STOP KRYTYCE MAM, część I

Krytyka, ocenianie, wyśmiewanie, poniżanie, hejt wobec innych to nic innego, niż inna forma znęcania się nad nimi. Przestańmy w końcu owijać w bawełnę to, o czym wszyscy wiedzą, że jest podłe, ale nikt na głos tego nie powie. Pytanie jednak zawsze jest takie samo – dlaczego? Dlaczego rodzi się w nas pomysł, żeby tak traktować drugiego człowieka? Mamy powód, czy robimy to bo mamy taki kaprys? Jesteśmy sprowokowane, czy tak zostaliśmy nauczone? Dlaczego matki siebie hejtują i gdzie rodzi się przymus oceniania kobiet, które zostały matkami?

Jeśli interesują Cię wyłącznie wyniki, przejdź TUTAJ.

Najpiękniejszy czas w życiu kobiety?

Bycie mamą to, w teorii, najpiękniejszy czas w życiu kobiety. Taki powinien być. Pełen miłości, uniesień, oddania, porywów serca, wzruszeń. Ale jednocześnie to czas niesamowitego wysiłku, na jaki kobieta najczęściej, wcale przygotowana nie jest. I nie mówię o fizycznym, czasami nadludzkim wysiłku, bo ile można nie spać na przykład ciurkiem, ha? Ale o stronie emocjonalnej. O tym, co się dzieje w środku każdej z nas, mamy. I na co najczęściej również, nikt nas nie przygotowuje. Wszędzie słyszymy, widzimy tę różową i błękitną stronę medalu. A jak wygląda ta druga, nieco mniej kolorowa, a bardziej szarawa? I dlaczego jest w niej tyle wstydu, poczucia winy i frustracji, jaką czuje matka? Jaki udział w takim, a nie innym samopoczuciu mamy ma świat zewnętrzny i dlaczego?

Dajmy przemówić liczbom:

  • 95% mam doświadczyło negatywnych zachowań: krytyki, oceniania, pouczania, wyśmiewania, hejtu, zawstydzania
  • 84% mam skrytykowało, pouczyło, etc. inną mamę
  • 52% naszych odpowiedzi wskazuje, że zostałyśmy skrytykowane przez drugą mamę
  • 77% mam skrytykowało po tym, kiedy same zostały skrytykowane
  • Aż w 69% przypadków zostało skrytykowane, ocenione, etc. za to, jak karmimy własne dzieci.
  • Tylko 4% odpowiedzi potwierdza fakt, że ta krytyka, pouczanie, etc. spowodowały zmianę sposobu bycia mamą.
  • połowa wszystkich odpowiedzi wskazuje na to, że te negatywne zachowania powodują, że czujemy się mało wartościowe
  • tylko 6% z nas potwierdza, że oceniłyśmy inną mamę ponieważ zostałyśmy o to poproszone.

Jak reagowałyśmy?

  • Najwięcej, bo aż 64% odpowiedzi wskazuje, że broniłyśmy własnego zdania.
  • 47% „próbowałam się tłumaczyć”
  • 35% „zlekceważyłam to”
  • 32% „odgryzłam się”.

Jeśli zatem wydawało Ci się, że negatywne emocje kierowane do mam do sprawa marginalna, dzieje się rzadko albo w ogóle, to muszę Cię zmartwić.

Popatrzmy sobie zatem na szczegółowe wyniki:

AŻ TYLE??? – wykrzyknęłam! Przecież to niemożliwe! Tym bardziej, że opcja „żadnego z powyższych” przy pytaniu o negatywne doświadczenia, pojawiła się w wyniku dyskusji około ankietowej, zaraz na początku. Pojawiły się bowiem sugestie, że powinnam dopisać do tego pytania tę odpowiedź – „żadnego z powyższych”, bo przecież nie wszystkie mamy te złe doświadczenia mają za sobą. I jeśli tego wyboru nie będzie, badanie stanie się tendencyjne. Ankieta miała wtedy chyba ze cztery odpowiedzi, więc myślę sobie „dodaję”. Od razu to dopisałam i miałam szczerą nadzieję, że pojawi się tam cała masa zaznaczeń. A tu? Zaledwie 5% . Czy zatem wyobrażenie o tym, że hejt matek i wśród nich, dzieje się rzadko, że to wymyślone zjawisko, o którym nie warto zapewne rozmawiać, jest mocno nadmuchanym życzeniem? Prawda zdaje się być nieco jednak mniej optymistyczna.

