OTWÓRZ OCZY I ZOBACZ SIEBIE

Ile razy zadawałaś sobie pytanie „Jak być szczęśliwą mamą?”. A może inaczej: ile razu potrafiłaś sobie na to pytanie odpowiedzieć? No i najważniejsze: czy jesteś szczęśliwą mamą?

Okropnie się czuję, kiedy siadam do pisania, bo zderzyłam się z czymś koszmarnym, jakimś kuriozalnym, nie do zaakceptowania. To tak jakbym te ranę jeszcze bardziej rozdrapywała. Szarpała wręcz. Ale muszę, bo mnie szlag trafia za każdym razem, kiedy taka historia się dzieje, a jeszcze bardziej mną rzuca, kiedy nie dzieje się to pierwszy raz.

Z drugiej strony, kiedy zaczynam widzieć to, co chcę napisać i im dłużej walę w tę klawiaturę, to ogarnia mnie żal. Gigantyczny żal, że wcześniej do mnie nie dotarło to, co oczywiste i że nie zaczęłam o tym pisać. Być może wtedy nic podobnego by się nie stało. Być może gdybym trafiła z tym do tych kobiet, to nie przeżywałyby tego, przez co dzisiaj muszą przechodzić. Ale co poradzę? No nic nie poradzę, no. Przecież nie cofnę czasu, a tak strasznie bym chciała. Mówię Ci, potwornie strasznie chciałabym, żebym nie musiała tego pisać teraz.

Z pozoru szczęśliwe rodzina. W której są dzieci, oboje rodzice. Raz powodzi się im lepiej, raz gorzej. Bez fajerwerków. Mama raz  pracuje, raz  zajmuje się domem i wychowaniem dzieci kiedy są malutkie- czyli pracuje jak wół. Z zewnątrz czasami nawet przypomina to sielankę. Taki mocno zaróżowiony obraz szczęśliwej rodziny z dziećmi, które buszują w łanach zboża, muskając rączkami od czasu do czasu wyłaniające się pośród płowych kłosów maki i chabry. Ojej.

No dobrze, więc o co chodzi? Co takiego się dzieje, że mną ciska?

Ano to, co w środku. Kiedy zamkną się drzwi. Bo tak różowo i płowo to już nie jest. Mama wraca z pracy styrana jak górnik po urobku. Najchętniej odpoczęłaby trochę, zaczerpnęła spokoju z paru minut ciszy. Ale otóż nie. W domu jest mąż i dwójka dzieci. W tym jedno malutkie. Mąż, z powodów tylko jemu znanych, uznał, że wszystko, co dzieje się w domu…nie, czekaj, nie tak…że nic, co dotyczy domu, NIE dotyczy jego. Że dom, w którym mieszka jest jakimś tworem chęci i wyobraźni jego żony i matki jego dzieci. Że jego rola w tym domu zaczyna się i kończy na „no żartujesz chyba, jestem zmęczony przecież. wróciłem z pracy”.  I NIE MA, FIZYCZNIE nie istnieje taka rzecz, której podjąłby się z własnej inicjatywy. No siły nie ma. Żona natomiast, matka dzieciom, jak ten wysunięty najbardziej na przód żołnierz, bierze ten cały ciężar na siebie. I wcale nie zamierza go rozdzielać pomiędzy tych, co stoją za nią, w tym na męża. Ot, ze spuszczoną głową, bez słowa sprzeciwu, brnie tak już po uszy zanurzona w znienawidzeniu siebie, zmęczeniu, obojętności, znudzeniu, braku perspektyw. Już nawet się nie złości. Nie protestuje. Nie domaga się. Jedyne co mówi, to że nie ma już siły. Że jej się po prostu już nie chce błagać, powtarzać, zachęcać, przekonywać. Ot taki jej los i niech tak zostanie.

PYTANIE, JAKIE SIĘ TERAZ MI NASUWA JEST TAKIE „CO BĘDZIE ZA DWADZIEŚCIA, PIĘTNAŚCIE LAT? GDZIE BĘDZIE TA KOBIETA? GDZIE BĘDĄ JEJ DZIECI?”

