CZY BYCIE MAMĄ BYWA WSTYDLIWE

Ten temat wraca jak bumerang. Nie dalej jak wczoraj zadzwoniła moja przyjaciółka. Dostała propozycję pracy. Hurra! Będzie kasa na babską wódkę! Poprosili ją, oprócz CV, o kilka zdań o sobie, żeby przedstawić ją przyszłemu, potencjalnemu szefowi.  Ona w pierwszym zdaniu napisała „(…) jestem mamą dwuletniej Marysi”. I co jej odpisali? Otóż, czy mogłaby ten fragment przenieść na koniec metryczki, ponieważ „bycie mamą” nie jest najważniejsze. Cóż, nie trudno sobie wyobrazić, że współpracy nie będzie.

Bycie mamą

„Jestem mamą” – ile z nas, kobiet, wplata ten element własnego jestestwa w formułkę, którą przedstawia się nowo poznanym? Dla ilu z nas bycie mamą to powód do dumy nawet wtedy, kiedy nic innego tej dumy by nam nie przysparzało? Jak często dajemy się rozpoznać jako matki? Oczywiście, nie mówię o sytuacji kiedy u naszego boku leży lub zwisa, jest doczepiony, siedzi czy kanguruje berbeć jeden czy drugi i krzyczy „Maamoooooo”. Wtedy to jasne, że nie przysiadło się do nas, a jest nasze.

Lubimy mówić o sobie, że jesteśmy menadżerami, trenerami, dyrektorami, magistrami, coachami, właścicielami. Co w takim razie jest nie tak w powiedzeniu o sobie „jestem mamą”.

Chodzi mi bardziej o sytuacje nie do końca klarowne w swojej wizualnej wymowie: spotkania biznesowe bądź po latach ze znajomymi. Czy wtedy bycie mamą bywa wstydliwe lub niewystarczająco istotne, mało reprezentacyjne?

Nie ma się czym chwalić

Nie tak dawno, w locie gdzieś pomiędzy brakiem czasu, bo dziecko chore, a brakiem czasu w ogóle, wpadłam na koleżankę. Ona też w locie, bo ma spotkanie z kimś ważnym dla niej. Biznesowym. Ale, co będziemy tak stać i marznąć? Na krótką herbatkę zawsze czas się znajdzie, tym bardziej, że dzieci rosną, a się nie znają prawie. Jest więc co opowiadać. Ledwo weszłyśmy i usadziłyśmy się w fotelach, masz ci los, gość pojawia się w drzwiach. Podchodzi, przystojny nawet.

„Dzień dobry”

„Dzień dobry”

Miło jemu, mnie nie wiem, bo gościa nie znam. To skąd mam wiedzieć, czy miło. Ona mnie przedstawia, ja oczywiście natychmiast chcę podać tyły, no bo biznesy. On „Nalegam, niech pani zostanie, przecież dopiero widzę, że panie siadły”.  Jednak miło. Zamówiłyśmy. „Co u pani słychać?” pada na rozgrzewkę. Do koleżanki, nie do mnie. Ja ogarniam tacę. Słyszę „Dziękuję, wspaniale. Pracuję. Dwa miesiące temu awansowałam i teraz to już w ogóle nie wiem, jak się nazywam. Poza tym dziękuję, buduję dom. W lutym jadę na urlop. Pierwszy raz od dwóch lat. Nie mogę się doczekać. A u pana, tak dawno się nie widzieliśmy?”. Miły zaczyna opowiadać o swoich sukcesach. Ja przypominam sobie na szybko ile razy Marcie udało się przemnożyć bezbłędnie 9 razy 7. Chcę być przygotowana do opowiedzenia o moich sukcesach na wypadek „A co u pani?”. Widzę jednak, że faktycznie czas na mnie, bo państwo już na etapie wyciągania papierów. Pan „baaardzo” przeprasza, ja że nie ma sprawy i faktycznie tak czuję, że nie ma sprawy. Wiem przecież, o co chodzi. No jak nie wiem?
Wychodzę, idę i bach, obuchem w łeb: „A dlaczego ona nie powiedziała o rodzinie, dzieciach? Przecież ma dwójkę cudownych dzieci, na które czekała całe wieki, wspaniałego faceta, życie, o którym zawsze marzyła, helo-oł!!”.
Gryzło mnie to tak, że nie wytrzymałam i dzwonię wieczorem. Pytam „I jak poszło?”. „Dobrze, wspaniale”. Będzie klient. No i nacieram: „Słuchaj, a dlaczego nie wspomniałaś o dzieciach, o tym, że jesteś mamą, że masz dzieci, rodzinę?”. Jak z procy odpowiedź „A czym tu się chwalić?”.
Zastygłam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Kompletnie mnie zatkało. Jak już lekko oprzytomniałam, rzuciłam, że właśnie chyba tym najbardziej. A ona mi na to „Może i masz rację. Ale z bycia matką nie wyjadę na wymarzone wczasy”.
Nie mogę przestać o tym myśleć.

