WSTYDŹ SIĘ, MAMO ankieta

„to może ty nie powinnaś zostać matką”, „wiesz, bardzo Cię lubię, nie żebyś sobie myślała, ale źle robisz kiedy dajesz dziecku kabanosy”, „a co ty umiesz, co ty potrafisz, kim ty jesteś?”, „rodziłaś cesarką? nie jesteś prawdziwą matką”, „nie powinnaś nosić Marty w chuście” – to tylko niektóre z „serdeczności”, jakie usłyszałam tylko dlatego, że jestem mamą. Nie dane by mi było przeżyć tych wzlotów, gdyby nie fakt, że urodziłam dziecko. To, że zostałam mamą dało bowiem innym prawo do tego, żeby mnie oceniać, krytykować, pouczać, poniżać, wyśmiewać i wreszcie kwestionować fakt, że jestem matką.

I powiem Ci, że o ile teraz mam to w dupie oczywiście i po prostu nie komentuję, nie odpowiadam, to nie było tak od początku. I bardzo często czułam się jak zminiaturyzowana ja, stojąca pośrodku kręgu wieeeeelkich matek, grożących mi palcem i jedna przez drugą wykrzykujących „wstydź się, mamo !”.

Dlaczego krytykujemy?

Zachodzę w głowę. Nie rozumiem. Jak rodzi się taka myśl, idea, taka chmurka się pojawia, a w niej tekst „przypierdolę dzisiaj którejś, bo podaje dziecku złą wodę”. Serio. I dlatego, żeby nie wpaść na jakieś karkołomne wnioski, pytam u źródła. Chcę spytać jak najwięcej mam, skąd ich zdaniem coś takiego się bierze i czy same doświadczyły kiedyś czegoś podobnego? I Ciebie też pytam i proszę Cię o wypełnienie poniższej ankiety.

Bo czy nie uważasz, że te wszystkie uwagi mają właśnie taki charakter: totalnie bezsensowny? Bo co to zmienia? Co daje takie przywalenie z otwartej komuś, kogo się kompletnie nie zna, albo komuś bliskiemu – co zakrawa już na patologię. Albo jeszcze gorzej: dlaczego, sama będąc matką, muszę przysrywać innym matkom? Poniżać je, wyśmiewać je, umniejszać ich wartość, życzyć im źle? Ma mi to podnieść samoocenę? Mam się poczuć lepiej? Ma to przykryć moje niskie poczucie własnej wartości, albo wysokie, ale bardzo niestabilne, podatne na oceny innych, stąd u mnie taki imperatyw oceniania innych? Ma zakryć to, że jestem zazdrosna?

Nie mam zielonego pojęcia dlaczego krytykujemy, poniżamy, wyśmiewamy. Ale chciałabym wiedzieć. Dlaczego? Bo jeśli dowiem się dlaczego, być może znajdę sposób, żeby temu zaradzić i z tym walczyć. Stąd ankieta.

Nie chodzi o to, żebyśmy wzajemnie spijały sobie z dziubków. Chodzi o to, żebyśmy pozbyły się chęci zwracania komuś uwagi, krytykowania, poniżania, wyśmiewania, w sytuacjach, kiedy rzecz nas kompletnie nie dotyczy. Kiedy po prostu, to nie jest nasz zasrany interes.

A z drugiej strony zależy mi na tym, żeby było tego jak najmniej. Utopia? Żebyśmy, my matki, się wspierały, były dla siebie oparciem, wspólnotą, grupą, która kochać się nie musi, ba, nawet lubić się nie ma obowiązku, ale nie będziemy się zwalczać, upokarzać, wyśmiewać czy krytykować. Jedziemy przecież na jednym wózku, to po jakiego grzyba z własnych kół sobie powietrze spuszczać?

Wciąż pozostaje to dla mnie zagadką. Wciąż nie rozumiem, dlaczego kompletnie bez powodu wylewamy na siebie wiadra pomyj, kwestionujemy nasze zdolności, predyspozyje, rzucamy jadem, twierdzimy, że jedna z nas na matkę nadaje się bardziej niż druga?

Nie mnie pierwszą to obchodzi. Nie ja pierwsza próbuję się dowiedzieć jaka jest tego skala i skąd to wynika. Były prowadzone już tego typu badania za ocenanem. I wiesz co najczęściej było krytykowane? Sposób, w jaki żywimy własne dzieci. Absurd! A wiesz, kto najczęściej krytykował matki? Inne mamy! Przerażające!

Mam nadzieję, że ta ankieta, w której wezmą udział głównie mamy z terenów pomiędzy Odrą a Bugiem, nie dadzą aż tak nieprawdopodobnych rezultatów.

Żeby były one jak najbardziej wiarygodne, musi je wypełnić jak najwięcej mam. Dlatego moja prośba do Ciebie: wypełnij ankietę i udostępnij ją innym mamom. Umieść ją proszę na swojej tablicy, wklej informację na blogu.

Z góry bardzo Ci dziękuję za Twoją pomoc i Twój czas.

Ja naprawdę mam nadzieję, że my, matki tutaj, mamy inaczej. Ty też?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • ja czasem sobie pomarudzę. jak już widzę jakiś rodzicielski ewenement. Ale raczej pod nosem, ew. w gronie najbliższych, nigdy nie rzygami nikomu jego błędami – przecież mogą być błędami tylko dla mnie.

