WYZYWAM PANIĄ PSYCHOLOG OHME

… na pojedynek, rzecz jasna. To będzie mój absolutny debiut w starciu ze specjalistą w tej dziedzinie i mam nadzieję ostatni. Bo nie wyobrażam sobie, albo wolę sobie nie wyobrażać, że ktoś tej profesji świadomie będzie publikował takie farmazony.
Chodzi o tekst, jaki pani psycholog Ohme napisała jakiś czas temu na portalu Mamadu.pl. Tekst ma tytuł „18 damskich spraw, które musi załatwić matka każdej dziewczynki”. „świetnie” – myślę. „poczytam sobie, wszak matką córki jestem też”. Tak, pani psycholog Ohme ma córkę również.
I czytam …

„postanowiłam napisać 18 rzeczy, które matka musi nauczyć córkę, bo inaczej będzie słabo. Też dla córki, dla matki i dla społeczeństwa. A więc:

1. Robić rosół. Nie ogółem gotować, bo nie każda ma do tego: talent, chęć, czas, ale ugotować porządny rosół na wołowym z kością- koniecznie! Po co? Bo to niezbędne, by wytrzymać z chorującym chłopem. Jak postanowi zostać wegetarianką, to niech się nauczy uzupełniać smak umami.

Nie wierzę., ale czytam dalej …

2. Przyszyć guzik. Nie dlatego, że ma być Matką Polką dziergającą skarpety, ale dlatego, że a) przeciętny mężczyzna tego nie zrobi (nie było tego nawet na liście Bartosika), b) dziecko też nie (a może je zechcieć mieć), c) same nosimy koszule, a łatwiej przyszyć niż kupić nową.

Mam drgawki, ale czytam dalej …

3. Pleść warkocza. Kobieca, wygodna fryzura, ale im mniej precyzji, tym lepiej (warkocz francuski ok, ale niekoniecznie baranek przeplatanka czy kłos w koszyczku). Podobno ponad 80% mężczyzn uważa warkocze za słodkie i atrakcyjne (nie wiem, czy córka będzie chciała być słodka, ale gdyby…). Uwaga: Robić warkocza nie równa się robić warkocze. Warto wyedukować, że po 50-tce warkocze odbierane są ŹLE.

Ciemność mam i czarne mi skacze w oczach. Dalej jest jeszcze lepiej …

7. Podnosić jedną brew czyli znać podstawy flirtu. Jeśli chodzi o podnoszenie brwi, sama przetestowałam: można nauczyć się przez trzy tygodnie regularnych ćwiczeń. Do tego: mrużenie oczu, przygryzanie dolnej wargi, rozszerzanie źrenic. Efekt doskonały, bo uderzamy w podświadomość.

Czuję bardzo silny zacisk szczęk…

8. Nie jeść do ostatniego okruszka. Im prędzej to zrozumie, tym lepiej. Prawdopodobnie będzie na diecie przez większość swojego życia (jeśli nie przez całe), więc jedzenie z umiarem to umiejętność bazowa dla fit przyszłości. Pomaga dialog sokratejski czyli monolog wewnętrzny: „Czy na pewno mam ochotę na tego ziemniaczka?“, „Czy na pewno?!“, „Czy?!!!“.

„aha” – myślę, żeby nie zgłupieć do reszty. „to taki żart jest; to ma być żartobliwe takie. aaa, to ok. to się uspokoiłam”. I czytam dalej. A tam… ? No i już taka spokojna nie jestem. Pojawiają się bowiem punkty, które wcale żartem nie są, nawet dla najbardziej rozrywkowych charakterów.

9. Badać piersi. Regularnie. Po prostu. I nie bać się iść do lekarza, gdy wyczuje zgrubienie. Rozumieć słowo „PROFILAKTYKA“.

16. Mówić NIE. Znać swoje granice. Szanować je. Kiedy czegoś nie chce, powiedzieć NIE. Wiedzieć, kiedy nie chce. Być swoim najsilniejszym wartownikiem.

17. Mówić TAK. W takim sensie, by nauczyć się brać. Rozpoznawać, że czegoś chce. Żądać tego. I przyjmować. Czasami z arogancją. Być swoją najefektywniejszą uzurpatorką.

18. I kochać. Na początek SIEBIE.
Bardzo bym chciała, aby moja córka to potrafiła. Oddam 17 pozostałych punktów za ten jeden.

