EURO 2016 OCZAMI PUSI

Czy jestem Pusią Marcina Dańca? Ja nie, ale znam kobietę, która wciąż nie wie kim jest ten ubrany w inny kolor niż ci pozostali. I kocham ją za to. Za to, że mimo ogólnonarodowego sztywnienia kończyn na hasło "a dzisiaj gra Polska" ma odwagę powiedzieć "a ja mam to w dupie". Ma gdzieś czy Lewy strzeli i dlaczego, tak na oko, trzydzieści milionów Polaków nagle zachwyca się młodą odmianą kapusty, niejaką Kapustką?? I dlaczego w ogóle Euro jest po 2016? Albo dlaczego remis jest zwycięstwem, choć wcale nie wygrali, obojętne w co grali? To wszystko dla niej nie ma większego sensu. Co dzieje się na boisku ma dla niej bowiem takie znaczenie jak to, czy zbocza wzgórz na Bora Bora pokryją się wkrótce zieloną trawą. Czyli żadne.

To całe Euro 2016 jest dla niej nic nie znaczącym wydarzeniem sportowym, którego nawet nie stara się zgłębić, polubić czy przyłączyć się do ogólnie panującego ocipienia wynikami, choć sądząc z przewagi mężczyzn na trybunach i przed odbiornikami, oczłonkowania raczej. Nie dla niej oglądanie grupowe w pubach, parkach, kawiarniach czy przyrzecznych barach wątpliwej obsługi. Kiedy widzi biało-czerwone chorągiewki przyczepione do samochodów, szybko wchodzi na stronę www rady ministrów RP i szuka rocznicy, miesięcznicy, czy dnicy jakie może przeoczyła gdzieś pomiędzy schabami, a lampką wina ze mną. Zdecydownie woli własne zaplecze, gdzieś z dala od zgiełku trybun. Nie rozumie dlaczego trzeba "jebać Solorza" akurat teraz, a nie na przykład we wrześniu, o piętnastej? Jaka to jest różnica? I upiera się przy wrześniu, ponieważ według niej dla zainteresowanego przecież to odwleczenie w czasie aktu, bądź co bądź przemocy, może wpłynąć na samopoczucie onego. W tym przypadku powiedzenie "lepiej późno niż wcale" nabiera dla niej znaczenia pewnej nieśmiałej sprzeczności z faktami.

euro 2016

Ale że telewizja wtedy zajęta i nie ma "M jak Miłość"?? O naiwności. To już nie te czasy. Są smartfony, tablety, pecety z wbudowanym wi-fi. Te naszpikowane testosteronem odbiorniki telewizyjne, możecie sobie nawet do kibla ze sobą nosić, o panowie. Wasze małżonki, partnerki, dziewczyny czy narzeczone są już na wyższym etapie zaawansowania technologicznego. I jeśli są przezorne, a moja Pusia jest, to na długo wcześniej zabezpieczą sobie tzw. tyły. Ustawią własne i wierne grono kibiców, które na czas tych najważniejszych dla Was meczy, będą pod ręką i uchem. Pławić się będą w swojej niezależności medialnej; rozkoszować nieograniczoną wolnością wychodzenia na siku, zapalania papierosa, odbierania telefonów.

A nauczona doświadczeniem Pusi z 2002 roku, moja Pusia zluzuje również w kwestii nachodzenia swego Pana w celach gastronomicznych. Ta kwestia w ogóle się przy tych Euro nie pojawi. W przypływie własnego geniuszu namówi swojego Tygrysa, nabzdyczonego nienawiścią do maści innych niż okołowiślańskie, aby przyłączył się do jemu podobnych na najbliższym zgromadzeniu narodowym pod barwami biało-czerwonych. A tam, pani, piwo litrami się leje, fryty, kiełby, czipsy i orzeszki wystawione do kosumpcji przez całe dziewięćdziesiąt minut plus przerwa. A sprytna Pusia wyczai również, na które z tych zgromadzeń wybiera się Krzysiek spod trójki, coby jeszcze Tygrysowi smutno nie było samemu "chujami" w sędziego rzucać. A może i przy tej okazji panowie zapomną i wybaczą sobie wzajemnie, że jeden drugiemu zderzak obił w zeszłym roku na podjeździe. To i pożytek jakiś będzie, bo żona Krzycha to chyba jakiś salon kosmetyczny ma. To i by jakie zniżki dała po sąsiedzku.

