MAMA CZY PRZYJACIÓŁKA

Jeszcze kiedy byłam siuśką taką, co to naście lat miała, wiele razy od moich koleżanek słyszałam, że z ich matkami łączy je przyjaźń. Wtedy, chyba tak mi się zdaje, zazdrościłam im tego, nie w kontekście przyjaciela, bo sama nie mogłam narzekać na brak takowych w moim ówczesnym życiu, ale o tę relację z mamą. Dzisiaj zapytałabym, no dobrze, to w końcu to jest Twoja mama czy przyjaciółka? I o ile z perspektywy nastolatki taki związek może się wydać atrakcyjny, tak dzisiaj, kiedy jestem matką, to słysząc, że „córka jest moją przyjaciółką”, a ta córka właśnie jest w wieku nastu, to powiem Ci, że mocno się dziwię. I jest to dla mnie ostro nienaturalny związek. I jeszcze raz zadaję pytanie: to w końcu mama czy przyjaciółka?

Czym różni się przyjaciółka od matki?

I taka mi teraz scena przychodzi do głowy: pamiętam, jak porzucona przez jakiegoś Jego, jechałam setki kilometrów żeby wypłakać się mojej ówczesnej przyjaciółce. Miałam ze sobą torebkę, a w niej butelkę wina i trzy paczki papierosów, bo zapowiadało się sporo emocji, które no jakoś trzeba było spalić. No i kiedy się już wyściskałyśmy i zostawiłyśmy na sobie rozmazane wstęgi tuszu do rzęs, zasiadłyśmy do konsumpcji i użalania się nad moim losem. Trwało to jakieś szesnaście godzin prawie. Obudził nas mąż przyjaciółki, kiedy próbował przebić się przez gąszcz butelek i kartonów po pizzy, które być może i służyły nam jako koce. Bo po to właśnie między innymi są przyjaciele: żeby móc do nich zadzwonić w środku nocy, bo duchy.  Żeby się wyryczeć, przeklinać wszystko na czym świat stoi, bo jakiś palant zostawił nas dla dzierlatki, co mu wannę myje. Żeby usłyszeć, że żadna lafirynda nie jest lepsza od nas. Żeby znaleźć wsparcie, kiedy jest nam źle.

I przyjaciele rozumieją swoje światy. Czy mój świat, dorosłej kobiety, będzie w stanie zrozumieć siedmio- czy ośmiolatka? A czy ja zrozumiem jej świat ?

I teraz oczami wyobraźni widzę moją córkę za jakieś siedem-osiem lat. Ma piętnaście lat. A ja załóżmy, tak jak dzisiaj, czterdzieści cztery. I dzieje się jakaś podobna tragedia w moim życiu. I co? Idę do niej, z paczką fajek, winem, siadam i mówię „kochanie, tatuś, palant, zostawił mnie dla tej spod piątki. pomóż mi?. No nie. Ja odpadam. Jakie mam prawo obarczać ją moimi niepowodzeniami?

Nie nadaję z moim dzieckiem na tych samych falach emocjonalnych. Nie tego oczekuje ode mnie moja córka. Nie przyjaźni, a relacji o wiele głębszej, bardziej odpowiedzialnej i o wiele bardziej ważnej dla niej niż przyjaźń. Mam jej zbudować fundamenty pod jej dorosłe życie. Mam jej pokazać, gdzie są granice, tak żeby czuła się bezpiecznie. Mam ją rozliczać z wychodzenia poza te granice nie dlatego, że ze mnie suka jest, ale dlatego, że ma się ode mnie dowiedzieć, że przekraczanie tych granic niesie ze sobą określone konsekwencje. Mam tak ją przygotować do dorosłego życia, żeby kiedy stanie się samodzielna potrafiła dokonywać właściwych, bezpiecznych i najmądrzejszych wyborów.