Jeśli przyznam się, że jestem matką, żadna dobra oferta pracy mi się nie trafi.

Dyskwalifikacja

Czy bycie matką zatem dyskwalifikuje nas z kręgów innych, niż matczyne? Czy rodząc dzieci wypadamy za burtę okrętu zwanego „pożądanie zawodowe, życie kulturalne, rozwój osobisty” Czy bycie matką oznacza ograniczenie naszych możliwości w każdej innej dziedzinie? Czy słowo „matka” kojarzy się wyłącznie z kobietą, która pozbawiona została zdolności opanowania czegoś więcej niż umiejętność obsługiwania rzepów w pampersach? Co jest wstydliwego w byciu matką, kiedy wychodzimy z tym do ludzi, kiedy chcemy robić kariery, kiedy chcemy osiągnąć coś więcej? A z drugiej strony, dlaczego nie czerpiemy z tego właśnie, że jesteśmy matkami? Kto lepiej od matek potrafi opanować w pierdy czynności, terminów, umiejętności na raz?
Dlaczego to, że zwykle w domu jest posprzątane, pozmywane, dzieci nie chodzą zasrane, głodne, zakupy są zrobione, obiad stoi na kuchni nie jest godne podziwu, a wystąpienie z tabelką w excelu przed siedmioma dupkami w korpogajerach jest postrzegane jako sukces roku i toruje drogę do „w dupę” kariery??

Szkoła dla mam?

Z bycia mamą nie ma ćwiczeń, szkoleń, wprawek. I nie mówię o sztuce przewijania, kąpania, kładzenia do snu. Choć to są oczywiście cenne umiejętności, ale bardzo dużą robotę robi tu instynkt macierzyński tak, że nie bardzo to jakoś skomplikowane się wydaje. Wystarczy tydzień, dwa i umiemy.

Nie ma natomiast szkół, w których mama nauczy się radzić sobie z emocjami, jakie przypadną jej w udziale. Nigdzie nie uczą jak radzić sobie z presją otoczenia, ze wstydem, kiedy nie radzi sobie z obowiązkami. Nie ma treningów asertywności macierzyńskiej, szkoleń w osiąganiu celów własnych bez poczucia winy. Nie uczą, jak nie bać się mówić o tym, co się czuje, jak radzić sobie z krytyką i z pokusą bycia mamą perfekcyjną.

Pamiętam moją pierwszą poważną pracę: umowa na trzy miesiące okresu próbnego, przez trzy tygodnie dzień w dzień, poza obowiązkami, dwie godziny szkolenia, a przez pierwsze dwa tygodnie wdrażała mnie koleżanka, żebym oswoiła się z nowym. Moje stanowisko? Sekretarka, od 08:00 do 16:00, pięć dni w tygodniu. Weekendy wolne. Przypomnij mi, w jakich godzinach kobieta jest mamą i na ile szkoleń pójdzie zanim zatrudnią ją na pełen etat?

