CZY JESTEM PEWNA SIEBIE ?

Na końcu wpisu proszę Cię o opinię. Wybierz "tak" lub "nie". Dziękuję. 

Parę tygodni temu dostałam mail. Zaczynał się bardzo milo, przyjemnie rzekłabym nawet. Ot, że "bardzo się cieszę, że trafiłam na Ciebie, dużo wartościowej treści, działa" itd. I w końcu autorka przechodzi do sedna: "(…) Brakuje mi jedynie odpowiedzi na pytanie kiedy mam wiedzieć, że tej pewności siebie nie mam? Po czym mam się zorientować, że powinnam pracować nad budowaniem poczucia własnej wartości i pewności siebie, o których tyle piszesz? Kiedy wiem, że nie wiem ile dla samej siebie znaczę? Dużo piszesz o tym i z pewnością dałabym radę wyciągnąć z tego odpowiedzi na moje pytania. Ale czy mogłabyś napisać o tym oddzielny wpis? Chciałabym móc po nim sobie odpowiedzieć na pytanie "Czy jestem pewna siebie?"(…)". 

Poczułam się jakbym dostała obuchem w czaszkę, "No jasne!" wykrzyknęłam i zdałam sobie sprawę, że o całe cztery miesiące za późno o tym piszę. Przecież zaraz po tym jak napisałam o tym, że najważniejsze dla nas kobiet i matek, jest pewność siebie i poczucie własnej wartości, powinnam powiedzieć to kiedy wiadomo, że tej pewności nie ma i trzeba ją budować!! No cóż, jak powtarzam, całe życie człowiek się uczy … również na błędach. I to jest piękne.

Jako matki nasze zadanie jest podwójnie odpowiedzialne: po pierwsze musimy ze sobą dojść do porozumienia jeśli chodzi o poczucie własnej wartości, ale również naszym zadaniem jest nauczyć własne dzieci bycia pewnymi siebie i świadomymi własnej wartości ludźmi. Bo to się samo nie zrobi. Tak jak nasi rodzice lepiej czy gorzej nauczyli nas tego, tak i my mamy obowiązek nauczyć tego nasze dzieci. No znaczy obowiązku nie mamy. Możemy przecież to kompletnie zlekceważyć i pozostawić światu, i skupić się na szkoleniu dzieci z gry na fortepianie i gitarze, karate, judo, nauce lapońskiego czy sztuki układania origami. Tylko co się dziecku bardziej przyda w życiu dorosłym: to, czy będzie składał łabądka z papieru z jednym skrzydełkiem czy to na ile będzie pewny, że każdy cel jaki sobie wyznaczy, nie przerośnie jego możliwości i warto go podjąć?

NAJCZĘŚCIEJ NIE ZADAJEMY SOBIE W OGÓLE PYTANIA "CZY JESTEM PEWNA SIEBIE" PONIEWAŻ RZADKO MYŚLIMY O SOBIE W KONTEKŚCIE "JA". NIE MÓWIĄC JUŻ O ANALIZIE WŁASNYCH ZACHOWAŃ. WYCHODZIMY BOWIEM Z ZAŁOŻENIA, ŻE MY DLA SAMYCH SIEBIE WAŻNE NIE JESTEŚMY LUB NAS PROBLEM TEN NIE DOTYCZY. ŻE JEŚLI NAWET KIEDYŚ TAK BYŁO, TO MAMY TO JUŻ ZA SOBĄ I TERAZ ŻADNYCH TAKICH PRZEGLĄDÓW ROBIĆ NIE MUSIMY.

A to błąd. Po pierwsze ponieważ to my jesteśmy w centrum naszych mikrokosmosów, to od nas najwięcej zależy i to w nas dzieci przeglądają się jak w lustrze. A po drugie, ponieważ każde doświadczenie pozostawia ślad na naszych emocjach i może, zupełnie dla nas niepostrzeżenie, zmienić nas: coś nam dodając bądź coś nam ujumjąc.