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy przenieść się w świat mniej realny. Wyobraź sobie, że do takiego domu przychodzę ja. Biorę tę kobietę za rękę. Przenosimy się w czasie o jakieś dwadzieścia pięć, trzydzieści lat do przodu. Jej córka jest dokładnie w tym samym wieku, co ona teraz. Mieszka ze swoją rodziną w domu tej kobiety. Jesteśmy w pokoju na dole. Tak zwanym gościnnym. „to mój dom” mówi kobieta i od razu na jej twarzy pojawiają się rumieńce. Na dywanie bawi się przecudnej urody dziewczynka. Blond loki spadają jej anglezami na ramiona. Różowa, uśmiechnięta buzia zdaje się patrzeć na nas. „kto to jest? ona nas widzi?” pyta kobieta . „zobaczysz” odpowiadam i głową wskazuję na mężczyznę siedzącego na kanapie, na przeciwko. Na udach trzyma laptop, z którego dochodzą odgłosy wystrzałów, huków jakichś. Tuż obok mężczyzny, na brzuchu, leży bobas. Przepiękna dziewczynka. Malutka jeszcze na tyle, że ledwo co unosi główkę. Malec stęka i zdecydowanie widać, że coś jej jest. Kobieta odruchowo wyciąga ku niej ręce i robi krok naprzód. Łapię ją za rękę i mówię „nas tu nie ma”.  Mężczyna, od czasu do czasu, poklepuje córkę po pieluszce i nie odrywając oczu od ekranu rzuca pod nosem „no gdzie ona jest, no? ciiiiiiii. mama zaraz przyjdzie. nie płacz. no jasna cholera, no. widzisz Ania?” – mężczyzna zwraca się do dziewczynki siedzącej na dywanie. „mama miała być już pół godziny temu i patrz no. co za niesłowna kobieta. jak ona może was tak zostawiać?”. Spojrzałam na kobietę. Rumieńce zbladły, a pojawiły się łzy w oczach. Kobieta zaczyna nerwowo przygryzać wargi. „to moje wnuki”. Lekko zaciska pięści jakby… „chcesz go uderzyć?” pytam kobietę. Zanim zdąży odpowiedzieć słychać zgrzyt klucza w drzwiach. „o jest. wreszcie. doczekałaś się. zaraz się od tego uwolnisz” – mężczyzna wciąż wpatrzony w ekran zabiera rękę z pośladków dziecka i już obydwie dłonie zadają bezlitosne ciosy wirtualnym przeciwnikom. Kobieta wpatruje się w odchłań przedpokoju. Słyszymy kroki. Coraz wyraźniej. Od razu je rozpoznaje. Krótkie, energiczne. Jej córka zawsze właśnie tak przebierała nogami. Wszędzie jej się spieszyło. Ma to po matce. Ciągle czuje, że ktoś lub coś ją popędza. Serce jej wali jak młot. Ma spocone ręce. Im kroki są głośniejsze, tym się bardziej uśmiecha. Wie przecież, że zaraz zobaczy swoją córkę jako dorosłą kobietę. I wreszcie jest. Kobieta natychmiast poważniejesz. Szepcze coś, ale nie jestem w stanie jej zrozumieć. „co mówisz?” pytam. „to nie ona. pomyliłaś się. to inna kobieta”. „nie, nie pomyliłam się. to ona”. Kobieta podnosi wzrok. Przed nią, jakieś pięć metrów, stoi zmęczona, szara, niewyraźna postać. Jej oczy są matowe. Włosy ma krótkie, upięte spinką nad czołem. Jej cera przypomina szary papier toaletowy. Mimo, że ma jakieś trzydzieści, trzydzieści pięć lat  widać już mocno zarysowane zmarszczki biegnące od nosa do podbródka, a kąciki ust wyraźnie opadły w dół. „boże, to ona” kobieta znowu szepcze, ale tym razem słyszę ją bardzo wyraźnie. „gdziee byłaaś??” rozlega się piekielnie głośny wrzask. To ten mały blond aniołeczek z blond anglezami, wita swoją mamę. „gdzie byłaś, mów! nie słyszysz jak pytam? miałaś być pół godziny temu! tato, powiedz jej!”. Kobieta ma nogi z waty. Opada jak zemdlona na stojący obok fotel. „mała się zesrała. przecież dzwoniłem. gdzie byłaś. odpowiedz dziecku jak pyta”. „to jej mąż” mówię do kobiety pokazując na mężczyznę z laptopem na udach. „mąż”. Córka kobiety stawia siaty z zakupami na podłodze. Ociera spocone czoło mankietem rękawa marynarki. Patrzy na stojącą na przeciwko niej córkę. „byłam na zakupach kochanie. dużo rzeczy się pokończyło, więc zrobiłam zakupy. a tata był zajęty, więc musiałam zrobić to sama”. „tata zajmował się nami. gdybyś przyszła wcześniej nie musiałby tego robić. jest zmęczony po pracy. chciał odpocząć, a przez ciebie musiał nas pilnować”. „dobrze kochanie, już biorę Kasię i ją przewijam. możesz już iść odpocząć” – córka kobiety zwraca się do mężczyzny. Podchodzi do dziewczynki leżącej na kanapie. Bierze ją na ręce i przytulone idą na górę. Kiedy są na schodach, mąż kobiety, pierwszy raz od pół godziny, podnosi głowę znad laptopa i mówi „pamiętaj, na drugi raz wracaj punktualnie”. „dobrze kochanie, będę pamiętać” mówi córka kobiety i powolnym krokiem, przytrzymując się poręczy, idzie z córką na górę zmienić jej pieluszkę. Patrzę na kobietę. Siedzi z twarzą ukrytą w dłoniach. Nic nie mówi. Nie płacze. W końcu podnosi głowę i mówi „zabierz mnie stąd”. „jak chcesz” opowiadam i wracamy do jej życia.