Siła matki

I pytam:
→ Dlaczego to właśnie matki nie są przykładem dla innych skoro nie wiedząc nic o macierzyństwie, mimo wszystko potrafią świetnie sobie z nim dać radę przez czas nigdzie nieokreślony, czasami na wieczne zawsze?

→ Dlaczego zajście w ciążę i urodzenie dziecka prędzej kojarzy się w końcem kariery kobiety niż z początkiem kompletnie nowej ery w jej życiu z perspektywami rozwoju w przyszłości??

→ Dlaczego cała masa kobiet będąc właśnie na urlopie macierzyńskim podejmuje decyzję o otworzeniu własnych biznesów, udziale w całej masie szkoleń, kursów, pójściu na studia dawno odkładane, nauce nowych języków, doskonaleniu swoich już posiadanych umiejętności zawodowych, odkrywaniu talentów, o których nie miały zielonego pojęcia? Czy zrobiłyby to samo nie mając dzieci??

→ Dlaczego, kiedy się przedstawiamy wcale, albo rzadko lub na szarym końcu, jeżeli w ogóle, mówimy „jestem mamą”? Wstydliwe to jest? Niewystarczająco atrakcyjne, mało znaczące, nie dające perspektyw, słabo wypadające w sondażach na najbardziej atrakcyjną aktywność w życiu?

→ Dlaczego zawsze reagujemy, kiedy ktoś pominie jeden z naszych tytułów naukowych bądź przypisanych sobie zawodów, a nigdy nie zwracamy uwagi na to, że nikt nie powiedział o nas „mama”?

Jestem mamą, do cholery, i ze wszystkich rzeczy, które w życiu osiągnęłam, zrobiłam, do których ciężką pracą doszłam, z tego właśnie jestem najbardziej dumna. Ty też?
Z drugiej strony nie bez przyczyny, czasami mówi się o nas „święte krowy”. Nic nam nie można powiedzieć, bo jesteśmy matkami. Na nic zwrócić uwagi, bo jesteśmy matkami. Więcej wiemy o życiu, bo jesteśmy matkami. Domagamy się specjalnego traktowania w restauracjach i miejscach publicznych, bo jesteśmy matkami. Możemy wymagać wszystkiego od wszystkich, bo jesteśmy matkami dzieci, które mają być tak samo ważne dla każdego mieszkańca na tej ziemi, jak są dla nas.

Zdecydujmy się w końcu

Być może już czas, żebyśmy zrozumiały i pokazały innym, że:

  • to nasze dzieci czynią wyjątkowym nasze życie, nie fakt, że zostałyśmy matkami;
  • bycie mamą nie czyni z nas nikogo wyjątkowego; tak samo matkami było i jest miliony kobiet na świecie i z samego faktu macierzyństwa nic szczególnego nie wynika;
  • bycie mamą daje nam całą masę nowych perspektyw, o których nawet nie myślałyśmy, kiedy dzieci nie było, zajęte pracą, sobą i samodoskonaleniem się;
  • bycie mamą daje nam możliwość zrobienia w życiu rzeczy wielkich, ponieważ zaczynamy myśleć z perspektywy kogoś, kto staje się odpowiedzialny za nowe życie; kto własnym życie chce pokazać i nauczyć kolejne pokolenia, jak można przeżyć życie w spełnieniu, satysfakcji, miłości i pasji.

Będąc mamą jednocześnie jesteśmy gospodyniami domowymi, menadżerami ogniska domowego, opiekunkami dzieci, sprzątaczkami, księgowymi, logistykami, pielęgniarkami, wróżkami, które zawsze wiedzą, że wszystko dobrze się skończy, dekoratorami wnętrz, elektrykami, kucharzami. Pokaż mi zawód, który łączy tyle specjalizacji w jedno.