A która z tych wielkości zaskoczyła Ciebie najbardziej? Czy to, że najczęściej krytykują nas rodzice, czy że aż połowa odpowiedzi na to pytanie to „inna mama”?

Czy może to, że tak dużo mam, które miały te negatywne doświadczenie, podały je dalej? Prawidłowość? Zależność? Chyba tak, patrząc na kolejny wynik w tej grupie, czyli ile mam, które nigdy nie doświadczyły takiego zachowania, nie skrytykowało innej mamy? Czy to będzie miało jakieś przełożenie na to, jak będą zachowywać się ich dzieci? Czy to potwierdza teorię lustra, którym my rodzice jesteśmy dla naszych dzieci? Czy tutaj warto wspomnieć, że dziecko pójdzie najpierw za naszym przykładem, a później za radą?

A jak wypadamy na tle międzynarodowych badań? Otóż w ankiecie przeprowadzonej w USA, wśród 227 siedmiu mam w październiku zeszłego roku, 80% z nich przyznało się do tego, że zostały skrytykowane, poniżone etc.. Badania zostały przeprowadzone w ramach „Miesiąca świadomości zapobieganiu znęcania się”. 67% z nich doznało tego ze strony innej mamy. Prawdę mówiąc, nie pociesza mnie fakt, że u nas ta wartość jest niższa aż o 15%. Tak czy siak, jest to przerażające.

Klasyka. Tu zaskoczenia dla mnie nie było. Od lat, zaryzykuję stwierdzeniem, że od pokoleń, pokutuje bowiem stereotyp, że „dobra” matka to taka, która „dobrze” karmi swoje dziecko. I jakoś tak automatycznie przechodzi to w przekonanie pojedynczej mamy, że jedynie to „jak ja karmię własne dziecko” jest właściwe. Dlatego uzurpujemy sobie prawo do krytykowania, oceniania i udzielania rad na prawo i lewo jeśli chodzi o to, jak inne mamy czy rodzice, mają karmić swoje dzieci. Tak wynika z ankiety. Takie odpowiedzi padały przy powodach, dla których taka krytyka miała miejsce. Tutaj najczęściej czytałam „uważam, że karmienie (takie, a nie inne) jest najlepsze”. Albo „moim zdaniem nie wolno podawać dziecku tego i tego”. Czy to wystarczy, żeby skrytykować albo pouczać?

Pouczanie wpisuje się idealnie w to, kto krytykuje najczęściej. Jako starsi doświadczeniem i wiekiem najczęściej właśnie te wszystkie „złote porady” rodzice przekazują nie jako dobre rady, ale jako pouczanie na granicy z grożeniem palcem „aty, aty”.  Tak przynajmniej jest to odbierane przez mamy.

Jako trzeci z powodów tego, dlaczego krytykujemy czy poniżamy, podajemy „zakorzenione zachowania”. Czy nie zmieniając tego ukorzeniamy w taki sposób kolejne pokolenie krytykantek, oceniaczy i wyśmiewaczy – naszych dzieci?

Totalnie zaskoczyło mnie wiesz jednak co? Że tak dużo mam zostało skrytykowanych za to, jaki sposób na życie sobie wybrały. Czyżbym, będąc matką, miała ograniczone prawo do decydowania o własnym bycie, że pojadę górnolotnie? Dlaczego ktoś ma mnie pouczać, krytykować czy wyśmiewać mój pomysł na moje życie??

