DOBRE RADY ZAWSZE W CENIE…OJ

Biją się we mnie dwie mnie. Może dlatego, że jestem spod znaku Bliźniąt. Well. No więc się biją. Jedna mówi tak "mówcie do mnie. mówcie, co myślicie. jesteście dla mnie najbliższymi ludźmi na świecie. wychowaliście mnie, Ty jesteś moją siostrą, Ty mężem, Ty szwagrem, Ty siostrzenicą, Ty przyjaciólką, Ty przyjacielem. jeśli spytam Was o zdanie, powiedzcie co myślicie. ale jeśli uznacie, że niepytani chcecie mi coś powiedzieć, mówcie. ufam wam, wierzę, że nigdy, ale to przenigdy, nie będziecie źle mi życzyć i celowo wprowadzać w błąd. bo uważam, że Wasze rady to właśnie te dobre rady, które zawsze są w cenie. że jeśli powiecie mi coś, co nie będzie dla mnie przyjemne, to nie żeby zrobić mi przykrość, ale żeby mnie uchronić przed kolejnym błędem, wtopą, kompromitacją…

I mówcie mi też to, co jest dobre. co Wam się podoba. chwalcie mnie. bo każdy i ja też, tego potrzebuje. nie dlatego, że jestem łasa na komplementy, ale dlatego, że wasze zdanie jest dla mnie ważne. bo jesteście moją tarczą. moją pierwszą barykadą. to Wam ufam najbardziej. i Wy znacie mnie najlepiej. Wy powiecie mi, czy zadrżało Wam w żołądku, czy dostaliście gęsiej skórki, a czy może Wam się ulało. z czym jest mi najlepiej, co do mnie najbardziej pasuje. kiedy jestem naturalna, a kiedy zakładam maskę. i kiedy ta maska do mnie nie pasuje. ale wiedzcie jedno: jakkolwiek Was kocham i Wam ufam, nie oddam Wam decyzji tej ostatecznej. jakakolwiek miałaby ona nie być. Wasze zdanie na pewno wezmę pod uwagę. jeśli będzie to pochwała, da mi kopa w tyłek do kolejnych działań i utwierdzi w słuszności moich wyborów. jeśli to będzie krytyka, to na pewno zostawi ślad. na pewno przyjmę ją i przemyślę. na pewno, powtórzę, wezmę ją pod uwagę. na pewno chcę i zawsze będę chciała, żebyście mówili mi prawdę, nawet jeśli okaże się cierpka. ale ostateczną decyzję podejmę ja. dlaczego? bo jestem pewna siebie. pewna, że to będzie słuszna decyzja. że dzisiaj podejmuję takie właśnie decyzje, najlepsze. bo wierzę sobie na tyle, że wiem, że wybiorę dobrze. ale w drodze do tego wybrou potrzebuję Was. nie jako decydentów, ale jako wsparcia".

Tyle mówi pierwsza.

Druga natomiast odzywa się tak "nie mówcie mi co myślicie. ani dobrego, ani złego. nie potrzebuję, nie chcę Waszych opinii. polegam wyłącznie na sobie. sama dokonuję oceny siebie. Wasze zdanie nie ma dla mnie znaczenia. oceniam siebie według własnej miary. nie kogokolwiek innego. no chyba, że zrobi to specjalista. i ktoś, komu ufam bezgranicznie i z jego zdaniem się liczę. wtedy tak. po ocenę mojej fryzury, pójdę do fryzjera. o ocenę wyglądu poproszę specjalistę od wizerunku. po ocenę mojego referatu pójdę do specjalisty od wystąpień publicznych. nie zbieram ocen opierających się na emocjach. dla mnie liczą się wyłącznie merytoryczne głosy. przeszłam długą drogę i teraz moja pewność siebie pozwala mi na opieraniu się wyłącznie na własnej opinii. wiem, że ja mam wszystkie narzędzia do tego, żeby zrobić to jak najlepiej. wierzę sobie i w siebie"

