ci o moim.

Ty wybierzesz dla siebie TWOJE JA, w którym TY będziesz czuć się najbardziej spełniona, jak to tylko jest możliwe. Ty wybierzesz Twoje życie, kiedy dzieci zaczną żyć własnym życiem. I będą to najpiękniejsze wybory, jakich dokonałaś. Bo będą TWOJE. Nie daj sobie nigdy wmówić, że jest inaczej.

A wracając do pytania "Kim jestem?"… odpowiadam: ja jestem SOBĄ. Nie wybieram bycia matką, nie wybieram bycia kobietą. Jestem sobą.

A Ty kochana, kim jesteś?

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Natalia Fedan

    Bardzo wartościowy wpis. Czasem zapędzone w roli mam zapominamy o sobie. A potem bywa źle – nie tylko z nami samymi, ale też z dzieckiem, bo nasze niezadowolenie odbija się na nich. Ja u siebie na blogu o tym od trochę innej strony – o tym, że podłożem złości rodzica na dziecko jest właśnie niezadbanie o własne potrzeby.

    • Kilińska

      absolutnie się z Tobą zgadzam. jako rodzice, matki, nasze frustracje najczęściej ładujemy gdzie? W nasze dzieci. Dlaczego? Bo są najbliżej, a my szybko potrzebujemy ujścia dla nich. Nie jest już takie proste jednak dojście do tego, skąd się te frustracje biorą…to już jest zupełnie inna para kaloszy. Ściskam.

  • Od kiedy na świecie pojawiły się moje dzieci, wiem, że już zawsze będę mamą i nie ucieknę przed tym. Ale też pamiętam o tym, że jestem również kobietą, człowiekiem, po prostu sobą 🙂 Tak jak napisałaś 🙂

    • Kilińska

      Ja tak samo, kochana. Zawsze chciałam być mamą i będę nią do końca. Ale tak samo mocno chciałam i kocham być kobietą samą dla siebie.. Ściskam mocno

      • „Bo przyjdzie taki czas, że moje dziecko będzie miało już własne życie. Co ja wtedy zrobię z własnym, skoro wyrzuciłam je dawno już do kosza?” – a to zdanie z Twoje wpisu zapisałam sobie w swoich notatkach! 🙂 Buziaki!

        • Kilińska

          Całuję kochana, dziękuję.

  • Idealnie, po prostu idealnie trafione w moje rozterki. Mimo że jestem mamą 17 mc (właściwie 17+9 mc ciąży, bo przecież mamą stajesz się w momencie dwóch kresek na teście. Przynajmniej ja tak miałam) to cały czas nieustannie odczuwam + i – macierzyństwa. A właściwie to najmocniej ostatnio jego minusy. Czuje się staro od tego wszystkiego i chciałabym spontanicznie spakować bagaż, zabrać męża i pojechać wygrzać tyłek. Ale no… moge oczywiście spakować cały majdan dla naszej 3, ale czy Jan akurat dzien przed wylotem sie nie rozchoruje… Hah, właśnie.

    Cieszę się, że coraz więcej mam o tym mówi. Cieszę sie, że ja o tym nauczyłam sie mowić.

    P.S. Fajnie tu. Zadomawiam się 😉☕️

    • Kilińska

      Kochana jesteś i bardzo zostań tutaj. Ja jestem tak stara, że normalnie moja córka kojarzy lata mojego urodzenia, siedemdziesiąte, jako starożytność. No błagam, gdzie Ty stara??!! Ale myślisz kochana, że jak byś nie spakowała, to by się nie rozchorował?? w sensie, pakuj!! jeśli możesz sobie na to pozwolić, jeśli możecie po prostu pojechać, to pakuj. Ewelinka, byłam u Ciebie na stronie. Nie dość, że jesteś cudna – i nie stara, helo-oł!! –  to jeszcze tak pachnie u Ciebie pięknie, że zaraz się rozpłynę. Bije od Ciebie takie ciepło, rozkosz tego, co jest Twoją pasją. Bierz te siatki i jedź. 🙂 ściskam Cię najmocniej

  • alexanderkowo.pl

    A ja jestem matka i kobieta w jednym. Chociaż mam tez inne imiona

    • Kilińska

      Och tak to cudownie brzmi, mrau… 🙂

       

  • Dobrze rozumiem to co piszesz. Ostatnio podczas ciąży pamiętam o wszystkich i wszystkim tylko nie o sobie. Dzięki Twojej notce właśnie zdałam sobie sprawę że od wielu miesięcy nie robię nic dla siebie. Dziękuję!

Przeczytaj poprzedni wpis:
OPINIA

Nie ma co się jej bać. Grunt, żeby na tym nie budować zdania o sobie. Bo co nas w sumie...

Zamknij