MOJA OPINIA JEST SZKODLIWA

Czyżby? Bo nie karmiłam piersią od pierwszych chwil po porodzie? Bo nie otworzyłam sobie cycków i nie wyciskałam kropla po kropli mleka do ust mego nowo narodzonego dziecka? Bo nie mając własnego mleka zdecydowałam się podać jej mleko modyfikowane? Moja opinia jest szkodliwa, ponieważ na fan page laktacyjnym opowiedziałam historię o dokarmianiu modyfikowanym? Moja opinia jest szkodliwa bo uważam, że karmienie piersią to nie to, co każda matka koniecznie musi przeżyć z własnym dzieckiem?

Terror laktacyjny vs. karmienie piersią

Wiem, wiem. Oburza się właśnie wiele z Was, że jak ja tak mogę i w ogóle. Przecież karmienie piersią to taki cud jest.  Jak ja mogę stawiać w jednym rzędzie słowo „terror” i „karmienie piersią”??? No na pal ze mną!! Tylko kiedy opadną emocje, może już takie oburzające to nie jest? Może któraś z Was przypomni sobie własną historię albo historię swojej przyjaciółki, znajomej, siostry, mamy? Może nie dla każdej z nas oczywiste było, że będzie karmić piersią? Może są wśród nas takie mamy, dla których karmienie piersią było niemożliwe z wielu, przeróżnych powodów? A może są też i takie, które po prostu nie chciały karmić piersią?? I niech tak będzie!! I świat się nie zawali, kiedy kolejna matka podejmie własną decyzję. I żadna z nas nie ma prawa oceniać drugiej, pokazywać palcem. Żadnej z nas również nie wolno oskarżać innej mamy, że nie karmiąc piersią krzywdzi swoje dziecko. Na marginesie: jeśli nie pozwalamy innym podejmować decyzji, które dotyczą wyłącznie ich życia, to samo będziemy robić naszym dzieciom. Pomyślmy o tym. Dopóki nie chodzimy w czyichś butach, nie mamy prawa oceniać ich wyborów. Pozostawmy innym to, co ich. Nie możemy też zapominać, że nam samym nie leży, kiedy ktoś mówi nam jaki kolor majtek mamy dzisiaj założyć. I nie, nie chodzi o przyrównanie tego, co dla dziecka dobre czy nie do wyboru dizajnu gaci na piątek.

Chodzi o pozwolenie na dokonywanie własnych wyborów.

Łatwo powiedzieć, trudniej przeżyć

Moja historia szpitalno-laktacyjna jest typowa: cesarskie cięcie, brak pokarmu, dzieciak w drugiej dobie zaczyna być głodny. Ja nie mam w cyckach ani kropli. Cisnę godzinami. W końcu, po drugiej dobie bez jedzenia, Marta zaczyna jęczeć. Idę na noworodki i podaję modyfikowane mleko. Jestem szczęśliwa, dziecko najedzone, przewinięte, zasypia. Na sali leży ze mną dziewczyna. Jej syn, podobnie jak Marta, głodny. Ona, podobnie jak ja, mleka nie ma. I podobnie jak ja … dostaje się w kleszcze siostry laktacyjnej, którą w tym szpitalu jest … zakonnica!! Ale w przeciwieństwie do mnie nie umie się postawić i wyznaczyć granicy ingerencji we własne życie. A tak przy okazji kochana, powiedz jak daleko sięga Twoja wyobraźnia żeby móc wykombinować jakie doświadczenie ma siostrzyczka w habicie w karmieniu piersią?? Hm??? No właśnie…

W końcu biorę dziewczę za koszulę i prowadzę na noworodki. Mały się najada i zasypia. Dziewczyna mało mnie nie dusi w objęciach szczęścia. Płacze. Kładzie się spać, pierwszy raz od 48 godzin.

I tą właśnie opowieścią podzieliłam się na jednym z popularniejszych forów laktacyjnych w sieci. I została ona uznana za szkodliwą. Zrozumiałam wtedy, że w świecie wszechpotężnej promocji wciskania matkom przekonania, że własnego zdania nie mają i mieć nie mogą, decyzja o tym jak będę karmić własne dziecko również moją decyzją nie jest.