Bycie mamą uświadamia nam, że odtąd każdy nasz krok będzie pilnie obserwowany przez człowieka, na którym zależy nam najbardziej na świecie.

Bycie mamą czyni z nas wzór do naśladowania.

Bycia mamą jest chyba jedną z niewielu aktywności, której nie można się nauczyć od nikogo. Każde doświadczenie jest pierwszym, ponieważ nasze dziecko reaguje na nie jako pierwsze.

W każdej z nas jest potężna siła. W tych czterech literach „mama” drzemie ogromna moc. Taką samą potężną siłę chęci do życia możemy przekazać nowemu człowiekowi. Jedyne, czego nam trzeba to uwierzyć. Uwierzyć, że bycie mamą jest powodem do dumy i żadne inne osiągnięcie życiowe, sukces zawodowy nie da nam takiej satysfakcji jak właśnie to, kiedy nasze dziecko powie do nas „mama”.

A teraz powiedz sobie i innym „jestem mamą”.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podaj dalej. Dzięki!Share on Facebook1Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someonePin on Pinterest0
  • Monika KoneV i Naszebąbelkowo. mnie ubiegły. Solidaryzuję się z Moniką, bo jestem w podobnej sytuacji i mam podobne odczucia. Urodziłam syna na 5. roku studiów a teraz mam 30 lat. Od siebie dorzucę, że nie lubię, jak ktoś o mnie mówi kontekście mojego macierzyństwa, bo to moja prywatna sprawa. Nie lubię być pouczana jak wychowywać i dbać o dzieci, więc go nie eksponuję. Słowa „mama” używam prywatnie, jestem nią dla moich dzieci, w ustach obcych ludzi brzmi infantylnie. I jeszcze, odnosząc się do Twojej wymiany zdań z Moniką, zajrzałam na Jej blog i napisałaś o niej całą prawdę. Ja też oprócz bycie matką robię w wolnym czasie różne rzeczy, które dają satysfakcję i w których jestem dobra. Boli mnie ambicja, że nie potrafię uzyskać samodzielnie dochodu. Pozdrawiam serdecznie.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Moim zdaniem w byciu mamą nie ma niczego wstydliwego – zresztą sama się na taką „funkcję” zdecydowałam i pełnię ją na urlopie wychowawczym już od trzech lat. Ale z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć, że akurat dla potencjalnego pracodawcy to bardziej negatyw, niż pozytyw. Bo dziecko to również choroby, urlopy, zwolnienia z tytułu opieki nad dzieckiem – no niestety, life is brutal. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się to pogodzić, kiedy już zdecyduję się na powrót na rynek pracy – i że trafię na takiego pracodawcę, któremu nie będzie to przeszkadzać. Jeśli nie – to trudno. Będę szukać dalej. Na pewno nie zamierzam przedkładać pracy nad dobro mojego synka.

  • Super dzieciaczki

    Smutne, że bycie mamą jest tak mało znaczące i nielubiane w niektórych miejscach pracy. Takie życie.

    • @agnieszkawlecial:disqus @naszebabelkowoblogspotcom:disqus to bardzo smutne. I ja się nie godzę na coś takiego. Ale wiem, że najpierw ja sama muszę wierzyć w to, że macierzyństwo dało mi wiele dodatkowych umiejętności, których nie mogłabym wpisać do CV gdybym nie była mamą. To wszystko zaczyna się w naszych głowach. Jeśli my w to nie uwierzymy, nikogo nie przekonamy do tego, że mamy być szanowane jako matki, a do zaoferowania mamy dużo więcej niż tylko zwolnienia i wychodzenie wcześniej z pracy. Pracując możemy kogoś zatrudnić do opieki nad dzieckiem. Ale musimy chcieć uwierzyć (po raz drugi), że ktoś zajmie się nim równie troskliwie jak my. A przynajmniej, że nie zrobi mu nic złego. To jest proces. Proces zmian, do którego przygotowuję i uczę mamy na moich warsztatach. Bo wiem, jak ciężko jest oswoić się z myślą, że nie jesteśmy niezbędne. Że nie tylko my jesteśmy w stanie zająć się naszym dzieckiem. Wiem, jak trudno jest pozbyć się poczucia winy, że oto równie mocno dbam o siebie i własny rozwój, jak i o dziecko. Jest to możliwe. I niezbędne (to akurat tak) żeby inni tak właśnie zaczęli myśleć o nas, matkach. Ściskam Was mocno.