I ta walka między nimi trwa cały czas. I zastanawiam się, co ryzykuje jedna, a co druga? Jakie konsekwencje może ponieść każda z nich? I z czego wynika ich takie, a nie inne nastawienie. Jako druga: czy zamykam się kompletnie? Odcinam się? Nie przyjmuję żadnego komentarza, który oparty jest na emocjach? Spośród opinii z zewnątrz interesuje mnie tylko osąd ekspertów, bo im ufam? Poza tym polegam wyłącznie na sobie? Czy Wasze "dobre rady" nie mają dla mnie żadnej wartości? Czy dla mnie najważniejsze jest to, że jestem świadoma wartości własnej? I to ta świadomość pozwala mi na samodzielny osąd? I czy to wyłącznie ten będę brać pod uwagę?

Natomiast będąc pierwszą, czy otwieram się całkowicie? Czy pytając o zdanie uruchamiam cały proces, na końcu którego stoję ja, pewna siebie i każdej decyzji, którą podejmę? Czy żeby ją podjąć potrzebuję zdania innych? Nie jako wykładnik, ale ślad. Wskazówka. Ziarnko do ziarnka. Czy chcę to pozbierać wszystko w jedno? Spiąć żeby potem przemielić, przerobić, przegryźć? Czy chcę spojrzeć na siebie oczami innych? Tych, którym ufam. Ale też takimi, których nie znam. Czy obcych ludzi też chętnie spytam o zdanie? Czy uważam, że taki fresh-flash z zewnątrz może wnieść coś kompletnie innego, nowego, świeżego? Być może nawet budującego?

A skąd to się u nich bierze? Dlaczego ta druga polega wyłącznie na sobie? Dlaczego zamyka się na opnie tych, którzy jej dobrze życzą? Nie jest pewna, czy rzeczywiście tak jest? Czy te intencje są szczere? Czy jeśli usłyszy komplement, to albo nie będzie umiała w niego uwierzyć, albo będzie się zastanawiać czy to aby nie jest udawane pochlebstwo? Czy może, mimo tego, że jak twierdzi jest pewna siebie, ta pewność siebie zbudowana jest na bardzo chwiejnych nogach? Wierzy w siebie, ale nie do końca? Zbyt mało jeszcze, żeby przyjąć opinie tych, którzy są jej najbliżsi, nie mówiąc już o ludziach postronnych? Czy boi się, że każda ewentualna krytyka może ją zaboleć? Zranić? Czy kiedyś tak bardzo mocno ktoś ją zranił, że dzisiaj właśnie dlatego się zamyka? Nie chce przeżywać tego po raz kolejny? Czy może zbudowała wokół siebie mur? Po prostu. I czy to ten mur właśnie daje jej poczucie bezpieczeństwa? Dodaje jej pewności siebie? Czy wpuszcza za niego wyłącznie tych, których sama wybierze? Których opinie będzie mogła albo wytłumaczyć tym, że wierzy im i ufa nad wszystko, albo tym, że zasięga opinii merytorycznej. I czy w takim świecie, obwarowanym wysokim murem, czuje się najpewniejsza? W takim odnosi sukcesy? W takim może realizować swoje cele? W oderwaniu od innych? A może robi najlepszą robotę, jaką człowiek może zrobić sam dla siebie: automatycznie, z góry, obcina wszystko to, co potencjalnie mogłoby wyrządzić jak krzywdę? Po cholerę nastawiać się na strzał, skoro można po prostu nie iść na wojnę? Nie kieruje nią żadna inna emocja, a jedynie instynkt samozachowawczy? I czy dzięki temu jest spokojna? I czy dzięki temu czuje się komfotowo?