I znowu, jak wygląda to na arenie międzynarodowej? Ano, bardzo podobnie: tam 64% mam obrywa za to, jak karmi własne dziecko. Podobnie również wybieramy miejsca, w których to robimy: 67% odpowiedzi dla prywatnej rozmowy, 53% dla miejsca publicznego, online 40% i przez telefon lub via sms 29%.

Miazga. Dla mnie totalna katastrofa. Patrzyłam na te wyniki i łzy napływały mi do oczu. Z jednej strony jak na dłoni widać, ile złego robi negatywne doświadczanie mam. Połowie z nas siada samoocena. Co trzecia czuje się upokorzona. Wobec takich wyników aż cieszę się, że tak wysoko jest odgryzanie się i, że tak dużo z nas broniło swojego zdania.

Międzynarodowe mamy notują tutaj niższe wyniki. 16% odgryza się, 38% próbuje się tłumaczyć, a 29% zignorowało to.

Z drugiej strony okazuje się, że to wszystko, to krytykowanie, pouczanie, wyśmiewanie, udzielanie rad prawie kompletnie jest … PO NIC! 4% dla tej odpowiedzi! 4%!!!! Zatem po cholerę to robimy??? Jaki mamy cel? Czy jeśli dzisiaj wiemy, że to kompletnie nic dobrego nie robi, zastanowimy się dwa razy zanim następny raz wyskoczymy z czymkolwiek podobnym do innej mamy??

Za granicą zaledwie 0,5% mam zmieniło to, jakimi są matkami właśnie pod wpływem tej krytyki. Czy w takim razie ci, którzy krytykują, oceniają, wyśmiewają mają świadomość tego, jak to działa? I CZY O TO IM WŁAŚNIE CHODZI, żeby wywołać taką reakcję?

I tutaj oczy otworzyły mi się szeroko. I przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy podobnie jak 3% z badanych mam uznałam, że poradzę, ponieważ mama była moją przyjaciółką. Usłyszałam wtedy „nie prosiłam cię o radę. jeśli będę tego potrzebować, poproszę”. Nauka na całe życie.

Sytuacja numer dwa: otóż w pewnej rozmowie opowiadam o wynikach ankiety i słyszę „to oczywiste, że jeśli opowiadasz komuś o własnych przeżyciach, w których występuje jakaś sytuacja do rozwiązania, problem, pytanie, niepewność, to ten ktoś udzieli ci rady. nawet jeśli nie jest się o to poproszonym. no po to się właśnie opowiada”. Czy nie tak trochę dzisiaj funkcjonują media społecznościowe? Pokaże się matka z zachustowanym na sobie dzieckiem i już stoi kolejka mamuś do radzenia, jak to ona powinna tego dzieciaka zakutać, bo przecież kuta źle, żeby nie było wątpliwości. No bo tamta druga kuta najlepiej i w jedynie właściwy sposób – to też nie podlega żadnej dyskusji. No, nie jest tak? A jak pokażesz zdjęcie naleśników z bitą śmietaną?? „mogłabyś zastąpić śmietanę chudym jogurtem”, „możesz posypać naleśniki ksylitolem zamiast dodawać bitej śmietany”. No rzesz jasne z modrym no, czy ja kogokolwiek prosiłam o radę, czy tylko pokazałam zdjęcie naleśników???????????

No te wyniki zdają się bić brawo i potwierdzać poprzednie. Okazuje się, że dokładnie za to samo my krytykujemy, za co nas krytykują inni. I, że ta krytyka z naszej strony, nic dobrego dla nas nie robi. Ledwie co piąta mama w tym, że krytykuje czy ocenia, zobaczyła coś pozytywnego (dobrze, lepsza … ).

A o czym świadczy to, że zaraz po czujemy, że tak naprawdę to po cholerę to robimy, skoro to nie jest nasza sprawa? „mądry Polak po szkodzie?”. Aaaaa zaraz, lepsza?? Poczułaś się lepsza? Można się poczuć lepiej po tym, jak się skrytykowało, wyśmiało, oceniło inną mamę, innego człowieka???