I teraz chcę powiedzieć parę słów tej kobiecie. Chcę żeby mnie wysłuchała. Chcę żeby zaczęła się zastanawiać, myśleć. Żeby zaczęła sobie wyobrażać. I żeby zaczęła rozumieć, że

NIEZALEŻNIE OD TEGO JAK MOCNO BĘDZIESZ CHCIAŁA, ŻEBY ŻYCIE TWOICH DZIECI BYŁO UDANE I SZCZĘŚLIWE, TO I TAK BĘDZIE ONO DOKŁADNIE TAKIE, JAKIEGO NAUCZĄ SIĘ WE WŁASNYM DOMU. 

I nie z książek, z telewizji, z portali społecznościowych. Ale od Was: od Ciebie i od ich ojca. To Wy jesteście dla nich przykładem jak żyć. To w Waszym życiu dzieci przeglądają się jak w lustrze. To Wy jesteście przewodnikami w stadzie.

To w końcu Ty stoisz w hierarchii Waszej rodziny najwyżej. Twoja córka z tej opowieści jest tą małą dziewczynką, która wydzierała się na Ciebie w realnym świecie. Patrzyła wtedy, jako ta mała dziewczynka, na swoją mamę i nie widziała w niej nic oprócz narzędzia do zaspokajania jej potrzeb. Miałaś być na każde jej zawołanie. Miałaś spełniać wszystkie jej zachcianki. Miałaś nie drażnić taty. Miałaś wyręczać ją i jej tatę we wszystkim. Nie wolno Ci było mieć własnego życia. Własnych potrzeb. Marzeń. Własnych planów na przyszłość. Twoje życie za pięć, dziesięć i dwadzieścia lat miało wyglądać tak samo jak wtedy: miałaś się poświęcić.

I zrobiłaś to. Oddałaś im całą siebie. Nie zostawiłaś sobie nic prócz wyrwanych kilku minut zamknięta w łazience i płacząca w ręcznik, żeby dzieci nie słyszały. To są Twoje chwile.

Dlaczego? „oj bo ja już nie mam siły. odpuszczam. nie mogę już.. nie daję rady. niech już tak zostanie”. Bo nie miałaś siły? Nie chciało Ci się? Nie. Nie dlatego. Dlatego, że olałaś siebie. I przy okazji wyrzuciłaś do śmieci przyszłość Twoich córek. Bo one nie będą potrafiły inaczej. One już dzisiaj wiedzą jaka jest rola kobiety w domu. Nie wiedzą jednak, że będą grać ją z taką samą starannością z jaką Ty odgrywasz dzisiaj własną.

BO CHOĆBY SIĘ ZARZEKAŁY, ZAPRZECZAŁY, WYPIERAŁY TEGO, CZYM NASIĄKNĄ JAKO DZIECI I TAK POWIELĄ TEN SAM OBRAZ W SWOIM DOROSŁYM ŻYCIU.

A nawet jeśli nie, jeśli jakimś cudem uda im się wyprzeć akurat Wasz model rodziny, to wybiorą i tak taki, w którym nigdy nie poczują się pewne siebie i świadome swojej wartości. Bo nie będą wiedziały, co to znaczy. Ty nie nauczysz ich jak to jest kochać siebie. Jak to jest wierzyć w to, że jest się na tyle silnym żeby mieć własne życie nawet wtedy, kiedy żyje się po jednym dachem z wampirem emocjonalnym.  Nie stanowisz dla nich żadnego wyzwania. Nie poproszą Cię o radę, kiedy będą się zastanawiać nad pójściem na randkę z Jackiem z szóstej be. Dlaczego? Po co mają Cię o coś pytać, skoro wiedzą, że Ty i tak nie masz własnego zdania, bo nie masz własnego życia. Wiem, że to brzmi brutalnie i teraz pewno ciskasz we mnie czym popadnie, że „łatwo powiedzieć i co ja tam wiem”, ale dotrwaj do końca, proszę.

W taki sam sposób traktuje Cię Twój mąż: jego nie obchodzi czego Ty chcesz od życia, bo Twoje życie to on i dzieci, więc czego innego mogłabyś chcieć niż tylko robić im dobrze? Nigdy nie spojrzy na Ciebie z szacunkiem. Nie zada sobie pytania „co mogę zrobić żeby sprawić jej przyjemność?”. Bo przyjemności są na jego wyłączność. Bo Ty tego nie potrzebujesz. Dlaczego? Bo nie masz żadnych potrzeb poza zaspokajaniem żądań jego i Waszych dzieci. Nie zmieni pieluszki dziecku, bo to jest Twój, zasrany, nomen-omen, obowiązek. Nie będzie robił rzeczy za Ciebie, bo co Ty byś wtedy miała do roboty. On się obsadził w takiej roli, w jakiej pozwoliłaś się obsadzić.  Nie znalazłaś w sobie nic, co mogłoby Cię utwierdzić w przekonaniu, że jesteś cokolwiek warta. Warta jakiegokolwiek zachodu z jego strony.

I teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie, kochana moja: nie musi tak być. Świat, do którego przeniosłam Cię, nie musi tak wyglądać. Może być zupełnie inaczej. Mogłabyś stać tam z takimi samymi wypiekami na twarzy, jakie miałaś, ale patrzeć jak Twoja córka jest … przeszczęśliwa. Uśmiechnięta. Piękna, zadbana i wciąż z tym błyskiem w oku, jaki widziałaś u niej, kiedy pierwszy raz przyprowadziła swojego przyszłego męża do domu i przedstawiła go Tobie. Tworzą absolutną całość. Jedno bez drugiego i trzeciego nie funkcjonuje. Są jak koła zębate połączone w piękną i bardzo cenną machinę odmierzającą ich wspólny czas. Mogłabyś usłyszeć jak Twoje dziecko mówi do swojej córki jesteś wyjątkową osóbką. jeśli tylko będziesz chciała, możesz osiągnąć wszystko. i nie dlatego, że ja ci tak mówię, ale dlatego, że tak bardzo mocno wierzę w to, że ty sama jesteś i zawsze będziesz tego pewna. a ja pokażę ci, jak taką pewność wykorzystać, żeby uwierzyć, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych”. Mogłabyś zobaczyć, że zaraz po tym Twój zięć podchodzi do Twojej wnuczki, bierze ją na ręce, pokazuje na jej mamę i mówi „taka właśnie jest mamusia. zobacz. osiągnęła już tak dużo i ciągle jej mało. a ja bez niej do niczego bym w życiu nie doszedł. to najpiękniejszy człowiek na świecie. jest warta każdej sekundy jaka mija nam razem z nią. a Ty będziesz taka jak ona”.

Który obrazek bardziej Ci się podoba?? Mnie zdecydowanie ten ostatni. A Tobie?

Pytasz jak to jest możliwe? Co się musiało stać przez te wszystkie lata, że Twoja córka ma tak wspaniałe życie, zupełnie inne niż Twoje dzisiaj ???

To Ty się zmieniłaś. To Ty, po powrocie z podróży w czasie zamieniłaś się miejscami ze swoją córką i mężem. Ty weszłaś na najwyższe podium. To teraz Ty będziesz dla siebie najważniejsza. Będziesz dbała o to, żeby nigdy nie wątpić w swoje możliwości i swoją siłę.To Ty możesz powiedzieć teraz „jestem szczęśliwą mamą”.

Każdego dnia w Twoim życiu będzie miejsce na budowanie wyłącznie Twojego świata. W tym świecie codziennie będziesz osiągać swoje małe cele. Nauczysz się mieć pasje inne niż spełnianie zachcianek Twoich dzieci i męża, wypełnianie obowiązków gospodyni domowej, zmywanie garów, sprzątanie, chetanie siat i przewijanie obsranych pośladków. I nie dlatego, że to Ci uwłacza, albo jesteś gigafeministką, ale dlatego, że zrozumiesz, że w życiu jest coś więcej niż czysty zlew, pachnąca pupa dziecka i lśniące podłogi, a co sprawi, że poczujesz się wartościowa.

Twoje dzieci i mąż przestaną zauważać Ciebie wyłącznie wtedy, kiedy Cię nie ma. Zaczną natomiast rejestrować, że koło nich żyje kobieta, matka. Która czuje, myśli, ma własne zdanie, własne potrzeby, marzenia i której należy się szacunek. Zaczniesz traktować i męża, i dzieci tak, jak na to zasługują: jego jak dorosłego człowieka, który został rodzicem i do ciężkiej cholery ma, tak samo jak Ty, dwie ręce, w których potrafi trzymać nie tylko smartfona, ale też w pieluszkę własnego dziecka; którego nie będziesz nigdy więcej traktować jak niewyrośniętego emocjonalnie chłopca robiąc za niego wszystko, co normalny, zdrowy, dorosły człowiek zrobić potrafi. Popatrz na niego teraz: pozwalasz mu zachowywać się tak, jakby miał dwie szare komórki goniące się w kółko. I to w jednym kierunku. Nigdy się ze sobą nie zderzą, bo wtedy wywołało by to, nie daj Bóg, jakąś reakcję i on mógłby nawet coś zrobić! Jakiś ruch wykonać. Inny niż klik-klik. Tak, do tego właśnie potrzebne mu są te dwie szare: po jednej na każdy klik. Ja nie mówię, że on taki jest. Mówię, że Ty traktujesz go tak, jakby właśnie taki był. Wiesz co to mówi o Tobie? Że znaczysz dla siebie tak niewiele, że ten gość wydaje Ci się być mężczyzną Twoich marzeń.