A ta pierwsza? Dlaczego tak ważne są dla niej zdania innych? Czy nie jest pewna własnego i dlatego wspiera się opiniami z zewnątrz? Czy tak bardzo potrzebuje być w stadzie? Czy musi przynależeć, choćby właśnie oczekiwaniem na werdykt, do jakiejś społeczności? Czy obojętnie na to, że raz to może być krytyka, a raz pochwała, każdą przyjmuje jako te dobre rady? Czy jest na tyle naiwna, żeby sądzić, że otaczają ją ludzie wyłącznie jej serdeczni, przychylni, szczerzy wobec niej? Że nie ma wśród nich kogoś, kto myśli "Twój sukces mnie nie cieszy, a Twoja porażka dodaje mi skrzydeł"? A może po prostu wie, że na końcu, w finale, na mecie to ona weźmie na siebie odpowiedzialność za to co zrobi, jak się zachowa? To ona wyciągnie wnioski. Czy poczucie bezpieczeństwa daje jej świadomość, że Ci, do których zwraca się z prośbą o komentarz, chcą dla niej i życzą jej dobrze? I choćby było to najbardziej naiwne z jej posunięć, nie straci wiary w drugiego człowieka? Czy jej zdaniem ich opinia może ustrzec ją przed następną, ewentualną kichą, albo dać potężnego kopa, żeby jeszcze i jeszcze?

Czy drugą ktoś skrzywdził, a pierwszej nie? Czy może obydwie przeszły podobne, ale zupełnie czego innego ich to nauczyło? Obydwie przecież kochają siebie same i są z tego dumne.

I teraz, co je czeka? Jak to się skończy dla jednej, a jak dla drugiej? Czy pierwsza nie będzie w stanie obejść się bez tych wszystkich wokół? A co zrobi jak ich zabraknie? Będzie się czuła jak z podciętymi skrzydłami? Nie będzie w stanie dojść do żadnych wniosków? Umiejętność podejmowania samodzielnie decyzji i pewność, że wybrała właściwie zaniknie, kiedy po drodze do tej decyzji zabraknie wsparcia? A może zgubi ją naiwność? Może jednak nie wszyscy będą tacy, jakimi sądzi, że są?

A druga? Co się stanie z tą drugą? Obwarowana i zamknięta pozbawi się obiektywizmu? Nie będzie w stanie skorygować tego co robi? Bo żaden człowiek nie jest w stanie zauważyć, wyłapać, zwrócić uwagi na wszystko, tym bardziej u siebie. Myli brak umiejętności i strach przed przyjmowaniem opinii innych z akceptacją siebie i swoich zachowań? Czy chcąc wypaść jak najlepiej przed innymi, jednocześnie pozbawiając się opinii z zewnątrz, sama sobie przeczy?

To na jakiej zasadzie one razem funkcjonują? Jaki dystans muszą zachować, żeby móc być we mnie jednej? Jaką granicę musiały sobie wyznaczyć, żeby nie wykluczyć się ze swojego bycia razem? Czy jedna powiedziała drugiej "Ty mi mów", a druga pierwszej "Ty mi nie mów"? Czy to jest w ogóle możliwe? A czy może dlatego, że się kochają, szanują i ponad wszystko na świecie, pomino ich różnic, chcą być ze sobą i wiedzą, że życie w pojedynkę, szczególnie gdy należą do jednego organizmu, jest po prostu niemożliwe? Czy w takim razie tworzą duet idealny? Czy z tego nieco zagmatwanego obrazu nie wyłania się para, jaka zdarza się bardzo rzadko? Tak bardzo chcą być razem, że nawet tak zasadnicza różnica w odbiorze drugiego bytu, nie jest w stanie zburzyć ich związku? A może dają sobie więcej niż przypuszczają? Może druga w cudowny sposób mówi pierwszej "Twoja pewność siebie ma dawać Ci przekonanie, że to co robisz nie potrzebuje oceny innych. potrafisz tej oceny dokonać sama"? A czy pierwsza drugiej będzie czasami dodawać pewności, że jej najbliżsi nigdy nie będą chcieli jej skrzywdzić. i że czasami warto spytać o zdanie tego drugiego?

Nie mam zielonego pojęcia. To jest ta trzecia ja. Nie umiem tego rozstrzygnąć. Nie potrafię odpowiedzieć na większość z tych pytań. Nie potrafię ocenić, która z nich ma rację, a która nie? Która skończy lepiej, a która gorzej? Która się zapętli, a która będzie grzała po prostej?