„Dajesz dziecku to, co najlepsze”

Oczywiście wtedy, kiedy karmię piersią. To jasne. Wniosek jest prosty: karmiąc modyfikowanym NIE daję dziecku tego, co najlepsze. Od tego już bardzo mały krok, żebyś poczuła się, młoda mamo, złą, gorszą, niedobrą i w końcu wyrodną matką. Nie ważne jest dlaczego zdecydowałaś się nie karmić piersią. Absolutnie. Bo co Ty w ogóle wiesz o tym, co dla Twojego dziecka jest najlepsze? Nie ważne. Ale uwaga! Oni wiedzą to lepiej. Tak, ci wszyscy, którzy stoją obok, których na co dzień nie ma w Twoim życiu, wiedzą doskonale co powinnaś, a czego nie. I dlatego bardzo dobrze orientują się, że nie dajesz Twojemu dziecku „tego, co najlepsze”. I teraz tak: nie chodzi o to, że mleko matki nie jest najlepsze. Skąd. Nie ma chyba żadnych wątpliwości, że tak jest. Ale używanie tego argumentu w takiej konfiguracji zakrawa właśnie na terror laktacyjny. To sugestia, że nie wystarczająco dbamy o nasze dzieci. To stawia wszystkie matki, które nie karmią piersią, w drugim rzędzie.

Czy zatem matki dzielimy na te gorsze i lepsze w zależności czy nas słuchają czy nie?

W najczulszy punkt

Uderzenie w matkę z wykorzystaniem jej dziecka jest czymś najbardziej obrzydliwym z ohydnych. Bo nie mówią nam, że my jesteśmy krzywe, grube, brzydkie i śmierdzimy. Ale, że robimy źle naszym dzieciom. Że o nie nie dbamy. Że jeśli nie wybieramy karmienia piersią nie chcemy dla naszych dzieci tego, co najlepsze. Jeśli nie posyłamy dzieci na pierdyset zajęć pozaszkolnych, nie dbamy o ich rozwój intelektualny. Jeśli nie żywimy naszych dzieci wyłącznie ekologiczną żywnością, nie dbamy o ich zdrowie.

Hej, Wy…

… wszyscy i wszystkie, którzy tak chętnie i ochoczo stoicie na straży Waszej słusznej sprawy. A nawet jeśli? Nawet jeśli tak jest? To co Was to wszystkich, do jasnej cholery, interesuje? Że troszczycie się o moje dziecko? Że co, że nagle dobro wszystkich dzieci leży Wam na sercu? Że ponosicie jakąś odpowiedzialność za to, żeby innym dzieciom żyło się lepiej? Tak? To kiedy ostatni raz byliście w domu dziecka? Kiedy wzięliście na ręce sierotę albo chore dziecko, żeby choć przez chwilę poczuło co znaczy „przytulić się”? Kiedy daliście jakieś pieniądze na głodujące dzieci w krajach trzeciego świata? Kiedy złożyliście papiery adopcyjne dla dziecka z terenów objętych wojną? Kiedy przyjęliście pod swój dach matkę z dzieckiem albo sieroty uciekające z Syrii? Kiedy stanęliście w obronie dziecka, którego matka na ulicy leje po tyłku żeby szybciej przebierało nogami? Kiedy zadzwoniliście na policję po kolejnej awanturze u sąsiadów, gdzie jest dwójka malutkich dzieci? Kiedy?

Gdzie w takim razie leży granica Waszej troski? Może tam, gdzie zaczyna się Wasza odpowiedzialność? Tam, gdzie musielibyście Wy zmienić Wasze życie? Może tam, gdzie zaczynają się namacalne i długoterminowe skutki Waszej interwencji?

To są takie same dzieci, jak to moje. A Wy próbujecie wcisnąć mi kit, że tak bardzo przejmujecie się tym, jakie mleko będzie jadło! Dla Was to obce dziecko. Nie Wasze. Moje. Pamiętajcie o tym tak, jak ja pamiętam o tym patrząc i milcząc czego uczycie własne dzieci. Nie wytykam Was palcami, nie zwracam się Was personalnie. Nie hejtuję Was mówiąc „zabrałabym Ci dziecko jeszcze w szpitalu”. To Wasze dzieci i Wasze wybory. Wy pozwólcie mi dokonywać moich. I jej też.