Ale że „on przecież pracuje”. A Ty nie? Nawet jeśli nie odbijasz codziennie karty w fabryce, to siedząc w domu odwalasz ciężką i siermiężną robotę. A fakt, że on pracuje zawodowo nie odejmuje mu chyba rozumu. I jakąś logikę następowania po sobie zdarzeń jest w stanie opanować? Typu „dziecko się zesrało znaczy, że trzeba zmienić mu pieluszkę”, „wylała się woda na stół równa się trzeba wytrzeć” albo „przychodzi pora snu, w sensie ciemno się robi albo zegar pokazuje „późno” to znaczy, że trzeba pościelić łóżko”. Jakoś nie widzę tutaj korelacji pomiędzy faktem zatrudnienia na umowę o pracę, a brakiem umiejętności rozpoznawania sytuacji z rodzaju przyczynowo-skutkowych.

Natomiast…doskonale wiem, czym rządzi się przyzwyczajenie. Twój najgorszy wróg dzisiaj. Ale to zupełnie inny temat i baaaaardzo obszerny. Więc już dzisiaj nie dam rady o tym też.

No więc kontynuując…

A Twoje dzieci? One zobaczą w końcu kogoś, komu mogą i chcą zaufać. Dlaczego? Bo będą wiedzieć, że ich nie zawiedziesz. Że jesteś na tyle silna, że je obronisz. Że powiesz im, którą ścieżką iść, czy w prawo czy w lewo. Że powiesz im co jest dla nich dobre, a co nie. Ale również zaczną widzieć w Tobie kogoś, kto im imponuje. Swoją determinacją w realizacji celów. Tym jak bardzo starasz się rozwijać, doskonalić, zdobywać coraz to nowe doświadczenia. zaciekawisz ich, na zasadzie „o, a co ta mama fajnego robi?”, kiedy zacznie pochłaniać Cię Twoja nowa pasja, hobby, coś, co oderwie Cię od codzienności. Dzieci zawsze lgną do nowego. Szczególnie kiedy widzą, że to COŚ powoduje, że oto zupełnie z zaskoczenia, mama przestaje wisieć nad nimi i zajmuje się czymś innym. Nagle zaczyna o tym opowiadać. W jej oczach pojawia się nieznany im do tej pory błysk. Mama zaczyna się też uśmiechać. Już nie jest ciągle zmęczona, smutna, szara. Ale to, co ich najbardziej zaskoczy, zdziwi i być może na początku wzbudzi ich bunt i sprzeciw to fakt, że zaczniesz mieć własne zdanie, którego będziesz bronić. I zaczniesz być konsekwentna. Zaczniesz szanować własne słowo. Jeśli powiesz „nie” to będzie to oznaczać „nie”, a nie „zaraz i tak wam ulegnę”. Tak było do tej pory. Aż w końcu przestałaś nawet mówić „nie” i robiłaś już dokładnie wszystko, czego oczekiwali od Ciebie mąż i dzieci. I czego im po prostu nie chciało się robić, albo wychodzili z założenia, że „i tak ona to zrobi, więc co się będę wysilać”.

A nie tego oczekują Twoje dzieci od Ciebie. Wbrew pozorom, że tak bardzo chcą być wolne od nakazów, ograniczeń, zakazów one tego właśnie potrzebują. Nie chcą same podejmować takich czy innych decyzji. Chcą lidera, wzoru do naśladowania. I najpierw szukają go w Tobie. Potem w ojcu. I na końcu w Was obojgu. Jeśli wyzwolisz w sobie pewność siebie, jeśli poczujesz, że możesz być dla nich takim drogowskazem, one natychmiast to zauważą. Poczują. Może nie od razu przyjmą tą nową Ciebie, ale z czasem zobaczą, że tak im jest po prostu lepiej. Że zrzuciłaś z nich ciężar bycia dorosłymi, bo to Ty dojrzałaś właśnie na tyle, żeby wziąć ich za rękę i prowadzić dalej. Zaufają Ci i będą Cię za to szanować. Docenią to, że wkładasz taką masę wysiłku w to, żeby być coraz bardziej pewną siebie, coraz bardziej szczęśliwą, uśmiechniętą, spełnioną, ciekawą świata i ludzi. Bo one cały czas w tej Twojej drodze Ci towarzyszą. Tak, dzisiaj też. W tej Twojej męce, udręce i nicości również. I taką właśnie Ciebie naśladują. Takimi ich tworzysz.

I teraz tak: nie wiem czy zauważyłaś, ale ja cały czas mówię o zmianie w Tobie. Słowem nie wspominam o tym co i jak zmienić w Twoich bliskich. Nie sądzę bowiem, patrząc na siebie i na te kobiety, których historie wyrwały ze mnie ten tekst, żeby można było z powodzeniem zmienić czterdziestoletnich mężczyzn ot tak. I mnie nie o to chodzi, żeby to robić. Mnie zależy na tym, i o tym mówię.

To Ty masz przekonać siebie do zmiany. To nowa Ty wywołasz zmiany u innych. To zmieniona Ty spowodujesz, że Twoje otoczenie zacznie się zmieniać.

