MAMO, JESTEŚ WARTA

Przeczytałam ostatnio takie pytanie „czy czujesz, że jesteś ok. taka jaka jesteś?”. Proste, co? W jak prosty, łatwy i nieskomplikowany sposób można zapytać samą siebie „jak się ma moje poczucie własnej wartości”? A jeśli odpowiedź nie jest jednoznaczna? Jeśli pojawia się „w sumie tak, ale…”. To jak zrobić tak, żeby to „ale się nie pojawiało? Co zrobić, żeby na to proste pytanie „czy jestem ok. taka jaka jestem?”, odpowiedzieć „oczywiście. jasne, że tak”.

Co to jest, to poczucie własnej wartości?

Nie da się jednocześnie nie akceptować i nie kochać siebie i być wsparciem dla własnych dzieci w chwilach, kiedy ich samoocena wystawiona będzie na próbę.

Poczucie własnej wartości kojarzy mi się z samoświadomością, z akceptacją tego jaka jestem i kim jestem. Bez względu na to, co umiem i potrafię.  Tylko jak często właśnie tak patrzę na siebie? Jak często patrzę tak na własne dziecko?

Z mlekiem matki

Najlepiej, jeśli wysoką i stabilną samoocenę wyniesiemy z domu. Brawa dla naszych rodziców! Znaczy, że zrobili kawał dobrej, bardzo dobrej roboty. Jeśli jednak nie, mamy do wyboru trzy drogi: albo przyjmiemy ten brak to jako stan zastany, że „no tak musi być” i nic z tym nie zrobimy. Albo zaczniemy obwiniać wszystkich dookoła, że „ale oni powinni wiedzieć, że nie można tak do mnie mówić” i wciąż będziemy czekać, aż ci „oni” zaczną do nas mówić i traktować nas, jak kogoś u kogo ma się pojawić wysoka i stabilna samoocena. Albo same weźmiemy się do roboty i zajmiemy się sobą w sposób taki, na jaki zasługujemy najbardziej: z miłością do siebie, akceptacją i szacunkiem.

Widzę Cię

Takie niby nic, prawda? „Widzę Cię”. A w ogóle jak to dziwnie brzmi?? „Widzę Cię”… no jasne, że wie, że ją widzę. „Mam oczy, to widzę … „.

Otóż nie do końca.

W takim małym „widzę Cię” zamknięty jest przekaz dostrzegania dziecka jako takiego, a nie tego, co robi, jak to robi, z czym sobie radzi czy nie. Najprościej jest dostrzec tę różnicę na placach zabaw. Kiedy przeczytałam o tym w książce Juula „Moje kompetentne dziecko”, zaczęłam przysłuchiwać się sobie, kiedy Marta fika kozły na drabinkach, zjeżdżalniach itp. I to, co słyszałam było wyłącznie pochwałą tego, jak cudnie fika, jaka ślicznie zjeżdża, stawia babki, podciąga się itd. Mało w tym było, albo w ogóle, sygnałów, że widzę na przykład ile wysiłku w to wkłada. Jak bardzo się stara i, że widzę ją! Ją, nie to, co robi i jak wysoko się wdrapie. Czy więc takie małe „widzę Cię” to dobry początek dla budowania poczucia własnej wartości u dziecka?? I czy możemy jednocześnie budować samoocenę dziecka i własną?

Krok za krokiem

Moje poczucie własnej wartości zaczęłam budować już będąc mamą. I ten proces wciąż trwa. Łatwo nie jest. Chwilami brak wiary odbiera siły. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale też motywacja jest najpiękniejsza z możliwych: przyszłość mojego dziecka. A jak to wygląda na co dzień?

„jestem ok. taka, jaka jestem”

To kluczowe zdanie dla rozumienia mojej własnej wartości.  To dowód na to, że dobrze czuję się ze sobą. Że odczuwam satysfakcję z tego, że jestem sobą. Nie z tego co mam lub co potrafię.

Poznaję siebie, akceptuję siebie

Żeby akceptować siebie muszę poznać swoje mocne i słabe strony. I muszę nauczyć się akceptować to, że zrobiona jestem tak samo z wad, jak i z zalet. Bez tego nie ma mowy o tym, żebym kiedykolwiek poczuła się dobrze ze sobą.