No tutaj FANFARY!!! Byłam ogromnie szczęśliwa, kiedy zobaczyłam te wyniki! Mimo, że te negatywne odczucia są i funkcjonują, to częściej padają te zdecydowanie pozytywne. Co może i ciut mnie niepokoi, to tak dużo deklaracji o własnej niedoskonałości. Czy na pewno to właśnie jest ważne w byciu mamą? Bycie idealną mamą?

Cały wachlarz. Z jednej i drugiej strony. Od tych naprawdę wzruszających, do tych, które jeżą włos na głowie. Przepięknie było czytać rozwinięcia niektórych odpowiedzi. Ale były też bardzo smutne wyznania. Takie, które nie pozostawiają wątpliwości, że dzieje się źle. Że ta kobieta, mama, nie ma wsparcia. Że jest sama. Sama ze sobą i z tym wszystkim, z czym nie daje sobie rady. I choć powinna, nie ma oparcia, wsparcia u tego, kto powinien być przy niej pierwszy. Najbliższy.

Jak to się teraz wszystko zazębia. Niskie poczucie własnej wartości wywołuje krytykę, po której czujemy się mało wartościowe. I koło się zamyka.

Po wszystkim chcemy poczuć się lepsze, mądrzejsze, lepiej wykształcone, bogatsze, szczęśliwsze, o szerszych horyzontach, lepiej dbające o dzieci, lepiej wiedzące co dla nich jest najlepsze, bliżej natury niż pozostałe, bardziej we wszystkim? Tylko to jest wszystko bullshit. Nie w ten sposób budujemy i wzmacniamy poczucie własnej wartości. Nie na tym opiera się nasza samoocena. Nie tak poprawimy sobie same własne notowania. Być może, na chwilę tak. Być może poczujemy to połechtanie. Ale na krótko. I zaraz później zaczniemy szukać kolejnego źródła, do którego możemy się podłączyć żeby podreperować nasze własne samopoczucie. Ale to wciąż będzie złudzenie.

Ale jest coś czego nie rozumiem. Kiedy patrzę na tę listę odpowiedzi po lewej stronie, widzę tam prawie wyłącznie pozytywne głosy: wsparcie, inspiracja, wzór do naśladowania, bohaterki … tak widzimy siebie nawzajem. Pomińmy te niepochlebne opinie na chwilę. A mimo to 84% z nas skrytykowało lub oceniło, wyśmiało, poniżyło czy shejtowało tę mamę, którą tak właśnie, przeważnie pozytywnie, postrzegamy. Czy zatem nasze obniżone poczucie własnej wartości, zazdrość i wyniesione z domu, zakorzenione zachowania, nawyki robią aż tyle złego? Sieją tak ogromne spustoszenie w naszych głowach i emocjach, że mimo, że w zdecydowanej większości przypadków inne mamy odbieramy pozytywnie i tak będziemy je prześladować? To jest silniejsze od nas? Czy znowu nie powinnyśmy się nad tym zastanowić w kontekście naszych dzieci, co one wyniosą ze swoich domów rodzinnych?

I znowu biję nam brawo! Mimo tego, że z poczuciem własnej wartości nie jest do końca tak wspaniale, prawie każda  mówi o sobie dobre rzeczy, kiedy ma powiedzieć jaką jest mamą. Ulga. Czuję wielką ulgę. To pięknie składa się z tym, jak się czujemy w ogóle: kochane, spełnione i wartościowe (47%) – to pierwsza trójka.

Ale widzę jeszcze jedno: czy nie działoby się o wiele lepiej między nami, gdybyśmy mówiły o sobie lepiej, jeszcze lepiej i więcej tych dobrych rzeczy, niż tych złych? Popatrz, jak wielki ma to wpływ na to jak bardzo jesteśmy skłonne krytykować, oceniać czy poniżać inne mamy?

Czas na podsumowanie???

No to dlaczego matki siebie hejtują?