Przyjrzyj się teraz sobie i punktom poniżej. Jeśli znajdziesz coś, co wydaje Ci się znajome z własnego doświadczenia, być może to teraz jest ten czas żebyś przyjrzała się sobie jeszcze dokładniej i zaczęła myśleć o sobie w kontekście poczucia własnej wartości i pewności siebie. 

1. kopiowanie – począwszy od doboru ubrań, przez poglądy na życie, świat i ludzi, a skończywszy na sposobie w jakich wychowujesz dzieci, sięgasz po opinie innych. Nie musisz ich pytać, ale wystarczy, że ich naśladujesz. Kiedy zastanawiasz się nad jakimś wyborem, obojętnie jakim, pierwsza myśl w Twojej głowie to "a jak to zrobiła Iksińska" i tak właśnie to robisz. Wzorowanie się na innych samo w sobie nie jest złe. Wszystko dla ludzi. Niebezpieczne staje się to wtedy, kiedy myślisz, że jeśli skopiujesz Iksińską to wypadniesz dużo lepiej niż gdybyś zrobiła po swojemu i, że Iksińskiej zawsze będzie lepsze niż Twoje. A inni docenią, zauważą Ciebie wyłącznie, jeśli skopiujesz Iksińską.

2. szukanie potwierdzenia u innych – przerzucilaś na innych budowanie Twojej pewności siebie i poczucia Twojej wartości. Wszystko co robisz, musi odbić się echem. KAŻDA TWOJA CZYNNOŚĆ MUSI BYĆ CHWALONA I TO BUDUJE U CIEBIE PEWNOŚĆ SIEBIE. Poczynając od podstawowych, domowych spraw typu zmywanie, gotowanie, sprzątanie i pozostałe okołodomowe, a skończywszy na bardziej wzniosłych typu "pani pochwaliła mnie za ładnie wyprasowaną bluzkę Ani" tudzież zawodowe – za każdym razem domagasz się pochwały – "dobre było, prawda?", "popatrz, jak pięknie wygląda dom. sprzątałam dwie godziny", "jak pięknie uczesałam dzisiaj Anię, widzisz?". 

Bardzo często dzieje się tak w relacjach matka (rodzic) – dziecko. Dzieci od małego uczone są tego, że to od ich zachowania zależy to, czy mamusia i tatuś będą się czuli dobrze, będą zadowoleni, szcześliwi, dumni z siebie jako rodziców. Dziecko ma nie przynosić wstydu rodzicom, przeciwnie ma sprawić, że będą dumnymi ludźmi. Pytanie czy bardziej z siebie czy z dziecka? Niestety potrafi ciagnąć się to latami, nawet do czasów kiedy te dzieci są już zupełnie dorosłe, mają własne dzieci, a rodzice wciąż szukają u nich potwierdzenia własnej wartości. Mylisz osobistą satysfakcję i radość z czegoś, co udało Ci się zrobić z uzależnieniem poczucia własnej wartości od ilości zmytych garów czy usmażonych schabów. 

3. "nie wychylaj się" – bo z góry spada się z większym hukiem. Tak myślisz zawsze, kiedy masz okazję zrobić coś więcej, być może coś spektakularnego, co będzie dostrzeżone i docenione. Co więcej: nie kibicujesz własnym dzieciom. Kiedy przychodzą do Ciebie pochwalić się, że zdecydowały się na wyjście z cienia, na pokazanie się światu, szerokiej publiczności, ostrzegasz ich, że bycie pierwszym wcale nie jest takie fajne, bo łatwiej można cię ustrzelić. Że lepiej obstawiać tyły i pozostać w szarym tłumie. Kieruje Tobą paniczny strach przed pozycją lidera i wydaje Ci się naturalne, że chcesz "ochronić" własne dzieci przed byciem na przodzie. Brak wiary we własne możliwości i strach przed byciem widoczną i ocenianą powoduje, że odbierasz dzieciom tę samą wiarę w siebie i chęć zdobywania najwyższych szczytów. Własnym strachem zabierasz im motywację do starania się by wejść coraz wyżej i wyżej, obojętnie na wynik. Podcinasz im skrzydła na długo przed startem.

