BYĆ MAMĄ

Nigdy nie powiem Ci, jak masz wychowywać swoje dziecko, bo to Twoja indywidualna sprawa, Twoje wybory i decyzje, których konsekwencje poniesiesz Ty, Twoje dziecko i Twoja rodzina. Nic mi do tego oprócz tego, że życzę Ci samych wspaniałości. I naprawdę, naprawdę Ci kibicuję. Mogę Ci natomiast powiedzieć, jak bycie matką zmieniło moje życie. I co dla mnie znaczy być mamą.

1. kiedy pierwszy raz zobaczyłam moje dziecko, poczułam w sobie nieznane mi do tej pory uczucie absolutnej, czystej, bezwarunkowej i nieskończonej miłości. Nigdy wcześniej tak nie kochałam i nigdy później nie będę już tak kochać. Zrozumiałam też, że już nic nie będzie w moim życiu tak, jak dawniej;

2. dopiero kiedy zostałam matką zrozumiałam, że moje macierzyństwo jest kolejnym, absolutnie naturalnym etapem w moim życiu. Wcześniej natomiast było to dla mnie jakieś wielkie halo, giga bum. Że świat stanie na ten moment, bo oto ja zostałam mamą. Nie. Nie potrzebuję robić z siebie, jako matki, pomnika matki-polki. Samo to, że zostałam matką, nie czyni mnie kimś wyjątkowym. Wyjątkowe jest moje dziecko. Natomiast samo macierzyństwo nie dodaje mi jakichś specjalnych względów. Nie nadymam się, nie puszę, nie ubiegam o specjalne traktowanie. To moja córka, jak każde dziecko, będzie traktowana wyjątkowo przez swoich rodziców, czyli mnie i jej tatę. Nic nikomu nie muszę udowadniać. Nic również nie muszę udowadniać samej sobie;

3. bardzo szybko zrozumiałam, że macierzyństwo to nie to, co pokazują w TV. Nie różowe i błękitne falbanki w witrynach sklepowych. Nie roześmiane buzie mam i bobasów z bannerów reklamowych na przystankach. Nie setki stron w poradnikach, gdzie każdy z autorów wie lepiej, co woli moje dziecko i jaką powinnam być mamą. Pomogło mi to połknąć gorycz szoku i rozczarowania sytuacjami, na które kompletnie nie byłam emocjonalnie przygotowana;

4. baaaardzo szybko dotarło do mnie, że bycie matką nie jest usłane różami. To czas najpiękniejszych doświadczeń, jakie przyszło mi przeżywać, ale też czas, w którym bardzo często zadaję sobie pytania typu: „czy dam radę?”, „czy mogę chcieć dla siebie bardziej niż dla dziecka?”, „czy to w porządku, że chcę pobyć bez dziecka?”, „czy mogę oddać dziecko na kilka dni bez wyrzutów sumienia?”. I wiele, wiele innych. I zadawanie takich pytań jest jak najbardziej w porządku. Jestem tylko i aż człowiekiem. Mam prawo być zmęczona, przemęczona, niepewna. Mam prawo być sama. Nie zawsze muszę cisnąć i naginać się do granic wyczerpania fizycznego i emocjonalnego tylko dlatego, że taką widzi mnie społeczeństwo przesiąknięte stereotypami;

5. w miarę upływu czasu dotarło do mnie, że, jako matka, nie muszę wiedzieć wszystkiego najlepiej. Wychodziłam bowiem z założenia, że wyłącznie ja będę wiedzieć, co dla dziecka dobre: począwszy od przewijania, skończywszy na wyborze wózka. Odebrałam decyzję wszystkim: jej tacie, dziadkom, ciociom i wujkom. Prawo decyzji miałam mieć tylko ja. Jak to się skończyło? Zostałam z tym sama. Przyzwyczaiłam wszystkich, że ja podejmuję decyzje. WSZYSTKIE. A kiedy potrzebowałam, żeby ktoś zrobił to za mnie, bo ze zmęczenia, bo z wyczerpania, że wszystko ode mnie zależy, bo po prostu chciałam nie musieć robić wszystkiego, nie było chętnych. Nie mówiąc już o tym, że dzięki mnie, a może przeze mnie, odebrałam innym chęć brania spraw we własne ręce. „no bo przecież i tak ma wyjść na Twoje, to co się wściekasz, że nie reaguję”. W takim ciągłym napięciu nie byłam w stanie żyć i normalnie funkcjonować. Palą się wszystkie styki, nerwy puszczają w sekundę, roznosiła mnie agresja, wkurw i marzenie, żeby w końcu ktoś zrobił coś za mnie, do jasnej cholery! Gdybym w porę nie zorientowała się, że robię krzywdę przede wszystkim sobie, skończyłabym pewnie u czubków. A moje dziecko nauczyło by się ode mnie, czym jest brak zaufania do innych, nawet najbliższych. Biorąc wszystko na siebie dawałam jasny sygnał, że ufam wyłącznie sobie. A jeśli ja nie ufam innym, ona również tego zaufania mieć nie będzie.  UWAGA! tego chyba najciężej jest się oduczyć, więc zawczasu dobrze lepiej w ogóle w to nie pchać;