Pozwalam sobie na błędy, nie mam do siebie pretensji

Mówię na to „umiejętność luksusowa”, ponieważ to rzadkość, szczególnie wśród mam, żeby zaakceptować fakt, że możemy się pomylić, upaść, zbłądzić. „Ja, mama, jestem przecież idealna!”. Macierzyństwo kreowane jest jako kraina mlekiem i miodem płynąca, w której wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku, a jej mieszkańcy wyglądają jak z obrazka. Prawda jest jednak taka, że dążenie do bycia perfekcyjnym jest jednym z najbardziej wyraźnych znaków, że nasze poczucie własnej wartości leży w zasadzie w ciężkich gruzach.

Jestem wierna sobie, mam własne zdanie i umiem go obronić

To absolutnie rewelacyjne uczucie, kiedy potrafię obronić własne zdanie, kiedy nie zmieniam go w zależności od tego, z której strony wieje wiatr. Kiedy nie zmieniam go jak rękawiczek wyłącznie po to, by zyskać sympatię innych. Dla kogoś, kto wyrósł w potrzebie akceptacji „za wszelką cenę” to taki kamień milowy w walce o siebie.

 

 

Niskiemu poczuciu własnej wartości zwykle towarzyszy niepewność własnego osądu. I dlatego wygodniej i bezpieczniej jest wtedy przytakiwać innym bez względu na to, co ja naprawdę myślę. Potwierdzamy w ten sposób swoją niską samoocenę, co sprawia, że czujemy się bezpiecznie.

Kocham siebie

To z kolei może okazać się najtrudniejsze. Ponieważ ta miłość musi być kompletnie bezwarunkowa. Nie może zależeć od czegokolwiek. Muszę się pokochać krzywą czy prostą. Grubą czy chudą. Mądrą czy głupią. Zdolną czy mało utalentowaną. Biedną czy bogatą. Muszę pokochać siebie za to, że jestem. Kropka.

Jestem ciekawa świata, w którym żyję

Życie w totalnym oderwaniu od świata, który mnie otacza, prędzej czy później skończy się tak, że on, ten świat, odwdzięczy mi się tym samym – przestanie interesować się mną. Czy na pewno tego chcę?

Sama decyduję o sobie

Świadomość, że mogę sama decydować, dokonywać wyborów, z czasem przerodzi się w pewność, że to potrafię. A to będzie kazać mi zaufać sobie i nabrać pewności, że nie muszę kopiować innych, nie muszę „chcieć być jak Ania”, żeby poczuć się wartościowa.

Osiągam dla siebie, nie dla celu

Nie doceniam siebie dopiero wtedy, kiedy dobiegnę do mety. Doceniasz siebie już, kiedy biegnę. Nagradzam siebie nie za końcowy efekt, ale już za to, że podjęłam wyzwanie. To daje mi siłę, żeby wejść w kolejny zakręt.

 

10. nie poniżam innych, nie ma lepszych czy gorszych ode mnie, są inni

Nie czujesz potrzeby ubliżania komuś, dosrywania innym na każdym kroku. Nie potrzebujesz poniżyć kogoś, żeby samej poczuć się lepiej. Potrafisz powiedzieć co myślisz, nawet wtedy, kiedy ta opinia nie jest pochlebna. Ale robisz to w taki sposób, że nikomu nie sprawiasz przykrości. Nie przemawia przez Ciebie satysfakcja z tego, że właśnie udało Ci się kogoś wdeptać w ziemię, a samej zrobiło Ci się o niebo lepiej i sama poczułaś, że znaczysz bardzo wiele. Czy jeśli Karolina jest szczuplejsza od Ciebie, to znaczy, że jesteś od niej gorsza? Ty za to masz dwa razy zgrabniejsze od niej nogi. Czy to czyni Cię lepszą od niej? Czy to, że Natalia gra na gitarze i ma piękny głos, a Ty nie, oznacza, że masz bardziej przesrane niż ona? A co z tym, że Ty wiesz, co to jest dywersyfikacja, a ona myśli, że to zabieg laserowy na paznokcie u nóg? Nie klasyfikuj ludzi według tego co potrafią czy jak wyglądają. Nie porównuj siebie do innych. Ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, który będzie miał coś bardziej od Ciebie. Nie możesz prześcignąć wszystkich we wszystkim.