Przyjaciele nie pełnią takiej roli. Nie stawia się przed nimi takich wymagań. Są wsparciem, oparciem, powiernikami. Ale przyjaciele nie uczą nas dorosłego życia. Nie prowadzą za rękę ku dojrzałości. Nie rozliczają nas z błędów i nie pokazują nam w jako sposób możemy się na tych błędach uczyć. To robią rodzice.

Czy w takim razie można zbudować taką relację, ale wyłącznie jednostronną? Że to nasze dziecko będzie miało nas za przyjaciela, a my jego niezmiennie za dziecko?

Większość woli się przyjaźnić?

Ale okazuje się, że mogę być w mniejszości. Jakiś czas temu, przy okazji pisania pierwszego bloga, to raczej wieki temu, spytałam na blogu i jednocześnie moje znajome z nastoletnimi dziećmi właśnie o te relacje: mama czy przyjaciółka? I ku mojemu, już wtedy, zaskoczeniu, większość z nich wybierała przyjaźń. Kiedy spytałam, co w takim razie robią, żeby być przyjaciółmi swoich dzieci, jako pierwsze padało, że są „spoko”. No, ok. Czyli ja spoko nie jestem i nie będę. Ale co to jest to „spoko”, pytam? No więc tak: jak najmniej zakazów, generalnie w ogóle ich nie ma. No bo kumple nie robią sobie pod górę, co ziom? Nieograniczona swoboda jeśli chodzi o zasady panujące w domu: zero obowiązków, zero ograniczeń, totalny luz. Ortodoksi przyjmowali nawet styl bycia własnych dzieci, dobierając słownictwo tak, żeby nadawać slangiem nastolatka. Desperaci natomiast zadzierzgiwali nici przyjaźni z koleżkami-nastolatkami własnych dzieci. Jedna z matek zwierzyła mi się nawet, że świadomie przeszła na stronę „psiapsiółki” bo inaczej nic by nie wiedziała o życiu własnej córki. I wykorzystuje tę relację jedynie po to, żeby mieć kontrolę nad życiem własnej córki. A poza tym no jest ciekawa co się u niej dzieje. I kiedy delikatnie podsunęłam jej myśl, że to chyba świadczy o tym, że jako matce to niewiele jej ufa, odpowiedziała, że ma to w nosie, bo i tak wychodzi na jej.

Pomyślałam wtedy i myślę teraz, cóż. No może i tak można. Tylko co się dzieje, kiedy przyjdzie w życiu dziecka taki moment, kiedy będzie jednak potrzebował rodzica, mamy, nie przyjaciółki? Kiedy będąc jeszcze dzieckiem, szczeniakiem – w dobrym tego słowa znaczeniu – nastolatkiem będzie chciał, żeby ktoś dorosły powiedział mu co ma wybrać? Gdzie iść? Co jest dla niego bezpieczne? Czy jeśli jego rodzic, mama, nadaje z nim na fali  „joł-ziom” lub „stara, ale zajefajny masz ten lakier do paznokci, no weź przestań” przyjdzie do niej? Nie sądzę. Skąd to dziecko jeszcze będzie wiedzieć czego może oczekiwać i wymagać od innych, skoro nikt od niego niczego ani nie wymagał, ani nie oczekiwał?

Dzisiaj, kiedy ja mam swoje lata, a moja mama zbliża się do osiemdziesięciu lat, być może udałoby nam się nawiązać taką nić przyjaźni. Nadajemy bowiem już na podobnych falach emocjonalnych. Łączą nas doświadczenia bycia matką, odpowiedzialności z tego wynikającej, życia w świecie dorosłych. Ale to nie jest coś, co jest mi niezbędne. I mojej mamie też. Dlaczego? Bo ona ma swoje przyjaciółki i ja takie mam również. Przez te wszystkie lata, moja mama stworzyła swoje intymne światy z dziewczynami, które poznała mając dziewiętnaście lat i do dzisiaj pozostają w zażyłej przyjaźni. Ja moje mam przy sobie od trzydziestu, dwudziestu i dziesięciu lat. I nie pragnę wciągać w ten mój świat mojej mamy.