[FM_form id=”2″]

6. nie tak szybko, ale w samą porę, zrozumiałam, że bycie matką nie odbiera mi prawa do pozostania kobietą. Nie wolno mi zapomnieć o tym, kim byłam, do czego dążyłam, jakie miałam marzenia, jako bezdzietna. A otoczenie zdawało się kompletnie wymazywać ten czas z mojego życia pokrzykując na mnie „liczy się tylko dziecko, liczy się tylko dziecko !!”. Pierwszy raz, kiedy moja córka została beze mnie i świetnie sobie z tym poradziła, przekonał mnie, że takie rozstania nie są niczym złym. Że to ja bardziej przeżywam bycie bez niej, niż ona beze mnie. Że to ja narzucam sobie terror bycia na każde jej zawołanie i chlipnięcie. Że to ja sobie odbieram prawo do bycia bez niej. Że nie wolno mi pozwolić żeby kilkumiesięczne czy kilkuletnie dziecko, nawet moje własne najbardziej kochane na świecie, zrobiło ze mnie niewolnicę wyrzutów sumienia, że oto jestem tu, a nie z nią;

NIE MA KOGOŚ TAKIEGO JAK „DOBRA MATKA” I „ZŁA MATKA”. SĄ MATKI WYCHOWUJĄCE WŁASNE DZIECI I POZOSTALI, KTÓRZY WYSTAWIAJĄ IM OCENY.

7. bycie matką postawiło pomiędzy mną i moim dzieckiem lustro. Codziennie moja córka przegląda się w nim i robi dokładnie to, co tam zobaczy. To jest jej baza, fundament dla jej dorosłego życia. To według reguł, jakich nauczy się w domu, ode mnie i jej ojca, będzie żyła jako dorosły człowiek. Czy i ile dołoży do tego z własnego już doświadczenia, to jej sprawa. Ode mnie, od nas, jako rodziców, ma dostać to, co będzie dla niej najważniejsze w przyszłości: zdrowie emocjonalne. I powinnam o tym pamiętać na KAŻDYM kroku, kiedy podejmuję decyzję;

8. bycie matką nie uczyniło mnie świętą, wszystkowiedzącą, bezkarną, wyjętą spod wszelkiej krytyki i oceny. Jeśli jednak już staje się ze mną jeden na jeden i chce skrytykować to, co robię jako matka, ma to odbywać jak równy z równym: przeżyj to, co ja, poczuj to, co ja, miej to, co ja – wtedy pogadamy;

9. bycie matką upoważniło mnie do tego, aby w pełni i świadomie dbać o siebie, ponieważ to ja decyduję o przyszłości mojego dziecka i to ja będę ją uczyć jak być człowiekiem pewnym siebie, świadomym swojej wartości, ciekawym świata i ludzi, aktywnym, rządnym wiedzy. A jeśli sama nie osiągnę tego dla siebie, nie będę w stanie przekazać tego mojemu dziecku;

10. okazało się, że bycie matką nie nakłada na mnie obowiązku ofiarowania siebie na ołtarzu rodziny. Nie musiałam poświęcić się dla dobra dziecka i jej ojca. Co więcej, nikt ode mnie tego nie wymagał. A z pewnością nie chciało i nie chce tego ode mnie moje dziecko;

