JESTEM ZŁĄ MATKĄ

A w sumie może jestem dobrą matką? A Ty? Jesteś złą matką, czy dobrą matką? Kto może w ogóle odpowiedzieć na to pytanie? Kto ma prawo i moc żeby powiedzieć nam czy dobrze, czy źle wychowujemy nasze dzieci? Dlaczego z chwilą kiedy rodzimy dziecko, ustawia się do nas długa kolejka "życzliwych" i każdy wie dokładnie, jak mamy je chować? I dlaczego wydaje się zupełnie oczywistym i innym przychodzi tak łatwo powiedzenie kobiecie w oczy "źle wychowujesz swoje dziecko" albo "jesteś złą matką"??

TO JAKIMI JESTEŚMY RODZICAMI, JEST W OGROMNEJ CZĘŚCI LUSTRZANYM ODBICIEM TEGO, JAKIMI RODZICAMI BYLI DLA NAS NASZE MATKI I OJCOWIE.

A czy w ogóle jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć "jaką jestem matką?". Skąd ja to mogę wiedzieć? To wie i czuje moje dziecko. I czy tu właśnie nie tkwi sedno sprawy? Że zarówno my, kobiety, matki, jak i nasze otoczenie, uzurpujemy sobie prawo do oceny tego, jakimi matkami i rodzicami jesteśmy. Oczywiście, że możemy powiedzieć: dobra matka, to taka, która dba o dziecko i troszczy się o nie. Zła to taka, która tego nie robi. Ale to są ogólniki. Z tym nikt nie dyskutuje. Ja mówię o tym, że kobieta może zostać złą matką kiedy dokonuje własnych wyborów. Innych niż te, których autorami są ci, którzy tak twierdzą. No i właśnie to nie ma najmniejszego uzasadnienia i sensu.

Za każdym razem kiedy słyszę, że jako matka powinnam to czy tamto albo, że coś robię nie tak, ciska mną po kątach. Czuję ucisk w dołku i pieczenie w gardle. I zawsze wtedy ciśnie mi się na usta "jakim prawem???!!!". Taka zwykle jest pierwsza reakcja. Jakoś zbytnio nie różni się ona jednak od tej, która następuje kiedy już trochę ochłonę. Ta ostatnia jest może nieco bardziej stonowana i nie rzucam kurwami w duszy na lewo i prawo. Ale wciąż lekko mną telepie.

Od kiedy jest Marta, cała masa osób miała i ma mi do wytknięcia całą masę rzeczy, które robię czy robiłam źle jako matka. Przyjmowałam to dosyć spokojnie i traktowałam bardziej jako rady niż krytykę. Ale z upływem czasu zaczęłam to odbierać jako ocenę mojego macierzyństwa. No i nie wypadałam najlepiej. Gdzieś z tyłu głowy zaczął mi się nawet pojawiać taki pomysł, że może jednak faktycznie jestem złą matką?

Aż przyszedł moment, kiedy postanowiłam jednak mieć to w dupie. Przeniosłam bowiem ciężar analizowania tego, co słyszałam, na znalezienie odpowiedzi na pytanie "dlaczego kobiecie, w tym przypadku mnie, NIE mówi się w czym jest świetna jako matka, co robi dobrze i jakie ma powody do dumy z samej siebie?". Rzadko też taka młoda stażem matka może usłyszeć "hej, w czym ci pomóc? czy jest coś z czym sobie nie dajesz rady?". Popatrz, jakie to dziwne jest, prawda?

Z jaką łatwością przychodzi innym, niestety najczęściej tym nam najbliższym – rodzicom, przyjaciołom, partnerom – wsadzanie nam szpil w tyłki i plecy, a tak ciężko im jest podać koło ratunkowe czy okazać życzliwość. Powiedzenie "jesteś złą matką" jest dla nich jak przekazanie informacji o pogodzie na czwartek.

CZASAMI MAM WRAŻENIE, ŻE KRYTYKOWANIE TEGO, JAKIMI JESTEŚMY MATKAMI, TRAKTOWANE JEST JAK OBOWIĄZEK PRZEZ TYCH, KTÓRZY "DOBRZE NAM ŻYCZĄ".

I z poczucia obowiązku wynika właśnie to, że tak często mają nam do powiedzenia co robimy źle. "bo przecież jeśli ja ci tego nie powiem, nie powie ci tego nikt inny!!". Fakt. Tylko czy na pewno trzeba mi to powiedzieć? A jeśli nawet, czy koniecznie w taki sposób i czy wiadomo, że ja na pewno chcę tego słuchać?

Rozmawiałam ostatnio z przyjaciółką o jakiejś schizie wynikłej z tego, co tam komuś kiedyś powiedziałam. Ona mi na to "powiedz to inaczej. posłuchaj: …". I miała rację. Nie tylko treść się liczy, ale i forma. A czasami, wśrod najbliższych, na tę formę się nie zwraca uwagi, no bo przecież jesteśmy najbliżsi, to i po co trzymać formy?? A jednak. Każdą krytykę, nawet tę najboleśniejszą, można sprzedać w sposób delikatny. Nie trzeba wywalać od razu "jesteś złą matką", albo "źle wychowujesz swoje dziecko". Ale to kwestia wyczucia, delikatności i szacunku do tego, komu się mówi takie rzeczy. A to już jest kwestia indywidualna, na którą pewnie rzadko mamy wpływ.