    • No właśnie, bardzo słuszna uwaga. Co, jeśli to dla nas jest błąd? Co jeśli to tylko my mamy poczucie, że coś jest nie tak, a może to wynikać z naszego, być może skrzywionego punktu widzenia? Właśnie…jak często w ten sposób myślimy, zanim palniemy komuś między oczy?

  • Czasem i ja doradzam innym matkom ale nigdy nie robię tego w złej wierze. Chcę podzielić się tylko swoimi pomysłami na wychowanie dzieci.

    • Wiesz, doradzanie a krytyka to co innego. Ja się nauczyłam, że pytam. Pytam, czy inna mama chce znać moje zdanie. Czasem też samo pytanie się pojawia. Ale kilka razy wyskoczyłam jak z konopii właśnie z jakąś poradą, po czym usłyszałam „ale ja wcale nie chciałam, żebyś mi doradzała”. Ups. Od tamtej pory siedzę cicho. I nie jest mi z tym źle. Bo zawsze staram się sobie wyobrazić, jak ja bym się poczuła po drugiej stronie?

  • Nie wydaje mi się żeby te wszystkie „ciocie dobra rada” miały złe zamiary. One po prostu doradzają tak jak same były nauczone i jak same wychowywały swoje dzieci. Nie trzeba brac pod uwagę, nie trzeba stosować, ale warto szanować 😉

    • Tak, jasne, że nie wszystkie. Ale mówimy właśnie o tych, które nie robią tego z odruchu serca, a z chęci zwrócenia uwagi, skrytykowania, często poniżenia, wyśmiania itd.

  • Eye of Smile

    A to chyba nasza przypadłość jeszcze z czasów hasła „Wszystkie dzieci nasze są”. No, bo prawda taka, że nie są, ale czujemy się jakby odpowiedzialni za wszystkie dzieci i tym samym zobowiązani do napominania wszystkich rodziców, którzy przecież maja prawo mieć swój pogląd na to, kiedy podać gluten, czy szczepić, czy nosić w chuście itp… Dzieci mają swoich rodziców, a oni swój rozum.

    • Myślisz, że to kwestia współodpowiedzialności? Że nasze wszystkie? Hm, może i tak. Tylko w takim razie powinniśmy współradować 🙂 się z sukcesów wszystkich dzieci, nie tylko własnych. A tego jakoś mniej na dzielni:) Jeśli tak, to gdzie współczucie, działanie na rzecz dzieci w domach dziecka, sierot, ofiar głodu i wojny. Nie wiem, serio nie wiem. Dlatego tak bardzo chcę się dowiedzieć. Ja pamiętam dwa takie najmocniejsze: pierwszy, że „powinna pani dokonać samospalenia” i „co ty umiesz, co ty potrafisz, kim ty jesteś”? Tylko wiesz co? Pytanie też jest inne, czy ten ktoś zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił? Czy wie jak działają takie słowa?? Ha…

  • Super dzieciaczki

    Do obcych nie odzywam się, do rodziny też zaprzestaje, bo szkoda strzępić język po próżnicy. Nie chodzi o krytykowanie, lecz zwykłe powiedzenie np. Idź z 3 latką do logopedy po jakąś konsultację, w sytuacji gdy dzieciak praktycznie nic nie mówi.

    • Doskonale Cię rozumiem, ale popatrz tak zupełnie z boku, na ile to, że nie mówi, jest sprawą, którą powinnaś się przejmować? Wiem, że może to i skrajność jest i graniczy z lekką obojętnością w całej rozciągłości. Ale wiesz, kiedy wsparcie nie działa, kiedy widzisz, że rada o logopedzie trafia w próżnię, to czy nie lepiej po prostu odpuścić? Nie wiem. Może sama balansuję na granicy wsparcia i krytyki? Może tak bardzo mnie dali popalić, że teraz sama zanim mnie nie spytają o radę, siedzę cicho do momentu kiedy albo nie wchodzą w moje życie, albo dziecko nie stoi na krawędzi zagrożenia życia i zdrowia?? Wszystko możliwe.

      • Super dzieciaczki

        Dlatego tak jak napisałam zaprzestaję, a wręcz już zaprzestałam. Ich dziecko, ich sprawa, to oni będą sobie za kilka lat pluć w brodę, że mnie nie posłuchali.

        • No właśnie, jakby wcześniej słuchali to wiesz… tak niestety jest. I to jest ta druga strona. Może jakby tak wcześniej posłuchać dobrego słowa, to potem paniki by nie było. 🙂

  • ja staram się nikogo nie krytykować, ale niestety często jest tak, że matka matce wilkiem
    ankieta poszła

    • Dziękuję Maria, no właśnie chcę wiedzieć dlaczego i móc coś z tym zrobić, albo chociaż rozpocząć dyskusję na ten temat. Dziękuję raz jeszcze.

Przeczytaj poprzedni wpis:
JESTEM MAMĄ, ALE TO MI NIE WYSTARCZA

Od dawna twierdzę, że ze wszystkiego, co w życiu do tej pory przeżyłam, najbardziej dumna jestem w z tego, że...

Zamknij