  • Ach! I ja pozostawię po sobie ślad. 🙂 generalnie nie ma nic wstydliwego w byciu mamą, ale mnie się wydaje ze tutaj nie o wstyd chodzi. I racje masz we wszystkich poruszonych kwestiach, wiele natomiast zależy od nastawienia kobiety do świata i tego, jak potoczyło się jej życie. Dajmy na ten przykład taką mnie. Miesiąc po obronieniu pracy magisterskiej urodziłam Młodego. Dwa lata później na świecie była Młoda. I choć kocham moje dzieci ponad życie, to w głębi duszy jestem ostatnimi czasy bardzo nieszczęśliwa. Studiowalismy razem z mężem. Widzę jak on na delegacjach, jak na kursy jeździ, tu angielski tam coaching z zakresu sprzedaży i jest mi potwornie przykro, że nie mogę iść z nim i moimi znajomymi ze studiów łeb w łeb. Dla mnie, kobiety, która liceum ukończyła z drugą najwyższą średnia w szkole, która studia przeszła z lekkością i bez większego wysiłku, i która nastawiona była na super karierę- jest to potworny dół. I nie trzeba tego traktować jako „brak miłości do dzieci”, a jako niespełnienie w zupełnie innej sferze życia. Kiedy idę na spotkanie ze znajomymi, każdy mówi, czego to nie osiagnal, tak im potwornie zazdroszczę, że w sumie to przestałam aktualnie juz całkiem wychodzić z domu.
    Są w moim zycii momentami takie zrywy, kiedy wszyscy mi mówią – pomożemy Ci! Mąż, rodzice. Ale tak naprawdę każdy z nich ma swoje życie, swoją pracę, wiec każdy generalnie pouzala się nam moim zawodowym losem, i idzie robić wszystko swoje, a ja zostaje jak zawsze ze wszystkim sama. Jestem szczęśliwa mama, dla której dzieci to oczka w głowie, ale nieszczęśliwa kobieta. I kiedy ktoś się chwali sukcesami zawodowymi, to ja nie mam zwyczaju krzyczec- hej, przecież jestem matką! To zupełnie różne kwestie i dla mnie życie zawodowe nie łączy się z życiem prywatnym. Poza tym na punkcie swojego życia zawodowego, a właściwie braku tego życia, mam potworny kompleks, przez co takie podkreslanie „bycia matka” brzmi dla mnie, jak próba zatuszowania tego właśnie kompleksu.