Z drugiej zaś strony, jeśli już werdykt zapadnie, kiedy dostaniemy tabliczki z oceną "zero", my, jako kobiety i matki, mamy parę rzeczy z tym do zrobienia. Mianowicie:

1. dopóki nie robimy naszym dzieciom cielesnej bądź emocjonalnej krzywdy, wszystko inne to nasz pomysł na wychowanie naszych dzieci i nic nikomu do tego, w jaki sposób dajemy sobie z tym radę;

2. nie możemy zabronić innym komentowania tego, czego są świadkami; nie wolno nam jedynie pozwolić na wchodzenie z butami w naszą przestrzeń bez żadnych ograniczeń i bez poszanowania naszych wyborów;

3. dopóki nie powiemy głośno, że owszem, nie jesteśmy wszystkowiedzące i popełniamy błędy, ale bardziej niż na krytykę czekamy na wsparcie i dobre rady, dopóty będą po nas jeździć, jak po nieheblowanej desce;

4. brak naszej reakcji na tego typu oceny, nakręca niekończącą się spiralę komentarzy na temat naszego macierzyństwa. Milcząc dajemy innym przyzwolenie na wylewanie na nas każdej ilości wody z pomyjami;

5. jak grom z jasnego nieba brzmi informacja skierowana do naszych rodziców, że wzorce rodzinne wzięłyśmy z własnego domu i z tego, jak my zostałyśmy w nim wychowane. I nie jest to wyłącznie kwestia kopiowania. Wiele naszych zachowań wynika bowiem z tego, że za wszelką cenę staramy się nie popełniać błędów własnych rodziców i tym samym wpadamy w kolejne, już własne dołki. Ponieważ tak mocno skupiamy się na tym, żeby "nigdy nie będę taka dla swoich dzieci", że tracimy zdrowy rozsądek i popadamy z jednej skrajności w drugą. Ale u podstaw, jak najbardziej, leży to, jakie dzieciństwo zafundowali nam nasi rodzice. I dobrze jest, kiedy będziemy im to uświadamiać tak często, jak oni będą chcieli przekonać nas, że nasze macierzyństwo jest, według nich, nic nie warte;

6. świadomość popełniania błędów przez nas, jako matki, jest kluczem do ich unikania i rozwiązywania. Nie ma ludzi nieomylnych i my nie jesteśmy matkami idealnymi. Ale też nasze dzieci takich matek nie potrzebują;

7. za żadne skarby świata nie bierz do siebie takiej krytyki (patrz pkt 1). Wiem, że "to nie jest takie proste". Ale można się tego nauczyć. Ja się nauczyłam. Trwało to trochę, ale doszłam do takiego stanu, w którym kompletnie, ale to zupełnie mnie nie to rusza. Jestem za to bardzo wyczulona i bardzo wdzięczna za to wszystko, co bierze się z serca i chęci faktycznej pomocy i życzliwości. Przymuję każdą radę i wsparcie, które ma na celu pomoc mnie, a nie wystawienie mi świadectwa z mojego macierzyństwa;

8. pamiętaj, że bardzo często taka krytyka nie wynika z faktycznej oceny sytuacji, ale z potrzeby poprawy własnego wizerunku: im więcej uda się wytknąć drugiemu, skrytykować go, nie rzadko poniżyć, tym więcej zyskuje się we własnych oczach. Ludzie potrzebują zbudować sobie jak najbardziej liche tło, a wtedy sami wypadają na nim całkiem nieźle, nawet jeśli sami są mocno nadwątleni;

9. odzywaj się, mów, reaguj – jedynie w ten sposób uwolnisz się od osądów, jaką matką jesteś;

10. kiedy zaczynam się zastanawiać, nieco abstrakcyjnie, ale jednak, kiedy będę wiedzieć, jaką matką jestem, to im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że odpowie mi na to moja dorosła już Marta. I to nie mówiąc mi o tym. Ale tym, co będzie łączyło ją i mnie, kiedy będzie już dojrzałą kobietą. Jakie będą nasze relacje? Ile miejsca w jej życiu będzie dla mnie? Ile miejsca ona będzie chciała żebym ja zajmowała? Ile miłości, zaufania, szacunku i tego wszystkiego co ja teraz, czasami niezdarnie i nieumiejętnie, próbuję w nią włożyć, ona będzie kiedyś zwracać sobie, światu, ludziom, a przy okazji i mnie?

Bo dzisiaj jestem "nacudowniejszą mamunią na świecie" i to szczególnie wtedy, kiedy na pytanie "czy mogę dwie gałki?" pada odpowiedż "tak kochanie, możesz" 🙂

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook10Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
Przeczytaj poprzedni wpis:
PO CO CI PORZĄDKI

No jasne, że o tym musi być. Od dwóch miesięcy, a nawet dłużej, o niczym innym ze mną nie można...

Zamknij