MAM TO, CZEGO CHCĘ … A W ZASADZIE TO NIE

Opowiem Ci zabawną historię. To taka z natury jedno płacze z żalu, drugie ze śmiechu. W tym wypadku ja się śmiałam. Ale podobnych do tej zdarzylo mi się setki w życiu i nie raz role się odwracały. A to dlatego, że rzadko kiedy pamiętam, że jeśli czegoś chcę od kogoś muszę mu o tym powiedzieć, zakomunikować, przypomnieć lub zapisać. W przeciwnym razie dzieje się, albo zwykle właśnie nie dzieje się to, czego oczekujemy. 

DO TO JEST DLA MNIE WAŻNE

Wieki temu moi ówcześni przyjaciele wybierali się na urlop. Poprosili mnie, czy nie mogłabym u nich na ten czas (czy "natenczas"?) zamieszkać. Zgodziłam się bez wahania, bo kochałam ich i ich mieszkanie również. Przeniosłam więc moje manatki do nich nie bez sporej radości. Na kartce, uprzednio tłumacząc co i jak, zostawili mi wszelkie instrukcje życia w ich pięknym eM. Że kwiatki tyle a tyle razy. Że jeśli chcę włączyć sobie jakiś film, to muszę nacisnąć tu, przesunąć tam i już. Że jak cokolwiek by się działo telefon do Pana Jurka mam tu, a do Pana Staszka tam. Że zamykać drzwi dwa razy w lewo, trzy w prawo i puknąć we framugę. Najbardziej podobała mi się uwaga co do lodówki "to będzie proste". No rozkosz. 

Upłynął tydzień czy dwa i przyjaciele wrócili. Całusy, uściski. Gotowy pyszny obiad na ich powitanie. No cud, miód orzeszki. Pomagam rozpakować walizki, segregujemy pranie, aż tu nagle rozlega się wrzask "kuuuuuuuurwa maaaaaać! Maaaaaaaaaaaaała!" (Mała to ja ). Biegniemy z Panią Domu jak oparzone. Nawet nie wiem czy cokolwiek wtedy myślałam, skąd ten ryk. I co widzimy: Pan Domu stoi na balkonie. Jest tak smutny, jak wściekły. Patrzy to na mnie, to na coś obok niego. Przenoszę wzrok na to coś obok. A tam…uschnięty kikut choinki. Opadnięte z igieł, zbrązowiałe wspomnienie po drzewku typu choinka.

"Co to jest Mała?" pyta Pan Domu

"Kikut. Uschnięta choinka znaczy. A co ma być?" odpowiadam jak jest

"Choinka. Zielona, ładna, choinka"  wkurwienie Pana Domu mocno się wzmaga. A, że ułomkiem nie był, bo jakieś dwa metry prawie, zaczynałam się go trochę bać.

"Ale jaka choinka??? To była choinka??" próbuję walić głupa, bo podejrzewam do czego Olbrzym zmierza

"Mała, kurwa rzesz mać, chodowałem te choinkę trzy lata. Podlewałem, nawoziłem, moje oczko w głowie. Co zrobiłaś z moją choinką??" ruszył w moją stronę, więc usiadłam pospiesznie żeby mieć bliżej do ziemi jak strzeli z otwartej

"Ale słuchaj, skąd miałam wiedzieć, że tam jest choinka?? Nie napisałeś nic żebym podlewała choinkę. Przecież jakbyś napisał, to bym podlała. No weź" prawie płakałam

"Na balkon…Mała…nie wychodziłaś na balkon?? Błagam Cię" stanął nade mną, a ja się prawie zeszczałam ze strachu

"Ale…ja mam lęk wysokości, a to jest dziewiąte piętro…" łkałam prawie już

"Mała… kurwa mać" i odszedł

JAKBY NAPISAŁ 

No właśnie. Ile razy stawałam ja dokladnie przed taką samą choinką?? Nie zrobione, nie kupione, nie odebrane, nie zapamiętane. Dlaczego?? Bo nie mówiłam, że to dla mnie ważne. Nie podkreślałam, że to, na co liczę, czego oczekuję, jest dla mnie istotne. To czego się spodziewałam? To nie zgaduj-zgadula. Tu nikt nie czyta moich i Twoich myśli. No sorry. 

I nie ma co zakładać, że ktoś się domyśli. Zobacz Olbrzyma i Małą…no błagam. To nie jest konkurs na co bardziej inteligentnych i błyskotliwych, że oboje mieliśmy niby sami wpaść na to, że tam stoi choinka i że ja mam lęk wysokości. Sprawa jest tak prosta, jak kij od szczotki: chcesz – mów. Nie zależy Ci – licz na cud. 

Złe intencje bądź brak dobrych? Absurd. Oboje chcieliśmy dla siebie wyłącznie dobrze i nikomu z nas nigdy nie przyszło do głowy robić sobie kuku. Że chamy i nie wiemy jak się zachować? Błąd. To nie ma nic wspólnego z dobrym wychowaniem i kulturą. To związek przyczynowo – skutkowy: jeśli nam zależy, zróbmy wszystko, żeby było to jasne i klarowne dla pozostalych. 

Gdyby Olbrzym napisał mi na kartce "podlewaj choinkę", nie uschłaby bidula. Założył, że jest tak oczywiste, że w lecie będę wychodzić na balkon, że uznał widocznie, że pisanie o tym to zbędna fatyga. Ale jeśli to właśnie ta choinka była tą najważniejszą rzeczą, na której mu najbadziej zależało, mógł nie napisać mi o niczym innym na tej kartce, a wyłącznie o choince. I wtedy osiągnął by swój cel.

I w tym właśnie tkwi sekret "jak zrobić, żeby inni dawali nam to, czego od nich oczekujemy?".

MÓWMY IM O TYM. 

To teraz weź karteczkę i napisz na niej pięć rzeczy jakie oczekujesz od pierwszej osoby, jaka przyjdzie Ci na myśl, nie wyłączając SIEBIE.  A potem powiedz jej o tym. Jak najszybciej. Bo nie masz tego, czego chcesz, ale to, o czym powiesz, że chcesz. 

Ściskam, Kilińska

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Maria Teresa

    Mój mąż wyjeżdżając w 1981 roku na kontrakt roczny do Iraku pozostawił mi różne instrukcje. Zażyczyłam sobie karteczek z opisem na kranikach w kotłowni, od czego kazdy jest i kiedy je używać. Na jednej był nieco dłuższy opis. Jak nie będzie (funkcjonować) ,,,,to leć po…Kieszkowskiego. I wtedy należało biegusiem… biegusiem pędzić po kolegę hydraulika. Pozdrawiam. Teresa
    wczesnaemerytka.blogspot,com

    • Kilińska

      cudowne…popłakałam się …. :))) 

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZY JA WIEM NA CO MAM CZAS?

Mówiłam o organizacji czasu, a właściwie to opowiadałam jakim nieogarem to ja jestem. Ale czy wiem po co mi ten...

Zamknij