    • Kilińska

      To wiesz, że to dla mnie zaskoczenie…bo od dłuższego czasu obserwuję Twój blog, Twoje miejsce w sieci i jestem … zachwycona! Wiesz czym?? Po pierwsze zdjęciami..robisz tak niesamowicie cudowne zdjęcia, że historia. Masz, jak dla mnie, niebywałe oko i niesamowity dar chwytania TYCH momentów. I te, na których są Twoje dzieci, i te nie z dziećmi, są niebywałe. Po drugie masz dar do pisania po prostu, bez zbędnych ozdobników, tak, jakbym siedziała w tym, o czym piszesz i obserwowała. Po kilku zdaniach wiadomo, że jesteś przede wszystkim szczera. A tym zawsze się wygrywa. Z tego, co czytałam u Ciebie, masz dosyć solidną wiedzę na temat techniki blogowania, social mediów i tym podobnych. Właśnie trafiłam na tekst o Instagramie i już mam pytania do Ciebie i wezmę Twoje wskazówki. Nie mogę Ci powiedzieć „hej, weź się. przecież jesteś świetna. co Ty gadasz, no”. Chcę Ci jedynie powiedzieć, że patrząc na to, co robisz widzę dużo więcej niż to, że jesteś mamą. Popatrz, w tych kilku pierwszych zdaniach ani razu nie powiedziałam o Tobie jako o matce. Pójdę dalej: śmiem twierdzić, że właśnie to, że jesteś mamą wyzwoliło u Ciebie takie, a nie inne talenty. Kiedyś opublikowałam u siebie takie zdanie, że czasami trzeba się na chwilę zatrzymać i odpowiedzieć sobie na jedno, bardzo ważne pytanie „co chcę w życiu robić?”. Odpowiedź nie musi przyjść od razu. Ja mam za sobą dwa lata prowadzenia własnej działalności, którą musiałam zamknąć, bo przynosiła straty. Byłam na skraju rozpaczy, bo myślałam, że to TO. Ale się podniosłam, sama…siedziałam, siedziałam i przekułam to w poradnik dla startujących przedsiębiorców, jakich błędów nie popełniać przy rozpoczynaniu działalności, który właśnie czeka na to, żebym go puściła w komercyjny obieg. Do tego co ja chcę w życiu robić doszłam niedawno. I, inaczej niż przedtem, podchodzę do tego z rozsądkiem, spokojem i rozwagą. Wiele dróg prowadzi do jednego celu…oj pojechałam kurde..ale nie, chcę powiedzieć, że zanim się trafi w to swoje, można robić wiele, wiele rzeczy. Ale najważniejsze, żeby poznać tę odpowiedź, co chcę w życiu robić. Wtedy gwarantuję Ci, że nic nie będzie dla Ciebie niemożliwe. Przede mną zmiana, która wywali nam nasze życie na 3/4 do góry nogami. Ale to właśnie jedna z dróg, która prowadzi mnie tam, gdzie chcę być. Za rok, dwa, trzy. Ale tam będę. Bo WIEM!! Dziękuję Monika za Twój komentarz i na ten skrawek Ciebie tutaj. Ściskam Cię najmocniej.

    • Kilińska

      Monika, jeśli chcesz, wyślę Ci mój poradnik z ogromną przyjemnością.:) daj tylko znać.

      • z ogromną przyjemnością przeczytam!!! Ja się sama na sobie przekonałam jak trudne jest prowadzenie biznesu. Stwierdziłam również ze to nie dla mnie. A właściwie ta branża, w którą próbowałam się wbić 😉

        • Super!! Znajdę Twój mail i wyślę. Sciskam

  • Swietny tekst Iwona! I mimo że nie jestem i raczej mamą nie będę to obserwuję wiele matek i Twoje obserwacje są bardzo trafne.
    To chyba taki miź kultury, wychowania, stereotypów oraz braku zdecydowania ;).

    • Kilińska

      Dziękuję kochana. Pewnie wszystkiego razem. Tylko zawsze pytam, czy to, co zastane, dane, musi być tym najbardziej odpowiednim dla nas? A jeśli nie, to dlaczego by nie chcieć tego zmienić?

  • Bycie mamą to niepowtarzalna przygoda, ale w relacjach biznesowych o tym raczej nie wspominam.

  • Brawo! Jak dla mnie świetny tekst, oczywiście można macierzyństwo traktować jak sprawę intymną i osobistą, ale czy budowanie domu i wyjazd na urlop o których się mówi też nimi nie są?

    • Kilińska

      Dziękuję bardzo. Doceniam to. Wiesz, w ten sposób na to nie patrzyłam. A bardzo to trafne spostrzeżenie! Dziękuję, ściskam.