Co możesz zrobić? Zamiast patrzeć na innych jako na potencjalnych konkurentów, traktuj ich jako tych, którzy mają Ciebie zmotywować do działania. Pomyśl o nich „jeśli im się udało, to i mnie się uda”. Sukcesy innych traktuj jako możliwości dla siebie. Częściej chwal niż krytykuj. Jeśli już musisz komuś powiedzieć coś, co nie będzie miłe, zrób to również w sposób, który być może będzie motywacją, a nie działać dołująco. Nie bądź lepsza od innych. Bądź coraz lepsza od tego, jaka byłaś jeszcze niedawno.

11. nie zamykam się na krytykę innych

Ocena Ciebie, tego kim jesteś, a ocena tego, co robisz, to dwie różne rzeczy. Zwykle ludzie oceniają to, co jest wynikiem Twoich działań. Wtedy nie ma to nic wspólnego z tym, jak mocno jesteś pewna własnej wartości. Ponieważ nie uważasz siebie za kogoś mniej wartościowego, tylko dlatego, że nie umiesz grać, na przykład, na flecie. Kiedy otwierasz się na krytykę, dajesz sobie do zrozumienia, że nie boisz się tego, że wpłynie ona na Twoją samoocenę. Zamykając się na to, co mają inni do powiedzenia, jasno mówisz samej sobie, że nie będziesz w stanie udźwignąć tego, co usłyszysz. Że nie będziesz w stanie odróżnić tego, że mówią o Tobie od tego, że mówią o tym, co zrobiłaś. Założenie z góry, że wszyscy, którzy będą chcieli coś powiedzieć o Tobie, nie będą mieli nic dobrego do powiedzenia, nie świadczy o silnym poczuciu własnej wartości. Przeciwnie. Świadczy wyłącznie o tym, że sama siebie masz za nic, bądź za bardzo niewiele;

Co możesz zrobić? Jeśli masz problem z otwartością na komentarze innych, zacznij sama o nie prosić. Pytaj „co o tym sądzisz?”, „czy możesz powiedzieć, co o tym myślisz?”, „czy według Ciebie można jeszcze coś dodać lub poprawić?”. Pamiętaj, tylko ci, którzy sami mają problem z poczuciem własnej wartości, odbiorą to za Twoją słabość. Pozostali wezmą to za przejaw Twojej pewności siebie i przekonania o własnej sile i świadomości tego, kim jesteś. Ale też za przejaw szacunku do tego, że ktoś może wiedzieć więcej i powiedzenie „Twoje zdanie jest dla mnie ważne”. Garnij się do ludzi, którzy właśnie w taki sposób chcą wyrazić swoją opinię na temat tego, co robisz. I odwzajemniaj im tym samym. Pomyśl jednak czasami o tym, że tak jak Ty nie zawsze masz ochotę na to, żeby usłyszeć cokolwiek o tym co zrobiłaś, tak samo nie każdy musi chcieć usłyszeć to od Ciebie. Uszanuj to, a inni będą szanować to również u Ciebie.

12. jestem z ludźmi, a nie dla tego, co oni robią

Bycie w grupie, w duecie, w jakiejś społeczności dlatego, że ceni się innych za to, jakimi są ludźmi, a nie co osiągnęli, jest umiejętnością wynikającą z silnego poczucia własnej wartości. Działa to na zasadzie „kiedy bogacz zamienia się w biedaka”. Tak chyba najłatwiej sobie to wytłumaczyć. Ile razy słyszałaś o ludziach, od których znajomi i ludzie wokół nich zaczęli się odwracać, kiedy im zaczęło brakować pieniędzy? Ja sporo. Bo byli z nimi dlatego, że ci mieli te pieniądze, a nie dlatego, że byli tym, kim byli. Na takiej samej zasadzie umiejscawiaj siebie w kontaktach z ludźmi: patrz na nich, ich dostrzegaj. Nie to, co potrafią, co umieją, co mogą czy co mają. Nie kalkuluj znajomości ze względu na korzyści, jakie możesz z nich wyciągnąć. Zadziała to również w Twoją stronę. Ludzie potrafiący zobaczyć tę różnicę, przyciągają podobnych sobie. Jeśli do tego dołączy Twoja swoboda w mówieniu o Twoich uczuciach – patrz pkt 9 – w krótkim czasie pozostaną z Tobą tylko tacy ludzie, którzy podobnie jak Ty z nimi, są z Tobą, a nie z Twoimi osiągnięciami;