Zdjęcie: WerbeFabrik/pixabay.com

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • A co z kobietami które mają pokarm a wybierają MM? Bo zauważyłam że zazwyczaj osoby które są przeciwne temu jak nazwałas terrorowi laktacyjnemu, to są osoby które nie karmią piersią ponieważ z jakiegoś powodu nie mogą. Mówią jak to zdają sobie sprawę z tego że mleko matki jest lepsze, ale one nie MOGĄ nim karmić a nie chcą być przez to uznane za gorsze. A co z tymi co nie chcą karmić piersią? Czy one są gorszym matkami, skoro tak świadomie pozbawiają dziecka ‚tego co najlepsze’? Moja Julka w czwartek skończy 3 tygodnie. Już będąc w ciąży planowałam karmić MM, jakoś to całe karmienie piersią mnie nie kręciło. Urodziłam i postanowiłam dać piersi szansę. Dalej karmię piersią, w tym momencie że względów finansowych, chwilowo mamy mały kryzys i obecnie nas nie stac na regularne kupowanie mm, więc muszę się jeszcze z miesiąc pomeczyc ale do rzeczy. Na prawdę chciałam dać kp szansę ale już wysiadam psychicznie. Nie wiem czy coś z tym moim pokarmem jest nie tak, bo ona potrafi wisieć cały dzień na cycku i dalej płacze z głodu. Nic nie pomaga, a je bez końca. A ja się nie mogę ruszyć, facet mi kanapki donosi żebym z głodu nie umarła bo przez cały dzień nie mogę wstać. Jeszcze do tego mam płaskie brodawki i ona się męczy i ja się męczę. Ona płacze a ja się wkurwiam za przeproszeniem. Mam już tak dosyć tego karmienia że się wkurzam na to biedne głodne dziecko że ciągle je muszę karmić, jest to bardzo depresyjne a ja jestem uziemiona. Wszystko mnie boli, mam dosyć u chce mi się wyć. A ona ciągle je i je i je i się nie najada, albo po chwili już jest głodna. Potrafi tak wisieć przez 3h, pospać pół godziny i znowu jeść. I na pewno nie chodzi jej o nic innego, uwierz sprawdzałam. I przyznam że jak tylko skończy się ten cienki finansowo miesiąc planuje przejść na mm bo już psychicznie nie daje rady… a nie wiem czy dla dziecka to tak dobrze ze matka przy każdym karmieniu jest wściekła jak osa…

    • Kilińska

      Karolina, ależ ja właśnie jestem głosem między innymi Ciebie. Obojętne jaki jest powód wszystkie i Ty również mamy prawo wybrać to, co uznamy za stosowne. Ja mówię o tym właśnie prawie do wyboru. Obojetne z jakiej przyczyny. Widzisz Karolina, co innego jest powiedzieć „wiedz, że karmienie piersią ma dużo więcej zalet niż mm” niż „musisz karmić piersią jeśli chcesz dla twojego dziecka jak najlepiej”. Te z nas, które są mniej odporne na wpływy zewnętrzne dopowiedza sobie „czyli jeśli karmie mm nie chce najlepiej, nie dbam o dziecko. Jestem zła lub gorsza matką”. To nie moje domysły a fragmenty rozmów z mamami. Pytanie jest kiedy kp to już nadludzki wysiłek dla mamy, tak jak w Twoim przypadku, a kiedy jeszcze warty jest podjęcia walki. Sciskam kochana. Jestem z Tobą.

      • Najwięcej presji jest ze strony rodziny. Wszyscy mówią że skoro już karmię piersią to MUSZĘ to robić minimum 3 msc ( to słowa babci), albo minimum pół roku (to moi rodzice). Tłumacze że się męczę to mówią że chyba dla dobra swojego dziecka to się mogę pomeczyc, bo inaczej zrobię krzywdę dziecku dając mu mm. Wśród blogerek też jest spora presja, ale jednak nie tak duża jak od osób które regularnie widuje i są z mojej rodziny. Już mi się odechciewa na myślę że będę musiała się każdemu tłumaczyć że kp było dla mnie depresyjne…

