KURS NA MATKĘ

Żeby zostać adwokatem trzeba skończyć studia prawnicze, co trwa pięć lat po czym zrobić trzy lata aplikacji. Żeby zostać lekarzem w danej specjalizacji potrzeba sześciu lat studiów medycznych i kolejnych sześciu na tę specjalizację. Ba, żeby zostać księdzem trzeba się zamknąć na trzy lata w seminarium (to nie to samo co solarium, choć z jednego i drugiego wychodzimy bardziej czarni). Każdy z tych zawodów dotyczy wąskiego fachu. Pomińmy dyskusję o tym, czego uczą duchownych, a czego nie. I tak sobie myślę, czy jest kurs na matkę? Czy ktoś wie jak przygotować się do bycia mamą albo ojcem?

Kiedy jest najlepszy czas na dziecko?

Nie ma takowego. Po prostu. No bo jak można ocenić kiedy jest ten najlepszy moment na wyrywanie sobie włosów z głowy dzień po dniu, kępka po kępce?? A tak właśnie czuje się dziewięć na dziesięć kobiet na kilka dni i tygodni po urodzeniu dziecka. Nic kurna nie wiesz. Nic nie rozumiesz. Przewiniesz, nakarmisz, odłożysz…ryczy. Weźmiesz na ręce…ryczy. Cokolwiek innego…ryczy. Raz robi na zielono, raz na różowo. Dlaczego???

Lepsza starsza niż młodsza?

Wiek nie jest gwarancją udanego rodzicielstwa, macierzyństwa w naszym przypadku. Urodziłam Martę kiedy miałam trzydzieści osiem lat. Teoretycznie powinnam wiedzieć wszystko. Nie wiedziałam nic. Miałam siano zamiast mózgu. Panikowałam przy byle zagadce typu „no to co teraz?”. Wszystko było jednym wielkim znakiem zapytania. Pamiętam pierwszą noc i to pytanie „jak ja mam ją uśpić? czy ona sama zaśnie, czy to ja mam ją jakoś lulać?”. Bez opieki położnych czułam się jak ryba w aptece. „czy tak ma być, czy nie? czy dobrze to robię? skąd mam wiedzieć? przecież ona nic nie powie, bo nie umie mówić”. I tak w kółko. Całe moje trzydziestoośmioletnie doświadczenie życiowe mogłam wyrzucić do kosza.

To jak przygotować się do bycia mamą?

Napełnij zamrażarkę. Jedzeniem dla Ciebie i ojca dziecka. Najlepiej gotowcami od babci, mamy, siostry czy przyjaciółki. Wyszukaj z dowozem do domu: fryzjera, kosmetyczki, pani do sprzątania, prasowania i do gotowania. Jeśli masz psa znajdź kogoś, kto za pięć zeta będzie wychodzić z nim na spacer. Kup opaskę na oczy do snu. To będą najlepiej wydane pieniądze przez następne pół roku. Obczaj najlepsze zakupy spożywcze on-line. Zaprzyjaźnij się z listonoszem – poproś żeby przynosił Ci polecone do domu, żeby nie przegapić leżących w skrzynce awizo. Ustal grafik z Tobą poza domem. Zanim urodzisz zacznij szukać niani. Ta kobieta utrzyma Cię przy życiu, więc warto się przyłożyć. Przeproś znajomych, przyjaciół i rodzinę. Wkrótce dowiedzą się za co. Przeproś siebie. Zrozumiesz z czasem. Naucz się mówić „proszę o …”, „nie”, „za chwilę”, „ja”, „dla mnie”, „nie obchodzi mnie to”, „jutro”. I wybacz sobie. To jest najtrudniejsze. Zrób to zanim urodzisz, bo potem zapomnisz.