Zestawmy kilka pierwszych wyników: otóż w związku z tym, że mamy inne zdanie, pouczamy inne matki i oceniamy to, jak one karmią swoje dzieci przede wszystkim dlatego, żeby samemu poczuć się bardziej wartościowe. I nie widzimy w tym problemu. Po wszystkim jednak czujemy, że to kompletnie nie nasza sprawa.

Znaczy to, ni mniej ni więcej, że jesteśmy wbite w stereotyp dobrej matki dobrze karmiącej własne dzieci. Tak o sobie myślimy: jestem dobrą matką, bo moje dziecko dobrze je.

Pytam się więc jeszcze raz: po co to robimy?

Czy w ogóle wiemy, że możemy inaczej? Że po pierwsze możemy nic nie powiedzieć, powstrzymać się od komentarza. Po drugie możemy zrobić to zupełnie inaczej niż w formie pouczania i oceniania. Możemy też najpierw spytać, czy ta druga mama ma ochotę na to, żeby dowiedzieć się więcej.

Bo nie wszystkie dzieci nasze są, wbrew temu co śpiewa Majka Jeżowska. Nie wszystko, co dotyczy innego dziecka musi być bliskie naszemu sercu. Nie wolno nam krzywdzić czy nie szanować dzieci innych mam. Nie musimy jednak ich wychowywać i ustawiać im jadłospisów na cały tydzień.

A już abstrahując od karmienia, to zamiast przykrywać własne słabości, zazdrościć sobie wzajemnie, powielać stereotypy, przekonywać, że wie się lepiej, życzyć innej mamie, żeby jej było tak źle, jak jej samej czy rywalizować można tej innej mamie powiedzieć:

„widzę cię, dostrzegam cię, zauważyłam cię”

„szanuję twoje wybory”

„doceniam to, co robisz”

„jestem przy tobie”

„wspieram cię”

„podziwiam cię”

„przejdźmy przez to razem”

„jesteś ok.”

„razem damy radę”

„potrzebuję cię”

To ma sens. To może coś zmienić.

Czas na działanie

Co mamy do stracenia?? Skoro nic nie zmienia krytykowanie, ocenianie czy hejtowanie, to spróbujmy czegoś nowego: zamieńmy to na inny język: wspólnoty, wsparcia i zrozumienia.

Jesteś ze mną? Mam nadzieję, że tak. Tym tekstem, wynikami tej ankiety, chcę rozpocząć gorącą i szeroką dyskusję o potrzebie wzajemnego wspierania się wśród mam. O konieczności zrozumienia siebie nawzajem. A jeśli ciężko nam jest się zrozumieć, co najmniej powinnyśmy się szanować. A to wyklucza poniżanie, wyśmiewanie czy hejt. Chcę przekonać Ciebie i inne mamy, że nie musimy się zwalczać dlatego, że się różnimy. Pierwsze co możemy zrobić, to zaakceptować te różnice.

Mam dość czytania, wysłuchiwania, oglądania tego jak inni mają zawsze coś do powiedzenia każdej napotkanej matce, a my wzajemnie walczymy ze sobą zamiast stać za sobą czy obok siebie. Mamy przecież identycznie pod górę. Na co dzień toczymy ten sam głaz pod taką samą pieprzoną górę. Czy to nie jest już powód do tego, żeby podać sobie rękę zamiast dokładać kamieni po drodze??

Zależy Ci na tym, żeby dziecko spod szóstki zdrowo jadło? Czyli zależy Ci na tym, żeby i inne dzieci jadły równie zdrowo? Myślisz o kosztach, jakie ponoszą całe społeczeństwa wskutek śmieciowego żywienia dzieci? Rozpocznij lokalną kampanię, zorganizuj spotkania, zobacz jak robią to inni, np. Jamie Oliver. Zaangażuj się na większą skalę niż pouczanie i krytykowanie. Zmień etykietę.

Przygotowuję już kolejne teksty, nagrania, filmy żeby było tego jak najwięcej. Chcesz się przyłączyć? Masz pomysł w jaki sposób zacząć mówić językiem wsparcia i zrozumienia? Cudownie! Być może uda nam się zorganizować wielką kampanię wsparcia i zrozumienia STOP KRYTYCE MAM! Napisz do mnie na poczta@jakuraniedomowa.pl. Czekam na wiadomość od Ciebie.