4. zawsze jest coś nie tak u innych – poddajesz krytyce wszystko, z czym się stykasz. Na codzień czy okazjonalnie. Nie istotne. Nie ma rzeczy, ludzi, zjawisk, które oceniłabyś jako wystarczająco dobre dla Ciebie. Robisz to wyłącznie dlatego, ponieważ na tym tragicznym, Twoim zdaniem, tle Ty wypadasz bardzo dobrze. Możesz pokazać siebie jako tę, która robi czy potrafi coś lepiej. Czujesz się o wiele pewniej, kiedy możesz powiedzieć "ja robię to lepiej". I nawet nie musisz mówic tego na głos. Wystarczy, że pomyślisz tak i porównasz siebie do innej matki na placu zabaw czy w sklepie i natychmiast się do siebie uśmiechasz. Permanentna krytyka dotyczy również tego co słyszysz od innych, a nie zgadza się to z Twoim gustem. Z małymi wyjątkami krytykujesz wtedy wszystko w czambuł wyłącznie dlatego, żeby Twoja opinia została odntowana, zauważona. Jako, że sama nie czujesz się na tyle pewnie, żeby wychodzić do innych z własnymi pomysłami, krytyka cudzych jest dla Ciebie jedynym sposobem na zaistnienie. 

5. radość z porażek innych – w głębi duszy, bo oczywiście nigdy nie przyznasz się do tego przed nikim, cieszysz się, kiedy innym "podwija się noga". Cieszy Cię fakt, że im się nie udało. Czerpiesz wręcz fizyczną siłę i emocjonalną energię z potknięć innych. Zawsze po takim wydarzeniu wstępuje w Ciebie nowa energia i radość. Czujesz się, że możesz przenosić góry wyłącznie dlatego, że ktoś inny poniósł klęskę. 

6. złorzeczenie – "możesz mieć tak samo źle jak ja, a najlepiej żebyś miała gorzej" – no to jest nasza cecha narodowa jest. Jeśli ją masz i w ten sposób myślisz, jesteś nie tylko kobietą o wyjątkowo niskiej samoocenie i braku pewności siebie, ale też typowym Polakiem z "Dnia Świra" Koterskiego, który codziennie wieczorem, jako dobry katolik, zanosi modlitwę Bogu, Ojcu i Synowi z prośbą: "dopierdolcie sąsiadowi". Nie analizujesz dlaczego Ty czujesz się źle. Nie widzisz, że być może to z Tobą jest coś nie tak. Ważne dla Ciebie jest to, że poczujesz się lepiej i dobrze, kiedy zobaczysz, że innym też jest źle. Aż w końcu stajesz się tak toksyczna, że zostajesz z tym jadem sama. 

7. "po czynach ich poznacie" – tutaj, z lekka parafrazując słowa Ewangelii wg św. Mateusza (aaa tak, zdarzało mi się czytać też takie rzeczy), wydaje Ci się, że wyłącznie wtedy inni będą odczuwali potrzebę bycia z Tobą, utrzymywania z Tobą kontaktów, jeśli będziesz mogła im jakoś pomóc. Taka interesowna znajomość, ale z Twojego punktu widzenia i to do Ciebie inni mają mieć ten interes. Nie znajdujesz innych powodów, dla których ktoś chciałby po prostu mieć Ciebie w gronie swoich znajomych czy najbliższych, jak Twoja "przydatność". W sytuacjach kiedy widzisz, że inni doskonale lub po prostu radzą sobie bez Twojej pomocy, myślisz sobie "a, to ja nie jestem im już potrzebna". Mylisz obecność z przydatnością. Ty jako Ty nie jesteś we własnych oczach wystarczająco atrakcyjna dla innych. 