Wiem natomiast jedno: w każdym związku, nawet z samym sobą, jak widać na moim przykładzie, trzeba sobie wyznaczyć granice. Trzeba się KOMUNIKOWAĆ. Trzeba się siebie nauczyć. Trzeba ustalić pewne rzeczy już na samym początku związku. Tak samo jak dzieciom naszym wyznaczamy to od-do, tak i my, dorośli, musimy takie krechy sobie rysować. I sprzedawać je przede wszystkim tym, na którym nam zależy najbardziej. Bo nie wykluczone, że z drugiej strony stoją kompletnie różne od naszych oczekiwania. Nie płynące ze złej woli czy ułomności charakteru. Ale dlatego, że jesteśmy różni. Różnimy się tak mocno, jak jesteśmy do siebie podobni: wszystkim dany był rozum, wolna wola i umiejętność odczuwania. A czasem bywa tak, że przynależność na przykład do jednej rodziny, nakłada na nas takie poczucie, że nam wolno. Wolno nam ocenić. Wolno nam przywalić między oczy tak, że świat się zakręci. Wolno nam krytykować, zanim popełnią błąd. Wolno nam wiedzieć lepiej. A to gówno prawda. Znaczy wolno nam, a jakże. Ale od tego, że tak możemy, do tego żeby rzucać tym na lewo i prawo, jest daleka droga. I to nie jest narzucenie komuś kagańca na gębę i "milcz kreaturo". To poszanowanie czyjegoś wyboru. A jeśli nam ten wybór wydaje się zły, to najpierw upewnijmy się, czy ta druga strona na pewno chce o tym wiedzieć? Bo może mieć to kompletnie w dupie, ze wszystkimi tego konsekwencjami: porażką, blamażem czy wystawieniem się na pośmiewisko. Bierze to na klatę? Super! Nic nam do tego. Nie jest świadomy, że tak to się może skończyć? Też dobrze. Jego wybór.

Aaale też w drugą stronę. Jeśli już po tej drugiej stronie stoi ktoś, komu na naszym zdaniu zależy, kto chce nas wysłuchać, dla kogo jesteśmy ważni doceńmy to. Starajmy się dać mu to, czego od nas oczekuje. W naszej szczerości oddajmy mu zaufanie, jakim on nas obdarzył. Ale też nie wykorzystujmy tego jako przyzwolenie na targanie nim we wszystkie strony świata. Przy okazji krytyki nie zachowujmy się tak, jakbyśmy to my zjedli wszystkie rozumy i za wszelką cenę dążyli do tego, żeby zrobić debila z tego drugiego.

I akceptujmy siebie takimi jakimi jesteśmy. A jeśli nam bardzo nie po drodze, wskoczmy na inną ścieżkę. Bo nie jest sztuką zbudować związek polegający na nieustannej ocenie siebie nawzajem. Sztuką jest być w związku, w którym nasz komentarz wynika z potrzeby drugiej strony. I tak samo nauczmy się chwalić i podziwiać, jak krytykować i oceniać. A nieproszeni spróbujmy zachowywać się tak, jak ludzie, którzy kochają: zawsze szczerze, zawsze w dobrych intencjach, nigdy nie pragnąc czyjejś krzywdy.

Zostań ze mną, pa.

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook8Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Ja jestem mistrzem nieumiejętności w podejmowaniu decyzji. Waham się i nie wiem czy robię dobrze. Potrzebuję porady ale też trochę się boję. Bo jeśli o czymś marzę to wiem ze „rada” moze podciąć mi skrzydła, albo też sprowadzi na ziemię. To też wynika z masy kompleksów i braku wiary w siebie..Ehh, przesrane.
    ps. Fajnie pisze, mądrze gada- kobieta idealna? 😀
    pps. A nie chciałabyś zamontować disqussa może ? 😉

