DAWNO DAWNO TEMU

Dzisiaj tak nostalgicznie trochę będzie. Otóż, jak dobrze znamy własnych rodziców czy dziadków? Jak często chcemy słuchać ich opowieści z dzieciństwa i młodości? Zastanawiam się też ile tracimy nie przysłuchując się tym cudownie snutym opowiadaniom? Ilu z nas chce się jeszcze tak po prostu usiąść przy stole z kubkiem gorącej herbaty i posłuchać jak mama czy tata opowiadają „a jak to wtedy było”? Ile znaczą dzisiaj dla nas te opowieści z dawno dawno temu? Czy nasze dzieci będą ciekawe jakie my mieliśmy życie?

Dawno dawno temu

Kraków, lata czterdzieste ubiegłego wieku. Mój, wtedy paroletni, tata, zupełnie nieświadomy jeszcze tego, że za kilkadziesiąt lat ojcem moim zostanie,  spaceruje po Plantach ze swoją mamą. Przysiadają na ławce tuż obok nieznanego im księdza. Tata kręci się i wierci. Obmyśla bowiem w swojej małej, porośniętej kruczoczarnymi loczkami główce, jakby tu pana księdza zagadać. Aż w końcu pyta:

„A obejmujesz otawę?” – odzywa się mały Wacuś i rozczapierza małą rączkę demonstrując przy okazji jak on to robi.

Dla niewtajemniczonych: „otawa” to oktawa, tylko mały Wacuś nie potrafi jeszcze tego poprawnie wymówić. A wie co to, bo od oseska na naukę pianina gania.

Ksiądz nic. Skała. No to malec ponownie knuje plan, jak tu zmusić tego w czarnym do zwrócenia na siebie uwagi. W końcu wpada na pomysł i z miną sugerującą nadchodzący triumf odpala petardę:

„Proszę księdza, a mnie czyści!”

Tatuniu mój, kocham Cię całym moim sercem!!!

Na Rynku Głównym

Czasy studiów. Któregoś dnia młody Kiliński idzie sobie ulicą Floriańską. Jest już trochę ciemno, a latarnie uliczne nie dają piorunująco jasnego światła. Tak więc idzie sobie ten mój tata przed siebie i zauważa nadciągającą z naprzeciwka postać męską. W tym półmroku dostrzega tylko lekki zarost i jak nic rozpoznaje w nim swojego kolegę ze studiów. Podchodzi do niego i mówi:

„Cześć stary. I co, złożyłeś już pracę kolokwialną” – zagaduje tak na nutę intelektualną.

„Nie” – odpowiada kolega. Na to mój tata nieco podirytowany:

„Słuchaj, ale jutro mija przecież termin. No nie wygłupiaj się. Bądź poważny” i przez resztę drogi do rynku wpaja jegomościowi, żeby za żadne skarby nie lekceważył tak ważnego terminu.

Jakież było jego zaskoczenie, kiedy przy dostatecznie jasnym i mocnym oświetleniu Rynku, na którym znaleźli się po chwili, tato rozpoznaje w swym koledze nikogo innego jak mistrza Pendereckiego. Tata stanął jak wryty, zachłysnął się powietrzem i tak na wpół przytomny pyta:

„Dlaczego pan nie reagował?”. Na co Penderecki wyraźnie rozbawiony„A bo tak miło się rozmawiało”.

Od tamtej pory, ilekroć panowie spotykali się po sumie w Mariackim, kłaniali się sobie z nieukrywanym rozbawieniem.

Bohaterowie mojego dzieciństwa

Była u nas taka tradycja: co niedzielę jadaliśmy w mamy pokoju, przy pięknie nakrytym stole. Po deserze błagałyśmy z siostrą tatę, żeby opowiedział nam jakąś historyjkę z czasów swojej młodości. Padały wtedy głównie nazwiska Mandecki, Udziela, Gramatyka, Kwiecień, Sochowa i Gul. Rzadko kiedy Kiliński, to się rozumie oczywiście. To byli koledzy taty z gimnazjum. Prawie zawsze skręcałyśmy się ze śmiechu już od połowy historyjki. Skąd oni te pomysły brali, ja nie wiem. Opowieści jest tyle, że można by wydać piękną książkę. Ale … kiedy dwadzieścia parę lat później umarł mój tata chrzestny, rzeczony Gramatyka, na mszy żałobnej poznałam pozostałych panów osobiście. I o ile smutek po stracie Andrzeja był ogromny, o tyle łzy wzruszenia wycisnęli oni, bohaterowie mojego dzieciństwa. Stali przede mną ci wszyscy chłopcy. Tacy, jakich zapamiętałam z opowieści taty. Urwisy, łobuziaki, ale kochani ponad wszystko.

Och, mama

Mama moja nie pozostaje w tyle. Skąd. Ma totalnie inne doświadczenia, choć równie zabawne jak tata. Jest pies Ero, który „rżnie z kopyta”, jest Pani Anna przyjaciółka babci Stefanii, jest dziadek tańczący mazura w koszuli nocnej. No cała masa. I teraz tak się zastanawiam, ile ja mam dla Marty takich opowieści? Czy moje dzieciństwo i młodość były wystarczająco atrakcyjne, żeby Marta skręcała się ze śmiechu? Czy miałam na tyle wyobraźni, żeby zaskakiwać moich rodziców beczkami pełnymi miodu, z którym nie wiadomo co zrobić? A może nie muszę? Może to wszystko zrobili za mnie Udziela i Mandecki? Może to o nich powinna się dowiedzieć Marta. I to właśnie od swojego dziadka, a mojego taty, który w krótkich spodenkach próbował przekonać duchownego, że jego rozwolnienie jest prawie tak ważne jak lektura Pisma Świętego??

A jakie Ty znasz opowieści Twoich rodziców??


A teraz zapraszam Cię do miejsca, w którym możesz powiedzieć wszystko to, co leży Ci na sercu. Bez oceny, bez komentarzy. Magda napisała o nim „(…) to miejsce może być lekiem dla niejednej duszy”. Tam jesteśmy razem. Tam podajemy sobie rękę. Bez złych intencji, Bez podtekstów. Wystarczy kliknąć na grafikę …


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook1Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Haha uśmiałam się chwilami czytając Twoje opowieści 🙂 Ja żałuję że byłam jeszcze za mała/nieświadoma wielu rzeczy by posłuchać opowieści dziadka. Szczególnie tych z czasów wojny, może niezbyt wesołych ale prawdziwych, od serca.

  • Świetne są takie historyjki. Ja zawsze dziadków prosilam o opowieści. Tata tez czasami opowiadał.

    • Kilińska

      Dziadkowe opowieści są super. Znałam tylko jedną babcię, więc męczyłam ją za pozostałych. Była w tym pierwszorzędna. Strasznie mi tego brakuje:(

Przeczytaj poprzedni wpis:
WYZNANIE

Czułyście kiedyś, że tak strasznie mocno chciałybyście coś komuś powiedzieć, zwierzyć się, wyznać coś, ale strach przed oceną, komentarzem Was...

Zamknij