        • Karolina, znam z doświadczenia takie dwie metody. Pierwsza: przytakujesz, a i tak robisz swoje. To może mieć tutaj krótkie nogi, bo co jeśli będziesz musiała karmić przy nich? A druga, mówisz raz, że „to moje ciało i ono cierpi. kiedy wasze będą tak samo cierpieć jak teraz moje, będę się starać ze wszystkich sił wam pomóc. oczekuję, że wy zrobicie to samo teraz”. Dokładnie, albo prawie dokładnie, bo to było dawno temu, powiedziałam kiedy musiałam wybierać pomiędzy operacją zatok i karmieniem piersią, a podaniem sterydu i mm. A karmiłam wtedy rok a i tak podniosły się głosy sprzeciwu z tym, że nie od rodziny. To Ty jesteś tutaj tym razem ważniejsza niż dziecko. I to nie znaczy, że go kochasz mniej. Jeśli to ma być dla Ciebie taką męką i fizyczną, i psychiczną, to myślę, że znalazłaś najlepsze rozwiązanie. I masz milion procent racji w ostatnim zdaniu, że „a nie wiem czy dla dziecka to tak dobrze ze matka przy każdym karmieniu jest wściekła jak osa…”. A jeśli miałabyś jeszcze wątpliwości, mogę się postarać o namiary na dobrego doradcę laktacyjnego. Polecana jest jako rozsądna. Jeśli chciałabyś, daj znać. Ściskam

        • Jestem wielką zwolenniczką karmienia piersią, ale też uważam, że każdy ma prawo do swoich decyzji i swoich wyborów. Powiem Ci jedno – NIE MUSISZ się nikomu tłumaczyć, bo to twoje życie i twoje dziecko. Ja do tego dojrzewałam długo, ale w końcu nauczyłam się mówić tym wszystkim ludziom dookoła „to nie twoja sprawa!”. Bo inaczej będziesz się ciągle usprawiedliwiać.
          A jeśli chodzi o twoje problemy z KP, to, jak pisze Iwona, naprawdę warto poszukać dobrego doradcy laktacyjnego, bo wiele problemów można rozwiązać z fachową pomocą i oszczędzić sobie i dziecku frustracji. Akurat wiszenie na piersi to wcale nie musi być dowód na to, że dziecko się nie najada. Może po prostu bardzo lubi przytulać się do mamy 🙂

  • nie dotyczył mnie temat karmienia czy nie karmienia piersią, ale już mocno wszedł u mnie problem wpieprzania się w życie przez bliskich. na szczęście nie byli to rodzice ani teściowie, którzy są złoci 😀 jednak obok było tak toksyczne dla mnie towarzystwo, że nie dawałam sobie rady. byłam krytykowana już za mój wybór drogi do macierzynstwa, a potem, kiedy już miałam córę, mówiono mi w twarz (choć po wódce) jaka to jestem beznadziejna, jakie to moje dziecko będzie w życiu nieporadne, niesamodzielne. wymyślano takie argumenty, że co ja robię, jak ja się zachowuję.. a to abstrakcja jakaś była, niby niesamodzielne dziecko mam, a moja mała w wieku dwóch lat operowała nożem i widelcem, choć nigdy nie uczyłam (bo po co?? 🙂 ), sama korzystała z toalety w wieku 2,5 roku, łącznie z przyniesieniem kibelka, podtarciem, podciągnięciem, sama robiła sobie kanapki, ubierała się, odnosiła piżamkę do szuflady, sprzątała śmieci po sobie (z segregowaniem! 😀 ). och, jaka ze mnie dumna mama jest 🙂 (tak naprawdę leniwa, więc moje dzieci MUSZĄ być samodzielne buahaha). dostawałam po dupie takimi komentarzami, ale potem zadawałam sobie pytanie ile w tym prawdy. rozmawiałam z innymi bliskimi, by przekonać się, dowiedzieć, może naprawdę tak bardzo źle postępuję?? okazywało się, że nie, że to są jakies słowa z kosmosu. co zrobiłam? odcięłam się. straciłam kontakt na rok. ignorowałam, odpowiadałam krótko, nie patrzyłam w oczy (bo jednak musiałam się czasem spotykac na dużych imprezach rodzinnych). nie byłam w stanie przeprowadzić rozmowy, wyjaśnić, wybrałam więc taki sposób. podziałał 🙂 zrobiłam tak z dwiema ekipami ludzi i wyszło bardzo dobrze. ludzie zrozumieli. znaczy, pewnie nie zrozumieli błędu, ale to, że mają się nie wpieprzać. mnie to wystarczy 🙂 sama stałam się znaaacznie pewniejsza siebie w temacie macierzynstwa, naprawdę, to co zadziało się u mnie rok temu latem to jakaś magia była. teraz nie reaguje płaczem w poduszkę, gdy słyszę niefajny komentarz. stanęłam jak nowy człowiek na nogi 🙂 a rok był trudny, ciężki. hmm.. jestem z siebie dumna 🙂 i fajnie było mi sobie teraz o tym przypomnieć 🙂 ale pojechałam z tematem 😛