8. zwroty grzecznościowe – kręci Cię, kiedy ktoś mówi na przykład  "miło mi było się z Tobą zobaczyć", "ładnie dziś wyglądasz" czy "miło mi się z Tobą rozmawiało". Twoja pierwsza reakcja to "Naprawdę? Nie może być" i czekasz na potwierdzenie wcześniejszego. Po czym wpadasz w histeryczną czasami euforię, że ktoś powiedział Ci komplement. Oznajmiasz wtedy całemu światu, jak to Edek powiedział, że fajnie mu się z Tobą gadało. I czy to faktycznie był jedynie zwrot grzecznościowy, czy ktoś naprawdę tak myśli i szczerze się cieszy ze spotkania z Tobą, dla Ciebie to być albo nie być Twojego wizerunku wobec osób, którym sprzedajesz tego newsa dnia. Czerpanie prywtanej przyjemności z takich słów mylisz z kreowaniem Twojej pozycji i znaczenia na zewnątrz.

9. 'idź z tym do tatusia" – tak bardzo boisz się powiedzenia dziecku "nie wiem, nie umiem, nie potrafię", że od najmłodszych lat uczysz go, że kiedy będzie miało z czymkolwiek problem, ma iść z tym do tatusia, czy kogokolwiek innego. Wyrabiasz w dziecku nawyk i świadomość, że Ty, jako jego matka, jesteś wyłącznie od obsługi i świadczenia usług, natomiast kwestie intelektualne i emocjonalne załatwia ktoś inny. Masz tak niskie mniemanie o sobie, tak nie wierzysz we własne możliwości, że mylisz coś najbardziej naturalnego i całkowicie niewstydliwego, jak przyznanie się do niewiedzy, ze strachem przed kompromitacją. 

10. szare zlewa się z tłumem – podobne do punktu 3 – "nie wychylaj się", ale w znaczeniu wizerunkowym. Celowo i świadomie wybierasz dla siebie wizerunek "szarej myszki", której nikt z tłumu nie wyłapie. Twoja szafa wypełniona jest kolorami od czerni, przez szary, ciemnozielony do brązowego. Nie ma w niej ani jednej części garderoby czy dodatków rzucających się w oczy. Twoje włosy są z reguły uczesane w żadną konkretną fryzurę. Ot, żeby były. Nic, co masz na sobie lub z czym się pokazujesz, ma nie przyciągać uwagi. 

11. prorok – z góry wiesz, że Ci się nie uda. Planując nawet najmniejszą rzecz, jeszcze na etapie myślenia o niej już wiesz, że albo Ci nie wyjdzie, albo się tego nie da zrobić, albo inni uznają, że to co robisz, jest bez sensu. I bardzo często po prostu rezygnujesz. Ryzyko, jakie ponosi każdy, kto robi krok naprzód, mylisz z brakiem wiary we własne możliwości. 

12. wyższy poziom luksusu – otaczasz się pięknymi przedmiotami, kupujesz luksusowe samochody, mieszkasz w luksusowych domach i apartamentach. Zapraszasz ludzi do siebie nie dlatego, żeby cudownie spędzić z nimi czas, ale dlatego, żeby im pokazać co posiadasz. Twoim zdaniem w blasku tego, co zobaczą w Twoim domu, znajdziesz się i Ty. Chwalisz wyłącznie to, co Twoim zdaniem na to "zasługuje". Podniecasz się kiedy wymieniasz obco brzmiące dla połowy gości na imprezie nazwisko gościa, który namalował specjalnie dla Ciebie obrazek do sypialni. I nie robisz tego wszystkiego dlatego, że taki masz gust i smak, ale dlatego żeby móc w takim otoczeniu pokazać się innym. Boisz się, że Ty sama nie zwrócisz uwagi na siebie i w związku z tym z uporem maniaka kolekcjonujesz wszystko, co Twoim zdaniem podniesie Twój standard. 