Mów i dziel

Nie wszystko będziesz musiała robić sama. Ba, poza karmieniem piersią, jeśli się na nie zdecydujesz, wszystko inne będzie mógł za Ciebie zrobić ktoś inny! Ta daaam!! Niespodzianka! Ja popełniłam tragiczny w skutkach błąd: wzięłam wszystko na siebie. I zapłaciłam za to ogromną cenę, ba. Po ośmiu latach wciąż za to płacę. Nie ma nic gorszego dla nas samych, niż wszystko robić najlepiej. Wkładamy siebie w homonto bycia mistrzem we wszystkim, co dotyczy dziecka. Ja odebrałam mojemu decyzyjność począwszy od przewijania, a skończywszy na tym, jak miał ją trzymać na rękach. Koszmar. Póki dziecko jest jeszcze niekumate, co się wokół dzieje, to pół biedy, bo najbardziej cierpisz Ty, z czego oczywiście nie zdajesz sobie sprawy. Ale później, ta schiza robienia wszystkiego najlepiej, udziela się dziecku i jego ojcu. Dziecko bowiem zaczyna patrzeć na tego drugiego rodzica jak na kompletnego nieudacznika. Skoro mamusia wszystko umie najlepiej, to tata jakiś taki trefny jest, co? Traci do niego zaufanie. Często w jego obecności czuje, że to ono musi przejąć stery i zaczyna rządzić najpierw tatą, a później całą rodziną. My natomiast, wszystko robiące najlepiej mamy, kręcimy same na siebie bat. Prędzej czy później zaczniemy prosić o pomoc. Bo ile można tak samej i samej? Ale wtedy odpowiedź będzie jedna „ty to zrób. ja nie umiem”. I nie dlatego, że nie potrafi. Bo wbrew pozorom coś tam ci nasi faceci mają w głowie. Ale dlatego, że odechce im się walczyć o swoje. I dlatego, że my utrwaliłyśmy w nich przekonanie, że nic nie muszą, nic nie potrafią, a my zawsze na posterunku.

Nie bój się

Że popełnisz błąd. Że nie wszystko będziesz wiedzieć. Że będziesz miała dosyć. Że bycie matką przestanie Ci wystarczać. Nie bój się mówić o tym, co się z Tobą dzieje. Nie bój się, że chętniej będziesz dźwigać siaty z Biedry niż siedzieć z dzieckiem. Że będziesz chciała przeprowadzić się do większego mieszkania tylko po to, żeby mogła zamieszkać z wami niania. Że nie zaboli Cię, kiedy dziecko do opiekunki powie „mama”. Nie bój się co powie ciotka Janka kiedy zobaczy, że karmisz noworodka sztucznym mlekiem. Albo że zdecydujesz się wrócić do pracy po trzech miesiącach. Obojętne jaką decyzję podejmiesz, dopóki nikt na tym nie ucierpi, miej w dupie, co sądzą o tym inni. Nie jesteś po to, żeby komukolwiek, oprócz siebie, dogadzać. Chcesz przeżyć? Wrzuć do swojego słownika słowo „egoizm”.

Przyjaciółka

Twoje koło ratunkowe. Twój spowiednik. To jej będziesz potrzebować najbardziej. Bardziej niż snu, jedzenia czy tlenu. O każdej porze dnia i nocy. Czy zadzwonisz o szóstej rano czy trzy godziny po północy, ona zawsze odbierze. To jej pierwszej powiesz, że nie masz już siły. To ona będzie wiedziała, kiedy spytać się czego Ci potrzeba. I to jej odpowiesz szczerze na to pytanie. To dla niej zawsze Ty będziesz ważniejsza niż Twoje dziecko. I to ona będzie Ci to mówić zawsze, kiedy będziesz potrzebować to usłyszeć. Dzięki niej nie będziesz czuła się samotna. To ona postawi Cię do pionu, albo położy się obok, kiedy nie będziesz miała ochoty wstawać. To jej nie będziesz musiała się bać ze swoimi lękami o wszystko, co nowe. To ona umyje Ci głowę, pierwszy raz od dwóch tygodni. To ona umówi Cię do kosmetyczki i przyniesie rogalika na śniadanie do łóżka. To jej nie będziesz musiała dziękować. To dla niej zrobisz kiedyś dokładnie to samo.

Zmienia się wszystko

Jeśli nie od razu, to po jakimś czasie na pewno. Już nigdy tak samo nie spojrzysz na swoje życie i świat tak, jak przedtem. Nigdy nie będziesz myśleć o sobie tak, jak jeszcze miesiąc wstecz. Nic nie będzie Ci tak smakować, jak dawniej. Odkryjesz w sobie rzeczy, o których nie miałaś pojęcia. Jedne pokochasz od razu. Za inne się znienawidzisz. Stwierdzisz nagle, że najlepszą metodą na sen jest jego brak. Po czym kiedy już uda Ci się usłyszeć kilka minut błogiej ciszy, którą będziesz chciała wykorzystać na odpoczynek, przypomnisz sobie, że masz niepozmywane, a w pralce czeka pranie sprzed dwóch dni. I choć będziesz płakać z niemocy, wsadzisz ręce w te gary. Jakieś dwa, trzy lata później zrozumiesz jak bezsensowne jest to, co robisz. Być może nie będzie jeszcze za późno.