Ja więc zostaję przy tym żeby dać mojemu dziecku coś o wiele bardziej cennego niż przyjaźń: siebie jako mamę. Tę magiczną więź, na której będzie w dużej mierze opierać się jej dorosłość. Do tego dołoży swoje jej tata. I wiemy, że jeśli zrobimy to jak należy, jeśli nie damy ciała, ona nam za to będzie bardzo, ale to bardzo wdzięczna. Bardziej niż jeśli byśmy chcieli za wszelką cenę zostać jej przyjaciółmi.

A sama będzie miała swoje przyjaźnie. Te najpiękniejsze, najcudowniejsze, pełne babskich sekretów, których ja nie chcę znać. Ale chcę żeby wiedziała i czuła, że kiedy tylko będzie miała taką potrzebę, będzie mogła przyjść do mnie i z nich się zwierzyć. A ja nigdy nie zawiodę jej zaufania. A patrząc na nią dzisiaj, kiedy ma siedem lat i krąży wśród tej samej gromadki dzieci od kiedy skończyła 2 i pół roczku, to dobrze rokuje. I niech każdy trzyma się swojej roli.


A Ty, czego się trzymasz? Do kogo Ci jest bliżej? Do mamy czy przyjaciółki?

zdjęcie: Alan Cruk, snapwire

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook16Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Tak się zastanawiam czy te „spoko” mamy zdają sobie sprawę z konsekwencji swojego zachowania.
    Dziecko musi miec role model, wsparcie i przewodnika w roli rodzica. I na pewno nie da się tego połączyć z byciem best friend imo.
    Bardzo trafne przemyślenia Niedomowcu 🙂

    • Kilińska

      Moja 💚

  • Ja jestem mamą i zawsze będę mamą. Zastanawia się czy to dlatego, że mam synów? Bo relacja matki z synem jest zupełnie inna niż matki z córką. Zwłaszcza jak synowie są zupełnie małoletni. Ciekawe…

    • Kilińska

      w punkt. ja się czasami zastanawiam jaką mamą byłabym dla syna? czy w ogóle coś bym rozumiała z jego świata, jego potrzeb, marzeń itp? czy przy synach ojcowie odgyrwają dużo większą rolę niż przy córkach? i ile jest prawdy w tym co kiedyś powiedziała moja znajoma, mama dwóch synów, że „jeśli masz syna, wychowaj go tak, jakby miał zostać Twoim mężem”. A ja dorzuciłam do tego „i zięciem”. co myślisz? cudownego dnia

      • Przy moim starszym synu największą rolę teraz odgrywa jego przyjaciel (9 lat mają), wzajemnie się wychowują, a my, ich mamy, sobie to po cichutku obgadujemy i ustalamy, jak nimi trochę pokierować, bez ingerowania w ich niezależność. Bardzo mi odpowiada taka rola 🙂 Tak, zdecydowanie chciałabym żeby moi synowie byli podobni do ojca, czyli męża, chciałabym też, żeby byli podobni do mojego ojca i brata, więc sporo do zrobienia jest. Co do zięcia to ciężko mi się wypowiedzieć z racji braku córki 🙂

        • Kilińska

          to oczywiste z zięciem 🙂 ja, jako mama córki, chciałabym, żeby właśnie trafiła na takiego TEGO jedynego, który byłby tak wychowany przez rodziców. ale do tego jeszcze ho, ho. jak to pięknie brzmi „pokierować, bez ingerowania w ich niezależność”.. cudnie 🙂

           

  • Moja córa ma lat 25. I myślę, że jestem dla niej choć w części przyjaciółką. I nie jest to przyjaźń jednostronna. Ja też się mogę wygadać i usłyszeć radę 🙂 A jeszcze nie dawno, jak pisze Basia z Babowini, byłam wszystkim.

    • Kilińska

      To przepięknie we własnych dzieciach mieć oparcie i wsparcie. Zbudowanie takiej relacji to moim zdaniem ogromny sukces rodzica. Podziwiam Ula.