No więc żart czy nie żart? Sprawdzam czy może w międzytekście nie pojawił dopisek kursywą „o właśnie skończyły się żarty i teraz będzie poważnie”. Ale nie. Czyli na poważnie… Czuję się zmiażdżona i zmasakrowana.
Wyobraźmy sobie, że ten artykuł czyta kobieta-matka, która szuka pomocy po tym, jak została porzucona przez swego mężczyznę, który uprawiał na niej hazard przemocy lejąc ją za byle co, również za przysłowiową za słoną zupę. I ta kobieta przeczyta,  że powinna opanować te wszystkie umiejętności techniczne typu rosół, opona, guzik, warkocze WYŁĄCZNIE po to, żeby zadowolić swojego mężczyznę, bądź samców jako takich. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co musi czuć czytając te wskazówki. I podkreślam, gdyby cały artykuł utrzymany był w tonacji prześmiewczej, to pół biedy. Taki sobie z przymrużeniem oka wyśmiewczy sposób na pokazanie, jak durne jest poddawanie się stereotypom.
Ale tak nie jest.
I teraz: dlaczego? Dlaczego tak bardzo ważne jest dla niej dogadzanie mężczyznom? Czy według Pani Ohme akceptacja mężczyzny jest podstawowym warunkiem do tego, żeby kobieta poczuła się spełniona, świadoma własnej wartości, pewna siebie, mająca coś do powiedzenia w świecie, w którym żyje?? Bez tego jej samoocena sięga dna? Będzie rosół dla starego – jestem fajna? Chory stary zje na mieście – jestem do dupy?
Serio, nie mam pojęcia o co chodzi. Wiem tylko, że taki tekst promuje standardy, według których dziewczynka powinna dojrzewać w przekonaniu, że to, co potrafi, czego się nauczy, z czego będzie dumna, ma przede wszystkim służyć mężczyźnie. Nie jej samej. Nie ona ma być z tego dumna. Ona też. Ale w drugiej kolejności. Najpierw ON.

Ten tekst opublikowany został na portalu dla matek, kobiet. Są tam ich tysiące takich, które być może mają bardzo chwiejne pojęcie o własnej wartości. W takich miejscach, jak ten portal, szukają pomocy, oparcia, rady. Być może żyją w związkach, gdzie pełnią rolę gosposi z czworaków. Często zdradzaną przez swojego pana z dziunią spod piątki, co to łazi do Maliniakowej trzy razy w tygodniu fiokować swoje mocno farbowane kudły . I nasza bohaterka czyta ten artykuł. I co zapamiętuje? Że musi dalej ten rosół panu ważyć, bo kiedy biedak zachoruje, to do niej na ciepłą zupę wróci. Lafirynda przecież nie gotuje, tylko leży i pachnie.
Nie mogę również wyjść z podziwu, że w dzisiejszych czasach jakikolwiek portal dla mam i kobiet decyduje się publikować takie herezje rodem ze średniowiecza. I nie niosę na sztandarach haseł typu „precz z mężczyznami”, „nie gotuj staremu” albo „miej wszystko w dupie, zajmij się sobą”. Absolutnie nie. Zależy mi jedynie na tym, żeby każda córka, a z pewnością chcę tego dla mojej, wychowywała się pewna, że jest człowiekiem wyjątkowym, silnym, pewnym siebie, świadomym własnej wartości. Że za jej chęcią do zgłębiania i doskonalenia którejkolwiek z umiejętności czy wiedzy stoi potrzeba i chęć samorozwoju. A nie, czy podniesie to jej atrakcyjność w oczach mężczyzn.
Że żaden facet nie będzie jej oceniał po splocie warkocza, smaku rosołu czy podniesionej brwi. Zakładam, że Pani, Pani Małgorzato, nie zrozumie tego dosłownie i nie skontruje tego wątpliwością, czy ja zaprzeczam temu, że atrakcyjny wygląd jest ważny. Otóż zapewniam Panią, że nie, nie zaprzeczam. I doskonale wiem, że na pierwszy ogień idzie właśnie Pani warkocz. I ogólnie nie miałabym się szczególnie co czepiać tego warkoczyka, gdyby pozostał sam na tej liście. Ale Pani brnie w rosół i guziki. One leżą już daleko od warkocza, a u Pani w dalszym ciągu pozostają na pierwszej linii jako te, które mają wabić.
I to jest w tym najsmutniejsze.



Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Ewa

    Zgadzam się z każdym słowem. Mam dorosłą córkę i nie wyobrażam sobie, by karmiona poradami p.Ohme wyrosła na osobę z wysokim poczuciem własnej wartości. Wręcz przeciwnie. Poczucie własnej wartości bowiem, buduje się na zgoła innych fundamentach niż te, które proponuje pani psycholog. Moim zdaniem ważne jest, by zaszczepiać każdemu dziecku, a potem kontynuować w późniejszym wieku przekonanie o tym, że jest zdolne, mądre i poradzi sobie w życiu. I jest coś jeszcze – moim zdaniem niezwykle istotnego – mianowicie wiara i zaufanie do własnego dziecka, że mu się uda. I wielka jest tu mądrość i miłość rodziców – sprawić tak, by dziecko o tym wiedziało. A tych porad jak np. gotowanie rosołu, plecenie warkoczyków… nie należy traktować poważnie, a jedynie w konwencji żartu.

    • Kilińska

      O tak. Trudno mi sobie wyobrazić jak miałabym zaszczepić w mojej córce wiarę we własne możliwości i poczucie własnej wartości sama nie będąc przekonaną, że właśnie tak jest. Absolutnie się z Tobą zgadzam.

Przeczytaj poprzedni wpis:
BĄDŹ MĄDRZEJSZA: UCZ SIĘ NA MOICH BŁĘDACH

Richard Branson, mój absolutny guru w strategii biznesu, założyciel i właściciel Virgin Group, powiedział: “The only man who never makes...

Zamknij