Lepisz z surowej gliny

Wielu rodziców pragnie, żeby ich dzieci zostały profesorami, górnikami, lekarzami czy spadochroniarzami. I choć wydaje nam się, że mamy wpływ na przyszłą drogę naszych dzieci, tak naprawdę nie mamy żadnego. Zrobią dokładnie to, co będą chciały. W sytuacji, kiedy wybiorą to, co my mieliśmy dla nich upatrzone, będziemy odczytywać to jako nasz sukces rodzicielski. One, nasze dzieci, jeśli wyrosną na inteligentne jednostki, nie będą nas z tego błędu wyprowadzać, żeby nie burzyć szczęśliwości staruszków. Ale to one dokonają tych wyborów. To będzie ich decyzja. I nawet wtedy, kiedy są jeszcze maluchami, już doskonale wiedzą, czego chcą. Naszą rolą jest im w tym nie przeszkadzać.

Ciało i dusza

Macierzyństwo, na każdym etapie, jest sumą tego co fizyczne i tego, co emocjonalne. Na początku często idą ze sobą w parze, bo i ciało odmawia posłuszeństwa i głowa szaleje. Nigdy natomiast nie ma to nic wspólnego z tym, jak kochasz swoje dziecko. Nawet jeśli padasz na twarz, rzucasz kurwami na lewo i prawo, chcesz wyjść i zostawić to w cholerę, nie znaczy to ani na jotę, że Twoje uczucia do dziecka wahnęły się choć o pół stopnia. Twoje ciało będzie gdzieś w Kielcach. W głowie będziesz miała papkę zamiast mózgu. Ale serce będzie bić niezmiennie mocno.

Pogódź się

Ze sobą i z tym, że nigdy nie będziesz matką doskonałą. Perfekcyjną. I wiesz co? Nie musisz taka być. Nigdy. Dlaczego? Bo Twoje dziecko nie potrzebuje akurat tego. Ogólnie rzecz biorąc Twoje dziecię ma to gdzieś, bo chce … Ciebie. Takiej, jaką jesteś. W zupełności mu wystarczysz właśnie taka. Częściej również niż rzadziej będzie potrzebować bardziej Ciebie niż czegokolwiek innego. Niż pary nowych, kolejnych butów czy drogiej sukienki. Nie nawołuję do ascezy, ale do spojrzenia własnemu dziecku w oczy. Tam zobaczysz dlaczego warto żebyś nigdy nie dowiedziała się jak przygotować się do bycia mamą i jak bardzo doceniać to, że właśnie dlatego, że zaskakujące na każdym kroku, macierzyństwo jest tak cudowne. I nie da się go z niczym porównać.

Kocham Cię, mamo.

Wszystko razem

Macierzyństwo to również czas, w którym doświadczysz największych huśtawek uczuć i emocji. Jednocześnie będziesz czuć miłość, wyczerpanie, radość, smutek, niepewność i dumę. To wszystko razem będzie się mieszać, wybuchać, przychodzić falami. Jedno pozostanie natomiast przez ten cały czas niezmienione: będziesz mamą. I obojętne czy się do tego przygotujesz czy nie, ile błędów popełnisz, a ile Cię ominie, pewne jest jedno: jesteś i będziesz najwspanialszą mamą dla Twojego dziecka. Nie zapominaj o tym. Nigdy.

 

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook1Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Jest kurs na rodziców – ale (niestety) tylko adopcyjnych. Niestety, ponieważ uważam, ze tak naprawdę każdej parze by się on bardzo przydał – choć nawet kilka miesięcy takich warsztatów nikogo nie jest w stanie uchronić przed pomyłkami, błędami wychowawczymi, totalnym znużeniem i zwątpieniem we własne rodzicielskie siły. Dlatego bardzo podoba mi się Twoje podejście do tematu ! Trzeba nad sobą pracować i zmieniać na lepsze to, co względnie zmienić można – ale również pogodzić się, że pewne rzeczy są niezależne od nas i że nigdy nie będziemy w stanie ogarnąć wszystkiego „książkowo” i tak, jak to sobie wcześniej wyobrażaliśmy 🙂