11. bycie matką nauczyło mnie, że nawet jeśli znikąd nie przychodzi wsparcie, motywacja czy zachęta do działania, to właśnie moje macierzyństwo daje mi super-moc, dzięki której jestem w stanie sama wskrzesić to wszystko w sobie. To niesamowite doświadczenie i przeżycie. Dowiedziałam się, jak to jest zostać sama z własnymi decyzjami. Jak to jest częściej słyszeć „beznadziejnie” niż „świetnie, wierzę w ciebie”. Jak to jest, kiedy wymaga się ode mnie czegoś kompletnie niezgodnego z moimi celami, marzeniami. I nauczyłam się od samej siebie wstawać, otrząsać się i mówić „a właśnie, że dam radę. a właśnie, że mi się uda. a właśnie, że wierzę w siebie. a właśnie, że nie potrzebna mi jest wasza akceptacja, żeby wiedzieć, że robię dobrze. i nawet jeśli mi się nie uda, to wiem, że się starałam. i nie przestanę, dopóki nie dojdę, tam gdzie chcę”;

12. bycie matką nie odjęło mi rozumu i nie upoważniło innych do traktowania mnie jak osoby pozbawionej piątej klepki, bo wszyscy wiedzą ode mnie lepiej o wszystkim, co z dzieckiem i z macierzyństwem jest związane. To ja wyznaczam granice ingerencji w moje, w nasze życie. Ale też nauczyłam się, że umiejętność słuchania innych, to bardzo przydatna umiejętność, kiedy jest się mamą. Będą bowiem też i tacy, którzy z serca będą chcieli mi doradzić, nawet wtedy, kiedy ich o to nie poproszę;

13. być mamą nie równa się temu, że muszę znać odpowiedź na wszystkie pytania, które zada mi moje dziecko. Nie ma i nie będzie w tym nic złego, jeśli usłyszy ode mnie „tego nie wiem”. Ważne jest żebym starała się pokazać jej, że niewiedza może być źródłem motywacji do tego, żeby chcieć dowiedzieć się więcej;

14. bycie matką nauczyło mnie, że brak planu też jest planem. Że jeśli nie działam non-stop wg schematu, nic złego się nie stanie. Że spontaniczność pobudza wyobraźnię dziecka i moją. Że poddanie się temu, co ma się stać, a wychodzi poza mój plan, nie odbije się traumą u mojego dziecka. Że jeśli od czasu do czasu odpuszczę i pozwolę, nie nastąpi koniec świata;

15. bycie matką nauczyło mnie radości z rzeczy prostych, małych, z drobiazgów. Jak? Po pierwsze upływem czasu. Tym, że chwila trwa tylko chwilę i już nigdy ta sama nie wraca. A jeśli przeoczę to, co właśnie się dzieje, mogę już nigdy nie mieć okazji zobaczyć, jakie to było piękne. A po drugie tym, że nic nie jest na zawsze. Że w jednej sekundzie mogę mieć wszystko, a zaraz już nic. Że nic nie jest dane mi z gwarancją nieśmiertelności. I dlatego tak ważne jest żebym umiała wziąć z tego jak najwięcej;

16. bycie matką zmusiło mnie do zmierzenia się z moimi nawykami, fobiami, lękami i przyzwyczajeniami. Jeśli nie zapanuję nad tymi, które i dla mnie są uciążliwe, takie same bądź wynikające z nich inne, przejmie moje dziecko. Oj, tego dla niej bym nie chciała, serio;

17. bycie matką nie odebrało mi prawa do „brania zwolnienia”. Jestem chora? Choruję. Jestem zmęczona? Odpoczywam. Reklamy typu „Vicks – mamy nigdy nie biorą zwolnienia” mam w dupie i uważam to za formę prania mózgów setkom i tysiącom kobiet, które nie są na tyle silne, żeby oprzeć się propagandzie matki-robota;

18. bycie matką nie odebrało mi ambicji zawodowych. Wiem, że nie muszę rezygnować z moich planów wyłącznie dlatego, że w moim życiu pojawiło się dziecko;