13. "jaka ja takie moje dzieci" – jako, że sama traktujesz się jako niewiele wartego człowieka, tak samo wychowujesz własne dzieci. Od dziecka słyszą od Ciebie, że tego nie dadzą rady, że na tym się nie znają, nic w życiu nie osiągną. W gniewie potrafisz wykrzyknąć do nich "durny jesteś, wiesz?". Rosną w przekonaniu, że nic nie znaczą. A Ty nie umiesz, nie wiesz jak i nie chcesz im pokazać, że jest inaczej. W czasie obrabiania lekcji zdarza Ci się wypalić "no widzisz, każdy głupi by to potrafił, a ty masz z tym problem". Wrzeszczysz, kiedy dziecko przynosi dwóje do domu. Wciąż porównujesz go do jego "mądrzejszych" kolegów. Nie jesteś w stanie podać dziecku żadnego przykładu z własnego życia, kiedy byłaś pewna siebie i świadoma własnej wartości, i dzięki temu udało Ci się coś osiągnąć i do czegoś dojść. Uzależniasz to, czy dziecko coś znaczy od jego osiągnięć. "mamusia będzie dumna z Ciebie kiedy przyniesiesz czerwony pasek na świadectwie". "o widzisz, jest szóstka. teraz mamusia i tatuś są z Ciebie dumni". Odbierasz dziecku przekonanie i wiarę w sedno pewności siebie i poczucia własnej watrości: że ono, jako człowiek, jako dziecko jest wartością. Uczysz go, że dopiero jeśli sprosta Twoim czy innych wymaganiom zasłuży na to, by poczuć się wartościowym i pewnym siebie człowiekiem. Dokładnie tak, jak Ty to postrzegasz. 

14. sama sobie radę dam – to, że nie prosisz o pomoc, ma wbrew pozorom bardzo dużo wspólnego z brakiem pewności siebie, a mniej z byciem pewną siebie.  Prośbę o pomoc kojarzysz bowiem z okazaniem słabości. Twoim zdaniem przyznanie się do tego, że nie wszystko jesteś w stanie zrobić sama, obnaży Twoje ułomności. A jedynie człowiek, który jest pewny siebie, świadomy własnej wartości i przekonany o sile swoich możliwości nie boi się przyznać, że czegoś nie wie, nie potrafi i prosi o pomoc. Nie zachwieje to jego ego.

15. ja wszystko robię dobrze – nigdy nie mówisz o swoich porażkach, błędach. Opowiadasz wyłącznie o tym, co Ci wyszło, albo milczysz. Sprawiasz wrażenie kobiety na szóstkę, podczas gdy Ty wiesz, że to kłamstwo. Ale tak bardzo boisz się przyznać, że coś Ci nie wyszło, że to ukrywasz. Jesteś tak niepewna siebie i tego, co inni o Tobie myślą, że budujesz swój obraz bez ani jednej skazy. 

16. czarnowidzenie – bardzo mocno powiązane z punktem 11 – "prorok", ale rozciąga się na wszystkich i wszystko dookoła. Cała masa rzeczy, o których się dowiadujesz, które są w planach lub już zostały zrealizowane, według Ciebie skończą się źle. Jeśli dziecko chce pójść na podwórko zabraniasz mu, ponieważ na pewno się przewróci i złamie nogę. Jeśli słyszysz, że znajomi wybierają się z dzieckiem do lasu, ostrzegasz ich, że muszą pilnować dziecko, bo może się oddalić, a to jest niebezpieczne. Ten punkt nie wynika tak bezpośrednio z braku pewności siebie. Dlatego piszę o nim na końcu. To suma pewnych emocji, wypracowanych reakcji, wyuczonego sposobu postrzegania własnego życia, w którym nic dobrego się nie zdarzyło, a nawet jeśli, to bardzo rzadko. Masz zatem odruch myślenia w kategoriach nieszczęścia. Nie zakładasz, że może się wszystko dobrze skończyć. Przekonana o tym, że stanie się coś złego uznajesz, że to Ty musisz ostrzec i powiadomić o tym innych, co daje Ci poczucie spełnienia obowiązku, ale odbiera prawie całkowicie radość z życia. 

