Z MAMĄ

Jak spędzać czas z dzieckiem? Gdzie pójść? Co zobaczyć? Musi być atrakcyjnie. To na pewno. Można urządzić jakieś super przyjęcie z mega atrakcjami. Można kupić nową zabawkę, grę? A może wyjechać gdzieś za granicę? Rozwiązań jest masa. Na każdym rogu czai się oferta „najlepsze dla Twojego dziecka”. Nic, tylko przebierać i wybierać.  Z dzieckiem, dwójką dzieci, z całą rodziną. Chyba nie ma takiego naszego pomysłu, którego ktoś nie chciałby zrealizować. Tylko co wybrać?

Który to mógł być rok? Osiemdziesiąty trzeci? Czwarty? Szłam chyba do siódmej albo szóstej klasy. Rodzice wysłali mnie na kolonie do Darłówka. Ośrodek, pamiętam jak dziś, nazywał się „Skalnik”. Kiedy na plaży przychodziła nasza kolej do wody, ratownik tak cudownie wołał „Skalnik!! Kąpiele!!”. Masz ci los, jakie rzeczy się pamięta, no. Pamiętam też, że tuż obok ośrodka były jakieś ścieki czy coś i waliło mączką rybną gorzej niż w stodole. No coś koszmarnego.

I kiedy tak w tym smrodzie i z panem ratownikiem mijały mi beztroskie dni lata, w końcu przyjechała w odwiedziny moja mama. W dniu jej przyjazdu, od samego rana po śniadaniu, czekałam na nią przy bramie. Na chwilę gdzieś odeszłam. Siku pewnie. Kiedy wracałam, z daleka zobaczyłam jej cudne loki uczesane w nieco nieśmiałe afro. Taka była wtedy moda. Miała na sobie bawełniany golf w szaro, czarno-białe, cieniutkie paseczki. Do tego dżinsy. Prawdziwe, amerykańskie, od naszej ciotki z Ameryki. Po bokach miały takie jaśniejsze lampasy. Kieszenie zapinały się na cudnie miedziane guziki. Była najpiękniejszą mamą wśród wszystkich, które wtedy odwiedzały swoje dzieci. Biegłam do niej z rozłożonymi rączkami. Wskoczyłam jej na szyję. Pachniała  perfumami i ciepłym zapachem nocy spędzonej w sypialnym PKP, który to zapach uwielbiałam. Nie potrafiłam przestać jej wąchać.

Po rozpakowaniu do szafeczki wszystkich smakołyków i czystych skarpet z majtkami, jakie mi przywiozła, poszłyśmy na spacer. Oczywiście na plażę. Nie pamiętam co się później dokładnie działo. Ale trafiłyśmy do lasu. Pewnie tego tuż za wydmami. Usiadłyśmy przy sośnie. Mama oparła się o pień. Wyprostowała nogi. Ja usiadłam przodem do niej, z podkulonymi kolanami w taki sposób, żeby moje stopy wsunęły się pod jej uda. Tak sobie siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Po jakimś czasie położyłyśmy się na mchu. Przytuliłyśmy się do siebie i … zasnęłyśmy.

Oczywiście nie wiem ile spałyśmy. Obudziłam się pierwsza i zaczęłam się jej przyglądać. Jej twarz była cudnie spokojna i szczęśliwa. Oczy malowała jedną, czarną kreską na górnej powiece. Usta jasno-koralową szminką. Patrzyłam jak oddycha i jak cudownie w słońcu błyszczą jej włosy. Wciąż była najpiękniejsza, a ja najszczęśliwsza na świecie.

Minęło ponad trzydzieści lat, a ja ciągle pamiętam co czułam wtedy, na tym mchu z mamą. Moją mamą. Nic mi nie kupowała. Żadnych plażowych wiatraczków czy innych pierdów. Pewnie jakieś frytki i oranżadę w woreczku. To wszystko. Nic specjalnego również nie przygotowała na ten dzień. Nie spędziła godzin na wyszukiwaniu atrakcji w pobliskich miasteczkach czy na miejscu, co by potem zapełnić czymś dzień z dzieckiem. Żebym się przypadkiem nie nudziła.

Wybrała las. Sosnę i mech. Przytuliła mnie do siebie i położyła obok. To było dla niej najważniejsze. Być ze mną. Ze swoim dzieckiem. A dla mnie być z nią. Z moją mamą.

 

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Wzruszyłaś mnie tym wpisem na maksa. To są wspomnienia których nikt nie usunie Ci z pamięci 🙂

    • Kilińska

      Dzisiaj widziałam się z mamą i wspominałyśmy sobie właśnie ten dzień. Była zaskoczona, wręcz wryło ją, ile szczegółów pamiętam. Oczywiście się poryczałyśmy…

  • Cudny wpis, wzruszajacy i taki prawdziwy 🙂 Lata osiemdziesiąte to moje dziecinstwo…uwielbiam wracac do tych wspomnień.

    • Kilińska

      Dziękuję…wtedy takie to proste było. I tyle czasu z rodzicami.

  • I to jest piękne wspomnienie. Takie właśnie chwile chciałabym serwować swojemu dziecku.. 🙂

    • Kilińska

      ja też. choć czasem tak trudno cholernie mi pamiętać, że najprostsze jest najlepsze. gorąco ściskam

  • Piękne….. Aż się wzruszyłam i zaczęłam przypominam moje cudowne dzieciństwo…

    • Kilińska

      To był przepiękny dzień, jeden z najpiękniejszych, jakie pamiętam z dzieciństwa. ściskam gorąco

Przeczytaj poprzedni wpis:
I CO Z TEGO

Popełniam błędy. Jako matka również. Ani mnie, ani żadnej mamie nie udało się przeżyć dzieciństwa własnych dzieci w poczuciu absolutnej...

Zamknij