Co możesz zrobić? Przestań myśleć o ludziach w kategoriach „co będę mieć z tej znajomości?”. Bądź z ludźmi ze względu na to jacy są, a nie co mają w rękach. Pamiętaj, że w taki sam sposób ludzie będą wtedy postrzegać Ciebie.

13. cały czas idę do przodu, nie stoję w miejscu

To wszystko, co właśnie przeczytałaś, zbiera się w jedną, wielką całość, dzięki której nabierasz pewności, że jesteś w stanie zrobić to, co zaplanowałaś. Podejmujesz wyzwania, realizujesz swoje marzenia, wyznaczasz sobie nowe cele. Skąd to się bierze? Bo wiesz, że to potrafisz; jesteś ciekawa co, przed Tobą; nowi ludzie to nowe możliwości.

Co możesz zrobić? Myśl, że zawsze jest coś przed Tobą. Że coś czeka na Ciebie do odkrycia, poznania. Sporządź też sobie swoją listę marzeń/celów. Pomoże Ci w tym na pewno wizualizacja, o której pisałam tutaj. Próbuj też poszerzać Twoją wiedzę o coś nowego. Raz na jakiś czas organizuj sobie wycieczki do księgarni i zaglądaj do przeróżnych działów w poszukiwaniu tytułów książek, które już same w sobie wydadzą Ci się interesujące. Zahaczą Twoją ciekawość. Ja zawsze chciałam, i wciąż jest to niespełnione marzenie, wiedzieć więcej o kosmosie, gwiazdach, planetach. Wiedzieć gdzie szukać i jak nazywają się gwiazdozbiory. Potem kupić sobie lunetę, ustawić ją na balkonie i obserwować niebo razem z moją Martą. Wszystko przede mną….

To, co to w końcu jest to poczucie własnej wartości?

Ano właśnie to: wiedza o tym, kim jestem. Suma tego wszystkiego, co o sobie myślę. Krótko mówiąc: samoocena. Jeśli to poczucie własnej wartości jest na jako tako wysokim poziomie, czuję, że w cholerę dobrze mi z tym, jaka jestem. Bez względu na to, czy krzywa, prosta, gruba, chuda. Akceptuję siebie i czuję satysfakcję z tego, że jestem.

Na co mnie stać, do czego jestem zdolna, co jestem w stanie osiągnąć, to jest wiara w siebie. I ona towarzyszy poczuciu własnej wartości. Jeśli jest ono na odpowiednim poziomie. Ale nie jest tak, że jedno zastępuje drugie. Nie mogę albo mocno wierzyć w siebie, albo mieć silne poczucie własnej wartości. To taka różnica jak między tym czy potrafię mówić po flamandzku czy uważam, że jestem dobrym człowiekiem. Mogę bardzo dobrze mówić w obcym języku, a kompletnie nie akceptować tego, jaka jestem. Ale nie jest możliwe, żebym mając ogromną satysfakcję z bycia sobą nie była w stanie uwierzyć, że potrafię nauczyć się mówić w obcym języku. A jeśli nawet nie uda mi się śmigać po obcemu, to zaakceptuję fakt, że nie mam zdolności językowych i przerzucę się na szydełkowanie.

Czym zatem różnią się te dwa pojęcia? Tym, że poczucie własnej wartości nie może być mierzone we własnych zdolnościach. A często właśnie tak ono jest postrzegane i mylone z wiarą w siebie.

Poczucie własnej wartości jest zatem bazą, fundamentem, na którym buduje się wiara w siebie. Jest odpowiedzią na pytanie „jak się czuję sama ze sobą?”.

Ale co to znaczy, czuć się dobrze sama ze sobą?