Ale nie, że będziesz cisnąć i cisnąć, napierać, bo poczujesz się silniejsza i tak będziesz tę siłę wykorzystywać. Nie. To oni w pewnym momencie skapną się, że dalsze trwanie w ich przyzwyczajeniach nie robi na Tobie najmniejszego wrażenia. A już na pewno nie wywołuje takiego Twojego zachowania, do jakiego ich przyzwyczaiłaś. To po co tak dalej ciągnąć?

To jest proces. To będzie trwać. I nie od razu zaskoczy. U nich. Bo Ty u siebie zauważysz zmiany natychmiast.

Co jest w tym najtrudniejsze? Chwila, w której powiesz „dość”. Moment kiedy uświadomisz sobie, że potrzebujesz tej zmiany. Że coś nie funkcjonuje tak, jak powinno. Że to co się dzieje nie jest wynikiem szalejącego El Nino, ale totalnego braku Twojej wiary w siebie i własne możliwości.

Najtrudniejsze są te sekundy i minuty zaraz po powrocie z przyszłości, kiedy siedzisz i myślisz „to co ja mam teraz zrobić? jak mam rozbić to lustro, które dzisiaj stoi między mną a moimi dziećmi i w to miejsce postawić zupełnie nowe? takie, które będzie odbijać wyłącznie to, co dobre. jak?” Moja droga, lustro pozostanie to samo. Jedynie odbicie ma być nowe.

I co jest równie trudne? Wiara w to, że Ci się uda.

Czy to jest łatwe? Nie. Czy warto? Tak. Czy Ty tego potrzebujesz? Tak. Czy potrzebuje tego Twoja rodzina? Tak. Czy jeśli masz cudownego męża/partnera i dzieci aniołki ten tekst jest też dla Ciebie? Tak.

Bo każdy układ, rodzina też, ma swój punkt centralny. I wszyscy, którzy krążą wokół, świecą światłem odbitym właśnie od niego. Wiem, że pojechałam Kopernikiem, ale tak to wygląda. A dzisiaj, w znakomitej większości rodzin, w której pojawiają się dzieci, to je ustawia się w środku. A cała reszta ma krążyć wokół nich. Ile razy czytałam i słyszałam „teraz dziecko jest najważniejsze. reszta musi się dostosować”. Błąd! Skucha! Bzdura! Tak stawiając sprawę przenosimy na dziecko odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w nas i w naszych rodzinach. Nasze szczęście ma zależeć od naszego dziecka? Za nasze porażki będziemy obwiniać nasze dziecko? Obarczymy je czymś, na co one nie są gotowe i czego nie chcą  i nie potrzebują. W tym centrum mamy być my, rodzice: mama i tata. Dlaczego? Odsyłam Cię do wpisu „Dla dziecka najważniejsze”

Pytanie kolejne: czy jeśli tego nie zrobisz, jeśli nic nie zmienisz, będziesz tego żałować? Nie umiem za Ciebie powiedzieć, na czym Ci zależy. Wiem, o co ja walczę. Najbardziej bowiem na świecie zależy mi na tym, żeby moje dziecko wyrosło na szczęśliwego, pewnego siebie, ciekawego świata i ludzi, szanującego innych i takiego, który innych obdarza tym szacunkiem, człowieka. Żeby po prostu miała fajne życie. A tego wszystkiego nauczy się przede wszystkim od nas, ode mnie i od jej taty.

I czy Ci się uda? Tak

Skąd to wiem? Bo wierzę w Ciebie. Bo najważniejsza jesteś Ty.

Bo wierzę, że Ty też chcesz aby Twoje dzieci były szczęśliwe.

Bo wiem, że Ty też chcesz być szczęśliwa.

Wierzę, że jesteś silną i piękną kobietą.

Wierzę,  że dla swoich dzieci jesteś w stanie zrobić wszystko. Nawet to, co z pozoru nie wygląda na robione dla nich.

Wierzę, że masz w sobie ogromną siłę, żeby wziąć się ze swoim życiem za bary.

Wierzę, że w głębi duszy tęsknisz za sobą, pełną wiary we własne siły, nadziei na cudowne życie, przekonania, że świat stoi przed Tobą otworem, uśmiechniętą, szczęśliwą i spełnioną.

Wierzę, że  znajdziesz w sobie pewność, że dasz radę.

I w końcu, wiem na pewno, że nie będziesz w tym sama. Bo ja nie zostawię Cię z tym tak o. Bo zawsze kiedy będziesz chciała się do mnie odezwać, możesz to zrobić.