19. bycie matką nie uczyniło mnie pępkiem świata, a moje dziecko nie musi być dla wszystkich innych tak ważne, jak jest dla mnie. Nie wymagam od innych, w szczególności od nieznajomych, ale również od najbliższych, żeby kochali moje dziecko tak, jak ja je kocham i rzucali wszystko w kąt tylko dlatego, że w okolicy pojawia się moje dziecko. Szanuję ich prywatność, prawo do odpoczynku i intymności. Chcę żeby i oni traktowali mnie w taki sposób. Szczególnie pamiętam o tym w miejscach publicznych: restauracjach, księgarniach, hotelach, miejscach zbiorowego wypoczynku, środkach komunikacji itp.. Moje dziecko nie jest święte. Jest nietykalne, ale nie jest święte. Można mi zwrócić uwagę dotyczącą mojego dziecka pod warunkiem, że przyjdzie się z tym do mnie, a nie wystartuje bezpośrednio do dziecka;

CIĄGŁY RYGOR, W WYCHOWYWANIU DZIECKA PROWADZI W LINII PROSTEJ DO SZALEŃSTWA I OBŁĘDU. A CO NAJMNIEJ ZABIJA W DZIECKU WŁASNĄ INICJATYWĘ, RADOŚĆ ŻYCIA I CHĘĆ DO OSIĄGANIA RZECZY POZORNIE NIEMOŻLIWYCH, A ZE MNIE ROBI JĘDZĘ.

20. bycie matką nie tłumaczy mojego lenistwa, niegospodarności, głupoty, braku zdrowego rozsądku na dłuższą metę. To nie tak, że muszę się spinać codziennie przez dwadzieścia cztery godziny. Nie szukam jednak usprawiedliwienia w fakcie, że jestem matką. Jestem zmęczona z przemęczenia, a nie dlatego, że jestem matką. Mam chęć wyjścia bez dziecka do sklepu, bo potrzebuję pobyć sama, a nie dlatego, że jestem matką. Moje macierzyństwo nie może być wymówką. Bo prędzej czy później przestanę znajdować inne powody, niż bycie matką, dla jakichkolwiek moich działań;

21. bycie matką wymaga ode mnie nieco sprytu. Bardzo szybko odkryłam, że w delikatny, acz skuteczny sposób, mogę obracać okoliczności, w których mam się znaleźć, a nie mam na to specjalnie ochoty, na moją korzyść. Jak? Wystarczy spojrzeć…no właśnie. Ale spryt zadziała i zawsze będzie pracować dla mnie, dopóki wiem o tym wyłącznie ja. To taki sekret „Klubu fajnych mam”. Dlatego tutaj, publicznie, nie mogę Ci go zdradzić. Ale Ty przecież już wiesz, prawda?

22. bycie matką nie znaczy, że muszę być perfekcjonistką. Nie będę się spinać i nie będę marnować czas na rzeczy, które nie mają większego znaczenia. Moje dziecko za chwilę będzie nastolatką, a za dwie dorosłym człowiekiem. Nie zmarnuję jej tego jedynego dzieciństwa, jakie ma. Bo jeśli skupię się na tym, żeby było perfekcyjnie, ono przejmie mój stres, nerwy i ciągłą spinę z tym związaną. Nie muszę zawsze iść po linii prostej. To, że raz czy drugi, czy piąty skręcę w bok, nie odbierze mojemu dziecku miłości do mnie. Ona mnie kocha taką, jaką jestem. Pod warunkiem, że jestem, a nie ganiam wciąż za czymś. I nie mówię tu wyłącznie o obecności fizycznej;

23. bycie matką nie sprawia że każdy, kto w moim otoczeniu powie cokolwiek na temat macierzyństwa czy bycia rodzicem w ogóle, ocenia lub krytykuje właśnie mnie. Nie wszystko, co usłyszę na temat wychowania dzieci, jest wycieczką do sposobu, w jaki ja wychowuję własne. W szczególności, jeśli ktoś ma inne zdanie niż ja. Będę go bronić, ale nie przyjmować wszystko na własną klatę;

24. bycie matką małego dziecka uświadomiło mi, że to ja jestem odpowiedzialna za to, jak moje dziecko będzie traktować innych dorosłych. Ta umiejętność pozostanie jej do końca życia. I nie poradniki załatwią to za mnie. Tu też działa lustro: ona patrzy na mnie, słucha co mówię i robi tak samo;

25. będąc mamą nie muszę wszystkiego traktować tak strasznie serio. Dystans do siebie, mojego dziecka i mojego macierzyństwa jest w wielu momentach jedynym ratunkiem przed tym, żeby nie zwariować. A że takie chwile przyjdą prędzej czy później, nie ma żadnych wątpliwości.