    • Ha widzisz. Wysłałam dziesiątki, serio, dziesiątki propozycji prezentacji o prawdziwym macierzyństwie do szkół rodzenia w całej Polsce. NIKT nie jest zainteresowany, ponieważ „prezentacja odbiega od tematyki wykładów w ramach zajęć”!! Paradoks – rozmowa o macierzyństwie ma się nijak do tego, co czeka rodziców po przyjściu na świat ich dzieci?? Ale widzisz, takie jest dzisiaj nastawienie.My na naszej szkole rodzenia dowiadywaliśmy się wyłącznie o tym, co czeka nas fizycznie: poród, karmienie, połóg itp. Nie było mowy o tym, o czym piszesz. To było osiem lat temu. Dzisiaj, jak widać, jest podobnie. Ale mam nadzieję, że w końcu jakieś drzwi wyważę 🙂

  • Joanna Kołpak

    Jej, ja pierwsze dziecko też urodziłam jak miałam 38 lat, a drugie jak miałam 40. Trudno powiedzieć kiedy jest lepiej i trudno to czasami zaplanować. Moje życie akurat tak się potoczyło, że padło na późne macierzyństwo i jest wspaniale 🙂 Oczywiście z przerywnikiem na gorszy dzień 😉

    • No to wiesz o czym mówię. Ja nawet wole sobie nie wyobrażać co by było gdybym urodziła wcześniej. Ale to tak samo jak kiedy miałam 26 lat nie wyobrazalam sobie jak można miec male dzieci w wieku 40 lat. Znam mamy, które miały dzieci jeszcze jako nastolatki i były i są wspaniałymi mamami. Po prostu nie ma reguły. 😊

  • Marcin Dębowski

    Macierzyństwo wiąże się z wieloma aspektami, ciężko na wszystkie problemy się przygotować. Jednak warto czasem przeczytać właśnie takie artykuł.

    • Dziękuje Marcin. No właśnie. Nawet jak się wydaje, że się okopałeś ze wszystkich stron wypada cos nieoczekiwanego.

  • Fantastyczny i prawdziwy wpis. Mi się wydaje, że właśnie im później decydujesz się na dziecko tym gorzej. Bo jesteś już bardziej świadoma, naczytałaś się książek, dziecko jest często długo wyczekiwanym darem i nagle jak zaczynają się problemy to panikujesz na maska. Młodsze mamy podchodzą do tego bardziej na luzie. Przynajmniej tak mi się wydaje.
    Ja po narodzinach Karoliny też wszystko wzięłam na siebie, ale z racji tego, że nie mam nikogo tutaj do pomocy, bo rodzice i teściowie mieszkają daleko, a znajomych nie chciałam prosić. Na szczęście do dzisiaj bardzo pomaga mi mąż.

    • Dziękuję Olga. Cenne dla mnie jest to, co piszesz. Masz rację, gorzej jeszcze z jednego powodu: mniej siły. Pamiętam jak pojechaliśmy gdzieś we czwórkę ze znajomymi. I panowie rozmawiają przy wódeczce „wiesz, my mamy przesrane w zasadzie. tym naszym to się po prostu już nic nie chce”…byłyśmy z koleżanką w jednym wieku:)))) to cudownie, że masz wsparcie w mężu. Mój nie-mąż wziął na siebie prawie calusieńką stronę rozrywkowo-zabawową. Mnie wyobraźni starczyło na trzy lata. On ma zasoby na kolejne piętnaście, albo i więcej.

  • Macierzyństwo to brzmi tak pięknie, oczywiście jest piękne, ale dla kobiety/dziewczyny która pierwszy raz zostaje matką może to być „lekki” szok 🙂 Ja także wychowanie obydwu córek wzielam w 100% na siebie. Z perspektywy czasu patrząc, mogłam choć troszkę obowiązków przekazać mężowi, czy poprosić babcię. Jednak ja uwazalam ze nikt nie zrobi tego wszystkiego tak dobrze jak ja sama. Nie zaluje, jednak teraz nie ktore rzeczy zrobilabym inaczej.

    • Wiesz, czasami chciałabym przenieść się w czasie żeby pogadać ze sobą na kilka dni przed porodem. Dzisiaj, z perspektywy tych ośmiu lat, brakowało mi kogoś, kto pogadał by ze mną o tym, co naprawdę mnie czeka, albo co może mnie czekać. Na co mam się przygotować. Na co zwrócić uwagę. Co jest nie ważne, co najważniejsze. Szkoda, no. Ale ważne, że teraz to wiem. I, że mogę i chcę się tym dzielić. Choć opór czasami jest wielki. To chyba właśnie jest dobre, że wiemy, że można inaczej. Ściskam

Przeczytaj poprzedni wpis:
Z MAMĄ

Jak spędzać czas z dzieckiem? Gdzie pójść? Co zobaczyć? Musi być atrakcyjnie. To na pewno. Można urządzić jakieś super przyjęcie...

Zamknij