I wiesz dlaczego jeszcze? Bo kochasz siebie taką, jaką jesteś. I dlatego zrobisz wszystko, żebyś mogła być z siebie dumna i pewna własnej wartości. Po to, żeby Twoje dzieci myślały w przyszłości o sobie dokładnie tak samo.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook7Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Smutne jest życie kobiet-matek w Polsce, gdyż stale się je spycha do mało docenianej roli matki i pani domu, a w pracy nikt nie chce zatrudniać takich osób, bo nie są w pełni dyspozycyjne… Przez to często tracą swoje życie zawodowe, a później już wszystko samo się toczy, bo ciężko coś zmienić, gdy nie ma się do czego wracać, gdy trzeba zaczynać wszystko od nowa…I to jest wyzwanie dla większości matek, by do tego nie dopuszczać!

    • Najsmutniejsze w tym jest to, że te mamy często kompletnie nie mają siły, albo nie zdają sobie sprawy w czym tkwią, albo się boją, albo im się nie chce, albo ulegają presji „no że tak właśnie jest”. Nadrabiają chwilowymi przebłyskami szczęścia, kiedy uda mi się uciec na kawę z przyjaciółką. Czują się winne, że lubią swoją pracę zawodową podczas zgodnie ze stereotypami o macierzyństwie nic innego poza byciem mamą nie mają prawa pokochać.

  • Ciężki temat ale niestety bardzo prawdziwy. Moje dotychczasowe doświadczenie, że wiele tez w takim zachowaniu facetów winy kobiet. Przede wszystkim matek takich Pańów, któe w dzieciństwie wyręczały we wszystkim swoich synków i ucząc ich, że to normalne. On jest królewiczem, któremu kobieta ma służyć. Widzę to po swoich kolegach. Mam też przykład młodszego brata który nie ma takiego problemu bo od dziecka był ganiany do pracy w domu i gotowania, poza tym miał wzór taty w domu, który gotuje i sprząta (mimo, ze moja mama zajmowała się domem i nei pracowała zawodowo).

    Z drugiej wina ich dotychczasowych i obecnych partnerek, które się na to godzą i nie zwracają na to uwagi. Sama znam kilka przypadków, kiedy moje znajome spokojną, rzeczową rozmową (oczywiście powtarzaną wiele razy) były w stanie z czasem wypracować normalny rodzaj partnerstwa. oczywiście sa tez przypadki beznadziejne.

    • Kilińska

      ależ absolutnie tak jest patrząc na mężczyzn. To jest wyssane z mlekiem matki. Zderzenie takiego domu z kobietą tak strasznie zagubioną, niepewną, nieświadomą swojej wartości, bezsilną i zmęczoną jeszcze potęguje jego nawyki. Co więcej: bardzo często teściowe nie widzą kompletnie nic złego w tym, że oto naprzeciw stoi kobieta, taka sama jak ona, i nie może nic. to strasznie smutne jest. I naprawdę jestem pełna podziwu i uwielbienia dla tych kobiet, o których piszesz, że udało im się wypracować normalny rodzaj partnerstwa. Brawo kobietki moje:))

  • kawał dobrego i porządnego tekstu !
    <3

    • Kilińska

      dziękuję <3

       

  • każdy z nas jest nie tylko efektem swojej wizji samego siebie. jako istoty społeczne jesteśmy tym, co realizujemy w ramach postrzegania siebie, ale także sumą interakcji z innymi. klucz w tym, żeby umieć wyznaczyć takie granice i wolności, żeby jak najbliżej tej swojej wizji podejść, nie ograniczając i nie krzywdząc przy tym innych. proste podziały obowiązków są zdrowe i naturalne. trzeba tylko wszystko jasno sprecyzować, a nie liczyć na domysły naszego otoczenia. a jeśli chodzi o ważność jednostki – nie postrzegam siebie, jako najważniejszej. w swoim związku i rodzinie nie stopniuję, staram się równoważyć istotność potrzeb znając przy tym swoją wartość.według mnie nie chodzi o to, żeby stawiać się na piedestale, a raczej nie o to, żeby zostać na scenie na równi z pozostałymi.

    • Kilińska

      oczywiście Justyna, że nie funkcjonujemy w oderwaniu od innych. i oczywiście, że trzeba komunikować, a nie oczekiwać, że się domyślą. nikogo też nie stawiam na piedestale w takim przełożeniu, że co to nie ja.. zwracam uwagę, że skupienie się na sobie, umiejętność budowania pewności siebie i poczucia własnej wartości jest kluczowe dla przyszłości naszych dzieci. Bo między nami stoi lustro. Jaka ja – taka ona. I obojętne czego się nasłucha, naczyta itd, to i tak ta baza, fundamenty, obojętne jak później opakowane czy poobijane, wynosi z domu. I dlatego tak ważne jest, żeby dbać w pierwszej kolejności o siebie. Bo to najpiękniejsza forma egoizmu jaka istnieje – walczę dla siebie, ale dla niej. pozdrawiam mocno.

  • Poruszyłaś ważny temat! jest nim sprecyzowanie swoich celów życiowych i określenie życiowych priorytetów.

    • Kilińska

      dziękuję Bożena <3

  • genialne. idealne. takie prawdziwe. aż muszę się zastanowić nad swoim życiem… choć u mnie jest mimo wszystko inaczej. ale zastanowic się i tak trzeba!