Począwszy od tego pierwszego zabicia serca, kiedy jako dziecko lecimy w objęcia mamy, a ona cieszy się na nasz widok, przytula nas, szepcze do ucha „dzień dobry kochanie, kocham Cię wiesz?„. Wtedy, jako dzieci, czujemy, że nie ważne czy jesteśmy ładne, brzydkie, grube, chude, czy mamy piątki, czy ładnie tańczymy, nasza mama widzi nas i kocha nas. A nie to, co udaje nam się osiągnąć. Rośniemy wtedy w przekonaniu, że dla mamy liczy się to, że jesteśmy. A jeśli nasza mama tak myśli, a dla dziecka mama i tata, przez bardzo długi okres dzieciństwa, są wyroczniami, to i my zaczynamy w ten sposób o sobie myśleć. Nabieramy pewności, że same stanowimy wartość. Zaczynamy czuć się dobrze takie, jakie jesteśmy. Nie umiemy tego nazwać. Nie wiemy, że nazywa się to „poczucie własnej wartości”. Ale wiemy, że dobrze nam z tym, jakie jesteśmy. Że dobrze się czujemy jako małe dziewczynki, które mama kocha bez względu na to, czy ładnie malujemy, jak dobrze się uczymy i czy nasze włoski układają się w luźno spadające na ramiona anglezy. Nie ma to znaczenia. Jak również nie ma znaczenia to, że będą rzeczy, które nie będą nam wychodzić. Że będziemy ponosić porażki. Że będziemy słyszeć o sobie przykre rzeczy. Ponieważ to nie wpłynie na to, co o sobie myślimy. Nasi rodzice bowiem dostrzegali różnicę w tym, żeby zwracać uwagę na nas, jako na ludzi, a nie na to, co robimy.

Rozmawiałam jakiś czas temu z przyjaciółką. Spytałam ją, jak to było u niej w domu. Nie pamięta. To, co pamięta, to na pewno ogromną miłość, jaką czuła i od mamy, i od ojca. Ale oprócz tej bezgranicznej miłości czuła, że musi spełnić bardzo wiele wymagań. To, co pamięta z dzieciństwa, to zwroty w zachowaniu rodziców, kiedy nie spełniała ich oczekiwań. Kiedy przynosiła dwóje ze szkoły. Kiedy nie sprzątała pokoju. Kiedy nie wynosiła śmieci. Był krzyk, narzekania, zawiedzione nadzieje. A o dziwo, wtedy kiedy coś jej wychodziło, a z czego ona była bardzo dumna, nie czuła z ich strony wielkiego wsparcia. Dlaczego? Bo to nie było zgodne z ich wyobrażeniami i oczekiwaniami wobec niej. Tak, jakby spełniając siebie, a nie spełniając ich wyobrażeń, nie zasługiwała na wsparcie. Zaczęła uprawiać wyczynowo sport – źle. Niebezpieczne. Albo zbyt pochłaniające czas. Zaczęła spełniać swoje marzenia o amatorskich występach w teatrze – źle. Bo nie karierę aktorki dla niej rodzice wymarzyli. Wie, że była dzieckiem i dzisiaj jest w dalszym ciągu dla nich dzieckiem, które kochają bezgranicznie. Poczucia własnej wartości nie wyniosła jednak z domu. Tego wszystkiego musiała nauczyć się już jako dorosła kobieta.

Czy można się zatem nauczyć poczucia własnej wartości?