I wiem też to: za dwadzieścia, może trzydzieści lat, moja córka zacznie wieść własne życie, we własnym domu, z własnymi rodzinami. Dużo wcześniej przestanie potrzebować mnie każdego dnia i o każdej porze, tak jak, dzieje się to dzisiaj. Muszę spróbować żyć w taki sposób, żeby kiedy obudzę się pierwszego dnia samodzielności mojego dziecka nie spytam siebie i świata „to co ja mam ze sobą teraz robić? przecież nic innego nie potrafię oprócz wychowywania dzieci”.

Zanim zostałam mamą, zdarzało mi się słyszeć, że macierzyństwo to jedynie cium-cium, buzi-buzi i pełnia szczęścia. Słodko-pierdzący róż. A tak nie jest.

Byli też tacy, którzy z uporem maniaka, starali się zaszczepić mi wiarę w to, że macierzyństwo jest moją JEDYNĄ drogą do pełni szczęścia, Moim zbawieniem, powołaniem, obowiązkiem. I że bycie mamą będzie wymagać ode mnie poświęcenia siebie na rzecz dziecka i rodziny. A tak nie jest.

Wiele czytałam i słyszałam, że mam być matką idealną. Że nie mogę popełnić błędów, mieć żadnych pretensji czy gorszych nastrojów. A już wściekłość na własne dziecko to po prostu prosta droga do odebrania mi dziecka. Że mam słuchać innych, najczęściej starszych i bardziej doświadczonych. A tak nie jest.

A było i tak, że jako przykład matki idealnej i wzoru do naśladowania stawiano przede mną Matkę Boską. To do niej miałam się porównywać i to do niej miałam się ciągle ścigać. A tak nie może być z bardzo prostej przyczyny: nie urodziłam zbawiciela świata w poświacie gwiazdy z ogonem i w towarzystwie facetów w fikuśnych ciuszkach z koszami prezentów dla mego potomka. Nie urażając niczyich uczuć religijnych pozostawiam Bogu co Jego i sobie, co moje, tu na Ziemi.

Kilka razy też usłyszałam, że będę złą matką jeśli, na przykład, zdecyduję się na karmienie butelką. Pręgierz karmienia naturalnego jest u nas tak daleko posunięty, że środowiska sprzyjające temu posługują się hasłami „Bądź jak Matka Boska! Karm publicznie!”. Nie, to ani nie jest żart, ani hasło rodem ze średniowiecza. Szpitale miejskie jako doradców laktacyjnych zatrudniają siostry zakonne!! Jeśli ktoś chciałby mi odpowiedzieć na pytanie, jakim to doświadczeniem w karmieniu piersią ze świeżo upieczoną matką może podzielić się zakonnica, to ja bardzo chętnie posłucham. Ta, która chciała mnie nawracać na przystawianie mimo braku pokarmu usłyszała coś w rodzaju „ja rozumiem, siostrzyczko, że ma siostra swoją misję. ja również taką mam. moją jest nakarmić moje dziecko. a że po cesarce mleka nie mam, wezmę ją teraz i pójdę nakarmić butelką. czy to się siostrze podoba czy nie”. I poszłam. „Butelka to śmierć. Sztuczny pokarm to zło”. Hasła typu „dasz wszystko, co najlepsze dziecku karmiąc go piersią” są jasnym przekazem, że jeśli nie będziesz karmić piersią, dziecko będzie odczuwać deficyt Twojego zaangażowania uczuciowego i dawania mu wszystkiego, co najlepsze”.

Nikt natomiast nie powiedział mi, że kiedy zostanę matką odkryję, że stać mnie na taki rodzaj miłości, który nigdy nie będzie zadawał pytania „dlaczego kocham?”. A tak jest. Nikt mi nie powiedział, że moje macierzyństwo będzie szczęśliwe przede wszystkim dlatego, że jest niekwestionowane. A tak jest. W Twoim przypadku, z ogromnym prawdopodobieństwem, będzie tak samo. Nikt również nie powiedział mi, że z mojego macierzyństwa będę mogła czerpać ogromne siły, które pozwolą nie dość, że stać się być może i lepszym człowiekiem, ale też wychować i ukształtować nowego człowieka. Samo to, sprawia, że czuję się jak cudotwórca.