    • Kilińska

      dziękuję Kasia:) potwierdzenie, że zmotywowałam do przemyśleń jest dla mnie jak miód na serce. tego chcę, z tego czerpię siłę i tym chcę poruszyć Was, którzy, które to czytają. Dziękuję i ściskam

  • Wow, to słowo, którymi parę osób zaczęło komentarz. I ja nie mogłam się powstrzymać. Potrafisz działać na wyobraźnie. Poruszasz bardzo ważny temat i dajesz do myślenia. To naprawdę wartościowy tekst.

    • Kilińska

      Dziękuję Agnieszka<3 dawanie do myślenia nakręca mnie ogromnie. a działanie na wyobraźnię - marzę, żeby zawsze działało w dobrym kierunku. pozdrawiam  mocno

  • Jeszcze jeden taki tekst i prześlę Ci rachunek za chusteczki higieniczne;) A tak serio, to naprawdę trafiasz do mnie tym, co piszesz. Bardzo się w tym odnajduję. Niestety, ale i stety, bo to daje nadzieję. Przeczytałam, wypłakałam, teraz zamierzam zaufać Ci i zmienić to, co we mnie siedzi. Decyzja podjęta:)

    • Kilińska

      dziękuję. za zaufanie. zrobię co w mojej mocy, żebyś tej nadziei brała ode mnie jak najwięcej.i żeby Twoje zaufanie nigdy nie poddane zostało żadnej próbie. Ty mi chusteczki, a ja Ci rachunek za pranie, bo jak czytam Twoje komentarze to smarczę w koszulkę.

  • Wow, robi wrażenie. Pochodzę z domu samych kobiet i na szczęście nie opatrzył mi się taki model rodziny. Teraz sama go tworzę 🙂

    • Kilińska

      Cudnie mieć za wzór własnych rodziców, mamę czy ojca. To chyba najlepszy posag, jaki można sobie wymarzyć:))

  • Marzena

    Świetnie sie czytało, ale uważam, że ciut przydługie. Za to język masz świetny!
    Moja uwaga mamy i żony, która „tam była”: wybierz sobie jedną rzecz. Tylko jedną. I jej się trzymaj. U mnie to było: od dziś nie robię zakupów. Tak, moje drogie. Robię zakupy TYLKO dla mnie (ubrania, kosmetyki). Za codzienne zakupy odpowiada mąż (chleb, mleko itp). Resztę wpisujemy na listę. Z listą na wielkie zakupy jadą męzczyźni (mąż i 2 synów). Bo to wielka rzecz (wiecie, to takie męskie: niby ciężko i dużo itp to ich łechce 🙂 ).
    A ja mam swoją zumbę, zioła, bloga i wszyscy są zadowoleni. Pozdrawiam, Marzena.
    PS zakupy wybrałam, jak zdałam sobie sprawę, że 15min dziennie na zakupy, to 1h30′ tygodniowo. 1h30′! Cały trening zumby (z prysznicem!), albo masaż albo co innego.

    • Kilińska

      Marzena, zdaję sobie sprawę, że z tym wpisem Sienkiewicz przy mnie to mistrz form krótkich. Ale uznałam, że taki właśnie długi on musi być. Odpałiłaś mi oczywiście silniki oceną języka, jakim piszę. Dziękuję! Świetne posunięcie z zakupami. Jesteś kapitalna. To czysto techniczne rozwiązanie, a zobacz ile przynosi Ci miejsca na fragmenty dnia WYŁĄCZNIE dla Ciebie. Brawo GIRL! WIerzę, że w ten sposób budujesz sobie swój absolutnie niezależny od opinii innych, nawet Twoich najbliższych, świat. I to daje Ci moc i radość. Dziewczyno moja, strasznie się cieszę! Ściskam mocno!

      • Marzena

        Ty motywujesz mnie, a Ciebie. Tak to działa 🙂

        • Kilińska

          Dzięk! Krótko mówiąc: jest moc 🙂

  • Kilińska

    wow, to ja dziękuję! Jeśli faktycznie to co pisze w jakiś sposób inspiruje i motywuje do zmian, to moje serce zaczyna bić mocniej. dziękuję.

  • Ewa

    Genialny wpis…ta opowieść …po prostu świetne…
    Piszesz niezwykle plastycznie…tak pisz dalej…
    bardzo się dobrze czyta Twe rzeczy…:)
    I człowiek się zaczyna zastanawiać, poważnie… a może ja bym coś tam u siebie w życiu poprawiła, zmieniła
    bo naprawdę piszesz niezwykle przekonująco, ale nie narzucasz zdania, dajesz możliwość wyboru
    i zadumy….
    dziękuję

Przeczytaj poprzedni wpis:
MAMA CZY PRZYJACIÓŁKA

Jeszcze kiedy byłam siuśką taką, co to naście lat miała, wiele razy od moich koleżanek słyszałam, że z ich matkami...

Zamknij