    • Kilińska

      No właśnie próbowałam z tym disq ..coś, ale jakoś nie pykło:) a powiedz w czym on lepszy jest w użyciu?? a co do kobiety idealnej – no błagam, Darling. Ty i brak wiary w siebie?? A Ty czytałaś Twoje teksty kiedyś, czy nie czytałaś? Czy tak piszesz sobie i potem nie czytasz?? Kobieto, no! Jesteś genialna. Masz pomysł. Masz to coś, za co miliony ludzi piszących dałoby się pociąć, czego się nie da nauczyć.: dystans do siebie, lekkoś pisania i swój własny styl. to jest naprawdę rzadkość. i jeśli mogę coś Ci szepnąć, to właśnie na tym spróbuj budować ziarnko do ziarnka tę wiarę w siebie. od czegoś trzeba zacząć. ja zrobiłam dokładnie to samo. wyjęłam z siebie trzy, cztery, pięć rzeczy, z których jestem naprawdę dumna i których jestem pewna. i wokół nich zaczęłam sobie prząść moją nitkę. nic nie dzieje się od razu. trzeba czasu. ale u mnie to już nawet taka spora szpulka się nawinęła. a co do rad: no więc właśnie o to się rozbija wszystko: kiedy opinia jest radą, a kiedy beznamiętną krytyką, oceną i nic nie wnoszącym komentarzem? i być może nie mamy wpływu na to, co dostaniemy, ale zawsze możemy to skomunikować. powiedzieć, na czym nam zależy. ja zawsze jestem za szczerością. ale też wiem, że każdego na taką szczerość stać. być może dlatego, że sami nie chcą takiej szczerości dostać…:)) ściskam

      • AA!! Ja sobie to wydrukuję i powieszę na ścianie! Bez kitu!! <3 Nawet nie wiesz jak mi miło i jakie ważne są dla mnie te słowa!! Ja sobie tak po porstu piszę i w sumie jestem sobą na blogu a to że to się może podobać mimo wielu błędów i niedociągnięć jest dla mnie naprawdę zaskoczeniem. Ale mega miłym! Biorę sobie do serca Twoje słowa i rady! Dziękuję :**
        ps. A z disqussem- no trudno,i tak już u Ciebie zostanę 😀

        • Kilińska

          Wydrukuj kochana, wydrukuj. Ja Ci to mogę tak na kolorowo dać żebyś sobie w ramki oprawiła!! I patrz, te Twoje codzienne zaczepki na fb! genialne!! masz moc kobieto! masz moc. a już jak tę moc połączysz z wiarą w siebie, to jak pieprznie, to w Kielcach usłyszą. Nie mam pojęcia dlaczego akurat w Kielcach, ale jak tak od zawsze te Kielce wsadzam w takie konstrukcje słowne:))))))))) <3

  • babownia

    Przeczytałam z rana, ale musiałam usiąść spokojnie przed kompem, żeby napisać. Myślę, że bardzo często jest właśnie tak, że walczą w nas takie dwa różne światy. Często czuję się rozszarpywana pomiędzy Baśką jedna i drugą. Zosia Samosia czasami nagle płacze, że nikt nie chce jej wesprzeć gdy jest ciężko. Takie rozdwojenie jaźni. Ale może dlatego że Strzelec- pół człowiek, pół koń 😉 A co do oceniania … Staram sie tego nie robić. I bardzo źle znoszę ludzkie pouczanie i ocenianie mnie. Ale w ten sposób właściwie też mierzę innych swoją miarą. Jakoś filozoficznie mi się zrobiło po przeczytaniu 🙂 Lada moment wkroczę w wyzwanie, które kosztuje mnie dużo, bo będę oceniana. A chciałabym zrobić swoje i mieć w nosie ocenę innych 🙂 Tego właśnie sobie życzę. Ściskam 🙂 <3