Moja Pusia jest już dużo bardziej wykształconą żoną kibica niż ta z 2002 roku, z Korei, kiedy to Edzia Górniak odśpiewanym hymnen państwowym narzucila tempo gry naszym orłom:"wooooniej, woooolniej" zdawało się unosić wtedy nad głowami podopiecznych Engela. Dzisiaj Pusia jest wyedukowaną Pusią. Ale nie w kwestii spalonego – to dla niej w dalszym ciągu synonim nadwątlonej kondycji kotletów na patelni. Ale doskonale wie jak wycisnąć z soczystych muraw stadionów piłkarskich dla siebie tyle, ile się da. Stała się mistrzem zarządzania czasem, logistyki i marketingu szeptanego. W swoim telefonie ma ustawione powiadomienia zbliżających się meczy naszej reprezentacji. Odpowiednio wcześniej może zatem ułożyć harmonogram dnia przede wszystkim dla Tygrysa. On, niczego nie świadomy, jest zdalnie sterowanym przedłużeniem inteligencji, zaradności i sprytu swojej Pusi. Ona bowiem doskonale wie gdzie wysłać starego żeby mieć w domu te dwie godzinki wyłącznie dla siebie. Zakupi mu nawet na Allegro zestaw kibica i uszczęśliwi go tym na parę dni przed rozgrywkami, tak aby jak najobficiej zamydlić mu oczy tym, co naprawdę kryje ten prezent. On, Tygrys, Pan będzie pod tak wielkim wrażeniem przemiany własnej Pusi, że kupi jej nawet bukiet tulipanów u baby na rogu i będą to pierwsze kwiaty od dwudziestu lat, kiedy to Pusia spełniając obowiązek wobec Tygrysa i ojczyzny, wydała na świat przeuroczego następcę tronu Pana swego jedynego.

I kiedy nadejdzie już ten dzień, wielki dzień naszych cudownych chłopców z orłem na piersi i wybije godzina osiemnasta, nasza rozluźniona Pusia zasiądzie w swoim ulubionym fotelu. Na chwilę zamknie oczy by wsłuchać się w cudowną ciszę jaka panuje wokół niej. Ustawi sobie pod świeżo wypedikiurowane stópki pufę typu podnóżek. Butelkę ulubionego, schłodzonego "Liebfraumilch" postawi wraz z kieliszkiem w zasięgu wzroku i sięgnięcia. Weźmie pilota do jednej, smartfona do drugiej ręki. Wyklika numer i powie:

"halo, jesteś? no ja też. tak poszedł już. nie, nad Wisłę. będzie dwa razy dłużej wracał. nie, Uberem. "bo taniej"-  rozumiesz. kupił bez zająknięcia. no już. aaa, popatrz no: ten Lewandowski jak wyprzystojniał, co? no zobacz, jak go ta jego Ania wyszykowała. o, widzisz jak z tyłu ma tak wygolone fajnie? muszę Rafała spytać, czy to modne takie jest wśród młodych dzisiaj. może i on by się skusił. z takimi strąkami chodzi ostatnio. nie, u kolegi jest. wiesz, tego od komputerów. no. a zobacz…no, helo-oł. a który to taki piękny??? Fabiański? no Ty wiesz, dużo lepszy niż ten Szczęsny. tamten to ma takie usteczka, wiesz, "w  mordę kopany" takie. no czego rżysz głupia, no. taaak, jakby narysowane takie. nie podoba mi się. ale Fabian…no proszę, proszę. a kto to ten taki młody taki? no ten z grzywką? a, Piszczek…nie lubisz go? dlaczego? aaa tam, że nie podał…no wiesz kochana. czy teraz to ważne? … no co poradzisz? nic nie poradzisz no… o, gwizdek… Ty, ale Lewy to na serio jakoś tak zładniał, co? a słyszałaś, że do Realu ma przejść?? no mówię Ci…za jakieś bajońskie pieniądze. weź, jakieś miliony euro…Ty sobie wyobrażasz ile Anka będzie sobie mogła ciuchów za to kupić? co? domów? no ba, już kupiili…w Liebeskindzie. ile??? stać ich. niech kupują. co? … oooo, patrz NO I GDZIE MU TAM WRZUCASZ, NO? DO TYŁU? OCZU NIE MASZ…NO BŁAGAM. I GDZIE LECISZ NO? POTKNIESZ SIĘ, GUZA SOBIE NABIJESZ I BĘDZIE. OJ CO TY TAK SIĘ SZCZERZYSZ? TO PIŁKA JEST, NIE LUSTRO. Ty widziałaś jak nim podrzuca? a patrz jak mu się włosy potargały. pianki sobie za mało dał widocznie. ale teraz o co chodzi. co? faul? ale że co zrobił? kopnął? który? nasz? oj dałabyś spokój już, no. tamten biegł to nasz go kopnął. oj co Ty taka delikatna jesteś, no? …Ty widziałaś?…dzwoni? a po co? no dobra, tylko oddzwoń. no całuję"…