Razem zrobimy dużo więcej. Wierzę w to, a Ty? Przede mną, przed nami, cała masa ciężkiej pracy. Ale wiem, że warto ją zacząć. Warto w to wejść. Warty jest każdy wysiłek. W naszych rękach jest przyszłość naszych dzieci. Nie zapominajmy o tym, kiedy będziemy decydować czy warto robić coś, co uczy miłości, zrozumienia, szacunku do siebie i do innych.


Wprowadźmy w ruch hasz #stopkrytycemam. Jeśli zechcesz udostępnić u siebie ten tekst, opisz go właśnie tym hasztagiem. Dołącz go też do każdego Twojego wpisu o tej tematyce. Dziękuję, doceniam to! ♥


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook37Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • Pingback: Iwona Kilińska - wywiad #5 ~ Pan Cytat Inspiruje()

  • Och Wychowanie

    Krytykowanie innych i to niekoniecznie tylko mam, to chyba nasza narodowa cecha, więc jak najbardziej popieram akcję „stop krytyce mam” . Od czegoś trzeba zacząć 🙂

    • @ochwychowanie:disqus Dziękuję Ci bardzo. Wiesz, dostaję maile, że akcja super i w ogóle, ale, że wyniki ankiety są totalnie zaskakujące, a najbardziej te, które mówią o tym, że po pierwsze krytyka nic nie daje, a po drugie że tak dużo mam po wszystkim wyciąga wniosek, że to kompletnie nie ich sprawa. I coraz więcej mam zadaje pytanie „to po co krytykujemy? przecież to nie ma sensu”. I jeśli taka myśl zacznie się rozprzestrzeniać, to powoli, powoli może dojdziemy do wniosku, że po prostu nie warto. A zaczynamy już dzisiaj na moim fp, tam pierwszy krok. jeśli będziesz miała ochotę, serdecznie zapraszam. ściskam mocno

  • Ciężki temat. Tak myślę że sobie nawzajem dowalamy z nawyku i przyzwyczajenia. Same zebrałyśmy niezłe razy, nas w kółko ktoś pouczał i krytykował – więc im robimy się starsze – tym częściej powielamy schematy. Dobry, zły – nieważne. Ważne że wyuczony.

    • @ulaulencja:disqus tak, tak. absolutnie. tak też mówią wyniki. To trzeci najczęściej wskazywany powód „dlaczego to sobie robimy” – zakorzenione zachowania. ale to nie znaczy, że nie można z tym walczyć ani chcieć to zmienić. natomiast nie wiem czy to domena wieku, wiesz. jest taka głośna historia wśród blogerów parentingowych, gdzie młodziutka dziewczyna hejtowała chyba tak często, jak brała oddech. i hejtowani nie popuścili. dziewczyna straciła pracę. a jest młodziuteńka. chyba ledwo po 20.

      • no fakt 🙂 niektórzy mają wrodzone zdolności. Inni czekają na nazbieranie doświadczenia życiowego 😉 By zacząć intensywnie działać. Najważniejsze – że można się zmienić 😀 A pierwszym krokiem jest zauważenie problemu. Więc może dzięki takim wpisom jak Twoje – ktoś jednak chwilę się zastanowi – zanim wypuści słowa z głowy 🙂 Pozdrawiam

        • @ulaulencja:disqus dziękuję moja kochana, dziękuję. mam taką nadzieję, że to cokolwiek zmieni. wzajemnie ściskam

  • Gosia Owczarek

    jej świetne badanie. takie prawdziwe. Krytyka jest była i będzie. Tylko czemu pojawia się ona głównie właśnie wtedy gdy zostajemy mamami. Dlaczego inne sfery życia są wolniejsze od te krytyki. Dlaczego ona wtedy właśnie najbardziej boli. Ja wcześniej byłam dosc odporna na krytykę. Gdy zostałam mamą wszystko brałam bardzo do serce. Brałam, bo teraz już nauczyłam się, że nie warto.