    • Kilińska

      Basia <3 Wydaje mi się, że można połączyć robienie swojego i niezamykanie się na innych. POD WARUNKIEM, że nie będą to OCENY. Ale rady. I to właśnie jest ta bardzo cienka granica pomiędzy opiniami. Dużo łatwiej, mnie na przykład, przychodzi ocena. Choć bardzo długo już uczę się tego nie robić. A odzywać się wywołana do tablicy. Jest również we mnie coś takiego, że bez względu czy ktoś chce, prosi czy nie, jeśli moim zdaniem coś wymaga naychmiastowej interwencji, bo wiesz, po prostu badziew, kicha, gniot, grozi awarią, to walę z mostu. trudno, no. po dupie może i dostanę, ale nie umiem w takich przypadkach przejść bokiem ale widzisz, znowu, pojawia się pytanie, czy moja opinia umie być obiektywna? i tu powiem tak: mam dosyć daleko przesuniętą granicę tolerancji. i jeśli coś faktycznie ociera się o powyższe, to moim zdaniem faktycznie takie jest. więc walę:)) no i jestem szczera. i teraz powiedz mi Baśka, to zaleta czy wada???:)) Ten artykuł pisałam w ogromnym zaangażowaniu, powiedziałabym, z permanentym ściskiem wiesz czego. I dzisiaj myślę, że jeśli faktycznie, one dwie we mnie się dogadają i od siebie się będą uczyć, to będzie git. Życzę Ci kochana, żeby te oceny były przede wszystkim dla Ciebie wskazówką, nie czymś decydującym. Na pewno będzie dobrze. Ściskam <3 <3

  • Justyna

    Świetny i ciekawy artykuł. Powiem co ja o tym myślę. Myślę więc tak, że zdarzyło się coś dziwnego w moim życiu. Kilka tygodni temu przemawiałam publicznie. Cholernie zawsze bałam się takich wystąpień. Raz, drugi poszło fatalnie. Trzeci, czwarty i kolejny tak sobie. Aż zdarzył się taki dzień, gdy po zebraniu wszystkich doświadczeń, po odrobieniu wszystkich lekcji, po zaakceptowaniu wszelkiej krytyki, wyszłam i poczułam, że to było to. Dałam z siebie wszystko. Byłam i wciąż jestem z siebie cholernie dumna i zadowolona. To jednak nie powoduje, że uważam się za nieomylnego boga a raczej boginię. Wiem, że zawsze może być lepiej i będę się nadal uczyć. Ale dziś chcę cieszyć się z tego sukcesu i nie pytam rodziny i wszystkich dookoła jak mi poszło. Bo sama jestem z siebie zadowolona. Co osoba, to inna opinia. Jedna mi powie, że sukienka nie taka, że dykcja zła, inna, że zdarzało mi się przeciągać yyyyyy. To nie jest istotne. Bo ja nie chcę spełniać oczekiwań innych a swoje. I być najlepszą wersją siebie, według własnej oceny. Nie innych. Nie dążę do tego, aby zadowolić wszystkich. Dążę do tego, aby być sobą. Aby być najlepszą wersją siebie. Wiem już czego chcę w życiu. Bez względu na to jak to ocenia moja rodzina czy przyjaciele. Ściskam serdecznie.Ja im pozwalam być kim chcą być. Nie pouczam, nie wytykam błędów. Bo to, co jest błędem dla mnie nie musi być dla innych. Ściskam już ostatecznie 😉

    • Kilińska

      to cudne co mówisz. „być najlepszą wersją siebie”… jak mało dzisiaj kobiet, które w ten sposób rozumiałyby kobiecość. cudowne, dziękuję. pozwalanie innym na bycie kim chcą bez ingerencji to piękna umiejętność. casami bardzo trudna do zrealizowania. ja miewam, i to najczęściej w stosunku do najbliżych, do zapalającej się lampki „a może spróbowałabyć wiesz… inaczej”. o mmmatko, jak nad tym pracuję:) ściskam również:)

Przeczytaj poprzedni wpis:
02 JKND BIZNES: BLOGER PODPISUJE UMOWĘ O WSPÓŁPRACĘ

Ten podcast przeznaczony jest dla tych blogerów, którzy nie mają pewności jak rozpocząć jakąkolwiek współpracę z firmami zewnętrznymi. W jaki...

Zamknij