Bo co przede wszystkim Pusia zrozumiała w ciągu tych czternastu lat od Korei 2002? Jak mówi stare przysłowie indiańskie:

"JEŚLI NIE MOŻESZ ICH POKONAĆ, PRZYŁĄCZ SIĘ DO NICH"

Bo kto powiedział, że Pusia ogląda mecz? Pusia cały czas ma ten mecz głęboko osadzony. I nie boi się mówić tego na głos. Nie idzie za tłumem. Bo tłum szaleje dla wyniku. Ona szaleje za czymś innym. Pusia obserwuje, komentuje i przeżywa skrawki życia dwunastu tragarzy gigantycznej odpowiedzialności narodowej, jaka w danym czasie spoczywa na każdym z nich. Czuje ich każdy oddech. Łapie każdą kroplę potu spływającą z ich skroni. Rejestruje każdy gest, grymas czy charchnięcie spod żeber na murawę. Pusia czuje się Polką, zawsze się nią czuła. I jakże polskie są dla niej błękitne oczy Lewandowskiego albo dłonie Fabiańskiego, przyodziane w te wielkie rękawice, które w wyobraźni Pusi robią z nią takie rzeczy, o których się nawet największym znawcom piłki nie śniło. I to właśnie w piłce nożnej jest dla Pusi najcenniejsze.

"WEDŁUG MOICH OBLICZEŃ JEŻELI ONI PO PRZERWIE NIE STRZELĄ DRUGIEJ BRAMKI, TO BARDZO TRUDNO IM BĘDZIE STRZELIĆ TRZECIĄ" –  Kazimierz Górski

Wpis ten dedykuję wirtualnie naszym dzielnym chłopcom i trenerowi Nawałce z życzeniami dźwignięcia tego historycznego i histerycznego szaleństwa jakie, jeśli Wszechmogący pozwoli, a Pan Kazimierz pomoże, rozpocznie się lada dzień, kiedy to stanie się faktem nasze wyjście z grupy, czego z nieziemską rozkoszą pragnę i wyczekuję.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Mam to szczęście, że i ja i mąż nie oglądamy meczów (sprawdziłam, dokładnie tak się to odmienia) piłki nożnej. Ot i problem z głowy:) Ale tekst jak zwykle boski, mało co nie oplułam kawą klawiatury (akurat jej nie piłam i to wyłącznie dlatego). Pozdrawiam:)

    • Kilińska

      Kochana moja, cieszę się zawsze kiedy się śmiejesz czytając moje teksty:) dziękuję 

  • Sympatycznie i z humorem się zaczytałam, świetny tekst. 🙂 Piłki nożnej nie oglądam, całkowicie poza sferą moich zainteresowań, zdecydowanie bardziej wolę przeczytać książkę w tym czasie. 🙂

    • Kilińska

      Dziękuję bardzo. Do niedawna to nawet zagorzały kibic piłki wolał wziąć książkę do ręki niż oglądać mecze reprezentacji. teraz jest inaczej i oby ta wznosząca fala trwała jeszcze bardzo długo. pozdrawiam serdecznie

  • Fajny przewrotny tekst 🙂 Wcale nie każdy musi robić to co wszyscy. Ja bardzo lubię takich ludzi, bo po prostu są sobą. Ja zwyczajnie piłki nożnej nie oglądam, ale drugą połowę z Niemcami zobaczyłam. Chyba z ciekawości. Ale inne sporty czemu nie. Tenis, siatkówka potrafią mi przesłonić świat 🙂 A że każdy sport jest narodowy, to gdy w ręcznej Król Artur strzelał gola w ostatnich 15 sekundach, to też byłam przed telewizorem 🙂
    No niech już wygrają z tą Ukrainą.

    • Kilińska

      Kiedy byłam jeszcze tyci bobasem, mój tata sadzał mnie przed telewizorem kiedy była jakakolwiek ważna transmisja sportowa. Być może stąd jestem kibicem chyba wszystkich dyscyplin sportowych orpócz bosku i tych wszystkich Ka czy Wu. Tego nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. No a już kiedy grają, rzucają, skaczą, biegają, płyną czy inne NASI, to całym sercem. Ściskam mocno Ula.

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZYTAM DZIECKU „POTOP” SIENKIEWICZA

Bo to jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości, jaką kiedykolwiek czytałam, jaką kiedykowiek napisano i śmiem twierdzić wciąż najpiękniejsza wśród...

Zamknij