Lepiej oczywiście nie musieć się tego uczyć. Lepiej wynieść to w walizce z domu. Ale jeśli walizka jest pusta, to tak, jest to możliwe. I to nawet, kiedy pomoc nie nadciąga. Kiedy wokół nie pojawia się ktoś, kto mógłby wypełnić te lukę z dzieciństwa. Warunek jest jednak taki, że musi być ktoś, albo coś, dla kogo lub czego zaczniemy na nowo uczyć się tego, że jesteśmy wartościowe takie, jakie jesteśmy. To możemy być my sami. To może być cel, wyzwanie. To może być ktoś, kogo pokochamy, a który da nam siłę żeby spojrzeć na siebie jako na człowieka w pełni wartościowego. Takim kimś dla mnie jest moja Marta. To dzięki niej zrozumiałam jak cholernie ważne jest, żebym zaczęła patrzeć na moje życie jako kobieta, której miejsce na ziemi określa to, ile znaczę dla siebie samej. Że czuję, że taka jaka jestem, jestem w porządku. To był impuls. Ten przysłowiowy klik. Moje pragnienie odczuwania satysfakcji z tego, że jestem taka, jaka jestem, dzięki Marcie wskoczyło na zupełnie inny poziom. Stało się motorem wszystkich moich działań. Silnikiem, dzięki któremu zaczęłam rozumieć jak ważne jest żebym czuła się spełniona z tym, kim jestem. To zaakceptowanie siebie takiej właśnie stało się powodem, dla którego wzrosły moje ambicje i oczekiwania wobec siebie i świata. Krok po kroku zaczynałam swoją podróż tam, gdzie nie oceniam tego, co robię, a dostrzegam, że w ogóle jestem. No dobrze, ale co ta Marta takiego zrobiła, że ja to wszystko zaczęłam odczuwać? Ano nic. Po prostu ją zobaczyłam. I zrozumiałam, że jeśli nie dam rady odbudować poczucia własnej wartości, ona nie będzie miała szansy nauczyć się, co to znaczy. I, podobnie jak ja, jako dorosła kobieta, stanie przed resztą życia z pustą walizką. Nagle to, co ja zrobię ze sobą, stało się ważniejsze od tego, co robię dla niej. Zrozumiałam jak wielkie, ba ogromne znaczenie ma to, co robię, kiedy czuję, że jestem wartościowym człowiekiem. I jak nic bądź bardzo niewiele znaczy tłumaczenie, na czym ten stan polega??

Budowanie własnej wartości czy autohipnoza?

Samonapełnianie się formułkami o naszej wyjątkowości i wspaniałości – rytuał odprawiany przed lustrem. Stoję przed nim, patrzę na siebie i powtarzam: „jestem silna, jestem wspaniała, jestem zdolna”. Jeśli za tym nie pójdzie akceptacja siebie takiej, jaką jestem, to mogę sobie to wsadzić. Bez tego, to jest przedstawienie. Entertainment. Dmuchanie balona własnego ego. Ot, żeby na głos usłyszeć to, jaka to ja jestem wspaniała. Ale co z tego, jeśli w środku będę się miała za nic? Co z tego, jeśli w dalszym ciągu nie będę akceptować tego, że jestem ok. taka, jaka jestem. Pamiętasz taki filmik krążył w sieci, kiedy ojciec stoi z małą córeczką przed lustrem i pyta się jej „jaka jesteś?”. I ta mała mówi, w tak cudownie dziecięcym języku „jeśtem ślićna, jestem fśpaniała, jeśtem źdolna” itd., itd. Pamiętasz ten zryw w mediach? Ja sama u siebie to udostępniłam z komentarzem, że trzeba tak codziennie. Otóż … i tak, i nie. Jeśli oprócz tego codziennego rytuału i formułek samouwielbienia, pójdzie akceptacja tego ojca dla tego, jaka jest ta mała bez względu na to co umie, jak wygląda, co potrafi, w czym jest lepsza, a w czym nie, to cudownie. To, że ojciec uważa ją za wartościowego człowieka z jednej strony, a z drugiej dodaje jej pewności siebie codziennie powtarzając z nią tę formułkę, nic złego nie może tej małej zrobić. Jeśli natomiast zaraz po zdjęciu jej sprzed tego lustra okaże się, że mała ma spełnić szereg wymagań polegających na grzecznym zachowaniu, posłusznym jedzeniu, spełnieniu oczekiwań na kolejnych zajęciach w przedszkolu, to już gorzej. Jeśli słyszy wyłącznie „świetnie to narysowałaś córeczko. jestem z ciebie dumny”, to jej wartość własna może nawet zmaleć. Ponieważ dowie się od ojca, że jest z niej dumny wtedy, kiedy ona coś zrobi, a nie wtedy, kiedy po prostu jest. Zrozumie, że ojciec dostrzega jej osiągnięcia, a nie ją samą. Również bezczynność polegająca na zostawieniu córki wyłącznie z tym porannym rytuałem, przejście nad tym do porządku dziennego, nic nie da na dłuższą metę. Mała będzie przekonana, że jej wyjątkowość zależy od tego, czy rano stanie przed lustrem, czy nie. I jedynie afirmacja, o której piszę w punkcie pierwszym powyżej, kiedy mówisz do siebie „jestem ok. taka, jaka jestem” działa zawsze w dobrym kierunku.