    • No rewelacja! Beatka, taka mama jak Ty, to złoto. Ja swoją do dzisiaj ubieram rano, bo szybciej, szybciej. Wiem, matka zło jestem. Ale uczę się i już coraz częściej pilnuję żeby mnie nie ponosiło. Widzisz kochanie, ta świadomość, jaką Ty masz bardzo mocno rozbudowaną, że dzieci kopiują nas, jest najważniejsza. U mnie stało się to jakieś dwa-trzy lata temu. To było, jak u Ciebie, tamto lato. Magia. I wszystko stało się jasne. Oczywiście, że nie jest tak, że o, pstryk i już. Działa. Nie. Przyzwyczajenia i nawyki jakie zebrałam przez te wszystkie lata, są gigantyczne. Korzenie, jakimi związana jestem z moim rodzinnym domem, wydają się czasami nie do zerwania. A niektóre potrzebują tej siekiery natychmiast. Inne mają pozostać na zawsze amen. Ja odcięłam w swoim życiu dwa bardzo grube korzenie. Czy jest mi z tym dobrze? Nie.. Bo to były więzi jedne na milion. Czy żałuję? Też nie. Bo wiem, że ciągnęły mnie w dół zamiast w górę. Czy brakuje mi ich? Codziennie. Ale nie wrócę do nich. Bo nauczyłam się być świadomą własnej wartości, własnych wyborów, własnego zdania. Nie umiem żyć z kimś, kto życzy mi źle, albo umniejsza moją wartość. I te dwie rzeczy kompletnie bez mojego udziału. Nie zrobiłam nic, żeby tak mnie traktowano. Tak jak Ty nie zrobiłaś nic, żeby ktokolwiek mógł mówić, że jesteś beznadziejna. Całuję mhmhmhmhmhm

      • bardzo przykre są doświadczenia, o których mówisz. no ale czasem tak po prostu musi być. u mnie, ta jakaś przemiana wniosła niesamowity spokój we mnie. znaczy.. na tej płaszczyźnie, nie, że w ogóle, ja jestem chyba juz takim typem Włoszki, co to najchętniej rzucałaby talerzami, bo.. bo jej się komputer zawiesił 🙂 durna ja.
        ach, i mówiłam, że moje małe to POTRAFIĄ, nie, że ROBIĄ codziennie 😀 wiele, wiele razy popędzam, ubieram, podaję itepe 🙂

        • Bardzo lubię południowy model rodzin. Tam chyba nikt nie choruje na depresję. Mają jakiś taki niski odsetek, rzędu 4,5-5% rozpoznanej klinicznej depresji. Ale, jak mówisz, rzucają te baby talerzami, wymachują rękami, wyrzucają to, co mają w środku od razu na zewnątrz i mają pozamiatane. Później i tak się kochają i przytulają. A nie jak u nas. Zanim powie się komuś co i jak to lata mijają. Przyjaciółka przyjaciółce kopie doły itd. No matko…

  • Ja dokonałam przymusowego wyboru, po trzech miesiącach miałąm tak mało pokarmu, że lepiej dla mnie i dla córki było przestawienie jej na MM 🙂

    • I właśnie. To Ty zdecydowałaś. I takie prawo powinna mieć każda z nas. Prawo mamy, ale często za te nasze wybory jesteśmy piętnowane. A tego właśnie nie powinno być.

  • Zgodzę się z tezą przewodnią, że każda matka ma prawo podejmować decyzje, jakie uważa za słuszne. I nic nam do tego, jak chce karmić, ubierać, nazwać, czesać czy wychowywać swoje dziecko. Zakładam na starcie – może naiwnie i idealistycznie – że każda matka dziecko kocha i chce dla niego jak najlepiej, choć jej „najlepiej” może być inne od mojego „najlepiej”.