    • @gosiaowczarek:disqus wszędzie Gosia tego pełno jest. zobacz w polityce, wśród celebrytów, na co dzień w środkach masowego przekazu. cała masa. niestety. I poruszasz bardzo ważną kwestię: że od kiedy zostałyśmy mamami, bardzo wszystko bierzemy do serca. pojawia się więc pytanie, dlaczego? czy to nie jest trochę tak, że za bardzo chcemy być „idealnymi” mamami? Że ta otoczka różu, błękitu, czystości, uśmiechniętych dzieci, ułożonych ciuszków w kosteczkę, białych podłóg lekko nie wypacza jednak tego, co nas czeka po drugiej stronie? A przecież to w tym macierzyństwie jest najpiękniejsze: że nie pachnie lawendą i smakuje jak lukier. Czarne i białe. Ale tylko takie, prawdziwe, nie udawane, jest najpiękniejsze. Bo wtedy zamiast czystych półeczek w szafeczkach w centrum uwagi jesteśmy my i nasze dzieci. To jest najważniejsze. A my? Staramy się tak wszystko och och, ktoś wrzuci nam kamyk do naszej pięknej i czystej przestrzeni, a my zamiast go wykopać z powrotem, pompujemy go poczuciem winy. I zaczyna się kręcić koło: myślimy o sobie źle, mówimy o sobie źle i zaczynamy krytykować inne mamy (z badań wynika, że wśród mam, które krytykują inne mamy aż 80% mówi o sobie źle). czas zacząć to zmieniać. ściskam mocno

  • Agnieszka Jarosz

    Uważam, że za taki stan rzeczy po części winne są same kobiety. Ja ostatnio wywalczyłam z moim partnerem duuuużo więcej zrozumienia. Coraz częściej zauważa to co robię i co dla niego kiedyś było moim obowiązkiem. Zaczął zauważać kiedy zaczął zostawać w domu z modszym synem sam. Teraz pochwali, wspiera a przede wszystkim nie krytykuje.

    • To co piszesz @agnieszkajarosz:disqus potwierdza, że trzeba o tym rozmawiać. Mówić. Nie wiem do końca co masz na myśli mówiąc, że „winne są same kobiety”, ale przypuszczam, że właśnie może to. Że o tym nie rozmawiamy. Że wychodzimy z założenia, że krytyka nam się należy. Że jest czymś normalnym. Ja mówię temu zdecydowane NIE. I biję brawo takim kobietom, jak Ty, które zdecydowały się walczyć o prawo do tego, żeby ich nie krytykowano. O zrozumienie, o umiejętność wejścia w ich buty. Super Agnieszka!

  • Tak sobie myślę, że problem trochę polega na tym, że dzisiejsza struktura społeczna wcale nie pomaga mamom. Kiedyś cała społeczność współuczestniczyła w wychowaniu dziecka, ale też współdzieliła ze nie odpowiedzialność. Dzisiaj ta odpowiedzialność spada już tylko na mamę (ewentualnie rodziców), pomocy społeczności coraz mniej, za to każdy nadal rości sobie prawo do wyrażania opinii. Babcia, teściowa, sąsiadka, pani napotkana w parku powiedzą Ci, jak lepiej opiekować się dzieckiem, karmić, leczyć itd – to podkopuje wiarę w siebie i własną intuicję oraz prowadzi do rosnącej złości, irytacji, wściekłości w końcu, która musi gdzieś znaleźć ujście. I niestety znajduje najczęściej w relacjach z inną mamą – choć to smutne, bo powinnyśmy się wspierać, to właśnie my – mamy – często najostrzej się atakujemy. Może po to, żeby przekonać nie tyle innych, ale samąe siebie, że jesteśmy dobrymi mamami…

    • No widzisz @Ewelina (Pozytywny Dom):disqus, atakujemy się najostrzej, żeby przekonać siebie, że jesteśmy dobrymi mamami. Zobacz na wyniki: tytko 9% z ankietowanych po skrytykowaniu innej mamy poczuło się dobrze. Kolejne osiem poczuło, że są lepsze. To wciąż bardzo mało. Za to 22Z% uznało, że to nie ich sprawa. Czy więc nie jest to kwestia świadomości tego, że takie traktowanie innych mam nie poprawi nam samopoczucia? Że nie poczujemy się lepszymi mamami? Jeśli tak, to trzeba im o tym powiedzieć….