  • Justyna | Mama Wie Wszystko

    Bycie mamą jest super! 🙂

  • nie chwalę się dzieckiem ani facetem, bo oni nie są moją zasługą. a awans owszem. to raz. dwa, że sprawy takie jak rodzina są dość osobiste, intymne, moje prywatne. a praca czy kariera wręcz przeciwnie.

    wyczuwam w Twoim wpisie pewne oburzenie. że ktoś bagatelizuje rolę matki. pamiętajmy jednak, że każdy ma własną hierarchię wartości. dla Ciebie macierzyństwo może być największym osiągnięciem, ale dla innej kobiety (również matki) może być nim świetna posada. i nie powinno się jej za to potępiać czy sugerować, że coś z nią nie tak. bo przecież rola matki jest ważniejsza. każdy sam decyduje, co dla niego ważne. każdy jest dumny z czego innego. i każdy ma do tego prawo. różnimy się jako ludzie. nie ma jednego słusznego modelu macierzyństwa. i wcale nie jest powiedziane, że matka która więcej mówi o pracy niż swoich dzieciach jest złą matką. zazwyczaj opowieści o cudzych dzieciach są ostatnią rzeczą, której chcą wysłuchiwać bezdzietni dawno nie widziani znajomi.

    a z tym nazywaniem mamą to ja mam wręcz odwrotnie. strasznie mnie irytuje kiedy np w przychodni personel zawraca się do mnie „mama” zamiast „proszę pani”.

    • Kilińska

      Zadaję całą masę pytań, na które sama szukam wciąż odpowiedzi. I mam nadzieję, tymi pytaniami sprowokuję kogoś jeszcze do tego, żeby podobne pytania sobie zadał. Być może ktoś dzięki temu inaczej spojrzy na swoją partnerkę czy pracownicę. Być może któraś z mam patrząc w lustro zobaczy przed sobą nowe możliwości. Być może, dzięki tym pytaniom, jedna kobieta więcej pomyśli, że nadszedł czas wykorzystać potencjał, jaki daje jej macierzyństwo. Być może dzięki tym pytaniom jedna, dwie, a może trzy kobiety przestaną traktować macierzyństwo jako uwiązanie w kuchni i przy dziecku, a zaczną myśleć o tym, jako o szansie na ich własny rozwój i przepustkę do ciekawszego, innego, nowego życia. Mnie bycie mamą nie wystarcza. Muszę mieć coś jeszcze. Coś własnego. Coś dla siebie. Ale to bycie mamą napędza wszystkie moje silniki. Te własne i te rodzinne. To macierzyństwo nauczyło mnie miłości, której wcześniej nie znałam. To ta miłość otworzyła mi oczy na to wszystko, o czym nie miałam pojęcia, a co jest między mną, a moimi rodzicami, między mną, a moim partnerem, moim dzieckiem. To bycie mamą sprawia, że chcę więcej, lepiej, inaczej. Że wciąż chcę.

  • Wydaje mi się, że nie większość ludzi nie potrafi określić siebie inaczej niż przez pełnioną funkcję. Jakby to nadawało im to jakiegoś sensu. Jak kobieta jest matką nie wyklucza jej z innego życia, ma po prostu jeszcze jedną osobowość. Inne, nowe doświadczenia po prostu ;]

    • Kilińska

      Pytanie tylko, czy pełnione funkcje określają nas?? I nie jestem do końca pewna, czy to, co piszesz, o wykluczeniu, jest jednak odosobnionym zjawiskiem? Że częściej jednak macierzyństwo postrzegane jest jako ograniczenie. Przynajmniej ja mam takie doświadczenie.