    Ale jak słyszę hasło „terror laktacyjny” to śmiać mi się chce.
    Ustalmy fakty. Zalecenia WHO są jasne – 6 miesięcy wyłącznego KP, a dalej – wraz z rozszerzeniem diety – KP do drugiego roku życia i dłużej, jeśli dziecko i mama mają na to ochotę. To jest żywienie najlepsze dla dziecka zgodnie z naukową wiedzą na dziś.
    Tymczasem w Polsce – w tym kraju prowadzącym rzekomo terror laktacyjny – mamy karmiące piersią dłużej niż 6 miesięcy, już nie mówiąc o dzieciach rocznych czy dwulatkach są w znacznej mniejszości. Według raportu dotyczącego Karmienia Piersią w Polsce w 2015 roku dane są takie:
    karmione piersią (ale nie wyłącznie, co oznacza, że grupa ta obejmuje też dzieci dokarmiane mieszkanką) jest: 42% dzieci w wieku 2-6 miesięcy, 17% dzieci w wieku 9 miesięcy i 11,9% dzieci w wieku 12 miesięcy. Z kolei – jeśli chodzi o dzieci karmione TYLKO piersią – to według dostępnych badań lokalnych będzie to: 32% dzieci w 4 miesiącu i 3,7% w szóstym miesiącu.

    Nie wnikam w niczyje wybory. Przykro mi, że miałaś przykre doświadczenia w szpitalu. Ale własne doświadczenie nie musi oddawać sytuacji rzeczywistej i powszechnej – a badania dowodzą, że w szpitalach nagminnie dokarmia się dzieci, które tego nie potrzebują (w niektórych szpitalach dokarmia się nawet 95% dzieci!) Nagminnie podaje się mieszankę bez pytania mam, a czasem nawet wbrew ich woli. Nagminnie brakuje solidnej i darmowej porady laktacyjnej. To ma być terror laktacyjny?

    I jeszcze jedno – każdy może karmić tak, jak tylko chce. Nie przesądza to o byciu dobrą czy złą matką, bo można karmić piersią i bić dziecko, albo podawać mm i troszczyć się o nie jak o największy skarb. Chodzi tylko o to, żeby wybór między mieszanką i mlekiem mamy był wyborem świadomym, a nie wynikającym z niewiedzy, presji czy prania mózgu przez reklamy. I mówię to jako mama, która chciała karmić tylko do 6 miesiąca życia, bo naprawdę wierzyła, że po 6 miesiącu mleko modyfikowane, ze swoim wzbogaconym składem, żelazem i innymi pierdołami, będzie lepsze dla mojej córki. Ja na szczęście trafiłam na ludzi, którzy pokazali mi – opierając się na medycznych danych a nie widzimisię – że karmienie piersią po szóstym miesiącu ma wartość, ale znam mnóstwo dziewcząt, które swoją mleczną drogę zakończyły szybko i często wbrew woli właśnie z powodu braku rzetelnej wiedzy i wsparcia otoczenia.

    • Kilińska

      Oczywiście, że tak Ewelina. Pod karmieniem piersią podpisuję się wszystkim, co mam. Ale jestem zdania, że nie wolno nikogo oceniać, nawet jeśli wrzucimy mu tony wyników badań itd. I to jest właśnie ten terror. O tym mówię. O odmawianiu prawa do podjęcia własnej decyzji. O tym, że kobiety są piętnowane za wybór ww, cesarki itd. Można i trzeba mówić o dobrodziejstwach kp. Ale tym samym nie oczerniać nikogo za to, że robi nie tak, jak ktoś sobie to wyobraża. Czy Ty sobie możesz wyobrazić, że wystarczy, że dziewczyna pisząca blog pokaże się z dzieckiem w chuście i zostaje zaraz zalana, dosłownie zalana, krzykami, że a to nie tak zawiązała, a to nie tak dziecko leży, a to to, tamto. No ludzie!!! A jak inna pisze o mm, to natychmiast wylewa się na nią hejt, że jest taka i siaka, i owaka. Wśród matek dzieje się źle, Ewelina. I to nie jest moje widzimisię, ale fakty. Każda z nas ma swój rozum. Każda może powiedzieć, czy chce żeby dokarmiać czy nie. A wiele z nas, tak jak ta moja pani z sali, po prostu nie ma pojęcia, że może sama zdecydować.