Bo co mi daje to poczucie własnej wartości?

No właśnie. Bo na co komu wiedzieć ile jest wart? Po co mi to? Aaaa, no bardzo po coś. Tak, jak już pisałam, to baza, fundament, filar. Czego?

tylko, kiedy czujesz się dobrze z samą sobą, kiedy akceptujesz siebie taką, jaką jesteś, możesz to samo przekazać swojemu dziecku i nauczyć go jak pokochać siebie bez względu na to, jakie się ma zdolności, co się potrafi i czy jest się ładnym. Twoja wartość nie rośnie kiedy masz wymiary 90-60-90 i nie spada, kiedy masz pięć kilo nadwagi i cellulit jak stąd na biegun. Tak samo będzie myśleć o sobie Twoje dziecko;

poczucie własnej wartości pozwala Ci na dopuszczanie lub odrzucanie sposobu, w jaki traktują Cię inni: zbyt niskie i niewystarczające daje innym zgodę na to, żeby traktowali Cię poniżej Twojej godności, nie okazując Ci szacunku. To samo wtedy dotyczy również Twoich dzieci: dorastają w przekonaniu, że można nimi dowolnie sterować, lekceważyć je czy nawet poniżać i nimi pomiatać;

poczucie własnej wartości buduje Twoją wiarę w siebie; wiara w siebie określa Twoje możliwości, zdolności, to co potrafisz, możesz lub będziesz w stanie osiągnąć. Wierzysz w to, że uda Ci się dojść do celu. Jednak oprócz tego, że będziesz dopingować swoje dziecko, zachęcać go do nauki, wspierać, rozwijać czyli rozbudowywać jego wiarę w siebie, niezbędne jest żebyś jednocześnie potrafiła nauczyć go z zadowolenia z bycia sobą. A będzie to możliwe wyłącznie wtedy, kiedy Ty sama będziesz się właśnie tak czuć;

mając niskie poczucie własnej wartości oddajesz stery Twojego życia w ręce innych; nie czujesz się na siłach pokierować własnym życiem, ponieważ nie wierzysz, że będziesz w stanie podjąć jakąkolwiek słuszną decyzję;

rozumienie siebie jako „jestem ok. taka, jaka jestem” nie jest równe z brakiem ambicji. To nie jest odpuszczenie sobie, bo jestem taka właśnie i więcej mi nie trzeba. To jest powiedzenie sobie: „jestem wystarczająco dobra, żeby osiągnąć wszystko, czego chcę”.

Poczucie własnej wartości jest moim zdaniem czymś, czego można się nauczyć będąc już dorosłym. U mnie właśnie tak było. I jest ciągle. Cały czas bowiem uczę się siebie. Dowiaduję o sobie nowych rzeczy. Weryfikuję to, co zostało mi wpojone. Ale jedno pozostaje od pewnego czasu niezmienne: kocham siebie taką, jaką jestem. A to, że jestem matką, sprawia, że ta moja miłość własna potrzebna jest nie tylko mnie. A w związku z tym muszę robić wszystko, żeby nigdy nie osłabła na sile. A im silniej będę akceptować siebie, tym i moja wiara w siebie będzie się rozwijać, umacniać i prowadzić mnie do coraz to nowych celów.

I pamiętaj kochana moja: jesteś ok. taka, jaka jesteś. Daj sobie tylko szansę na to, żeby się taką pokochać!


W związku z tym, że ten wpis jest dla mnie naprawdę ważny, proszę Cię, żebyś pozostawiła swój komentarz. Powiedz proszę czy to, co napisałam, przekonuje Cię, że poczucie własnej wartości jest z jednej strony tym, co decyduje o Twoim miejscu w świecie, a z drugiej czymś najcenniejszym, co możesz dać Twojemu dziecku? I czy wiesz teraz i czujesz, że warto walczyć o jak najsilniejsze poczucie własnej wartości??