Jeśli przy którymś z punktów możesz dopisać "ja tak mam", to czas najwyższy żeby zacząć nad tym pracować. I jeśli przyznalaś się przed sobą do tego, to właśnie

ZROBIŁAŚ PIERWSZY, ALE NAJWAŻNIEJSZY KROK NA DRODZE DO TEGO, ABY POCZUĆ SIĘ W PEŁNI PEWNĄ SIEBIE I ŚWIADOMĄ WŁASNEJ WARTOŚCI KOBIETĄ. 

Bo wszystko można zmienić. Nigdy nie jest za późno na zmiany na lepsze. A najtrudniejsze na drodze do zmiany jest właśnie przyznanie się do tego, że nie jesteś idealna. Że popełniasz błędy. Ja też to robię. Codziennie. Że ponosisz porażki. Bo nie jest też tak, że wszystko co złe, dzieje się z Twojej winy, że robisz to świadomie. Czasami nie potrafisz inaczej. Nie znasz innego rodzaju miłości, nikt nie nauczył Cię co to znaczy wiara w siebie. I całą masę rzeczy robisz instyktownie. Bo nie wiesz, że można inaczej. 

A czasami też, kiedy słyszysz opowieści innych o tym, co u nich się dzieje, albo czytasz taki tekst jak ten, wykrzykujesz "ja tak nie mam! u mnie wszystko gra". Po czym wracasz do domu, siadasz przy kubku gorącej herbaty i ogarnia Cię przerażenie, bo dociera do Ciebie, że masz identycznie. Tylko nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Zaklinasz rzeczywistość żeby nie musieć powiedzieć sobie "popełniłam błąd". A nie ma w tym nic złego. To ludzkie jest. I im szybciej wypijesz tę herbatę jeszcze ciepłą, tym lepiej dla Ciebie i Twoich dzieci. Obojętne w jakim są wieku. 

Z własnego doświadczenia powiem Ci, że takie zmiany trwają. Że to jest proces. Po drodze pojawia się jeszcze cała masa innych pytań i odpowiedzi. Musiałam odstać swoje w kolejce po rozwiązanie, na które w końcu wpadłam sama. 

I jeśli potrzebujesz przejść przez tę zmianę nie sama, to się cudownie składa, a ja będę ogromnie szczęśliwa mogąc Ci towarzyszyć w tej drodze. Od października ruszam z mini poradnikiem do pobrania i zestawiem siedmiu ćwiczeń na siedem dni tygodnia właśnie z pewności siebie. Będzie to siedem dni, po których będziesz w stanie w bardzo jasny i klarowny sposób odpowiedzieć sobie na takie pytania jak na przykład:

► skąd biorą się u Ciebie poszczególne objawy braku pewności siebie? Czy ich źrodło jest w Twoim domu rodzinnym czy w Twojej historii? 

► czy i w jakich sytuacjach przenosisz Twój brak pewności siebie na dzieci? Jak możesz rozpoznać czy dziecko przejęło Twój sposób postrzegania samego siebie?

► jak wyeliminować poszczególne nawyki i zastąpić je działaniami motywującymi?

► jakie są te działania motywujące?

► w jaki sposób uczyć pewności siebie Twoje dzieci?

► czy jesteś pewna siebie ?

i sporo innych.

Od połowy września ruszą zapisy na to wyzwanie. Informacja o tym ile z Was będzie chętnych, pozwoli mi przygotować jak najbardziej idealny dla Was zestaw ćwiczeń i informacji zawartych w poradniku. Panel będzie sprzedawany za kwotę nie większą niż 59,00 złotych. 