  • Lukrowane macierzyństwo to pieśń przeszłości.Niezła baza wiedzy w jednym miejscu. Krytyki nigdy nie unikniemy

    • Hm, wiesz @disqus_6AEuiWFMvq:disqus, tak patrzę na to, co napisałaś od jakiegoś czasu i się zastanawiam…dlaczego mamy nie uniknąć krytyki?? Od czego to zależy?

  • Niezły materiał badawczy. Co do tych pouczeń, to czasami jest tak, że czyjaś faktycznie dobrą radę i w jak najbardziej dobrej wierze, i że szczerym intencjami odbieramy jako właśnie pouczanie, ocenianie etc

    • No właśnie Paulina @pautracz:disqus .. świetnie, że o tym mówisz…teraz pytanie, dlaczego dobre rady odbieramy jak pouczanie etc. ?? Po stronie nadawcy jest błąd? Nie ten ton, nie ta konstrukcja? Czy to odbiorca ma problem ze swoim poczuciem wartości i każdą radę odbiera jak ocenę czy krytykę? A może powstaje niedomówienie już na samym początku? Może brakuje właśnie pytania „czy chcesz posłuchać mojej rady?” Wtedy nie ma wątpliwości co jest czym? Nie wiem, zastanawiam się, bo masz rację, że często właśnie to kwestia złego odbioru może być.

      • A mi się wydaje, że taki a nie inny odbiór wynika z tego, że jesteśmy zasypywane złotymi radami przez wszystkich, czy tego chcemy, czy też nie. Efekt jest taki, że mamy zwyczajnie dość tego, że ktoś ciągle wie i oczywiście musi nam powiedzieć, jak lepiej karmić/nosić/ubrać itd. Ja doszłam do takiego momentu, że swoją opinię wyrażam wtedy, kiedy jakaś mam wprost o nią prosi, bo i sama chciałabym tak być traktowana. A zmiany należy przecież zaczynać od siebie 🙂

  • Mama Tosiaczka

    Ech…ja zauważyłam że niektóre mamy krytykują inne za coś, czego same się dopuszczają. Albo wywyższają się i czują się lepsze od innych. A bo to mają kilkoro dzieci dodatkowo pracują i jakoś sobie radzą i radzą sobie lepiej niż ta, która ma tylko jedno i „siedzi” z nim w domu. A to porównują swoje dzieci z innymi, oczywiście swoje wynosząc na piedestał. Gdy ich dzieciaki rozrabiają na placu zabaw popychają, szturchają inne dzieci, oczywiście tego nie widzą, tylko widzą te dziecko które jej synusiowi się postawiło i odepchnęło lub zabrało swoją zabawkę. Wtedy ich syseczek taki biedny…Och jak mnie takie baby denerwują…

    • @mamatosiaczka:disqus no dokładnie, jak mówisz. To wszystko potwierdza się w wynikach. Chcą się dowartościować, poczuć się lepsze. To, co piszesz, o krytykowaniu tego, co same u siebie tolerują, to inny przypadek. być może podchodzi pod odpowiedź „byłam zła”. Żeby przelać złość na własne dzieci, wylewamy wiadro na inną matkę, poniekąd na jej dzieci też. No to fakt, to jest irytujące. Jak to zmienić w takim razie?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak urządzić mieszkanie własnymi rękami

Geo Rękodzieło, tego jeszcze nie było. Marysia, bohaterka dzisiejszego odcinka MAM(Y) MOC, wymyśliła miejsce, w którym rękodzieło łączy się z...

Zamknij