  • babownia

    Mam mętlik w głowie, kiedy mam w krótkim komentarzu napisać co myślę. Bo nie potrafię powiedzieć jednoznacznie kim chcę być dla swojego dziecka. Myślę, że mamą i przyjaciółką i silnym ramieniem i mentorką i kołem ratunkowym i ścianą płaczu i bankiem 🙂 Wszystkim po trochu … Moje najstarsze powiedziało mi dzisiaj o swoich odważnych biznesowych planach, średnie poprosiło, żeby dosłać kasę bo zabrakło na studenckie życie, a najmniejsze wyjęło sobie zęba 🙂 Tak bardzo różną mamą jestem i tak różne mam role 🙂 Piękny wpis <3

    • Kilińska

      No to.masz powiem Ci rozstrzal. I jak Ty dajesz rade, moja droga?? Ja czasami ledwo zataczam koło wokół świata mojej jednej. Podziwiam. Piękna jest mentorka, ściana płaczu i bank w jednym. Ściskam 💚

  • Moje córki mają 3,5 i 5,5 lat – i myślę, że teraz moją rolą jest też usunięcie się, aby nawiązywały swoje pierwsze przyjaźnie na podwórku, placu zabaw czy na wakacjach. A jednocześnie i przede wszystkim – zbudowanie relacji głębokiej i opartej na zaufaniu, która, mam nadzieję, przetrwa trudniejsze momenty, kiedy będą nastolatkami… A, sądząc po charakterach – będzie to ciekawy okres!

    • Kilińska

      Przepięknie mówisz o tym usunięciu się. To jest tak rzadkie dzisiaj. Ile się napatrzyłam na mamy na placach zabaw „no ale pobaw się z dziewczynką. porozmawiaj. dziewczynko jak masz na imię? pobawisz się z Anią? No chodź. pobawicie się razem”. Wiem, że czasami to wydaje się niewinne zachęcanie do wspólnych zabaw. Ale czasami wygląda to żałośnie wręcz i smutno, kiedy dziecko kompletnie nie przejawia żadnego zainteresowania równieśnikami czy współpiaskowaczami, a rodzice dwoją się i troją, żeby tylko się pobawili razem. Czy to aby nie działa w odwrotną stronę?

      Ja też „nie mogę” doczekać się wieku nastolatki….oj :))))))))) ściskam Cię Asia mocno.

  • Moja córka ma 8 lat, urodziłam ją w młodym wieku i zawsze słyszałam, że będziemy przyjaciółkami, bo nie ma nic lepszego jak młoda mama …. choć różnica wieku między mną a moją Młodą to niespełna 18 lat, to jednak utrzymujemy relację jako mama i córka. Moja córcia ma do mnie zaufanie, może przyjść i się wygadać, ale od zabawy i plotek ma koleżanki z klasy z którymi się przyjazni.
    jestem mamą od przytulania, całowania i pocieszania ale też od karcenia i napominania 😉

    • Kilińska

      Jakie fajne:)))) tak, to dwie zupełnie inne relacje. pytanie na przykład, czy można być jednocześnie i mamą, i przyjaciółką?

  • Jakoś tak ośmieliłaś mnie do zwierzeń – do przyjaźni tylko przyjaciele, a do zrozumienia matka, ale przyjaźni życzę też mojej mamie, której chyba tego w życiu brakuje i dlatego obciąża swoimi sprawami całą rodzinę. Bardzo ważny temat poruszyłaś tym postem 🙂

    • Kilińska

      no właśnie Ola. to jest bardzo ważna kolejna sprawa z tym związana: relacje ludzi dorosłych, przenoszenie tego na dzieci i członków rodziny. ale to jest temat wielki. i też strasznie ważny. ściskam mocno.

Przeczytaj poprzedni wpis:
DLA DZIECKA NAJWAŻNIEJSZE

Pisze do mnie Niedomowa, że przeczytała mój tekst o poradach - TEN - i od razu po przeczytaniu stanęło jej...

Zamknij