      • Nie wiem jak Ciebie, ale ocenianie mnie poprzez funkcję jaką pełnię nie określa mnie jako jednostki. Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi jest na ogół nieskomplikowana i to co widzisz tym właściwie jest. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale chodzi mi o to, że człowiek wstający od swojego biurka w pracy nie jest tym człowiekiem za biurkiem po opuszczeniu pracy. Niby proste, ale tak nie jest. Pal sześć jak inni tak oceniają, ale zdumiewająco dużo ludzi ocenia siebie poprzez pryzmat wykonywanych obowiązków. Przenoszą cechy, które są mile widziane w ich profesji na siebie samych. Mam nadzieję, że nie zagmatwałem ;]
        Z wykluczeniem matek spotkałem się tylko i wyłącznie przez nie same. Nie mówimy tutaj o patologiach. To kobiety najczęściej narzucają sobie jakąś wizję siebie kiedy są matkami. Nastąpiła zmiana, zmieniło się ciało, pojawiło się nowe życie, które nim się „wykluło” dało jej w kość, ale nie oznacza to, że ta kobieta jest kimś innym. Bycie matką nie wyklucza jej z życia (pomijam nie sprzyjające okoliczności), najczęściej robią to same tłumacząc, że są matkami. Moje znajome ograniczyły wyjazdy w plener na rowerze po urodzeniu, ale nie zaprzestały tego robić. Nie zaprzestały rozwijać swojej kariery.

        Jeżeli się nie zgadzasz – ok, tylko nie używaj argumentu, że jestem mężczyzną ;]

        • Kilińska

          No coś Ty… nigdy. A wracając…mnie też nie. Niezależnie od tego, czy będę pracować jako dyrektor czy jako pani sprzątająca, to nie zmienia tego, kim dla siebie jestem. Natomiast z tym przenoszeniem przez same matki…no nie mogę się nie zgodzić. O właśnie, jak Ty dobrze gadasz, no, na pewno nie jesteś matką??:), tłumacząc, że są matkami. To ma je raz usprawiedliwiać, raz stawiać wyżej, raz być wytrychem do tradycyjnie nieotwieralnych drzwi. Masz świetne znajome:) Ja, takich kobiet, mam wokół siebie też trochę. I podziwiam je całym sercem. Dopinguję i wspieram. I widzę w nich wiesz, właśnie ten błysk, tę siłę, którą dostały po urodzeniu dzieci!! Skłodowska-Curie swojego pierwszego Nobla odebrała będąc mamą 7 letniej dziewczynki. J.K. Rowiling pierwszy tom pisała z małym dzieckiem u boku. To jest absolutna moc. Dziękuję za Twoje komentarze. Doceniam to.

          • Do usług ;] Będę wpadał częściej, już załadowałem czytnik rss kanałem Twojego bloga ;]

  • Ja absolutnie nie mam z tym problemu 🙂

    • Kilińska

      To wspaniale. Oby więcej było nas takich jak Ty!

  • Gosia

    Dla mnie bycie mama to coś wyjatkowego, coś czego nie da się opisać. Uwielbiam ten stan pomimo nie przespanych nocy, i innych zmagań.

    • Kilińska

      Wyspać się zawsze będzie można później, przeżyć jeszcze raz tę samą noc z Maluszkiem już nigdy, prawda?

  • Żaneta

    Świetny tekst. Dla mnie bycie mama to powod dodo dumy.

    • Kilińska

      Jak najbardziej! każdego dnia:)

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Uwazam ze bycie mama to jednak coś wyjątkowego. Dobra i świadoma mama, świadomym rodzicem. To ciężka praca i ważna praca.

    • Kilińska

      Ależ ja właśnie o tym mówię. Ważne, czasami ciężkie, cudowne i wyjątkowe doświadczenie. Moim zdaniem jednak nie samo bycie matką nadaje inny wymiar naszemu życiu, a nasze dzieci. To spojrzenie z innej perspektywy.

Przeczytaj poprzedni wpis:
#STOP KRYTYCE MAM – DOŁĄCZ

Od tygodnia zbieram się żeby napisać tekst o kampanii „Stop Krytyce Mam”. Siedzę, kursor miga, a ja nic. Myślę, myślę...

Zamknij