Dziękuję Ci za Twoją odpowiedź i zaangażowanie. Doceniam to, Kilińska

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • bardzo mądry wpis. szczęśliwa matka i żona, to również szczęśliwe dziecko i mąż. dbając o siebie, o swoją samoocenę i swój komfort dbamy również o całą rodzinę.

  • Wyczerpujący artykuł. Mam nadzieję, że moja Laura też się tego wszystkiego ode mnie nauczy!

  • Ostatnie co mogę o sobie powiedzieć, to że jestem dla siebie ok. Ale łatwiej mi biadolić i lamentować niż cokolwiek z tym zrobić. Podziękuję zatem koledze leniowi wystawię go za drzwi i chyba czas się zabrać za własny mózg

    • Kilińska

      Powiem Ci jak Iwonka Iwonce…o czym Ty w ogóle do mnie rozmawiasz?? Czy Ty widziałaś swój blog, to co tam robisz, o czym i jak piszesz, Twoje zdjęcia, czy nie widziałaś?? Ktoś, kto nie myśli o sobie w ten sposób, nie może robić takich rzeczy. Serio. Coś takiego nie powstaje w głowie kogoś, kto nie jest dla siebie ok. Takie rzeczy robią ludzie, którzy bardzo mocno są ze sobą bardzo pogodzeni, a po drugie przekonani o swojej wartości. Iwonka, jesteś pięknym człowiekiem, robisz piękne rzeczy. Będę Ci to powtarzać tyle, ile będzie trzeba. A na razie kochana moja, wywieś sobie na lodóweczce tę kartkę. „Jestem ok. taka, jaka jestem”. Proszę, zrób to dla …siebie. I dla Twojego cudnego Melomana <3 I poproszę o zdjęcie na potwierdzenie. Następne kroki masz w tekście. A co dalej, to będę Ci na bieżąco podrzucać. Ściskam.

  • Uważam, że samoakceptacja i dalej – pokochanie siebie, jest kluczem do szczęścia. I do wychowania szczęśliwego, pewnego siebie człowieka. To naprawdę wiele zmienia w naszym życiu, jeżeli zaakceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy tu i teraz! A idealnie jest, jeżeli pokochamy siebie. Kiedyś właśnie ta filozofia wyciągnęła mnie z wielkiego dołu i myślę, że dzięki temu poznałam mojego męża i zaczęły się spełniac moje marzenia 🙂 Wszystko zaczyna się w nas!

    • Kilińska

      No Iza, powiem Ci, że jeśli Twoje „dzięki temu poznałam mojego męża i zaczęly się spełniac moje marzenia”, nie przekona innych kobiet do pokochania siebie takimi jakimi są, bez dodatkowych świecidełek, to ja nie wiem co jeszcze <3 Dziękuję za ten komentarz. Dziękuję, że się pojawiłaś. 🙂

  • No niestety ja poczucia własnej wartości z domu nie wyniosłam. I musiałam sporo przepracować w głowie, by być tu, gdzie jestem. Ważny i interesujący post.

    • Kilińska

      Ja też 🙁 Ale widzisz, to jest możliwe zrobić to obojętnie od tego, czy rodzice zadbali o to, czy nie. Dziękuję za komentarz i brawo Karolina!!!

  • Jeszcze niedawno powiedziałabym, że ten post jest mi bardzo potrzebny. Dzisiaj już nie… ale za to polecam innym kobietom wziąć go sobie do serca!! 🙂

    • Kilińska

      Karolina!!! Strasznie, ale to bardzo się cieszę!!! Chyba dawno się tak nie cieszyłam słysząc, że to co piszę nie jest potrzebne. Ale w tym przypadku to dla mnie komplement. Bo to znaczy, że to, na czym mi zależy, żeby każda mama się tak właśnie czuła, się dzieje. Obojętne czy z moim udziałem, czy bez. Przepięknie dziękuję <3

Przeczytaj poprzedni wpis:
SPADEK MOCY

No czasami się zdarza. Nie zawsze mamy chęć się prężyć. Nie zawsze mamy na to siłę. Nie zawsze nam się...

Zamknij