Wiem, że jestem najlepszą mamą dla mojej córki. Nie będę temu ani zaprzeczać przez skromność, ani specjalnie się tym ekscytować. Wywalę natomiast w kosmos, jeśli moja córka, będąc już dorosłą kobietą, powie, że jestem dla niej człowiekiem, z którego chce brać przykład i być może nawet naśladować.

Być mamą mojej córki jest najpiękniejszym doświadczeniem mojego życia. Ważne jest jednak, żebym nie zapomniała utrzymać równowagi pomiędzy tym światem dzisiaj, a tym które miałam zanim zostałam mamą.

Moje macierzyństwo ma dwie sfery: duchową i fizyczną. Każda z nich ma z kolei dwie strony: ciemną i jasną, yin i yang, czarną i białą. Pielęgnuję to, co jasne. Staram się panować nad tym, co ciemne. Natomiast zupełnie odrębnie w moje macierzyństwo wpisana jest miłość do mojego dziecka. Ona istnieje bez względu na wszystko.

Tego, co napisałam nie traktuj jak jedynej prawdy. To moje doświadczenie, więc Ciebie może to nigdy nie dotyczyć. Ale to nie znaczy, że nie warto tego przeczytać i pamiętać o tym.

NIE WSZYSTKO, CO USŁYSZYSZ, PRZECZYTASZ I OBEJRZYSZ O MACIERZYŃSTWIE W TAK ZWANYCH ŚRODKACH MASOWEGO PRZEKAZU, OKAŻE SIĘ BEZ SENSU. JEST WIELE RZECZY, LUDZI I MIEJSC, KTÓRZY TOBIE I WAM OGROMNIE POMOGĄ. NIE ZAPOMINAJ JEDNAK, ŻE TO TY JESTEŚ MAMĄ DLA TWOJEGO DZIECKA. I TWOIM ZADANIEM TO WSZYSTKO PRZEFILTROWAĆ PRZEZ SWÓJ ROZUM I SERCE. 

Tekst Cię wzruszył, wzburzył, spodobał się, rozbawił Cię? Jeśli tak, będzie mi przyjemnie, jeśli podzielisz się tymi emocjami z innymi ... Share on Facebook2Tweet about this on TwitterShare on Google+1Email this to someonePin on Pinterest0
  • To co napisałaś idealnie nadaje się na wydrukowanie i oprawienie w ramce! ja jako przyszła matka chyba tak uczynię 🙂

    • Kilińska

      Dziękuję Ci Asia z całej mojej mamowej duszy:) To cudownie czytać, że moje doświadczenie może komuś służyć za przykład do naśladowania. To bardzo cenne. Normalnie drukuj, oprawiaj i oby Ci to jedynie pomogło, jeśli będzie taka potrzeba, i ułatwiło, jeśli będzie ciut ciężej. Jeszcze raz dziękuję :)) Ściskam

  • Wzruszyłam się 🙂 Świetnie napisane i takie prawdziwe. Nie mam jeszcze dzieci, ale lubię czytać jak kobiety opisują jak to wszystko wygląda na prawdę 🙂

    • Kilińska

      Dziękuję. Najpiękniej jest właśnie wtedy, kiedy jest prawdziwie. 🙂

  • nie ma nic piękniejszego od bycia mamą <3

    • Kilińska

      oj tak 🙂

  • Całkowicie zgadzam się i popieram! Ja zawsze powtarzałam, powtarzam i powtarzać będę – nie jestem matką idealną. Ale jestem najlepszą Mamą, jakie moje dzieci mogą mieć, bo jedyną! I staram się z całych sił dla nich!

    • Kilińska

      Twoje dzieci mają przecudowną mamę 🙂 <3 Ściskam

Przeczytaj poprzedni wpis:
JESTEŚ TWÓRCĄ CZY TWORZYWEM?

"masz coś, czego ja nie mam - wiesz jak cieszyć się z małych rzeczy" - słyszę to dosyć często. "ale...

Zamknij