Jeśli jesteś zainteresowana kupnem takiego poradnika, odpowiedz proszę na pytanie:


Jeśli chcesz aby w poradniku znalazł się Twój osobisty problem związany z pewnością siebie i poczuciem własnej wartości, a chciałabyś żebym pomogła Ci znaleźć rozwiązanie, napisz mi proszę o tym. Być może inne kobiety nie są w stanie uporać się z czymś podobnym lub takim samym problemem. W ten sposób pomożesz im wszystkim. 

Wyślij mail na adres poczta@jakuraniedomowa.pl bądź przejdź na stronę korespondencji i z tematów wybierz "panel PS". Dziękuję. 

Czekam na Ciebie i życzę cudownie pozytywnego dnia 🙂

Jeżeli szukasz i potrzebujesz motywacji, zapisz się do mojej zamkniętej grupy dla mam na FB. Tam, zupełnie prywatnie, możemy porozmawiać o calej masie rzeczy istotnych i tych mniej ważnych, a związanych z macierzyństwem. Zapraszam 🙂 https://www.facebook.com/groups/mykuryniedomowe/

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook22Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • bardzo dobry tekst! sama do siebie to odniosę, bo dużo rzeczy wymaga poprawy. trafiłam też na ciekawy artykuł dowodzący tego, że postawa ciała może oddziaływać na pewność siebie http://www.biomedical.pl/psychologia/usiadz-prosto-to-moze-zwiekszyc-twoja-pewnosc-siebie-4515.html nie pomyślałabym, że prostując się zyskuję coś więcej niż tylko prawidłową postawę. 🙂 tak więc, pierś do przodu, łopatki ściągnięte i jedziemy!

    • Kilińska

      Dzięki Ola za ten link. Przeczytałam i całym sercem i plecami popieram. Garbię się niemiłosiernie. Często idąc ulicą patrzę pod stopy. i wystarczy, że wyprostuję plecy, podniosę wzrok i kochana…inna ja!!! od razu gęba się śmieje, oczy błyszczą i taki power w sobie czuję, że aż mi pośladki ściska!!! dziękuję jeszcze raz i ściskam mocno. aż się wyprostowałam!!

  • Natomiast Twój tekst wiele wyjaśniła w kwestii, dlaczego ludzie są tacy zakompleksieni i mają niską samoocenę. To bardzo złożony problem i tak wiele czynników i sytuacji podcina skrzydła.

    • Kilińska

      masz absolutną rację. bardzo często jednak wiele osób nie chce w ogóle nawet pomyśleć, że coś jest nie tak. A co dopiero coś z tym zrobić. I bardzo często wynika to nie z nich, ale z długich lat zakorzeniania w nich tego przekonania, że niewiele znaczą. I potrzeba naprawdę masy pracy i wstecznej i na codzień, żeby umieć z tym się zmierzyć i to pokonać. 

  • babownia

    Budowanie pewności siebie to faktycznie długi i żmudny proces. Czasami wydaje nam się, że już jest tuż tuż i tak bardzo wierzymy w siebie, a tu nagle bam, dzieje się coś mało fajnego, jakaś porażka i cała misternie budowana piramida wiary w siebie sie wali. I trzeba zacząć od nowa. To co zostało zepsute gdzieś tam w dzieciństwie nie daje sie tak łatwo naprawić. Na szczęście jednak praca nad budowaniem pewności siebie ma sens, bo zdecydowanie nasze zadowolenie z życia sie poprawia 🙂 Pozdrawiam 🙂 Basia

    • Kilińska

      … i ta praca może nigdy się nie skończyć. a szczerze mówiąc myślę, że tak właśnie jest. widzę to po sobie. cały czas walczę i cały czas mam włączony alarm.

  • Chyba się utwierdziłam w przekonaniu, że jestem pewna siebie. 🙂

    • Kilińska

      To wspaniałe !! Cudnie czytać takie komentarze.ściskam 

Przeczytaj poprzedni wpis:
KIEDY GNIJE OD ŚRODKA

Jest taki nieopisany nigdzie typ zachowania "żyję po to żeby się przyczepić". Na usta ciśnie się oczywiście znacznie bardziej dosadne...

Zamknij