    • Oczywiście, że tak Ewelina. Pod karmieniem piersią podpisuję się
      wszystkim, co mam. Ale jestem zdania, że nie wolno nikogo oceniać, nawet
      jeśli wrzucimy mu tony wyników badań itd. I to jest właśnie ten terror.
      O tym mówię. O odmawianiu prawa do podjęcia własnej decyzji. O tym,
      że kobiety są piętnowane za wybór ww, cesarki itd. Można i trzeba mówić
      o dobrodziejstwach kp. Ale tym samym nie oczerniać nikogo za to, że robi
      nie tak, jak ktoś sobie to wyobraża. Czy Ty sobie możesz wyobrazić,
      że wystarczy, że dziewczyna pisząca blog pokaże się z dzieckiem
      w chuście i zostaje zaraz zalana, dosłownie zalana, krzykami,
      że a to nie tak zawiązała, a to nie tak dziecko leży, a to to, tamto. No
      ludzie!!! A jak inna pisze o mm, to natychmiast wylewa się na nią hejt,
      że jest taka i siaka, i owaka. Wśród matek dzieje się źle, Ewelina.
      I to nie jest moje widzimisię, ale fakty. Każda z nas ma swój rozum.
      Każda może powiedzieć, czy chce żeby dokarmiać czy nie. A wiele z nas,
      tak jak ta moja pani z sali, po prostu nie ma pojęcia, że może sama
      zdecydować.

      • To prawda – my matki jesteśmy dla siebie okropne – zamoast zamiast solidarności i wsparcia wieczna krytyka i ataki. Ale nie ma we mnie zgody na mówienie o laktoterrorze w kraju, gdzie kp jest w bardzo kiepskiej kondycji. Zreszta mamy kp też słyszą, że są zboczone, zacofane, ekoświruski z wymionami, wywalające cyca itd. To nie jest laktoerror – to raczej matkoterror, jakaś fala okołomacierzyńskiego hejtu biorącego się z postawy „ja wiem najlepiej i zaraz cię oświecę”. Ogólnie wszystkim nam przydałoby się wiecej tolerancji i nie wciskania nosa w nie swoje sprawy. Tak po prostu 🙂

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    U mnie niestety z pokarmem było słabo:(

    • Kilińska

      Przykro bardzo. Czasem po prostu nie ma jak. 😊

  • Mam koleżanki, które po porodzie od razu dostawały leki na zaprzestanie laktacji, bo karmić nie chciały. Karmić piersią powinien ten kto chce i może. Ciężko się w to wtrącać…

    • Kilińska

      Jasne, że tak. Z punktu widzenia dziecka jasne, że KP ma więcej zalet niż mm. Ale to matka zdecyduje bo to jej dziecko.

  • Pani Rolnik

    Siostra zakonna doradcą laktacyjnym-serio?- jeblam….. A pomimo tego że karmię właśnie swoje drugie dziecko piersią podpisuje się pod Twoim tekstem wszystkimi konczynami. Przy pierwszym byłam zmuszona dokarmiac małą od 6 miesiąca.. ..i gdyby nie mm to by mi z głodu padła pewnie…..

    • Kilińska

      ❤❤I ona do mnie, słuchaj „ciśnij córeńko, ciśnij”. Karmiłam Martę rok. Musialam przestać ze wzgledu na zapalenie zatok i podane sterydy. Płakałam na myśl, że muszę ją odstawić. Co z tego..podalam mm i trzeba mnie obrzucić. No rozpacz.

      • Pani Rolnik

        ostatnio czytałam artykuł o tym że w PL ie ma terroru laktacyjnego. Nie kurwa, wcale (przepraszam). Nie wspomnę tu o tym że same „blogiery” do tego też rękę przykładają…..(nie wszystkie oczywiście). a szczegół, co ja tu będę prawić jak widzę że ty wiesz o co kaman…..

        • Kilińska

          Wiesz, to wszystko zamyka się w tym, że każda z nas ma prawo decydowac o tym sama. A odnosze wrażenie, że nam się to prawo odbiera. Promowanie KP jest jak najbardziej ok. Tylko dlaczego dzieje się to czasami z takim brakiem poszanowania dla decyzji matki. I jasne, powiedza „no ja nikogo siłą przecież nie zmuszam”. Racja. Ale sprobuj się przeciwstawić…

  • Super dzieciaczki

    Osobiście uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania. NIe lubię wszelakiego szufladkowania, ta to zła matka, ta dobra …

    • Kilińska

      Och, gdyby tak większość z nas myślała… byłoby cudownie,😊

Przeczytaj poprzedni wpis:
KSIĘŻNA KATE NIE MA PRAWA

Kate Middleton, mama dwójki maluchów, żona Williama. Czy różni się od każdej innej mamy z dwóją dzieci i mężem przy...

Zamknij